Connect with us

“7 zespołów w walce o tytuły MŚ”. McLaren przepowiada przyszłość F1

Zak Brown nie ukrywał, że czuje duże podekscytowanie wejściem rewolucji technicznej w 2022 roku. Amerykanin dostrzegł w tym dużą szansę na to, aby znacznie więcej zespołu doszło do głosu w kontekście walki o MŚ. Czyżby McLaren szykował się już na najbardziej wyrównaną walkę w historii F1?

Opublikowano

w dniu

McLaren 2020 GP Toskanii walka na torze
Fot. McLaren Media Centre

Stajnia z Woking zawsze była ambitna

Celem każdego zespołu F1 jest wykorzystanie w pełni możliwości nowego regulaminu technicznego. W 2022 roku całkowicie zmieni się podejście inżynierów do projektowania. Wróci tzw. efekt przypowierzchniowy, a do głosu dojdą też tunele Venturiego. McLaren od 2019 roku ostro zaczął sobie poczynać i odrabia stopniowo straty do czołówki, z której wypadł na dobre po sezonie 2012.

ZOBACZ TAKŻE
FIA zatwierdziła limit budżetowy i nowe zasady używania tunelu "aero"

Jednak też i inne ekipy ostrzą sobie zęby. Dyrektora generalnego McLarena nie zdziwiłby scenariusz, w którym nawet 7 z 10 konstruktorów włączyłoby się do walki w czubie stawki.

Ostatecznie naszym celem jest złapanie tego, kto zajmuje pierwsze miejsce, a to już od jakiegoś czasu jest Mercedes. Z pewnością cieszymy się, że ścigamy się teraz z Ferrari, ponieważ nie byliśmy w stanie robić tego w zeszłym roku. I od jakiegoś czasu drgnęło. Myślę, że w 2022 roku ten reset dla nas wszystkich daje nam wielką szansę – powiedział Zak Brown na łamach F1i.com.

ZOBACZ TAKŻE
McLaren-Mercedes ponownie namiesza w F1? Norbert Haug pewny swego

Tak prawdę powiedziawszy, Renault idzie w dobrą stronę, Racing Point jest szybki i właśnie pozyskali czterokrotnego mistrza świata. Chociaż chcemy teraz złapać obecnie dwie ekipy przed nami, myślę, że musimy poświęcić dużo uwagi. Należy uznać, że cztery, pięć, sześć, a nawet siedem zespołów w tej chwili stanie się poważnymi rywalami, gdy budżet obejmie limit. Każdy zaczyna od czystej kartki papieru. I jak sądzę, oznacza to, że ​​czeka nas niesamowita era Formuły 1 – dodał Amerykanin.

McLaren wierzy w wyrównanie szans w F1

Dodatkowo szanse ma wyrównać wejście w życie limitu budżetowego od 2021 roku. Zespoły przystały na kwotę 145 mln USD, która z każdym roku będzie maleć o kolejne 5 milionów. Dla przykładu Mercedes za mistrzostwo w 2019 roku zapłacił blisko 200 mln więcej. Jedyne, co będzie znajdować się poza kontrolą to np. pensje dla personelu.

ZOBACZ TAKŻE
Mercedes ujawnił swoje wydatki w F1. Kwota robi wrażenie

Możemy to wykorzystać, aby zniwelować stratę w stosunku do zespołów, które obecnie wydają więcej niż my. Ale będą też zespoły za nami, które będą w stanie nas dogonić. Tak więc w przyszłości będziemy mieć sport, w którym ponad połowa zespołów będzie rywalizować przy podobnym budżecie. A to wprowadzi większą różnorodność – ocenił dyrektor generalny ekipy McLaren.

Nic się nie zmieni z tym, z którymi ekipami zdobywa się najwięcej mistrzostw świata, ale i tak walka powinna rozgrywać się między czterema lub pięcioma konstruktorami. Mam nadzieję, że McLaren będzie jedną z czterech lub pięciu, które mogą zdobyć tytuł. Ale będzie osiem lub dziewięć stajni, które mogą wygrać chaotyczny wyścig ze zmianą pogody lub kraksą na starcie – zakończył 48-latek.

Na pewno ekipa z Woking musi wierzyć w siebie. W 2021 roku wracają do używania jednostek napędowych Mercedesa, które są obecnie najlepszymi w F1. Jakby tego było mało McLaren nie chce się uzależniać tak jak Racing Point (Aston Martin) czy Williams od dostawcy. Dlatego postawią na swoje skrzynie biegów, jak i paliwa i oleje wyprodukowane przy współpracy z Gulfem. Po latach porażek, w 2015-2018, nadszedł dobry okres pod rządami Andreasa Seidla. GP Brazylii 2019, GP Austrii i GP Włoch 2020 to trzy zdobyte podia, a apetyty rosną w miarę jedzenia.

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama