GP Węgier: Lewis Hamilton pokonał Maxa Verstappena w samej końcówce [Podsumowanie] - motohigh.pl
Nasze social media

Formuła 1

GP Węgier: Lewis Hamilton pokonał Maxa Verstappena w samej końcówce [Podsumowanie]

Lewis Hamilton wygrał na torze Hungaroring po raz siódmy w karierze. Brytyjczyk postanowił spróbować strategii 2 pit stopów, co opłaciło się po starcie z 3. pola. Max Verstappen był liderem przez większą część zmagań, ale na trzy okrążenia przed końcem został wyprzedzony przez lidera “generalki”. Podium uzupełnił Sebastian Vettel.

Opublikowano

w dniu

Fot. Mercedes-AMG Petronas Motorsport / Lewis Hamilton wyprzedza Maxa Verstappena podczas GP Węgier 2019

Podczas suchego Grand Prix na Węgrzech raczej nikt nie oczekuje fajerwerków. Zazwyczaj przez trudności z wyprzedzaniem nie dzieje się tutaj zbyt wiele, ale tym razem było inaczej. Na starcie jak zwykle doszło to przepychanek, najgorzej wyszedł na tym Valtteri Bottas z Mercedesa. Fin przypuścił atak na zdobywcę pole position, przy czym zblokował swoje opony, a później tracił kolejne pozycje na rzecz Hamiltona i kierowców Ferrari.

Po pierwszym okrążeniu stało się jasne, że szanse Bottasa na walkę o zwycięstwo są nikłe. W dodatku w jego bolidzie we znaki dawało się uszkodzone – w wyniku walki z Charlesem Leclerkiem – przednie skrzydło. Mercedes musiał wymusić zjazd, który oznaczał spadek na koniec stawki. Fiński zawodnik nie przebijał się zbyt szybko, przez co nie udało mu się wrócić do czołowej szóstki. Kiepski wyścig kosztował go również spore straty w klasyfikacji generalnej. Powoli zamiast myśleć o dogonieniu Lewisa Hamiltona, musi pilnować swojej przewagi nad Maxem Verstappenem – wynoszącej już tylko 7 “oczek”.

GP Węgier oznaczało koniec pierwszej części sezonu. Przed nami zostało już jedynie 9 rund. Lewis Hamilton wydaje się już nie do zatrzymania, jego przewaga nad drugim zawodnikiem to już 62 punkty. Pięciokrotny mistrz świata musiałby mieć gigantycznego pecha, aby wypuścić szóstą koronę z rąk. Trzeba przyznać, że jak do tej pory poza słabszymi weekendami w Austrii i Niemczech nie ma się o co doczepić. Brytyjski kierowca nawet dziś nie oszczędzał siebie ani sprzętu i chciał zakończyć półmetek zwycięstwem. Max Verstappen stawił przed nim spore wyzwanie i mimo porażki Holender także może być z siebie zadowolony.

Srebrne Strzały ściągając swojego lidera na drugi pit stop na 49. okrążeniu wykonały pokerową zagrywkę. Hamilton już po wyjeździe odrobił ponad 2 sekundy (w wyniku tego, że Max dublował i trafił na korek) i uniemożliwił Red Bullowi reakcję. Zjazd Verstappena przy różnicy poniżej 20 sekund oznaczałby oddanie pierwszej pozycji, dlatego zdecydowano się, że Holender pojedzie na twardej mieszance do końca. Jeszcze dziesięć okrążeń przed końcem wydawało się, że odniesie swoje 8. zwycięstwo, pierwsze po starcie z PP. Kierowca Mercedesa w pewnym momencie przestał znacząco niwelować straty przy około 15 sekundach różnicy. Jednak, gdy tylko otrzymał komunikat, że opony wytrzymają do końca, przycisnął i na 67. okrążeniu złapał lidera Czerwonych Byków. 

Niewiarygodna pogoń kosztowała Brytyjczyka sporo sił, o czym mówił zaraz po wyścigu. Max Verstappen czuł niedosyt, ale też był zadowolony z zaciętej walki i traktuje to jako kolejną lekcję dla siebie i zespołu. Na pocieszenie przypadły mu punkt za najszybsze okrążenie w wyścigu, które osiągnął dzięki nadprogramowemu zjazdowi po miękką mieszankę, oraz tytuł Kierowcy Dnia. W sobotę 21-latek zapisał się w historii F1 jako 1000. zdobywca pole position. Holender od 2016 r. polował na swoje pierwsze w karierze PP, ale zawsze czegoś brakowało. Najbliżej był rok temu w Meksyku, gdzie mógł także zostać tym “najmłodszym”, ale wtedy okazję sprzed nosa sprzątnął mu Daniel Ricciardo.

