Connect with us
Formuła 1

Red Bull Racing szuka nowego dostawcy silnika. Jakie mają opcje?

Ekipa Red Bull Racing ma duży ból głowy przed sezonem 2022. I nie chodzi tutaj o dużą zmianę przepisów, ale o znalezienie dostawcy silników. Mało prawdopodobne, aby poza Mercedesem, Ferrari i Renault mieli inny wybór, choć to też jest możliwe. Przeanalizujemy wszystkie możliwości ekip z Milton Keynes i Faenzy. Gotowi? Zaczynamy…

Opublikowany

w dniu

Red Bull Racing fabryka 2020
Fot. Red Bull Content Pool

Zanim zaczniemy warto przypomnieć, że niestety Honda nie zmieni już swojej decyzji. Ich stanowisko jest ostateczne, podobnie jak pod koniec 2008 roku. Eksperci i fani F1 mają prawo podważać ich decyzję, ale trzeba mieć na uwadze jedno: “korporacje rządzą się swoimi prawami”. Firma z Tokio produkuje niemalże wszystko i gdyby tylko chodziło o przemysł motoryzacyjny, to faktycznie decyzja o przerwaniu programu w królowej sportów motorowych jest dziwna. I to zapewne nie tylko dla Red Bull Racing.

W końcu Honda Racing F1 dokonało sporych postępów, odkąd na dobre wrócili do sportu w 2015 roku. Obecnie ich jednostka napędowa jest drugą najlepszą pod względem osiągów, na równi z Renault. Dość mocno w tyle zostawili Ferrari, jedynie przed sobą mają Mercedesa. Jakby tego było mało, na sezon 2021 szykują nowy układ napędowy, który ma pozwolić walczyć o mistrzowskie tytuły.

ZOBACZ TAKŻE
Tego nikt się nie spodziewał. Honda zakończy przygodę z F1 po 2021 roku

Jeśli im się uda i słowa nie zostaną rzucone na wiatr, to być może nie znikną z F1. Jak to? Otóż ich motor może być odsprzedany wraz z technologią – pod warunkiem, że to nie będzie konkurencyjna firma na rynku, która mogłaby to wykorzystać.

W przyszłym roku wprowadzimy na rynek naszą nową jednostkę napędową, abyśmy razem z Red Bullem dążyli do zdobycia tytułu mistrza świata – tak brzmiały słowa dyrektora generalnego Hondy, Takahiro Hachigo.

Honda wciąż opcją jako “Whitelabel”

Ekspert holenderskiego Ziggo Sport znalazł rozwiązanie dla stajni z Milton Keynes. Po jego słowach może przypomnieć wam się wizja austriackiego koncernu o stworzeniu własnego motoru.

Opcją dla Red Bulla może być dalsze używanie silnika Hondy jako „whitelabel” i znalezienie kogoś do tego. Tak jak kiedyś umowa Tag-Heuer dotyczyła silnika Renault. Mercedes może mieć coś przeciwko przeciwko D. Mateschitzowi, ponieważ on ponoć nienawidził ich marki – czytamy komentarz Olava Mola na Twitterze.

Po niepowodzeniach Red Bull Racing w latach 2014-2015 relacje z Renault były na tyle napięte, że gdyby nie ingerencja FIA zespół nie miałby w 2016 roku silników. Christian Horner, Dietrich Mateschitz i Helmut Marko krytykowali francuskiego producenta za wysokość opłat i niekonkurencyjny produkt. Dlatego już w sezonach 2016-2018 motor Renault był w Milton Keynes oznaczany jako TAG-Heuer. Wówczas funkcjonowała tak zwana “biała etykieta”, która miała zabezpieczać Francuzów przed krytyką. Jednakże nie do końca zdała egzamin po awariach Verstappena i Ricciardo.

Jednak już w przypadku Hondy wyglądałoby to inaczej, ponieważ współpraca jest odbierana pozytywnie. Japończycy zadomowili się w obozach Red Bull Racing i AlphaTauri. Po części koniec ich programu w F1 oznacza problem dla dwóch zespołów, ale być może nie do końca. Tutaj istnieje kilka możliwości, które mogłyby przekonać japońskiego producenta. W końcu na sezon 2021 znów wydadzą fortunę i najprawdopodobniej odnotują progres, więc nic nie stałoby na przeszkodzie, aby odsprzedać technologię.

ZOBACZ TAKŻE
Silnik w F1: Z czego się składa i dlaczego jest taki drogi?

Podobne rady także docierają z Niemiec

Ralf Schumacher zasugerował, aby to Red Bull sam otworzył dodatkowy program. W końcu dział silnikowy dostawców jest bardziej niezależny, a rozwój wszystkich motorów już jest ograniczany. Według byłego kierowcy F1, ekipa z Milton Keyens ma odpowiednie zaplecze, aby przejąć technologię Hondy i ją rozwijać. Wówczas Japończycy nie musieliby nic dokładać do interesu. Za to Red Bull Racing nadal byłoby niezależne i miało jednostki napędowe na wyłączność.

