GP Australii: Lewis Hamilton górą w walce o PP, duża strata Ferrari i Red Bulla - motohigh.pl
Nasze social media

Formuła 1

GP Australii: Lewis Hamilton górą w walce o PP, duża strata Ferrari i Red Bulla

Kwalifikacje zakończyły się nowym rekordem toru Albert Park. Lewis Hamilton pokonał Valtteriego Bottasa w walce o pole position. Brytyjczyk śrubuje rekord, ponieważ to już jego 84. wygrana czasówka. Za kierowcami Mercedesa znalazł się Sebastian Vettel z Ferrari – jego strata wyniosła aż 0,7 s.

Opublikowano

w dniu

Fot. Mercedes-AMG F1 / Twitter

Trzeci trening zwiastował nieco większe emocje, ponieważ Scuderia Ferrari była bliżej Srebrnych Strzał niż w piątek. Strata nieco ponad 0,2 s dawała nadzieje na podjęcie walki – zwłaszcza, że Valtteri Bottas i kierowcy Red Bulla nie radzili sobie najlepiej. Ostatecznie sytuacja znów się zmieniła na kwalifikacje i Mercedes osiągnął przewagę taką jaką miał w drugim piątkowym treningu. Cień nadziei w Q1 dał jeszcze Charles Leclerc z Ferrari, który znalazł się na prowadzeniu. Jednak był to też efekt lepszej przyczepności pod koniec tego segmentu kwalifikacji – pozostali z czołówki ustanowili swoje czasy trochę wcześniej.

Lewis Hamilton radził sobie dobrze niemal od początku, ale gdy Valtteri Bottas znalazł rytm, to wtedy pięciokrotny mistrz świata nie ustrzegł się błędów. Często jego strata była w granicach 0,4 s. Powoli wydawało się, że jego partner zespołowy ma swój dzień i ciężko będzie go pokonać. Jednak, Hamilton zrobił to do czego nas przyzwyczaił – czyli wycisnął wszystko na ostatnim przejeździe. Bottas się nie poprawił, choć był na początku nieco szybszy – ostatecznie przeciął linię mety z wynikiem o 0,2 s gorszym. Ostatecznie stracił 0,112 s (liczył się pierwszy przejazd w Q3, który dawał mu prowizoryczne PP). Srebrne Strzały nie miały dziś konkurencji – po prostu jeździły w innej lidze, o czym świadczy strata trzeciego Sebastiana Vettela z Ferrari na poziomie 0,7 s.

Jeszcze tylko dwóch kierowców zmieściło się w sekundzie straty do zdobywcy pole position. Byli to Max Verstappen z Red Bulla i Charles Leclerc z Ferrari. Warto zaznaczyć, że pierwszy w wymienionych rozdzielił dwójkę kierowców Scuderii dzięki solidnemu okrążeniu w samej końcówce. Kierowca Red Bulla omal by się nie spóźnił z rozpoczęciem pomiarowego kółka, ponieważ miał drobne problemy przy wyjeździe z garażu, przez co została mu tylko 1 minuta i 40 sekund do pokonania wyjazdowego okrążenia. W rezultacie odbiło się to na wyniku pierwszego sektora – najwidoczniej supermiękkie opony nie pracowały jeszcze zbyt dobrze. Dopiero drugi sektor dał nadzieje na powalczenie o coś więcej niż 5. lokata. Patrząc na przebieg kwalifikacji, pod koniec mało kto się tego spodziewał – więc warto pochwalił Verstappena za walkę do końca. Zwłaszcza, jak zestawimy jego wynik z rezultatem Pierre’a Gasly’ego – który odpadł już po Q1, zajmując 17. miejsce.

Po Red Bullu można było oczekiwać więcej, przynajmniej dwóch bolidów w trzeciej linii. Najwidoczniej po analizie z piątku poszli w nie najlepszym kierunku z ustawieniami bolidu. Zobaczymy, jak będzie w wyścigu – czy Gasly odrobi straty? Jakie tempo będzie miał Verstappen w wyścigu? Na pewno szanse na walkę o podium w kontekście tego drugiego są – zważywszy na to, że kierowcy Ferrari nie czują się jeszcze komfortowo w SF90. Cóż, jakby nie patrzeć po dwóch segmentach wydawało się, że bezpośrednio za Mercedesami znajdzie się Charles Leclerc. Młody Monakijczyk w debiucie dla stajni z Maranello mógł pokonać czterokrotnego mistrza świata, a ostatecznie w Q3 nie był w stanie mu zagrozić. Co prawda różnica między nimi to ok. 0,250 s, ale w dość trudnym momencie dodatkowa porażka z kierowcą Red Bulla komplikuje przebieg niedzielnych zmagań. Najprawdopodobniej wiele będzie zależało od strategii.

Start także może być arcyciekawy. Wydaje się, że Valtteri Bottas wciela swoje słowa w czyny i nie zamierza ustępować utytułowanemu koledze z ekipy. Kierowcy Ferrari i Max Verstappen także mogą nieźle ruszyć z miejsca, więc mogą być przetasowania. Jakiekolwiek nadzieje na pokonanie Mercedesów mógłby dać start pokroju tego z 2016 roku, gdy właśnie Vettel z 3. pola przebił się na 1. miejsce. Wtedy Scuderia nie popisała się strategią, dlatego Niemiec nie wygrał. W 2017 roku już odrobili lekcję, ale też byli szybsi na dystansie. Rok temu byli wolniejsi od Hamiltona, ale pomogła im wirtualna neutralizacja. Nie jest wykluczone, że GP Australii znów przyniesie coś ciekawego. Na ten moment wydaje się, że kierowcy Mercedesa stoczą walkę między sobą.

Czas na pochwały

Pogratulować należy zespołowi Haas. Stajnia z Kannapolis miała za sobą udany piątek, po którym dokonali większego progresu spośród reszty ekip środka stawki. Zaowocowało to świetnymi rezultatami – szóstym i siódmym miejscem na starcie. Ich strata do czołówki nie była gigantyczna. Romain Grosjean miał niecałe 0,4 s traty do poprzedzającego go Leclerka. Kevin Magnussen był dziś wyraźnie, bo o 0,3 s wolniejszy od zespołowego partnera, ale nie przeszkodziło mu to w wywalczeniu dobrej pozycji. Ku zaskoczeniu za nimi znalazł się debiutant – Lando Norris z McLarena. Brytyjczyk był coraz lepszy z okrążenia na okrążenie. W Q1 odpadł jego partner z ekipy, bardziej doświadczony Carlos Sainz. Wtedy nikt nie pomyślałby, że ujrzymy kierowcę McLarena w Q3. Dla 19-latka było to miłe doświadczenie, które może zaprocentować w wyścigu.

Kolejno dziewiąte i dziesiąte miejsce zajęli Kimi Raikkonen z Alfy Romeo oraz Sergio Perez z Racing Point. O ile w kontekście mistrza świata z 2007 roku można było spodziewać się więcej, zważywszy na udany piątek. Jednak w sobotę pozostali przyspieszyli i w trzecim treningu Iceman był daleki od walki o TOP10, dlatego wynik można uznać za dobry. Być może w wyścigu uda się powalczyć o coś więcej. Dużym zaskoczeniem in plus była postawa Pereza, bowiem w treningach było słabo. Meksykanin sprawił niespodziankę, pokonując dwóch kierowców Renault w walce o trzeci segment czasówki.

