Connect with us

TEST | Nissan Juke 1.0 DIG-T DCT N-Design – nie tylko do miasta

Nissan Juke drugiej generacji już po światowej prezentacji wydawał się autem solidnym. Pierwsze jego wcielenie niektórym przypadło do gustu, innym nie. Każdy po cichu liczył na zmianę designu i trzeba przyznać, że ta wyszła na plus. Czy równie dobrze sprawy poszły z silnikiem? Według mnie jak najbardziej TAK! Dlaczego? O tym w teście…

Opublikowano

w dniu

Nissan Juke przód 1
Fot. Adrian Zieliński Fotografia Motoryzacyjna

Nissan Juke. Jak wrażenia?

Już pierwsze spojrzenie na japońskiego, ulicznego samuraja sprawia, że człowiek znajduje spokój ducha. Trudno też o inne podejście, gdy wiemy, że pod maską jest trzycylindrowy silnik o pojemności 1.0 l o mocy 117 KM. Ten fakt od razu skłania nas do jednego stwierdzenia jakim jest “następstwo ekologicznej polityki”. Dość wyśrubowane normy emisji spalin w UE zmuszają producentów do dość radykalnych działań i dlatego tak dużą popularność zyskują małe jednostki benzynowe. Dlatego nie dziwi, że nowy Nissan Juke posiada na ten moment jeden silnik w gamie.

reflektory Nissan Juke

Fot. Adrian Zieliński Fotografia Motoryzacyjna

Wróćmy na chwilę do tego pierwszego wrażenia. Otóż dwukolorowe nadwozie, gdzie mamy czarny dach i czarne ramki z czerwonym “Fuji Sunset” może się podobać. Za taką przyjemność w niektórych wersjach wyposażenia musielibyśmy dopłacić ponad 3 tys. złotych. W przypadku testowego egzemplarza sprawę załatwiał N-Design.

linia Juke'a

Fot. Adrian Zieliński Fotografia Motoryzacyjna

Dobre odczucia nie opuszczały mnie także po każdym zasiadaniu do auta. Materiałowa czarna tapicerka z elementami Alcantara była jak najbardziej OK. Nie było też widać dużej ilości odcisków na desce rozdzielczej itp. Same sportowe fotele kubełkowe były bardzo wygodne i sprawiały, że nawet pod dłuższych trasach dało się odczuć mniejsze zmęczenie. Za to należy się pochwała dla Nissana.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Nissan Qashqai 1.3 DIG-T 160 AT Tekna+ - lepsze wrogiem dobrego

Po dość mieszanych odczuciach z wnętrza Qashqaia tutaj było o niebo lepiej. Nissan Juke pokonał u nas blisko 2500 km w ciągu tygodnia, co też świadczy o tym, że był przekonującym wyborem na przejażdżki.

wnętrze 1

Fot. Adrian Drozdek

Kilka wyróżników względem ostatnich testów Nissana

Przestrzeń bagażowa ze złożoną tylną kanapą na poziomie 422 litrów czy agresywnie zaprojektowane reflektory zapewniały odpowiedni standard. Podobnie pozytywnie można ocenić pojawienie się znacznie lepszej jakości tabletu, na którym wszystko jest dość czytelne. Oczywiście system multimedialny Nissana wciąż wymaga udoskonalenia, jeśli w przyszłości nie chcą przerzucić się na znany R-Link z Renault.

Multimedia Nissan 1

Fot. Adrian Drozdek

Jak oceniam same wrażenia z jazdy?

Ku mojemu zaskoczeniu czułem, że Nissan Juke jest żwawy, zwinny i dynamiczny. Mimo że jego serce to dość mały silnik o niewielkiej mocy to kiedy było trzeba, otrzymywałem to, co dokładnie oczekiwałem. Na pewno spora tutaj zasługa 7-stopniowej przekładni DCT, która bardzo dobrze dobierała przełożenia w każdym trybie. Najmilej mogę wspominać mode “Sport”, ponieważ momentami nie dało się odczuć małej mocy, a i też dźwięk był dość przyjemny.

model napis

Fot. Adrian Zieliński Fotografia Motoryzacyjna

Japoński crossover ważył 1282 kg i przyspieszał do “setki” w 11,1 sekundy. Według mnie jak na auto miejskie wspomniane wartości są w porządku i nie potrzeba nam niczego więcej. Dynamika i osiągi zadowolą każdego w mieście, jak i na dłuższych trasach pokonywanych “od czasu do czasu”.

ZOBACZ TAKŻE
Nowy Nissan Juke po raz pierwszy na drogach

Nissan Juke: Wyposażenie N-Design plus dodatki

Jako, że w naszej redakcji gościł Nissan Juke w wyposażeniu N-Design to skupimy się na nim. Zaczniemy od tego: co mamy w standardzie? Tutaj opcji jest naprawdę sporo: 19-calowe felgi ze stopu metali lekkich “Akari”, nadwozie dwukolorowe (dodatkowo wyszłoby ok. 4500 zł), zewnętrzne elementy wykończeniowe, spersonalizowane wnętrze (fotele, deska rozdzielcza, drzwi, podłokietnik), podgrzewane siedzenia i serwisy nawigacyjne, czy system nagłośnienia Bose Personal Plus (opcja za 4 890 zł). 

N-Design

Fot. Adrian Zieliński Fotografia Motoryzacyjna

Do tego wszystkiego doliczyć trzeba tzw. pakiet technologii – DCT, który wprowadza kamerę 360 stopni, czujniki martwego pola, czujniki parkowania itd. Takie udogodnienie kosztuje dodatkowo 4 300 zł. Możliwe jest też wybranie takiego odpowiednika dla wersji tego crossovera coupe z manualną 6-biegową skrzynią biegów. Wówczas pakiet technologii MT będzie tańszy, bo jego wartości zatrzyma się na 2 700 zł.

Na pewno fanów nagłośnienia najbardziej zainteresuje system Bose Personal Plus wchodzący w skład pakietu Sound & Go. Otóż dla lepszego wrażenia akustycznego otrzymujemy dwa razy głośniki w zagłówkach kubełkowych foteli przednich. Wrażenia z użytkowania były dość pozytywne, chociaż czułem, że nawet po zmianach ustawień czegoś mi brakowało. Na pewno, jeśli ktoś z was lubi podkręcony bas to nie odczuje tego aż tak zaraz za głową, jakby mogło się wydawać. Ile w końcu mamy tych głośników? Jest ich osiem. Z czego 4 są wbudowane w zagłówkach (u pasażera i kierowcy), a 4 z nich są przy szybie z przodu i z tyłu. Także może dołożenie co najmniej czterech zrobiłoby robotę.

Spalanie

Japoński producent chwalił się zakresem 6,1-6,5 l/100 km w cyklu mieszanym. Trzeba przyznać, że faktycznie ten zakres wartości jest bliski rzeczywistemu. W moim przypadku trzeba było liczyć na około 7,2-7,4 l/100 km, co według mnie było całkiem rozsądne w trybie normalnym, w przypadku Eco dało się zaoszczędzić ok. 0,3 l. Jeśli chodzi o trasę to około 5,5 l/100 km WLTP było jeszcze bardziej zbliżone do realizmu.

zegary

Fot. Adrian Drozdek

W trasie, w której wykluczaliśmy drogi szybkiego ruchu udało się zejść na 4,7 l/100 km. Za to już z włączeniem autostrad kręciliśmy się w okolicach 6-6,1 l/100 km. W przypadku miasta i unikania korków dało się osiągnąć sugerowane 8 l/100 km bez większego problemu. Dlatego w kategorii “spalanie” trudno skarcić Juke’a.

Bak o pojemności 46 litrów pozwalał pokonać ponad 600 km. Teoretycznie w samej trasie można było zbliżyć się do 750 km, ale wymagało to już stosowania “eco-drivingu” przez dość długi czas, co ten odbierało nieco frajdy z jazdy.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Ford Puma 1.0 Ecoboost 155 mHEV ST-Line - powrót drapieżnika

Nissan Juke: Ile taka przyjemność?

Jako, że przypadła nam dość bogata wersja, to w konfiguratorze zakręciliśmy się w okolicach 116 tys. złotych. Według mnie taka wartość jest adekwatna dla Nissan Juke N-Design 1.0 DIG-T z automatem DCT. Szereg udogodnień, o których wspomniałem wyżej przy uwzględnieniu znacznie lepszej jakości wykonania niż w przypadku pierwszej generacji zasługuje na uwagę.

Nissan Juke główne

Fot. Adrian Zieliński Fotografia Motoryzacyjna

Oczywiście, aby mieć nowego crossovera można wydać zdecydowanie mniej. Nissan Juke startuje już od kwoty 73 630 zł (wersja Visia). Jeszcze za Acenta (78 180 zł) czy N-Connecta (84 630 zł) jesteśmy w stanie wydać mniej gotówki. Inaczej to wygląda przy wersji Tekna+, ponieważ ona rozpoczyna się od 97 630 zł i przy doborze niektórych opcji przekroczylibyśmy nawet 125 tys. złotych. Właściwie sami możecie dopasować auto do swoich preferencji, zawsze możecie zrezygnować z automatycznej przekładni, klimatyzacji automatycznej, większych felg itp. Szczegóły znajdziecie tutaj.

Podsumowanie

Nissan Juke 1.0 DIG-T DCT N-Design
  • Wygląd zewnętrzny
  • Wnętrze
  • Przyjemność z jazdy
  • Multimedia
  • Wyposażenie
  • Jakość materiałów
  • Zawieszenie
  • Silnik
  • Spalanie
  • Cena w stosunku do jakości
4.6

Podsumowanie

Nissan Juke w wersji N-Design z automatyczną przekładnią DCT może nas kosztować 102 930 złotych. To pokazuje, że możemy zejść o kilkanaście tysięcy na wyposażeniu dodatkowym. Możemy zrezygnować a kamer 360 stopni czy automatycznej klimatyzacji, etc. Jednak, jakbyśmy skusi się na 6-biegowego manuala to na tym wariancie uszczuplamy kwotę do nawet 95 tys. złotych. Według mnie druga generacja japońskiego crossovera nie jest ani zbyt tania, ani zbyt droga. Poprawa nie tylko wyglądu, ale też i jakości wykonania jest dość wyraźna, co też może uspokoić potencjalnego konsumenta i przyszłego użytkownika. Trzeba przyznać, że rynek miejskich “małych” SUV-ów jest dość bogaty i w podobnych pieniądzach możemy jeszcze rozważyć Forda Pumę, Hondę HR-V, Seata Aronę czy Renault Captura. Jednakże w Juke’u możemy się wyróżnić znacznie bardziej i osobiście wybrałbym “samuraja”.

Galeria: Zdjęcia do naszego testu wykonał Adrian Zieliński z Adrian Zieliński Fotografia Motoryzacyjna i Zieliński Fotografia. W portfolio naszego fotografia znajdziecie wiele innych interesujących sesji. Zapraszamy do oglądania. Część fotek wykonałem sam.

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama