Connect with us

Leclerc załamany po wyścigu. Monakijczyka dopadło mnóstwo problemów

Charles Leclerc podczas GP Węgier zaliczył jeden z najtrudniejszych wyścigów w swojej karierze. Monakijczyk cierpiał nie tylko z powodu słabego tempa bolidu SF1000, ale też i… bólu pleców.

Opublikowano

w dniu

Charles Leclerc po GP Węgier 2020
Fot. Scuderia Ferrari / Charles Leclerc

Porażka mimo poprawy osiągów

Stajnia z Maranello na Hungaroringu nie zmieniła wiele w swoich samochodach względem dwóch wcześniejszych weekendów w Austrii. Widać jednak było, że ich samochód prowadzi się znacznie lepiej, a głównym problemem jest zbyt słaby silnik. Wydawało się, że najlepsze kwalifikacje w sezonie 2020, w których wywalczyli pozycje nr 5 i 6, dadzą im szansę na solidny wynik. Tak się jednak nie stało. Vettel i Leclerc mieli problemy z degradacją ogumienia i o utrzymaniu świetnych pozycji mogli zapomnieć. Chociaż sam start na wilgotnym torze wyszedł im bardzo dobrze.

ZOBACZ TAKŻE
Hamilton zgarnął 8. wiktorię na Węgrzech | Analiza

Na pewno po GP Styrii i podwójnym odpadnięciu z wyścigu musiało być lepiej. Niestety wciąż jest to marne pocieszenie. Sebastian Vettel zdobył 8 “oczek” za 6. miejsce, w końcówce przegrywając walkę z Alexandrem Albonem. Niemiec i tak ustrzegł się większych błędów i może być zadowolony ze swojego występu. Mało brakowało, a padłby ofiarą złej strategii, tak jak jego partner z zespołu. Podczas pierwszych zjazdów założono mu pośrednie opony, o które sam poprosił. Inaczej dostałby miękki komplet podobnie jak Charles Leclerc i byłoby o wiele gorzej.

Leclerc z ogromem problemów

Leclerc musiał zmierzyć się ze złą strategią, która musiała być wywołana prognozami dot. wzmożonych opadów. Ostatecznie ulewa nie nadeszła, a Monakijczyk stracił mnóstwo czasu. Zjazd po twarde opony niewiele dał, ponieważ utknął za wolniejszymi kierowcami. Dodatkowo w walce o punkt pokonał go Carlos Sainz. Zaskakujące było to, że Leclerc nie mógł nawet dopaść Magnussena z Haasa. Także kara na kierowcę amerykańskiego zespołu nic mu nie dała i ostatecznie zakończył wyścig na 11. miejscu.

Młoda gwiazda Ferrari w trakcie wyścigu wielokrotnie narzekała na balans samochodu. Podkreślała też, że daje z siebie wszystko, ale to nic nie daje. Co więcej, Leclerc miał jeszcze problem zupełnie innego rodzaju, którego z pewnością nie mógł się spodziewać.

ZOBACZ TAKŻE
Mercedes chce walki ze Scuderią Ferrari. Czy są na to szanse?

Dwukrotny zwycięzca Grand Prix narzekał nie tylko na brak przyczepności, ale także potworny ból pleców. Według niego wynikał on ze złego przygotowania fotela, który dawał mu ogromny dyskomfort. – Rzadko kiedy miałem tyle problemów. Naprawdę bardzo walczyłem [z samochodem – przyp. red.]. Ogólnie miałem problemy z samochodem. Porozmawiamy też o fotelu. Moje plecy bardzo bolą. W każdym razie porozmawiamy później – tak Charles Leclerc wypowiedział się “na gorąco” przez radio.

Nikt w Maranello chyba nie myślał o tak złym początku sezonu

Obecnie kierowca z Monako zajmuje 7. miejsce w klasyfikacji generalnej kierowców. Jak do tej pory zdobył 18 punktów – wszystkie za 2. miejsce w GP Austrii. GP Styrii i GP Węgier są dla niego do zapomnienia. Jego zespołowy kolega, Sebastian Vettel, jest na 10. miejscu z dorobkiem 9 “oczek”. To bardzo słaby start sezonu dla Ferrari, które jest dopiero na 5. miejscu w klasyfikacji konstruktorów (27 pkt).

Do GP Wielkiej Brytanii pozostały 2 tygodnie i do tego czasu Leclerc powinien dostać nowy fotel. Czekają go ponowne przymiarki w fabryce. Sam zawodnik może także zregenerować się i zniwelować ból pleców. Monakijczyk z pewnością nie jest w najlepszym humorze przez wszystkie dotykające go problemy, ale do weekendu wyścigowego GP Wielkiej Brytanii powinien pozbierać się fizycznie i mentalnie.

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama