Nasze profile w mediach społecznościowych

Formuła 1

GP Chin: Kunszt Daniela Ricciardo, bezsilność Ferrari i Mercedesa

Wyścig na torze w Szanghaju dostarczył nam więcej emocji niż mogliśmy się spodziewać. GP Chin było odpowiedzią na to, za co kochamy rywalizację. Początkowo nudna procesja przeobraziła się w szalone zmagania. Swoją szansę wykorzystał Red Bull, a Daniel Ricciardo dopełnił dzieła. Kierowcy Mercedesa i Ferrari byli bezradni w walce z Australijczykiem.

Opublikowano

w dniu

Fot. Formula 1 / Twitter

Weekend wyścigowy dla dzisiejszego triumfatora nie układał się najlepiej. Niedostatki tempa na pojedynczym okrążeniu oraz problemy techniczne, które niemal nie wyeliminowały go z udziału w kwalifikacjach. Mechanicy wczoraj w dwie godziny wymienili jednostkę napędową Renault w jego RB13, a dziś kierowca odpłacił im się takim prezentem. Kolejna świetna historia, która pokazała, że warto walczyć do końca. Start z P6 i porażka z zespołowym partnerem – Maxem Verstappenem na pewno nie była miła, ale chłodna głowa w połączeniu z agresywną strategią bardziej odpowiadały zawodnikowi z Antypodów. Mimo że dwukrotnie był tym drugim w kolejce na podwójnej zmianie opon z 17 i 30 okrążenia.

Start nie zapowiadał niczego nadzwyczajnego. Raczej miała to być kolejna “wycieczka” Sebastiana Vettela i Ferrari po zwycięstwo, a dla Kimiego Raikkonena kolejna trudniejsza przeprawa. Valtteri Bottas z Mercedesa znów ograł swojego rodaka, tak jak w Bahrajnie. Zaś Max Verstappen wykorzystał zamieszanie oraz przyczepność swoich ultramiękkich opon (pozostali w czołówce byli na miękkich) i z 5. pola awansował na 3. lokatę. O dziwo opony u niego i Ricciardo nie zużywały się tak szybko i różnica w zjazdach to 2-3 okrążenia. Z przodu Bottas zjechał na 19 kółku, a Vettel na 20. Na torze pozostawał dość długo Kimi Raikkonen, który na 27 kółku zameldował się u swoich mechaników po pośrednie opony. Zadaniem mistrza świata z 2007 roku było spowolnienie swojego rodaka z Mercedesa. Jednak na niewiele to się zdało i za bardzo nie pomogło Vettelowi. Ferrari mogło być strasznie zdziwione, że Valtteri odrobił do ich lidera ponad 3 s i udało mu się go podciąć.

Cóż, mówi się trudno. Do końca zmagań było jeszcze więcej jak połowa dystansu i okazji na atak bardzo dużo. Na 28 okr. wszyscy myśleli już, że dwójka Bottas-Vettel powalczy o końcowy triumf i rozstrzygnie się to za sprawą degradacji pośredniej mieszanki. Los chciał inaczej i w sumie kierowcy Toro Rosso wyciągnęli pomocną dłoń swoim kolegom z Red Bull Racing. Na 29 okr. między Pierre’em Gasly a Brendonem Hartley’em doszło do kolizji w 3. sektorze na końcu długiej prostej. Tor był pełen odłamków i na kolejnym okrążeniu doszło do neutralizacji. Została ona ogłoszona zaraz, gdy pierwsza dwójka przejechała ostatni zakręt. Zaś trzeci Verstappen i reszta za nim mogła dokonać zmiany opon na miękkie bez większych strat czasowych. Skorzystał na tym Red Bull. Zaś Lewis Hamilton i Kimi Raikkonen zostali na torze.

O ile w przypadku reprezentanta Scuderii było to zrozumiałe – jego opony miały przejechane około 5 okrążeń, to u Brytyjczyka było to dziwne. Czterokrotny mistrz świata z Mercedesa nie krył zaskoczenia, ponieważ od 18 okrążenia jechał na pośredniej mieszance, a to skazywało go na pewne pożarcie przez kierowców Red Bulla. Cóż, nie tylko Ferrari zaliczyło strategiczne wtopy. Po zjeździe samochodu bezpieczeństwa na 35 okrążeniu do pracy zabrali się zawodnicy ekipy z Milton Kenes. Ricciardo przy pierwszej okazji uporał się z Raikkonenem, a Verstappen naciskał na Hamiltona. Między tą drugą dwójką doszło to pojedynku na początku sektora nr 2 i znajdujący się od zewnętrznej Holender odpuścił w ostatniej chwili i wypadł poza tor. Udało mu się wrócić, ale zdążył minąć go jego zespołowy kolega. Następnie to Australijczyk zbliżył się do kierowcy Srebrnych Strzał i przypuścił udany atak w zakręcie nr 4. Okrążenie później był już za Sebastianem Vettelem, który nie wdawał się w zażartą walkę i był zmuszony oddać drugą pozycję na 40 okrążeniu. Dwa kołka później Bottas musiał obawiać się o utrzymanie prowadzenia.

