GP Australii: Valtteri Bottas nie miał sobie równych, Fin zapisał się na kartach historii - motohigh.pl
Nasze social media

Formuła 1

GP Australii: Valtteri Bottas nie miał sobie równych, Fin zapisał się na kartach historii

Valtteri Bottas z Mercedesa wygrał po raz czwarty w swojej karierze. Fin nie miał sobie równych i po prostu kontrolował rywalizację. Jednocześnie przeszedł do historii F1 jako pierwszy kierowca, który zdobył więcej jak 25 punktów. Do triumfu udało mu się dorzucić jedno “oczko” za najlepszy czas okrążenia w wyścigu. Podium uzupełnili jego zespołowy kolega Lewis Hamilton i Max Verstappen z Red Bulla.

Opublikowano

w dniu

Fot. Mercedes-AMG F1 / Twitter

Wielu ekspertów przeczuwało, że w sezonie 2019 nastąpi przełamanie Valtteriego Bottasa. Fin już wczoraj prezentował się nieźle, ale uległ w kwalifikacjach Hamiltonowi. W wyścigu nie dał mu już szans. Pierw na starcie przebił się na 1. miejsce, a potem utrzymywał przewagę nad swoim kolegą zespołowym na poziomie 3,5 s. Nic nie zwiastowało tego, że na koniec zmagań będzie to różnica ponad 20 sekund. Wpływ na to miała strategia, ponieważ Bottas zmieniał opony 8 okrążeń później (na 23 okrążeniu). Właściwie kierowca Mercedesa stracił prowadzenie tylko raz – jedynie na 2 kółka, kiedy to po pit stopie wyjechał za Maxem Verstappenem z Red Bulla. 

Na pewno dla samego Bottasa wyścig o GP Australii może być przełomowy. Po trudnym i rozczarowującym sezonie 2018, zakończonym bez choćby jednego triumfu – nadszedł lepszy czas. Valtteri może odetchnąć, że wreszcie w wyścigu dysponuje bardzo dobrym tempem. Rok temu zdarzało mu się być najwolniejszym w gronie sześciu kierowców z czołowych ekip. Rozpoczęcie kampanii w 2019 roku z maksymalną zdobyczą 26 punktów powinno go uskrzydlić i jeszcze nieraz zapewni nam kawał dobrego ścigania. 

Lewis Hamilton był nieco rozczarowany słabszym startem i strategią, ale dziś jednak on był niżej w klasyfikacji, więc zespół musiał “testować” na nim. Jako pierwszy z czołówki zjechał Sebastian Vettel z Ferrari (na 14. kółku), który tracił około 3 s do Brytyjczyka, więc Mercedes nie chciał dopuścić do podcięcia i ściągnął swojego lidera okrążenie później. Ostatecznie okazało się, że warto było się wstrzymać – dłuższy stint dał korzyści m.in. Bottasowi, Verstappenowi, Strollowi i Kvyatowi. Dwójka ostatnich z wymienionych dzięki temu zdobyła punkty. 

Ostatecznie dublet i najszybsze okrążenie w wyścigu należały do Mercedesa, który był niepokonany w każdej sesji na Albert Park. 44 punkty to pokaźna zaliczka. Scuderia Ferrari zdobyła ich dwa razy mniej (22 pkt.). Red Bull niestety miał tylko Maxa Verstappena, który zapewnił im 15 punktów. Być może gdyby nie błąd w pierwszym zakręcie na około 8 okrążeń przed końcem, to Holender zdołałby przypuścić atak na Hamiltona. Warto zaznaczyć, że Valtteri Bottas dopiero na przedostatnim kółku odebrał kierowcy Red Bulla dodatkowy punkt za najszybsze kółko.

Weekendu w Australii nie będzie dobrze wspominało Ferrari. Czwarte i piąte miejsce były poniżej oczekiwań. Sebastian Vettel miał szanse na podium, ale prysły one wraz ze zbyt wczesnym zjazdem do alei serwisowej. Verstappen, który został na torze 11 okrążeń dłużej, wyjechał po swoim pit stopie zaraz za jego plecami i dzięki lepszej przyczepności wyprzedził Niemca. Charles Leclerc miał stracony wyścig, pierw stracił 4-5 sekund przez własny błąd, a potem zbyt bardzo przeciągnięty stint sprawił, że nawet twarda mieszanka mu nie pomogła. Było za późno, aby cokolwiek zrobić. Monakijczyk dogonił Vettela, ale nawet zamiana pozycji nie dałaby mu nic, bo musiałby w 7 okrążeń nadrobić aż 14 sekund do kolejnego zawodnika. Oby było lepiej w kolejnych wyścigach. Testy pokazały, że w SF90 drzemie duży potencjał, którego nie udało się pokazać w Australii.

Ścisk w środku stawki

Najlepszym kierowcą “z reszty” był Kevin Magnussen z Haasa. Duńczyk nie dał się zdublować, co można uznać za sukces. Tempo bolidu VF-19 było dobre i właściwie dziś byli pewną czwartą siłą. Haas może być rozczarowany ze względu na Romaina Grosjeana. Francuz stracił pozycję na rzecz kolegi z ekipy już na samym starcie, ale cały czas miał szansę na 7. miejsce. Niestety pit stop z 15. okrążenia przekreślił jego szanse. Mechanicy nie mogli dokręcić przedniego lewego koła, co kosztowało do 10 sekund. Jak się okazało w drugiej połowie zmagań posłuszeństwa odmówiło zawieszenie. Po raz kolejny GP Australii było bardzo pechowe dla Romaina Grosjeana po świetnych kwalifikacjach. 

Odrodzenie Renault. Nico Hulkenberg był bardzo skoncentrowany na zyskaniu paru pozycji. Niemiec już na starcie awansował z 11. na 8. miejsce. Przez problemy Haasa bezproblemowo zyskał jeszcze jedno “oczko” i to by było na tyle. Tempo R.S.19 na pewno nie było piorunujące. Właściwie przez pół wyścigu za kierowcą stajni z Enstone jechał pociąg innych samochodów. Ostatecznie Kimiemu Raikkonenowi z Alfy Romeo nie udało się wyprzedzić “Hulka”. Za nimi bardzo blisko byli jeszcze Lance Stroll, Daniil Kvyat i Pierre Gasly. Ten ostatni miał pecha, ponieważ gdyby zjechał okrążenie wcześniej, to bezpiecznie wyjechałby przed Kvyatem z Toro Rosso. Niestety Rosjanin wyprzedził kierowcę Red Bulla. Gasly nie mógł wykorzystać miekkiej mieszanki, jadąc w sznurku za kilkoma bolidami. Fatalne kwalifikacje zemściły się, a Albert Park pokazało, że nie łatwo odrabia się tutaj straty.

Melbourne pokazało, że stawka jest bardziej zbita. Zwłaszcza środek stawki, gdzie każdy samochód poza Williamsem liczy się w walce o punkty. Właściwie dzisiaj punkty powinni zdobyć Lando Norris z McLarena i Alexander Albon z Toro Rosso, ale w ich przypadku strategia nie zdała egzaminu. Utknięcie za wolnym Antonio Giovinazzi z Alfy Romeo odebrało im jakiekolwiek nadzieje. Włoch zasłużył na pochwałę za obronę pozycji, ale nie ukrywajmy, że spisał się słabo. Jego długi stint miał pomóc jedynie Kimiemu Raikkonenowi. Raczej stajnia z Hinwil nie liczyła na punkty dwoma samochodami.

Dramat gospodarza

Daniel Ricciardo będzie chciał jak najszybciej zapomnieć o swoim domowym wyścigu, jednocześnie szczególnym przez debiut w brawach Renault. Australijczyk już na starcie po walce z Sergio Perezem z Racing Point stracił przednie skrzydło. Wymuszony pit stop na 1. okrążeniu nie dawał mu szans na dobry wynik bez ingerencji samochodu bezpieczeństwa. Szkoda sympatycznego kierowcy z Antypodów, dla którego przyszli kibice. Zapewne nie liczyli oni na więcej niż walkę pod koniec pierwszej dziesiątki – jednak ten incydent wyścigowy zabrał im w pewien sposób atrakcję.

W podobnej sytuacji do Ricciardo znalazł się Robert Kubica z Williamsa. Polak także stracił przednie skrzydło po kontakcie, przez co musiał zjechać do boksu. Raczej niezbyt szczególnie zwycięzca GP Kanady 2008 będzie wspominał swój pierwszy wyścig po powrocie. Oby w trakcie sezonu było coraz lepiej z formą jego ekipy. Póki co, Kubica i Russell nie mają samochodu zdolnego do walki. Jakby tego było mało, obaj ponieśli straty przez konieczność dodatkowych zjazdów. Jako jedyni pojawiali się w alei serwisowej odpowiednio 3 i 2 razy. Tyle samo razy zostali również zdublowani przez lidera. Na ten moment to przepaść. Szesnaste i siedemnaste miejsce zawdzięczają odpadnięciu Sainza, Ricciardo i Grosjeana.

Strategia

Dominowała strategia 1 pit stopu. Przeważnie kierowcy zmieniali z opon miękkich (czerwone) na pośrednie (żółte). Siedmiu zawodników zmieniało z pośrednich na twarde (Leclerc, Hulkenberg, Gasly, Stroll, Kvyat, Norris i Perez). Nie było widać zbyt dużej różnicy w tempie, aby było coś wartego do dodania. 

Zapowiedź

Drugą rundą mistrzostw świata F1 będzie GP Bahrajnu, które odbędzie się 29-31 marca. Mamy zatem dwa tygodnie przerwy, podczas niej każdy zespół będzie analizował co można poprawić. Miejmy nadzieję, że pozytywnie wpłynie to na widowisko. Na pewno Ferrari i Red Bulla stać na nawiązanie walki z Mercedesem. W Australii, Srebrne Strzały wykonały imponującą pracę, ale też patrząc na Lewisa Hamiltona wydaje się, że są do złapania. Max Verstappen pokazał, że można dysponować zbliżonym tempem na dystansie. Zobaczymy, co się wydarzy na torze Sakhir.

Czy Valtteri Bottas będzie utrzymywał tak wysoką formę? Co zrobią rywale? Jak może się zmienić układ sił? Zapraszamy do komentowania wpisu na Facebooku.

Wyniki GP Australii

Reklama

Facebook

Reklama
Reklama