GP Australii 2019 - Podsumowanie piątkowych treningów - motohigh.pl
Nasze social media

Motorsport

GP Australii 2019 – Podsumowanie piątkowych treningów

Pierwsze sesje treningowe w tym sezonie już za nami. Najszybszym kierowcą na torze był dziś Lewis Hamilton z Mercedesa. Brytyjczyk potwierdził, że dobrze czuje się na obiekcie Albert Park. O samym tempie poszczególnych ekip postaramy się napisać “słów kilka” w naszym podsumowaniu.

Opublikowano

w dniu

Fot. Mercedes-AMG Petronas Motorsport
Poprzednia1 z 2
Mercedes

Po testach w Barcelonie wydawało się, że początek sezonu 2019 będzie dla nich nieco trudniejszy. Wiele mówiło się o podsterowności oraz stracie do Scuderii Ferrari w okolicach 0,5 s. Cóż… chyba kolejny raz była to zasłona dymna. Jednak też nie ma co wyciągać pochopnych wniosków po pierwszych piątkowych sesjach treningowych. Zwłaszcza, że każdy zespół realizował inny program – choćby sprawdzano nowe części. Stajnia z siedzibą w Brackley wyciągnęła pewne lekcje z przedsezonowych jazd i progres jest widoczny gołym okiem.

Christian Horner, szef Red Bull Racing był zaskoczony dyspozycją Srebrnych Strzał. Choć zauważył, że ich bolid W10 prowadzi się dość sztywno i sam nie wie, czy w kontekście całego weekendu mogłoby to osłabić formę rywali. Lewis Hamilton nie krył zadowolenia z tego, jak prowadzi się jego samochód. Valtteri Bottas studził nieco optymizm – jego zdaniem jeszcze za wcześnie, aby wyciągać pochopne wnioski. Jak sam podkreślił, Mercedes nie zabrał do Australii zbyt wielu poprawek, a mimo to odczucia z jazdy są lepsze – tylko nie wiadomo, co zrobią inni.

Na pewno kibiców może przerażać strata na poziomie 0,8 s kolejnych kierowców w 2. treningu. Jednak nie warto się tym przejmować, ponieważ wciąż każdy szuka ustawień. Najwidoczniej docelowy setup Mercedesa się sprawdził i wymaga tylko kilku zmian przez noc. Pozostali mogą mieć więcej pracy i na pewno Ferrari i Red Bull będą dużo bliżej.

Scuderia Ferrari

Jeśli już jesteśmy przy stajni z Maranello, to w piątek zbyt wielu powodów do pochwał nie ma. Zdecydowanie można było liczyć na więcej. O ile po I treningu sytuacja w tabeli wyglądała obiecująco, tak w drugiej sesji było dużo gorzej. Sebastian Vettel domyślał się, że Mercedes nie pokazał przez zimę wszystkiego i nie wierzył w ich narzekania. Lider Scuderii nadal twierdził, że ma do dyspozycji tak samo dobry bolid jak w Barcelonie, ale tym razem nie reaguje on tak jakby sobie tego życzył. Dlatego konieczna będzie praca nad ustawieniami wraz z inżynierami oraz kierowcami symulatorów. Zapewne w sobotę Ferrari wróci do gry, ale czy powalczą z Mercedesem lub znajdą się przed? Tego nikt nie wie. 

Charles Leclerc miał swoje przygody i był naprawdę bliski rozbicia samochodu w drugiej sesji treningowej. Na szczęście opanował sytuację i powtórzył wyczyn z zeszłorocznego GP Niemiec. Taki incydent mógłby mocno wpłynąć na prace zespołu, ponieważ zamiast dopracowywać ustawienia, trzeba byłoby odbudowywać SF90. Obecnie trudno oceniać formę Monakijczyka. W pierwszym treningu był na poziomie Hamilton i Vettela, ale w kolejnej sesji spadł do środka stawki.

Na weryfikację formy Scuderii Ferrari musimy jeszcze zaczekać. Choć warto przypomnieć, że ostatnio dwa sezony z rzędu zwyciężali na Albert Park – kwalifikując się za plecami bolidu Mercedesa.

Red Bull

Christian Horner był zadowolony z pracy swojego zespołu. Brytyjczyk chwalił także Hondę, która dostarczyła im konkurencyjny pakiet. Bardzo dobre odczucia z jazd miał Max Verstappen, który wielokrotnie był przyblokowany przez wolniejszych kierowców. Widać było, że Holender wręcz latał po torze Albert Park. Nieco inaczej było u jego nowego zespołowego partnera, Pierre’a Gasly’ego. Francuz był taki jakby przygaszony – zwłaszcza w I treningu tak jakby pilnował się, aby nie uszkodzić samochodu. Na pewno słowa dr Helmuta Marko po testach wywarły na niego jakiś wpływ. Na szczęście były kierowca Toro Rosso wrócił do gry w drugiej sesji treningowej. Jego strata do Verstappena była minimalna – 0,042 s.

Na pewno wszyscy w Red Bullu mają nad czym pracować. Austriacki zespół przywiózł tutaj sporo poprawek, które miały być gotowe dopiero na GP Chin. Zapewne będzie trwała ocena poszczególnych elementów, po to by zdecydować się na konfigurację RB15 na resztę weekendu. W ustawieniach także jest co szukać, ale pytanie… co jeszcze zrobi Honda. Ostatnio temat “party mode” nieco przycichł, ale pamiętajmy… że mieli go wdrożyć na sezon 2019. Horner i Marko zgodnie twierdzili, że już nie będą ponosić tak dużych strat podczas trzeciego segmentu czasówki. Jedno jest pewne… będzie ciekawie!

Alfa Romeo Racing

Już w trakcie testów Barcelonie prosiłem o to, aby bacznie przyglądać się tej ekipie. Stajnia z Hinwil zaskoczyła innowacyjnością już podczas “shakedownu”, odzierając swój samochód w barwy walentynkowe. Na torze Catalunya byli nieco przyczajeni i zastanawiali się nad konfiguracją. Mówiło się o tym, że pakiet ulepszeń z II tury do końca nie zdał egzaminu. Jednak rywale wciąż upatrywali w nich mocny punkt środka stawki. Jak widać… mieli rację! 

Kimi Raikkonen był pierwszym kierowcą, który wyjechał na tor w Melbourne. Fin prezentował dobre tempo w trakcie obu sesji treningowych. Iceman był zadowolony z pierwszych odczuć, ale podkreślał też, że konieczna jest poprawa ustawień. W C38 drzemie duży potencjał i kto wie, czy nie sprawią niespodzianki. Antonio Giovinazzi znacznie odstawał od swojego partnera z ekipy, ale Włoch nie panikował. Także podkreślał, że jeździło mu się przyjemnie i jutro skupi się nad wyciśnięciem maksimum.

Warto podkreślić, że Alfa Romeo Racing nie będzie miała łatwo. Niewielkie różnice czasowe występowały między nimi a Renault, Daniilem Kvyatem czy Haasem. Za wcześnie jeszcze jest na skreślenie McLarena i Racing Point z tej walki. 

Renault

Daniel Ricciardo i Nico Hulkenberg walczą o to, aby utrzymać swój zespół na 1. miejscu w pogoni za “Wielką Trójką”. Obaj zawodnicy nastawiają się na ciekawe kwalifikacje. Podkreślali także, że piątek nie był idealny i stracili trochę czasu. Na szczęście odczucia z jazdy poprawiały się z każdym okrążeniem i optymistycznie nastawiają się przed jutrem. Na pewno ich strata do czołówki jest mniejsza niż rok temu, ale jednocześnie mogli liczyć na więcej. A tak zapowiada się, że przed nimi ciężka przeprawa z innymi ekipa środka stawki.

Toro Rosso

Stajnia z Faenzy nie oszczędzała na farbie Flow-Viz. Inżynierowie co rusz sprawdzali różne rozwiązania. Forma ich bolidu STR14 wygląda obiecująco. Pokazał to Daniil Kvyat, który wraca do roli kierowcy wyścigowego po nieco ponad roku przerwy. Odczucia Rosjanina były dobre i napawają go optymizmem przed pracą z inżynierami. Alexander Albon był znacznie wolniejszy od 0,4 do 0,7 s – jednak dla Taja to pierwszy weekend wyścigowy w F1. Może go usprawiedliwiać również fakt, że ma najmniej przejechanych kilometrów bolidem Formuły 1 wśród wszystkich kierowców z obecnej stawki. Na testach pokazywał się z dobrej strony, więc warto byłoby go jeszcze nie skreślać. 

Przez noc ustawienia mogą się zacznie zmienić – dzięki temu zapewne Kvyat i Albon będą mogli bardziej naciskać. Zwłaszcza ten drugi musi poczuć się pewniej, ponieważ dość mocno uszkodził swój samochód po wypadnięciu w zakręcie nr 2, a następnie przy próbie obrócenia w kierunku jazdy.

Haas

Wydaje się, że stajnia z Kannapolis nie straciła konkurencyjności względem zeszłego roku. Po testach trudno było oceniać, ponieważ w porównaniu do innych, ich bolid wygląda dość konserwatywnie. Dlatego wydawało się, że mogą nieco więcej tracić do Renault, z którymi walczyli o prym “czwartego”. Jak się okazuje, Romain Grosjean i Kevin Magnussen mają tempo. Być może odkują sobie zeszłoroczną wpadkę, gdy jechali po czwarte i piąte miejsce w wyścigu. Kto wie?

Na pewno VF-19 wygląda na konkurencyjny. Tradycyjnie “Groszek” i Kevin nie są do końca zadowoleni z ustawień. Obaj są wrażliwi na każdą zmianę setupu, ale zapewne mają już wiedzą, co chcą uzyskać. Możemy być pewni o to, że powalczą o Q3.

McLaren

Póki co wyniki i czasy w Australii nie są tak obiecujące. Wiadomo było, że ich lokaty w czołówce na testach mają niewiele wspólnego z ich rzeczywistym tempem. Jednak można było uwierzyć, że wracają na dobre tory. Ich straty do Renault czy Alfy Romeo nie są gigantyczne, ale nie wiadomo ile maja rezerwy. Carlos Sainz i Lando Norris byli tak mniej więcej 0,4-0,6 s z tyłu. Kierowcy mogą wykonać lepsze przejazdy dzięki lepszym ustawieniom samochodu MCL34. Tylko, czy się uda?

Racing Point

Aktualnie są gdzieś w okolicach McLarena aniżeli Renault, Alfy Romeo czy Haasa. Może się okazać, że jutro przyspieszą. Dzisiaj mieli styczność z niemal nowym bolidem RP19. Wersja z testów była uważana za “przejściową”, dlatego nie wszystko, czego udało się wtedy dowiedzieć, może mieć przełożenie w Australii. Dlatego nie warto ich skreślać, ponieważ jeszcze w zeszłym sezonie o nieudanym piątku potrafili przyspieszyć w sobotę. Lance Stroll wyglądał na bardzo dobrze przygotowanego. Kanadyjczyk był szybszy od Sergio Pereza. 

Zapewne ich tempo na pojedynczym okrążeniu nie będzie zbyt konkurencyjne i wszystkie wysiłki pójdą na przygotowanie do wyścigu. Obecnie może im być trudno walczyć o Q3 i punkty. 

Williams

Cud się nie wydarzył. Tak można określić formę brytyjskiego zespołu. Niestety Robert Kubica i George Russell znów mieli trudny dzień. Według tego drugiego, całkiem możliwe, że jutro stoczą walkę o zmieszczenia się w regule 107% – która umożliwia start w wyścigu. Zaś polski kierowca mówił o trudnym prowadzeniu FW42 oraz zużytych częściach. Jak się okazuje w trakcie weekendu nie ma zamienników, dlatego im bardziej bolid będzie wyeksploatowany, tym gorzej i trudniej. 

Stajnia z Grove ma duże zaległości z testów, zwłaszcza po odpuszczeniu trzech dni I tury. Straty są ogromne, bo aż 4 sekundy. Do środka stawki tracą tak w granicach 1,7-2 sekund. W rzeczywistości po zrozumieniu samochodu, różnica powinna być mniejsza. Jednak będzie trudniej, bo inni nie stoją w miejscu.

Pozostaje tylko cieszyć się z faktu, że doczekaliśmy się powrotu Roberta Kubicy do stawki. Ponad 3000 dni czekaliśmy na weekend wyścigowy z jego udziałem. Mimo że sytuacja nie wygląda kolorowo, warto szukać plusów. Williams potrzebuje czasu i być może nie będziemy czekali na efekty ich pracy dłużej jak do GP Hiszpanii.

Jutro trzeci trening rozpocznie się o godz. 4:00, a godz. 7:00 (czasu polskiego) pierwsze kwalifikacje w sezonie 2019. Czy Mercedes podtrzyma swoją hegemonię? Kto sprawi największą niespodziankę? Piszcie w komentarzach na naszym fanpage’u na Facebooku.

Wyniki piątkowych sesji treningowych znajdują się na stronie nr 2.

Poprzednia1 z 2

Motorsport

Statystyki po GP Australii 2019

Niemal w połowie okresu między pierwszym wyścigiem sezonu w Australii a kolejnym w Bahrajnie zebraliśmy dla was garść statystyk po pierwszej rundzie tegorocznej rywalizacji.

Opublikowano

w dniu

Fot. Mercedes AMG Petronas Motorsport

Kwalifikacje

W Australii Lewis Hamilton wywalczył już swoje ósme pole position na jednym torze (Albert Park). Wyrównał tym samym rekord Ayrtona Senny (Imola) i Michaela Schumachera (Magny-Cours) w ilości pierwszych pól startowych w jednym miejscu. Należy dodać, że było to szóste z rzędu PP Brytyjczyka na Albert Park! Ta ilość wygranych kwalifikacji przełożyła się jedynie na dwa zwycięstwa w Melbourne. Ogółem Hamilton ma już na koncie 84 PP w karierze, co daje mu bezsprzeczne pierwsze miejsce w rankingu wszech czasów. Nieprawdopodobny wynik, a patrząc na formę Mercedesa, kierowca ze Stevenage powinien spokojnie w tym roku przekroczyć jeszcze barierę 90 PP. Dla zespołu Mercedesa było to 102 pole position.