Scuderia Ferrari podczas wyścigu kompletnie nie istniała. O ile udało im się dokonać postępów i w sobotę byli w walce, tak tym razem, gdyby nie pech Bottasa, pewnie nie byłoby żadnego z ich reprezentantów na podium. Ostatecznie szczęśliwcem okazał się Sebatian Vettel, który bardzo przeciągnąć swój stint na pośredniej mieszance, a na miękkiej odrabiał straty do swojego zespołowego partnera. Charles Leclerc musiał ulec w samej końcówce, nie mając już przyczepności z opon.

Środek stawki

Za plecami czołówki zmagania ponownie zakończył Carlos Sainz z McLarena (po starcie z 8. pozycji). Hiszpan upodobał sobie ostatnio piąte miejsca. W tym sezonie forma tego zawodnika jest bardzo dobra. Dodatkowo za każdym razem stara się wykorzystać okazje na zajęcie wyższej lokaty niż siódma. Stajnia z Woking ma z niego sporo pociechy, należy go pochwalić, ponieważ do tej pory zgromadził tylko o 5 “oczek” mniej od Pierre’a Gasly’ego, który ma do dyspozycji zdecydowanie bardziej konkurencyjny bolid Red Bulla. 

Wspomniany Francuz przez połowę zmagań nie mógł poradzić sobie z Sainzem. McLaren mógł zdobyć więcej punktów, ale niestety pit stop Lando Norrisa trwał zbyt długo. Młody Brytyjczyk był zaledwie dziewiąty po starcie z 7. pola. Najmłodszy kierowca w stawce stracił też sporo czasu w walce z kierowcami Renault i Kevinem Magnussenem z Haasa.

Całkiem niezłe zawody pojechał Kimi Raikkonen, który miał trudne zadanie, bo jako jeden z nielicznych podczas jedynego pit stopu zdecydował się na pośrednią mieszankę. Mistrz świata z 2007 roku unikał błędów i dowiózł 7. miejsce po starcie z 10. pola. W samej końcówce odparł też atak swojego rodaka z Mercedesa, Valtteriego Bottasa.

Symboliczny punkt powędrował do Alexandra Albona. Toro Rosso miało całkiem dobre tempo w wyścigu, ale niestety przez słabe kwalifikacje było trudno o walkę o coś więcej. Taj stoczył też interesujący pojedynek ze swoim zespołowym kolegą, Daniilem Kvyatem. Na pewno jego występ należy pochwalić, ponieważ po drodze pokonał jeszcze Sergio Pereza z Racing Point i dwóch kierowców Renault. Niestety tempo wspomnianej trójki pozostawiało nieco do życzenia. Chociaż wydawało się, że np. Daniel Ricciardo brak punktów “zawdzięcza” swojej porażce w czasówce.

Haas z powodu awarii w bolidzie Romaina Grosjeana przestał liczyć się w walce o punkty. Stajnia z Kannapolis nie była w stanie pomóc też Kevinowi Magnussenowi, któremu ewidentnie brakowało tempa i rytmu. Z zerem na koncie tor Hungaroring opuszcza także Williams, co nie jest zaskoczeniem. Ich jedynym plusem w trakcie weekendu jest otarcie się o Q2 w kwalifikacjach oraz dobre tempo George’a Russella. Robert Kubica narzekał po czasówce na spore wibracje i brak przyczepności, a wyścigu właściwie walczył o dojechanie do mety. Przepaść osiągów między dwójką zawodników z tego samego teamu jest zastanawiająca.

Pit stopy

Tym razem nie pobito rekordu świata. Do 1,88 sekundy zabrakło całkiem sporo. Najlepszą zmianę opon wykonała ekipa Williamsa w przypadku George’a Russella – 1,19 s. Zdecydowanie dominowała strategia 1 pit stopu.

Kolejny przystanek

Następny weekend wyścigowy zaplanowano na 30 sierpnia-1 września w Belgii. Trudno przewidywać i szukać przetasowań w stawce, ale być może na Spa-Francorschamps i Monzy o zwycięstwie będzie mogło myśleć więcej niż dwóch kierowców.

Wyniki wyścigu

Ogłoszenie: Przepraszamy za brak analizy z kwalifikacji. Niestety ze względu na inne obowiązki medialne, związane przede wszystkim z IV Międzynarodowym Zlotem Miłośników Cabrio organizowanym przez Cabrio Poland oraz testami nie udało nam się przygotować podsumowania.

Reklama

Facebook

Reklama
Reklama