[TEST] Seat Ibiza FR 1.5 TSI 150 KM - "mieszczuch" z werwą - motohigh.pl
Nasze social media

Samochody

[TEST] Seat Ibiza FR 1.5 TSI 150 KM – “mieszczuch” z werwą

Seat Ibiza w sportowym wariancie pozytywnie nas zaskoczył. Dla osoby, która porusza się po mieście i od czasu do czasu musi zaliczyć trasę jest dobrą opcją. W nasze ręce wpadł dość mocno doposażony egzemplarz, choć kilka rzeczy byśmy dorzucili. Ciekawi? Dowiecie się z naszego testu…

Opublikowano

w dniu

Fot. Adrian Zieliński Fotografia / Seat Ibiza FR (2018)

O ile zazwyczaj od małego hatchbacka nie oczekuje się zbyt wiele, to tutaj gdy wiedzieliśmy z czym mamy do czynienia, nasze wymagania musiały być wyższe. W końcu testowaliśmy wersję FR z najmocniejszym silnikiem w gamie V generacji Ibizy. Łącznie pokonaliśmy nią około 2700 km. Także dość sporo i dzięki temu łatwiej było nam ocenić co się podoba, a co nie.

Na pochwałę zasługuje fakt, że układ napędowy pracował bez zarzutu. 1.5 TSI dawało radę, a generowane przez tę jednostkę 150 KM i 250 Nm momentu obrotowego w zupełności wystarczało jak na pojazd o masie nieco ponad 1100 kg. Przyspieszenie do “setki” zajmowało około 8 sekund, czyli dokładnie tyle ile podaje producent. Prędkość maksymalna wynosi w nim 215 km/h. W dodatku powyżej 130 km/h czuć, że auto ma jeszcze rezerwy i spokojnie przyspieszymy do 170 km/h na autostradzie. Nie możemy narzekać na brak mocy. Sprawdziliśmy to, jadąc w trzech trybach: normal, sport i eco. 

Tryb sportowy gwarantował nam taki delikatny moment zrywu, ale nie było to aż tak odczuwalne. Czuć było, że zawieszenie jest nieco twardsze, ale niekoniecznie samochód był szybszy od konfiguracji w “eco”. Tryb ekologiczny zapewniał nam mniejsze spalanie, ale też nie pogarszał osiągów, więc bardzo nam przypasował. Jeśli chodzi o jazdę w “normal”, to tutaj dało się jedynie odkryć, że silnik domagał się nieco wyższych obrotów i niższych przełożeń, ale przy jeździe ze stałą prędkością było to zbędne.

W trakcie testu wyszło nam średnie spalanie na poziomie 8,1 l/100 km w trybie mieszanym. Spokojnie da się zejść niżej, ale woleliśmy skupić się na sprawdzeniu regularności pomiaru w trasie i w mieście. Producent podaje uśrednioną wartość 4,9 l/100 km. Według nas jest ona za niska i powinna oscylować w granicach 5,5 – 6 l.

Jaka skrzynia biegów?

Przekładnia pracowała bardzo dobrze. W testowanej Ibizie FR mieliśmy do czynienia z 6-biegowym manualem. Tutaj można pochwalić Seata, ponieważ wykonali dobrą robotę. Każdy bieg wchodził jak należy, wszystko zostało odpowiednio zestrojone. Było tak “akurat”, ani odstępy między stopniami nie były za duże, ani za małe. W dodatku nie czuć było szarpnięć, co zdarza się dość często przy jeździe w mieście z prędkościami do 60 km/h. Zbliżając się do kilkukilometrowego korku i konieczności poruszania się z prędkościami 10-15 km/h redukcja na 2. bieg w zupełności nam wystarczała. Na pewno ucieszy to potencjalnych posiadaczy.

Układ kierowniczy

Fot. Adrian Zieliński Fotografia / Seat Ibiza FR (2018)

Kierownica naprawdę dobrze leżała w dłoniach. Mieliśmy przy niej to, co najważniejsze. Obsługa poszczególnych przycisków była dość wygodna. Każdy manewr wykonywało się łatwo i płynnie. Zwrotność Seata Ibizy była naprawdę dobra – wygodnie można było zawracać i utrzymać się na pierwszym pasie ruchu, bez konieczności przeskakiwania na drugi. Lekkość prowadzenia pozwalała też uczynić parkowanie znacznie prostszym. Właściwie układ kierowniczy pracował tutaj lepiej niż w Skodzie Superb Sportline. Oczywiście wymiary samochodu również mają znaczenie, ale dało się odczuć, że w Seacie układ był bardziej precyzyjny.

Wyposażenie

Egzemplarz testowy Seata Ibizy FR był dobrze wyposażony, choć można byłoby pokusić się o jeszcze więcej. Co zasługuje na uwagę? Na pewno system multimediów – Media System Colour – 8-calowy ekran dotykowy. Mogliśmy obsługiwać na nim radio, nawigację, a w trakcie cofania lub parkowania automatycznie uruchamiała się aplikacja łącząca się z czujnikami parkowania. Dzięki niej wiedzieliśmy mniej więcej, czy wokół pojazdu nie ma już żadnej przeszkody. Jednak tutaj lepszym rozwiązaniem byłaby kamera cofania. Dlaczego? Choćby dlatego, że słupki z tyłu są dość wysoko. 

W przypadku Skody Superb Sportline chwaliłem mocno system nagłośnienia Harman Kardon. W Ibizie go nie ma, ale i tak pakiet Beats Audio (6 głośników z subwoferem) robi dobrą robotę. Dźwięk był bardzo czysty, a po połączeniu się przez Bluetooth, utwory z naszego smartfona grały jeszcze lepiej niż w radio. 

Standardowo nie mogło zabraknąć złączy USB, wejścia Aux-in czy na kartę SD. Nad nimi znajdował się panel klimatyzacji. Była ona automatyczna dwustrefowa Climatronic z funkcją AirCare. Oczywiście w zimie raczej nikt nie chce się bardziej rozchorować, więc jej nie nadużywaliśmy. Głównie skupiliśmy się na ogrzewaniu i tutaj naprawdę nie trzeba było długo czekać, jak lód z naszej szyby zniknie. 

Nie mogło oczywiście zabraknąć aktywnego tempomatu (ACC) z systemem wykrywania zmęczenia. Spełniał on swoją rolę, ale zdarzało się, że reakcja odnośnie oceny odległości była zbyt pochopna i samochód zwalniał na lewym pasie, mimo że przed nami nie było nikogo. Najprawdopodobniej przed zmianą pasa ruchu włączał się Front Assist, który wcześniej rozpoznał wolniejszy pojazd na prawym pasie. 

Fotele były standardowe, choć sportowego charakteru dodawały im czerwone obszycia. Warto je pochwalić, bo siedziało się naprawdę wygodnie i przy poświęceniu nieco więcej jak chwili przed wyjazdem w dłuższą podróż możemy je docenić. Właściwie, pokonując Ibizą FR nieco ponad 1000 km jednego dnia nie czułem zmęczenia. 

Co jeszcze może się podobać? Na pewno oświetlenie LED zainstalowane w przednich drzwiach (do wyboru kolor biały lub czerwony). Zwłaszcza nocą robiło to wrażenie. Dla pasażerów uwielbiających dużo czytać wieczorami przewidziano dodatkowe oświetlenie wnętrza z lampkami do czytania. 

Na lato dobre może być elektrycznie otwierane okno dachowe. Zaś w bardziej zimowej aurze może nam się podobać fakt, że dzięki niemu w pojeździe za dnia jest nieco jaśniej. 

Czego zabrakło? Jak już wspominałem wyżej, na pewno wielu osobom przydałaby się kamera cofania. Minusem w tym aucie był fakt, że z tyłu szyby otwierały i zamykały się przy użyciu “korbek”. Według mnie w każdym nowym aucie elektryczne sterowanie powinno być obowiązkowe. Tak samo jak obecność podłokietnika z przodu. Oczywiście bez tego da się żyć, ale jak na wartość testowanego egzemplarza można było spodziewać się trochę więcej.