Na 45. okrążeniu podobnie jak Lewis Hamilton kilka okrążeń wcześniej w zakręcie nr 4 musiał pogodzić się z utratą pozycji. Tym razem Daniel Ricciardo zaatakował od wewnętrznej. Było bardzo ciasno, ale za to efektownie. Red Bull mógł cieszyć się z wiktorii już 11. kółek przed metą. Jednak spoglądali jeszcze na Maxa Verstappena, który mógłby im pomóc sięgnąć po dublet. Tak się nie stało. 20-latek nie zachował zimnej krwi i zniszczył swój wyścig na 42 okrążeniu, wjeżdżając w Vettela. W ten sposób pogrzebał swoje szanse na dobry wynik, bo za to przewinienie dostał 10 sekund kary oraz dwa punkty karne. Co prawda potem znów wyprzedził Hamiltona i zbliżył się do pary Raikkonen-Bottas, ale o podium mógł zapomnieć. Ostatecznie zaledwie 5. lokata.

Na całym zajściu z 42 okr. ucierpiał bolid Sebastiana Vettela. Niemiec w dodatku musiał jechać na jeszcze bardziej zużytych pośrednich oponach po piruecie i stracił pozycje na rzecz Nico Hulkenberga z Renault i Fernando Alonso z McLarena. Start z PP i zakończenie wyścigu na 8. pozycji, to na pewno nie to o czym marzył. Cóż, udało mu się utrzymać prowadzenie w klasyfikacji kierowców, a Ferrari spadło o jedno “oczko” za Mercedesa w kl. konstruktorów. Szkoda tego, jak to się potoczyło. Kimi Raikkonen uratował podium, ale nie był w stanie wyprzedzić drugiego Bottasa w końcówce wyścigu mimo świeższych opon o 8-9 okr. Na pewno stajnia z Maranello ma co analizować. O ile można pochwalić ich za decyzje z pierwszych dwóch rund, to dziś nie popisali się. O GP Chin będą chcieli jak najszybciej zapomnieć.

Inne nastroje za to w Renault i McLarenie, których kierowcy zdobyli dość dużo punktów. Niezadowoleni mogą być w Haasie i Force India, ponieważ zanotowali występ poniżej swoich oczekiwań. Kevin Magnussen na pewno liczył na znacznie więcej, ponieważ do czasu kwalifikacji zdawało się, że jest “najszybszy z reszty”. Wnioski na pewno zostaną wyciągnięte. Jeszcze większy ból głowy mają w Williamsie i Sauberze. O ile kierowcy stajni z Grove zyskali na starcie, to tempo nie pozwalało im na walkę o choćby jeden “punkcik”. Charles Leclerc z Saubera miał wiele przygód na torze. Przed Monakijczykiem wiele nauki i na odkrycie jego pełnego potencjału przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Toro Rosso było bez szans w tym wyścigu. Forma z Bahrajnu nie przełożyła się na tor w Szanghaju. Jednak, jeśli uda im się uporać z optymalizacja pakietu, to maja szansę znaleźć się w grupie “środka” Haas-Renault-McLaren-Force India.

Następny wyścig w Azerbejdżanie za dwa tygodnie. Sezon zaczyna się rozkręcać. Daniel Ricciardo dołączył do grona tegorocznych zwycięzców, a na pewno chrapkę mają na to jeszcze Lewis Hamilton, Valtteri Bottas, Kimi Raikkonen czy Max Verstappen. Jeśli problemy techniczne w Red Bullu nie będą się już powtarzać, to sezon zapowiada się niezwykle pasjonująco. Kwestia mistrzowskich tytułów oby była otwarta jak najdłużej. Zapewne po GP Chin mało kto pokusi się o rozdanie kart nawet po kwalifikacjach.

Klasyfikacje generalne po GP Chin

Wyniki wyścigu o GP Chin:

Podobał Ci się ten artykuł? Polub nas na , aby być z nami na bieżąco!

Skomentuj

0 Komentarzy

  1. Pingback: GP Chin: Kunszt Daniela Ricciardo, bezsilność Ferrari i Mercedesa - POWER-CAR.PL - Premiery, Nowości, Motorsport, F1, Formuła Student, Technika, Samochody Używane, Porady, Absurdy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama