Connect with us

Czego szukasz?

powered by Advanced iFrame. Get the Pro version on CodeCanyon.

IndyCar

Właściciel IndyCar potwierdza. Ferrari wciąż zainteresowane serią

W trakcie pandemii koronawirusa niewiele mówi się o dodatkowym zaangażowaniu marek w sporty motorowe. Wyjątkiem okazała się Scuderia Ferrari, która rozważa uczestnictwo w WEC i IndyCar. Oficjalnie wiemy już – od szefa tej drugiej serii – że Włosi są zainteresowani rywalizacją za oceanem.

Scuderia Ferrari Pit stop Charlesa Leclerka - Kanada 2019
Fot. Scuderia Ferrari

Na pewno taki obrót spraw jest spowodowany chęcią poszukiwania nowych ścieżek sukcesów, które mogłyby podnieść sprzedaż ich supersamochodów. Po zniwelowaniu skutków korona kryzysu każdy producent chciałby odnotować duży wzrost, aby się „odkuć”. Ferrari w Stanach Zjednoczonych cieszyło się dużą rzeszą klientów, ale wciąż może ich być jeszcze więcej. Zwłaszcza jeśli na ich „podwórku” walczyliby o dobre rezultaty.

ZOBACZ TAKŻE
Scuderia Ferrari myśli o IndyCar lub WEC. Binotto potwierdził plotki

Dodatkowym czynnikiem, który miałby skusić stajnię z Maranello do zaangażowania w IndyCar jest nadchodząca rewolucja hybrydowa. Zmiany mają wejść w życie od 2022 roku. Choć niewykluczone, że włodarze amerykańskiej serii na prośbę uczestników odroczą projekt. Jednak pojawienie się McLarena już może pomóc spopularyzować mistrzostwa, a jeśli dołączyłaby do nich Scuderia Ferrari, to może być jeszcze lepiej.

Hybrydowa reforma kusi Ferrari?

Roger Penske, który jest właścicielem IndyCar oraz zespołu pod własnym nazwiskiem, potwierdził poważne zainteresowanie włoskiej marki. Na pewno zarząd w Maranello będzie rozważał różne opcje. Zasilenie szeregów kolejnej serii mogłoby się opłacić. Najwięcej funduszy zostałoby wydanych na produkcję silnika. Jednak nie byłoby to drogie.

ZOBACZ TAKŻE
Hybrydowa rewolucja w IndyCar od sezonu 2022. Czy zmiany wyjdą na dobre?

Seria zadba o to, aby elektryczną część układu napędowego dostarczał zewnętrzny dostawca. Motor miałby pojemność 2.4 l, czyli tyle ile w F1 w erze V8. Tym razem jednak w użyciu byłaby podwójnie doładowana V6-tka, a cały układ generowałby aż 900 KM.

Obecnie w amerykańskiej formule jedynymi producentami są Chevrolet i Honda. Pojawienie się trzeciego gracza mogłoby wyjść na korzyść jeśli chodzi o podwyższenie poziomu rywalizacji. Niewykluczone, że w przyszłości o powrót postarają się Mercedes i Toyota. Wówczas Ferrari miałby nad nimi przewagę doświadczenia.

Staramy się przyciągnąć nowych producentów do tego sportu. Ferrari już wcześniej wykazywało publicznie swoje zainteresowanie, więc usiedliśmy do rozmowy – powiedział Roger Penske na łamach stacji radiowej Sirius XM.

Wszyscy zyskają?

Scuderia Ferrari nie dołączy do serii w 2021 roku. Taki scenariusz jest mało realny. Jeśli podjęliby decyzję o dołączeniu do stawki IndyCar priorytetem dla nich będzie przygotowanie jednostki napędowej oraz jej testy. Na pewno nie opłaca im się tworzyć na szybko silnika zgodnego z obecnymi wytycznymi, aby tylko móc startować.

ZOBACZ TAKŻE
IndyCar: Poznaj bliżej świat amerykańskiej formuły

Najmniejszym problemem będzie nadwozie, ponieważ wszystkie zespoły otrzymują jednakowe od włoskiej Dallary. Poniekąd sytuacja jest na legendarnej ekipy, ponieważ nie muszą tworzyć specjalnego kompleksu w USA.

Mogą chcieć dołączyć w 2022 roku. Wtedy wejdą w życie nowe przepisy. Dla IndyCar Ferrari byłoby świetnym dodatkiem – dodał 83-letni właściciel amerykańskiej serii.

McLaren będzie zbierał doświadczenie od bieżącego roku, choć ma już na swoim koncie pojedyncze starty w Indianapolis 500 w 2017 i 2019 roku. Brytyjczycy będą współpracować z Arrow SP i Chevroletem. Ich możliwości w obliczu nowych problemów mogą być ograniczone, więc teoretycznie ich rywale z Włoch będą w lepszej sytuacji.

Oceń nasz artykuł!
Skomentuj

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply

Reklama