Przejdźmy do minusów…

Niestety pierwszych kwalifikacji w sezonie 2019 nie zapamiętają dobrze w fabrycznym zespole Renault. Jedenaste i dwunaste miejsce nie były szczytem ambicji ekipy, która miała być pewną 4. siłą w stawce z nadziejami na wtrącenie trzech groszy do walki z czołówką. Przejazdy Nico Hulkenberga i Daniela Ricciardo nie były idealne, obaj mieli problemy z pokonaniem czystego kółka. Zauważyć można było często wyjeżdżający przód. Jedynym marnym pocieszeniem jest zachowanie świeżych kompletów supermiękkiej mieszanki na wyścig, choć na niewiele się to zda przy prawdopodobnym wyścigu na jeden pit stop. Na pewno walka o punkty jest możliwa, ale ich strata do Haasa jest spora. Nie tego należało oczekiwać… Porażka z Racing Point wygląda słabo. W dodatku w Q3 znalazł się jeden samochód McLarena korzystający z ich silników.

Dużą niespodzianką była utrata tempa przez Toro Rosso. W ich przypadku im dalej tym gorzej, tak to dziś wyglądało. Po Q1 był cień nadziei na włączenie się do walki o trzeci segment kwalifikacji. Niestety, ani Daniil Kvyat ani Alexander Albon stracili niedużo do Pereza, który rzutem na taśmę się tam znalazł. Właściwie pięciu zawodników było w odstępie 0,2 sekundy. Zaskoczeniem był fakt, że Albon pokonał Kvyata w swoim debiucie. Taj miał wczoraj swoje przygody i nieco odstawał, a tu proszę… Pomiędzy nim a Rosjaninem zmieścił się jeszcze Antonio Giovinazzi z Alfy Romeo. W jego przypadku można mówić o rozczarowaniu, póki co nie spełnił wygórowanych oczekiwań – ale być może warto dać mu czas.

Wielkie rozczarowanie

Największymi przegranymi są Pierre Gasly z Red Bulla i Carlos Sainz z McLarena. Ich postawa w porównaniu do zespołowych partnerów była dużym rozczarowaniem. Szkoda, zwłaszcza w kontekście tego pierwszego, ponieważ straciliśmy szansę na porównanie jego tempa wyścigowego do Verstappena. Francuz będzie się przebijał i na pewno nie będzie to proste, więc czołówka mu odjedzie. Sainz może być sfrustrowany, ponieważ pokonał go debiutant – który w dodatku ma spore szanse na punkty. 

Powodów do zadowolenia nie może mieć Lance Stroll z Racing Point. Kanadyjczyk prezentował dobre tempo na tle Sergio Pereza w treningach, ale w kwalifikacjach zupełnie przepadł. Szesnaste miejsce nie można uznać za dobre i jutro będzie starał się pokazać z trochę lepszej strony. 

O ciężkich kwalifikacjach może mówić Williams. George Russell i Robert Kubica mogli walczyć jedynie pomiędzy sobą. Strata do poprzedzającego kierowcy wynosiła ponad 1,2 s (w przypadku Brytyjczyka) i prawie 2 s (w przypadku Polaka). Jakby tego było mało samochód nie prowadził się za dobrze. Na swoim ostatnim przejeździe Kubica dotknął ściany w II sektorze – doszło do przebicia tylnej prawej opony. Oznaczało to utratę szans na walkę choćby z Russellem. Jednak właściwie te wyniki nie mają znaczenia, ponieważ stajnia z Grove traktuje ten weekend jak przystanek testowy. Miejmy nadzieję, że wyciągną lekcje – już zredukowali stratę o ponad 0,5 s. 

Dzisiejsze pole position w Australii było już szóstym z rzędu zdobytym przez Lewisa Hamiltona. Brytyjczyk jest tutaj niepokonany na pojedynczym kółku już od 2014 roku. Wcześniej zdobył także PP w 2008 roku w barwach McLarena. Jednak w większości przypadków nie oznaczało to triumfu. Póki co wiktorie z sezonów 2008 i 2015 są jedynymi odniesionymi w Melbourne – jutro jest szansa na trzecią. Hamilton zbył dziś swoje 84. PP – niewykluczone, że w tym sezonie uda mu się zbliżyć nawet do 100.

Wyścig odbędzie się jutro o godz. 6:10 czasu polskiego. Będziecie oglądać? Dajcie znać na Facebooku.

Wyniki kwalifikacji

Reklama

Facebook

Reklama
Reklama