[TEST] SsangYong XLV – zmiany w dobrym kierunku - motohigh.pl
Nasze social media

Samochody

[TEST] SsangYong XLV – zmiany w dobrym kierunku

Wiele osób może kojarzyć SsangYonga z niezbyt atrakcyjnymi SUV-ami sprzed kilkunastu lat. Obecnie marka stara się udowodnić, że złe czasy już minęły. Sprawdziliśmy to na przykładzie modelu XLV.

Opublikowano

w dniu

Fot. Paweł Bartocha / SsangYong XLV | Edycja: Adrian Drozdek

Zapewne wielu z was kojarzy takie modele jak Kyron, Rodius czy Actyon z poprzedniej dekady, które “zasłynęły” z – delikatnie ujmując – niezbyt urodziwego designu. W 2010 r. SsangYonga przejął indyjski koncern Mahindra. Pod rządami hindusów najstarsza koreańska marka (założona w 1954 r.) zyskała drugie życie. Stało się to już w 2011 r., kiedy to zadebiutował pierwszy SsangYong nowej ery – kompaktowy SUV Korando. Auto już nie raziło wyglądem i mogło nawiązać rywalizację z europejskimi rywalami. W 2015 r. odbyła się premiera mniejszego crossovera Tivoli, który kolejny raz udowodnił, że samochody SsangYonga mogą być ładne.

Nowe otwarcie

W 2016 r. pojawił się kompaktowy XLV, którego mieliśmy okazję przetestować. Auto tak naprawdę jest większą wersją Tivoli, z którym dzieli m.in. płytę podłogową, wnętrze i jednostki napędowe. Nawet rozstaw osi jest taki sam i wynosi 2,6 m. Mimo to samochód jest przestronny, o czym wspomnę później. XLV mierzy 4,44 m długości (o 24 cm więcej od technicznego pierwowzoru), 1,8 m szerokości oraz 1,61 m wysokości.

Koreański SUV wyróżnia się wyraźnymi przetłoczeniami na masce, klapie bagażnika oraz na błotnikach, szerokim tylnym słupkiem i plastikowymi osłonami progów i zderzaków. Wszystko to sprawia, że samochód wygląda masywnie i sprawia wrażenie większego niż jest. Ciekawymi akcentami są spory chromowany napis XLV na klapie bagażnika oraz umieszczone w centralnej części tylnego zderzaka trójkątne światło przeciwmgłowe.

Masywny niczym amerykański SUV

Wnętrze XLV wygląda niemal równie masywnie co nadwozie. Wyróżnia się niezłym wykończeniem i spasowaniem oraz dobrą ergonomią. Jedynym zgrzytem w kwestii łatwości obsługi jest system multimedialny z 7-calowym ekranem dotykowym. Z jednej strony wszystko jest czytelnie opisane (choć nie ma polskiego menu nawigacji), a sam ekran szybko reaguje na dotyk. Z drugiej multimedia wyglądają na nieco przestarzałe a ikony poszczególnych funkcji są małe, co stwarza problemy z ich wybieraniem podczas jazdy. Panel opcjonalnej dwustrefowej klimatyzacji z wielkim pokrętłem do regulacji siły nadmuchu przywodzi na myśl stare wieże audio. Ma to jednak swój urok, gdyż wsiadając do SsangYonga mamy poczucie obcowania z latami, które wielu z nas darzy sentymentem.

Ciekawymi akcentami we wnętrzu są gruba spłaszczona u dołu kierownica (swoją drogą bardzo poręczna) oraz zegary w tubach, startujące po włączeniu zapłonu do końca skali i z powrotem, niczym w autach sportowych. Zadbano także o praktyczność kabiny XLV. Przed nieco za wysokim drążkiem zmiany biegów znalazła się praktyczna półka np. na smartfona. Podobna półka na drobiazgi znalazła się przed pasażerem z przodu. Także schowek w podłokietniku jest całkiem spory. Kabina jest zaskakująco przestronna jak na stosunkowo skromny rozstaw osi. Przednie fotele są wygodne i dobrze trzymają ciało na zakrętach. Jedynie siedziska tylnej kanapy są nieco za krótkie dla wyższych pasażerów. Bagażnik jest całkiem spory i ustawny. Producent podaje jego pojemność na poziomie 720 l (razem ze sporym schowkiem pod podłogą). Oparcia kanapy po złożeniu dają 1440 l i płaską powierzchnię.

Głos rozsądku

Wyposażenie testowanego SUV-a było dosyć bogate, zważywszy na dosyć rozsądną cenę na poziomie 84 490 zł. Poza nawigacją GPS i funkcją Bluetooth na pokładzie znalazły się m.in. kamera cofania, podgrzewane przednie siedzenia, elektrycznie sterowane szyby, tempomat, dwustrefowa automatyczna klimatyzacja, system ostrzegający o zbliżającej się przeszkodzie czy 3 tryby pracy układu kierowniczego (Comfort, Normal, Sport). Co ważne, różnica między nimi jest wyraźna. Auto posiada klasyczne halogeny, które przeciętnie oświetlają drogę, a światła drogowe zaświecają się z pewnym opóźnieniem.

Fot. Paweł Bartocha / SsangYong XLV / Edycja: Adrian Drozdek

Pod maską testowanego XLV pracował wolnossący silnik benzynowy o pojemności 1,6 l rozwijający 128 KM i 160 Nm. Teoretycznie wydaje się to niezbyt dużo, jednak w praktyce wystarcza do większości sytuacji na drodze. Mocy zaczyna brakować od ok. 120 km/h, co jednoznacznie sugeruje, że w trasy lepszym wyborem powinien być diesel o tej samej pojemności i mocy 115 KM. Dynamikę w mieście poprawia dosyć precyzyjna 6-biegowa skrzynia manualna z krótko dobranymi przełożeniami. Warto także podkreślić dobre wyciszenie pojazdu, przez co hałas nie męczy nawet przy prędkościach autostradowych. Ponadto jednostka napędowa jest elastyczna.

Niestety, aby wykrzesać z silnika moc (największa osiągalna od 3500 obr./min.), trzeba go często wkręcać na obroty, co powoduje zwiększone zużycie paliwa. Co ciekawe, tempomat działa tylko do 140 km/h (silnik ma wtedy niemal 4 tys. obrotów na 6 biegu). Średnio w teście wyniosło one ok. 8,5 l, co oznacza konieczność częstego odwiedzania stacji benzynowej, gdyż bak ma zaledwie 47 l. Ratunkiem może być instalacja LPG, którą importer oferuje nabywcy w salonie jako opcję.

Widoczność do poprawy

Zawieszenie SsangYonga XLV mile nas zaskoczyło. Okazało się, że samochód prowadzi się pewnie i przewidywalnie, oferując przy tym całkiem dobry komfort jazdy. Także układ kierowniczy jest bezpośredni, a hamulce okazują się skuteczne. Prześwit auta jest niezbyt duży i wynosi niecałe 17 cm, ale w większości sytuacji wystarcza. Sporo do życzenia pozostawia natomiast widoczność z kabiny. Bardzo duże lusterka razem z rozbudowanymi słupkami tworzą sporą martwą strefę, co znacznie utrudnia manewrowanie w mieście. Także tylna szyba jest zbyt mała, a tylne słupki bardzo szerokie. Gdyby nie kamera cofania, to wyjazd tyłem byłby nie lada wyzwaniem. Trochę szkoda, bowiem auto okazuje się dosyć zwrotne.

Podsumowanie

Przyznam szczerze, że początkowo podchodziłem sceptycznie do SsangYonga jako do marki. XLV udowodnił jednak, że złe czasy dla koreańskiego producenta już minęły. Samochód wygląda, jeździ i jest wyposażony, jak przystało na współczesny samochód. Auto można docenić za jego praktyczność i łatwą obsługę. Co prawda nie jest to poziom Volkswagena, ale umiarkowana cena zakupu rekompensuje większość braków. Przydałyby się tylko mocniejsze silniki w gamie i nowocześniejsze multimedia. Trzeba przywyknąć także do słabej widoczności. Azjatyckiego SUV-a można polecić osobom ceniącym prostotę i funkcjonalność.

Nasza ocena: 4/5

Galeria

Podobał Ci się nasz test? Polub nas na , aby nie przegapić kolejnych!

Reklama

Facebook

Reklama
Reklama