Wyścig

Czwarty wyścig w karierze wygrał Valtteri Bottas. Było to 51 zwycięstwo w F1 dla Finlandii i jednocześnie 88 dla zespołu Mercedesa. Fin do swojego dorobku dołożył również 11 najszybsze okrążenie. Kierowca niemieckiej ekipy znalazł się na podium po raz 31 w karierze. Drugi na mecie w GP Australii był Lewis Hamilton, dla którego było to 135 podium. Dzięki podwójnemu zwycięstwu swoich kierowców, Mercedes ma już na koncie 181 miejsc na podium. W Australii “Srebrne Strzały” wygrały po raz czwarty. W tym rankingu nadal wyraźnie prowadzi zespół Ferrari z ośmioma zwycięstwami w Melbourne.

Fot. Red Bull Content Pool / Masashi Yamamoto i Christian Horner

Na trzecim miejscu wyścig zakończył Max Verstappen. Holender ukończył zawody w pierwszej trójce po raz 23. Dla Red Bulla było to 162 podium. Honda musiała czekać na podium od GP Wielkiej Brytanii 2008, gdzie trzeci był Rubens Barrichello. W dodatku w trakcie weekendu w Australii Masashi Yamamoto – szef działu Honda Motorsport – obchodził swoje urodziny, więc podium młodego Holendera było dla niego z pewnością dobrym prezentem.

Tuż za podium, ale za to z wyraźną ponad 50-sekundową stratą, do mety dojechał Sebastian Vettel z Ferrari. Był to 220 start Niemca w Grand Prix. Czterokrotny mistrz świata ma na swoim koncie 52 wygrane, 111 podium, 55 pole position oraz 36 najszybszych okrążeń.

Fot. Scuderia Ferrari / Charles Leclerc i Sebastian Vettel

W swoim pierwszym wyścigu dla Ferrari, Charles Leclerc uplasował się na 5. pozycji. Monakijczyk będzie musiał jeszcze trochę poczekać na swoje pierwsze podium w Formule 1. GP Australii było jego 22 startem w dotychczasowej karierze.

Kevin Magnussen okazał się najlepszym kierowcą środka stawki, kończąc rywalizację na 6 miejscu. Był to 83 start Duńczyka. Kierowca Haasa nigdy nie wygrał, ale może za to pochwalić się jednym miejscem na podium, zdobytym już w swoim pierwszym wyścigu! Podczas GP Australii 2014 Magnussen zajął drugie miejsce w barwach McLarena. Duńczyk ma na swoim koncie również jedno najszybsze okrążenie, które udało mu się wykręcić w poprzednim sezonie podczas GP Singapuru. Warto dodać, że to jedyny kierowca spoza ścisłej czołówki, któremu udała się ta sztuka.

Siódme miejsce przypadło wielkiemu rywalowi Magnussena, czyli Nico Hulkenbergowi. Niemiec jest zdecydowanym liderem w niechlubnym rankingu dotyczącym ilości wyścigów bez podium. Kierowca Renault ma na swoim koncie 157 startów w GP. Jego największe sukcesy w Formule 1 to pole position zdobyte w kwalifikacjach przed GP Brazylii 2010 oraz dwa najszybsze okrążenia (GP Singapuru 2012, GP Chin 2016).

Ósmy był Kimi Raikkonen. Fin wystartował w wyścigu F1 po raz 293 w karierze. Mistrz Świata z 2007 roku ma na koncie 21 zwycięstw, najwięcej spośród wszystkich kierowców z Finlandii. “Iceman” 103 razy meldował się na podium, wywalczył 18 pierwszych pól startowych oraz wykonał 46 najszybszych okrążeń. Czy starty w Alfa Romeo pozwolą Kimiemu na powiększenie swojego bogatego dorobku w F1? Sprawdzimy to po ostatnim wyścigu w sezonie 2020.

Dziewiąte miejsce nieoczekiwanie przypadło Lance’owi Strollowi. Kanadyjczyk ukończył rywalizację na punktowanym miejscu po raz pierwszy od GP Azerbejdżanu 2018, gdzie był siódmy. Zawodnik Racing Point ma na koncie 42 starty oraz jedno podium! Zdobył je na bardzo szczęśliwym dla niego torze w Baku w 2017 roku. 

Ostatnie punktowane miejsce w GP Australii 2019, wywalczył powracający do F1, Daniil Kvyat, zaliczając niezwykle udany występ. Kierowca Toro Rosso nie dość, że wyprzedził Pierre’a Gasly’ego na torze, to zdołał utrzymać szybszy bolid Red Bulla za sobą. Dla Kvyata było to 74 GP. Do tej pory udało mu się dwukrotnie wywalczyć miejsce na podium (GP Węgier 2015, GP Chin 2016). Rosjanin jest również autorem najszybszego okrążenia w GP Hiszpanii 2016.

Robert Kubica

Fot. RoKiT Williams Racing / Robert Kubica

GP Australii 2019 było wielkim świętem dla polskich kibiców Formuły 1. Po Ponad 8 latach przerwy znów zobaczyliśmy naszego rodaka na polach startowych. Czekaliśmy na to dokładnie 3045 dni. Do GP Abu Zabi 2010, Robert miał na koncie 76 startów w Formule 1, tak więc tegoroczny występ Polaka na Albert Park był jego 77. Krakowianin ukończył zmagania na siedemnastej (ostatniej) pozycji z 3 okrążeniami straty do lidera. Dla Roberta było to piąte GP Australii. Ukończenie tego wyścigu można nazwać małym sukcesem, ze względu na to, że RK aż trzykrotnie nie finiszował podczas rywalizacji w Melbourne (2007, 2008, 2009). Najlepszym wynikiem pozostaje do tej pory 2. miejsce z sezonu 2010.

Statystyki Roberta Kubicy po GP Australii 2019:
  • Starty: 77
  • Podia: 12 (15,6%)
  • Wygrane: 1 (1,3%)
  • Pole position: 1 (1,3%)
  • Najszybsze okrążenia: 1 (1,3%)

Kontynuuj czytanie

Motorsport

Przygoda Kimiego Räikkönena z serią NASCAR

Kimi Räikkönen to postać wyjątkowa. Kierowca – jak to na Fina przystało – zawsze jest dosyć oszczędny w słowach, jednak nigdy nie boi się powiedzieć co myśli. Właśnie, dzięki temu zyskał sobie sympatię kibiców z całego świata. Postanowiliśmy bardziej przybliżyć wam jeden epizod z jego bogatej kariery – chodzi o starty w serii NASCAR.

Opublikowano

w dniu

przez

Fot. reddit.com / Kimi Räikkönen w NASCAR
Poprzednia1 z 2

Lewis Hamilton jest najbardziej utytułowanym kierowcą w tegorocznej stawce kierowców F1. Max Verstappen został w 2016 roku najmłodszym zwycięzcą wyścigu. Lecz to Kimi Räikkönen cieszy się największą sympatią wśród kibiców na całym świecie. Fin miał w swojej karierze moment, w którym porzucił Formułę 1 i rozpoczął starty w Rajdowych Mistrzostwach Świata. Najmłodsi kibice być może nie wiedzą, a starsi nie pamiętają, że Fin próbował swoich sił także w serii NASCAR.

W 2007 roku Kimi Räikkönen zdobył tytuł mistrza świata Formuły 1. Mimo, iż na dwie rundy przed końcem Fin tracił do Lewisa Hamiltona aż 17 punktów (przy 20 do zdobycia) i zajmował trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, wykorzystał on błędy rywali i wygrał dwa ostatnie wyścigi sezonu pokonując ostatecznie obu kierowców McLarena o zaledwie jeden punkt.

W kolejnym sezonie Räikkönen był stawiany w roli faworyta. Jednakże problemy techniczne i własne błędy zepchnęły go do roli pomocnika w walce Felipe Massy o tytuł mistrzowski. W klasyfikacji generalnej zajął trzecie miejsce z dorobkiem 75 punktów (tyle samo zgromadził też Robert Kubica, jeżdżący w barwach BMW Sauber, ale liczba zwycięstw zadecydowała o pozycji w tabeli). Kolejny sezon był jeszcze gorszy. Scuderia Ferrari nie najlepiej poradziła sobie ze zmianami w regulaminie technicznym, a bazujący na luce w przepisach podwójny dyfuzor umożliwił zespołom Brawn GP, Williams oraz Toyota zdominowanie pierwszej części sezonu. Ferrari odniosło swoje pierwsze zwycięstwo dopiero podczas sierpniowego Grand Prix Belgii. Kimi Räikkönen wyprzedził po neutralizacji Giancarlo Fisichellę z Force India i odniósł jedyny triumf w sezonie 2009 dla włoskiej stajni. W klasyfikacji generalnej zajął szóste miejsce, a Ferrari zakończyło rok 2009 na czwartej pozycji ze stratą ponad 100 punktów do mistrzów świata. Nie były to wyniki o jakich marzył zarówno Räikkönen, jak i Ferrari.

Fot. zimbio.com / Mistrz Świata Formuły 1 z 2007 roku, Kimi Räikkönen

Włoska ekipa potrzebowała zmian i postanowiła na sezon 2010, w miejsce Kimiego, zatrudnić dwukrotnego mistrza świata, Fernando Alonso. Fin próbował przejść do McLarena, ostatecznie jednak zdecydował się na roczną przerwę i zaczął starty w Rajdowych Mistrzostwach Świata. Scuderia Ferrari też wypłaciła mu powiększone odszkodowanie, ponieważ miał jeszcze kontrakt na kolejny rok startów, a Włochom nie było na rękę by szedł do konkurencji z cennymi informacjami.

Pierwsze kroki w WRC

Fiński kierowca dołączył do juniorskiego zespołu Citroëna, gdzie został partnerem Sebastiena Ogiera. Na prawym fotelu mistrza świata F1 z 2007 r. zasiadł były pilot Tommiego Mäkinena, Kaj Lindström. W trakcie 11 startów załoga pięciokrotnie zajmowała miejsce w pierwszej dziesiątce, a jej najlepszym wynikiem było 5. miejsce w Rajdzie Turcji.

Pierwsza styczność z serią NASCAR

W 2011 roku Räikkönen kontynuował swoje starty w WRC. Jednak zainteresował się również serią NASCAR. Fin miał zacząć swoją przygodę z amerykańskimi wyścigami od startów w Camping World Truck Series (obecnie Gander Outdoors Truck Series), mistrzostw przeznaczonych dla wyścigowych półciężarówek. Plan zakładał reprezentowanie własnego zespołu ICE1 Racing, którego większościowym udziałowcem miał zostać Foster Gillett – pracujący rok wcześniej dla Richard Petty Motorsport. Räikkönen planował później dołączyć do serii Nationwide Series (obecnie XFinity Series, juniorska seria NASCAR) i Sprint Cup Series (obecnie Monster Energy Cup Series, najważniejsza seria NASCAR).

Bardzo chcę poznać świat NASCAR – zdradził Kimi Räikkönen w rozmowie z gazetą Turun Sanomat. – Od dawna śledzę tę serię. Naprawdę lubię amerykańskiego ducha wyścigów. Wielką rzeczą będzie uczestniczyć w tym. Oczywiście to będzie wielkie wyzwanie ale i świetna zabawa.

Pierwszym wyścigiem Räikkönena miała być runda na torze Charlotte Motor Speedway. Tor powstał w 1959 roku z inicjatywy Brutona Smitha. Ze względu na swój kształt klasyfikowany jest jako tzw. quad oval. Jego długość wynosi 1,5 mili (2,4 km), nachylenie zakrętów 24 stopnie, a prostych 5 stopni. Prosta startowa liczy 603,5 metra, a przeciwległa prosta 457 metrów. Obiekt ten uważany jest przez kierowców za bardzo trudny i wymagający. Juan Pablo Montoya zapytany o debiut fińskiego kierowcy stwierdził, że czeka go trudne zadanie: – Moim wyborem na pierwszy wyścig NASCAR nie byłoby Charlotte.

Wkrótce Kimi Räikkönen porzucił projekt wystawienia własnej ekipy i podpisał kontrakt z zespołem Kyle’a Busha, w barwach którego miał wziąć udział w wybranych rundach. Fin miał płacić za jeden wyścig 100 000 dolarów, a plan zakładał początkowo start w 3-5 wyścigach.

4 kwietnia Räikkönen odbył pierwszy test samochodu NASCAR. Fin zasiadł za kierownicą Toyoty Tundry wystawianej przez zespół Kyle Busch Motorsport. Jazdy odbyły się na torze Gresham Motorsport Park, półmilowym (0,8 km) owalu w Jefferson, w stanie Georgia. Sesja była zamknięta dla kibiców i dziennikarzy. W trakcie dwudniowego testu wtedy były kierowca F1 wykonał ponad 400 okrążeń. Na tor wyjechali także Kyle Bush oraz Brian Icker, kierowca zespołu w 2010 roku. Według doniesień, test był udany, Räikkönen zrealizował cały przewidziany program i uzyskiwał dobre czasy. – Usiadłem w pick-upie i zrobiłem kilka okrążeń pomiarowych, żeby porównać nasze osiągi dotyczące opon i reszty – powiedział Busch, zwycięzca wówczas 27 wyścigów Truck Series, a także mistrz Nationwide Series. – Zrobiliśmy identyczne czasy okrążeń.

Fot. blog.axisofoversteer.com / Kimi Räikkönen podczas testów na Gresham Motorsport Park

Według Steve’a Robertsona, menedżera Kimiego niemal od początku jego poważnej kariery, przejście Fina do serii NASCAR byłoby możliwe w 2012 i 2013 roku, o ile jazda będzie sprawiała zawodnikowi przyjemność. Sęk w tym, że kierowca deklarował jednak pełne zaangażowanie w WRC w sezonie 2011.

Wkrótce Fin znalazł sponsora, którym został Perky Jerky, producent przyprawianej suszonej wołowiny. W związku z tym jego Toyota Tundra zyskała czarno-złote malowanie. Samochód był napędzany przez 5,8-litrowy silnik V8 o mocy 700 KM. W pierwszym treningu przed wyścigiem NC Education Lottery 200 na Charlotte Motor Speedway Fin zajął 30. pozycję w składającej się z 38 zawodników stawce. Jego strata do najszybszego kierowcy, Rona Hornadaya, wyniosła przeszło 1,153 sekundy. W drugim treningu Räikkönen stracił 1,132 sekundy do Austina Dillona i ponownie uplasował się na 30. lokacie.

