Nasze social media

Formuła 1

Raikkonen nigdy nie był tak kompletny jak Alonso i Hamilton?

Pedro de la Rosa porównał ze sobą wszystkich mistrzów świata, z którymi współpracował w jednym zespole. Hiszpan wywnioskował, że Kimi Raikkonen jest gorszym kierowcą niż Fernando Alonso i Lewis Hamilton.

Opublikowano

w dniu

Kimi Raikkonen 2019 Alfa Romeo Racing Orlen
Fot. Alfa Romeo Racing Orlen / Kimi Raikkonen

W rozmowie z fińskim serwisem Iltalehti były kierowca Arrowsa odniósł się do czasów współpracy z fińskim kierowcą w McLarenie. – Kimi jest bardzo szybki, z jakiegoś powodu jest mistrzem. Tyle, że u niego dużo zależy od określonego rodzaju samochodu. Jego samochód musi być stabilny z przodu. Jeśli go nie ma, nie może się przystosować – powiedział były kierowca i tester F1. 49-latek nie powiedział nic odkrywczego, ponieważ każdy wie, że Raikkonen musi mieć wszystko zrobione pod siebie, aby wycisnąć maksimum. Gdy jest inaczej zazwyczaj radzi sobie trochę słabiej.

Zdaniem byłego hiszpańskiego kierowcy wyścigowego zdecydowanie bardziej kompletnymi zawodnikami są główni rywale Fina w drodze po tytuł w 2007 roku. Głównie dlatego, że nawet z nie do końca odpowiadającego im samochodu byli w stanie wycisnąć wszystko i osiągać wynik ponad jego możliwości. – Daj Fernando samochód, a pokaże prędkość. Lewis też może to zrobić. Oto co odróżnia ich od Raikkonena.

Kimi był niegdyś bardzo szybki

Pedro de la Rosa docenił jednak umiejętności byłego zespołowego kolegi w radzeniu sobie z ogumieniem. Na tym polu wielokrotnie nawet najgroźniejsi rywale zazdrościli mistrzowi świata z 2007 roku.

W 2005 i 2006 roku współpracowaliśmy z Michelinem w McLarenie. Juan Pablo Montoya i ja mieliśmy problemy, ale Kimi zawsze był bardzo szybki – zaznaczył były kierowca McLarena (GP Bahrajnu 2005 i druga część sezonu 2006). 

Wielu ekspertów uważa, że Kimi Raikkonen w najlepszym wydaniu ścigał się w latach 2002-2006. Fin wyciskał wtedy, co się dało i nie raz potrafił zaskoczyć. Niestety wiele awarii w sezonach 2003 i 2005 pozbawiły go tytułów. Los wynagrodził mu to w 2007 roku. Obecny kierowca Alfy Romeo wielokrotnie udowodnił jeszcze swoją wartość. Do dziś wielu wspomina jego starty w Lotusie, zaraz po powrocie do  F1. Każdy dostrzega niestety, że od 2014 r. coś się zacięło. Właśnie wtedy częściej figle płatało zachowanie przodu bolidu.

Ostatnim dobrym sezonem dla byłego kierowcy Scuderii Ferrari pozostanie 2018 rok. Na zakończenie współpracy z legendarną ekipą udało mu się zakończyć kampanię w pierwszej trójce oraz zwyciężyć w GP Stanów Zjednoczonych.

Reklama

Facebook

Reklama
Reklama
Reklama