Koła – trochę za duże

Egzemplarz testowy był wyposażony w aluminiowe felgi 18-calowe. Dość duże koła jak na taki samochód. O ile prezentują się naprawdę super i samochód wygląda przez to bardziej “sportowo”, to trochę zapomniano o praktyczności. Każda nierówność na drogach była odczuwalna może nie aż tak bardzo, ale zapewne przy dłuższej eksploatacji mogą wyjść w pewnym momencie uszkodzenia elementów układu zawieszenia. Według mnie już 16″ byłyby optymalnym rozwiązaniem.

Cena

Tutaj właściwie mamy mały dylemat, ponieważ w konfiguratorze Seata za identycznie wyposażoną Ibize FR z 1.0 TSI (115 KM) zapłacimy aż 95 777 zł. Z racji, że my mieliśmy do czynienia z najmocniejszym silnikiem 1.5 TSI (150 KM) – którego nie można było wybrać w konfiguracji na polskiej stronie producenta – to najprawdopodobniej przekroczymy 100 tys. zł. Oczywiście standardową Ibizę dostaniemy już od nieco ponad 51 tys. zł. Tylko, czy testowana wersja “FR” powinna kosztować drugie tyle? Nie jesteśmy co do tego przekonani. Podczas tygodniowego testu nie mogliśmy specjalnie narzekać, ale też jak mamy wam “powiedzieć, jak jest”, to wydanie “stówy” za ten samochód byłoby grubą przesadą.

Oczywiście możemy nieco zaoszczędzić na wyposażeniu. Wtedy powinniśmy zmieścić się w 70 000 zł. Standard wersji FR z 1.5 TSI rozpoczyna się dokładnie od 68 700 zł.

Nota za styl

Seat Ibiza FR 1.5 TSI 150 KM zasłużył na notę 8/10. Jak na auto miejskie spisywał się bardzo dobrze w trakcie dłuższych przejazdów oraz dawał frajdę z jazdy. Tak naprawdę, mimo że mieliśmy 6-biegowego manuala, to nie było tego czuć. Przyszłym posiadaczom mogę jedynie doradzić, aby przyzwyczaili się do dość czułego pedału hamulca. Warto najpierw się stopniowo przyzwyczaić niż się później zdziwić. 

Kolor Desire Red także może się podobać. Taka czerwień podchodząca nieco pod “wiśnię” wyróżnia nas z tłumu. Oświetlenie zewnętrzne, podobnie jak w Superbie, zasługuje na pochwałę. Właściwie teraz w grupie VW ciężko wskazać auto, przy którym narzekać moglibyśmy na światła. 

V generacja Ibizy, która wyszła w 2017 roku daje nam też większy bagażnik. 355 litrów (o 63 l większa pojemność względem IV) to już sensowna przestrzeń do załadunku bagaży, ale też przez to pasażerowie na tylnej kanapie mają mniej miejsca. Mimo, że względem poprzednika nadwozie zostało poszerzone, to jest trochę ciasno. Dwóch dorosłych towarzyszy podróży z tyłu to maksimum. Przy wzroście w okolicach 180 cm mamy dość dużą przestrzeń nad głową. 

Spalanie nie wychodzące znacznie ponad 8 l/100 km także jest znośne. Zwłaszcza, że mieliśmy do czynienia z silnikiem benzynowym. Zapewne w wariancie z 1.6 TDI moglibyśmy spodziewać się o około 1 litr na “setkę” mniej. Według nas przydałby się nieco większy bak, bo 40 l pozwala na pokonanie “zaledwie” 500 km drogami szybkiego ruchu.

Galeria

Za sesję fotograficzną odpowiadał Adrian Zieliński z Adrian Zieliński Fotografia. Zapraszamy również na jego foto-bloga oraz Instagrama. Fotograf specjalizuje się nie tylko w sesjach motoryzacyjnych, zatem każdy znajdzie coś dla siebie.

Podobał Ci się nasz test? Polub nas na , aby nie przegapić kolejnych!

Reklama

Facebook

Reklama
Reklama