W kwalifikacjach Kimi Räikkönen zajął 31. pozycję. Początek wyścigu liczącego 134 okrążenia nie był dla Fina udany, podczas pierwszych okrążeń otarł się on delikatnie o ścianę i spadł na 34. miejsce. Później jednak zdołał przebić się na 24. pozycję. Podczas drugiej neutralizacji większość rywali zjechała na swój pierwszy pit stop, Räikkönen jednak pozostał na torze, przy tym awansując na ósme miejsce. Kolejny SC pojawił się niecałe okrążenie po restarcie, a jej przyczyną był wybuch silnika w samochodzie Miguela Paludo. Fiński zawodnik przesunął się w tym czasie aż na 6. miejsce, a gdy ponownie wywieszono zieloną flagę, Räikkönen przebił się na 5. pozycję i zaczął atakować Kyle’a Busha. Pojechał jednak za szeroko w zakręcie i stracił dystans do Amerykanina, a ze względu na gorsze tempo został później wyprzedzony przez innych zawodników, przez co spadł na 12. miejsce.

Co gorsza, pozostanie na torze podczas wcześniejszych neutralizacji poskutkowało tym, że w przeciwieństwie do swoich rywali, Räikkönenowi kończyło się już paliwo. Miało to duże znaczenie dla Fina, ponieważ ewentualny pit stop przeprowadzony w trakcie obowiązywania zielonej flagi wiąże się na tak krótkim torze ze spadkiem na sam koniec stawki i stratą okrążenia, co jest zwykle bardzo trudne do odrobienia. Sytuację uratowała jednak kolejna neutralizacja, którą swoim piruetem spowodował Kyle Bush. Nie był to jedyny kierowca, który miał na tym torze problemy. Na 20. okrążeniu obrócił się czterokrotny mistrz serii, Ron Hornaday uszkadzając przód swojego samochodu po kontakcie ze ścianą.

Po wizycie w alei serwisowej, Kimi spadł na 15. miejsce. Drugą połowę wyścigu także wypełniały liczne neutralizacje wywołane przez wypadki rywali. Na 75. kółku zderzyli się Max Papis, Brendan Gaughan oraz Matt Crafton. Räikkönen wykorzystał okres wyjazdu samochodu bezpieczeństwa, by odbyć swój ostatni pit stop, po którym spadł na 17. miejsce.

Na 106. okrążeniu David Starr utracił panowanie nad maszyną i uderzył w ścianę, wywołując ostatnią w tym wyścigu neutralizację. Niewiele brakowało, by w jego pojazd wpadł Kimi Räikkönen, który zdołał jednak uniknąć zderzenia. Jednakże parę chwil wcześniej Fin już po raz drugi w trakcie zawodów otarł się o ścianę. Räikkönen przystępował do restartu z 13. pozycji, został jednak wyprzedzony przez kilku kierowców, spadając na 17. miejsce. Pod koniec rywalizacji awansował na 16. lokatę, a piruet Nelsona Piqueta Jr. na ostatnim okrążeniu pozwolił mu znaleźć się przed Brazylijczykiem. Dzięki temu Kimi Räikkönen ukończył swój pierwszy wyścig NASCAR na 15. miejscu.

Podsumowanie startu Kimiego Räikkönena w swoim pierwszym wyścigu NASCAR

Wyścig okazał się przyjemny, to dla mnie odmiana, aczkolwiek było za dużo okresów neutralizacji – powiedział Kimi Räikkönen. – Za każdym razem gdy zaczynasz czuć, że samochód spisuje się lepiej, zostaje wywieszona żółta flaga i znów trzeba czekać, zanim wrócisz do dobrego rytmu. Na początku uderzyłem w barierkę, a potem to powtórzyłem i to z jeszcze większą siłą, więc myślałem, że zniszczyłem auto. Bądź co bądź do pierwszego pit-stopu prowadziło się naprawdę dobrze i gdy tylko opony nabrały temperatury, zwiększyło się w nich ciśnienie, ale moim zdaniem wypadek jednak trochę kosztował, ponieważ za bardzo zniszczyłem bok samochodu (…). Tak naprawdę miałem więcej satysfakcji ze ścigania, niż się tego spodziewałem – dodał.

Poprzednia1 z 2

Kontynuuj czytanie

Motorsport

F1 pozostaje w Eleven Sports do 2022 roku. Polsat i TVP z sublicencją!

Właśnie dziś, 20 marca, pojawiło się oficjalne oświadczenie od Formula One Management. FOM zgodziło się na transmitowanie Formuły 1 na trzech kanałach. W tym gronie znalazła się Telewizja Polsat.

Opublikowano

w dniu

Fot. Mercedes AMG Petronas Motorsport / LAT Images

Przy okazji GP Australii mieliśmy spore zamieszanie wokół praw do transmisji wyścigów Formuły 1 w Polsce. W ostatniej chwili dowiedzieliśmy się, że sublicencję wykupiło TVP, które miało pokazać studio i niedzielne zmagania na Albert Park od 45. minuty ich trwania. Właściwie wydawało się, że obok Eleven Sports alternatywą będzie już tylko TVP Sport, gdzie będzie można zobaczyć rywalizację w królowej sportów motorowych.

Jak się okazało, sprawy “skomplikowały się” w poniedziałek. Właśnie wtedy o godz. 22:00 na antenie Polsat Sport puszczono skrót wyścigu o GP Australii z komentarzem Andrzej Borowczyka i Krystiana Sobierajskiego. 

Fani F1 i Roberta Kubicy drapali się po głowie, o co chodzi. Już wydawało się, że po prostu Polsat zrezygnował ze starań o transmisję na swoich kanałach. Okazało się, że w Polsce każdy bił się o pokazywanie Formuły 1 (głównie Roberta Kubicy) ze względu na spore zainteresowanie polskiej widowni.

Ostatecznie Polsat też nie mógł przejść obok tego obojętnie, dlatego podjęto starania, aby zapewnić im transmisję… chociaż z całego wyścigu. Na pewno u nich w grę nie wchodziła relacja od 45. minuty! Dlatego woleli reklamować transmisję na kanale Eleven Sports.

Sezony 2020, 2021 i 2022 będą pokazywane aż na trzech programach. Jedno pozostanie bez zmian jeśli chodzi o Eleven – mam tutaj na myśli transmitowanie wszystkich sesji – trzech treningów, kwalifikacji i wyścigu – oraz studia między nimi + magazynu ElevenF1. Najprawdopodobniej sublicencja ograniczy się do transmisji samego wyścigu przez TVP Sport i Polsat Sport w pełnym wymiarze (nie od 45. minuty/lub powtórki). W grę mogą wejść jeszcze kwalifikacje, ale nie mamy jeszcze potwierdzenia, jak sytuacja wygląda.

Poniżej oficjalne oświadczenie z F1 Media. Wynika z niego również, że wyścigi F2, F3 i Porsche SuperCup nadal pozostaną na antenach Polsatu. Sublicencja będzie nadal ograniczała TVP Sport do pokazywania “niepełnej” transmisji w 2019 roku. Polsat dostał zgodę na pokazywanie skrótów.

Kontynuuj czytanie

Motorsport

F1: Klasyfikacje generalne po GP Australii 2019

Inauguracja sezonu 2019 za nami. Dublet w GP Australii zdobył zespół Mercedesa – w dodatku udało im się sięgnąć po dodatkowy “punkcik” za najszybsze okrążenie w wyścigu. Przedstawiamy jak na chwilę obecną wygląda sytuacja w klasyfikacjach generalnych…

Opublikowano

w dniu

Fot. Mercedes AMG Petronas Motorsport

Klasyfikacja generalna kierowców

PozycjaKierowcaZespółLiczba punktów
1.Valtteri BottasMercedes AMG Petronas Motorsport26
2.Lewis HamiltonMercedes AMG Petronas Motorsport18
3.Max VerstappenAston Martin Red Bull Racing15
4.Sebastian VettelScuderia Ferrari12
5.Charles LeclercScuderia Ferrari10
6.Kevin MagnussenRich Energy Haas8
7.Nico HulkenbergRenault6
8.Kimi RaikkonenAlfa Romeo Racing4
9.Lance StrollSportPesa Racing Point2
10.Daniil KvyatToro Rosso1
11.Pierre GaslyAston Martin Red Bull Racing0
12.Lando NorrisMcLaren0
13.Sergio PerezSportPesa Racing Point0
14.Alexander AlbonToro Rosso0
15.Antonio GiovinazziAlfa Romeo Racing0
16.George RussellRoKiT Williams Racing0
17.Robert KubicaRoKiT Williams Racing0
18.Romain GrosjeanRich Energy Haas0
19.Carlos SainzMcLaren0
20.Daniel RicciardoRenault0

Klasyfikacja generalna konstruktorów

PozycjaZespółLiczba punktów
1.Mercedes AMG Petronas Motorsport44
2.Scuderia Ferrari22
3.Aston Martin Red Bull Racing15
4.Rich Energy Haas8
5.Renault6
6.Alfa Romeo Racing4
7.SportPesa Racing Point2
8.Toro Rosso1
9.McLaren0
10.RoKiT Williams Racing0

Kontynuuj czytanie

Facebook

Reklama
Reklama

Popularne