Z pewnością mają na to siłę i środki. Z finansowego punktu widzenia to nie będzie problem. Dodatkowo, z Hondą mają partnera, który może zaoferować pomoc w fazie przejściowej. Nawet w 2021 roku otrzymają silnik od Hondy. Być może Red Bull przejmie wydział rozwoju w Milton Keynes po tym roku. Wtedy będą mogli sami go sfinansować. Jestem pewien, że Honda w przyszłym roku da pełny gaz. Z pewnością będą chcieli dać Verstappenowi szansę na zdobycie tytułu mistrza świata w 2021 roku – podkreślił były kierowca F1.

Cosworth, Ilmor, a może nawet… KTM?

Austriacy do rozwoju mogliby na początku poszukać firmę z zewnątrz, która ma doświadczenie. Tutaj na myśl przychodzą takie marki jak: Cosworth czy Ilmor Engineering. Obie mają doświadczenie z Formułą 1 i nie wykorzystałyby wiedzy zdobytej przez Hondę na dużą skalę. Pierwsi z wymienionych na początku współpracowali z Red Bullem przy powstawaniu ich ekipy w 2005 roku, jak i przy Toro Rosso w 2006 roku.

Za to w latach 2010-2012 byli obecni ze swoimi V8-kami w sporcie. Mieli wizję na rewolucję silnikową 2014, ale budżet nie pozwalał na samodzielne stworzenie silnika. Później była opcja współpracy z Astonem Martinem, który chciał dać swoje produkty Red Bullowi, ale odkąd do władzy doszedł Lawrence Stroll ta wizja przepadła.

Jeśli chodzi o Ilmora, to oni dużo pomagali m.in. Mercedesowi i Renault, współpraca była dość owocna. Znacznie mniej prawdopodobne jest wykorzystanie KTM-a, chociaż Red Bull Advanced Technology z nimi współpracuje. Mateschitz bardzo musiałby być pro-patriotyczny, aby wprowadzić rodzimą markę do F1 i robić im reklamę. Chociaż KTM zrobił postępy w MotoGP, to trochę im to zajęło, a w F1 taak dużo czasu i możliwości rozwoju by nie dostali.

Red Bull Racing powróci do rozmów z Volkswagenem. Opcja z Porsche od 2022 wciąż jednak mało prawdopodobna

Jakiś czas temu Volkswagen przyznał, że mają gotową jednostkę napędową do F1 obecnej generacji. Głównie chodziło o Porsche, które chcieli wprowadzić z powrotem do sportu. W 2017 roku ponoć hybrydowy układ napędowy V6 1.6 l został uruchomiony, a wrażenia były pozytywne. Niektórzy myśleli, że nie był on wyposażony w podzespół MGU-H, ale zarząd VW Group szybko to uciął. W dodatku Stefano Domenicalli w imieniu niemieckiej grupy uczestniczył w zjazdach FIA i Liberty Media, na których dyskutowano o wprowadzeniu nowych jednostek od 2022 roku.

Ostatecznie plan spełzł na niczym, ponieważ Ferrari, Mercedes, Renault i Honda nie zgodziły się. Obecni dostawcy byli zgodni co do tego, że F1 zrobiłaby krok wstecz, a ich nakłady finansowe zostałyby częściowo zaprzepaszczone. Według F1-insider.com Volkswagen pragnie wejścia do F1 ze swoją luksusową marką. I chodzi tu bardziej nie o Lamborghini czy Audi, a o Porsche. – Firma-marka Volkswagen od dawna chce wejść do F1 z luksusową marką samochodów. Chcą Red Bulla jako zespołu partnerskiego – czytamy w ich artykule.

ZOBACZ TAKŻE
Czy Porsche było blisko powrotu do F1?

Niemieccy potentaci w końcu dopną swego?

Ostatnio prezes Porsche, Herbert Diess, publicznie wygłosił swoje zdanie. Wówczas skrytykował nieco Formułę E, w którą jego marka się zaangażowała. Jeśli dodać by do tego obecność Audi Sport w tej kategorii, to musiało brzmieć dziwnie. Jednak już po drążeniu wątku wyszło, że sezon 2022 nie jest celem, a prędzej 2026. Wtedy też w życie wejdzie nowe Concorde Agreement, a Niemcy lepiej będą mogli rozejrzeć się z kim współpracować.

Volkswagen AG kiedyś flirtowało z Dietrichem Mateschitzem. Red Bull sam wspierał wiele ich inicjatyw motorsportowych, angażując się w sponsoring. Jednak poza WRC czy Europejską Formułę 3 (juniorzy z Akademii jeździli z bolidami wyposażonymi w silniki VW) to nigdy nie wyszło. Rozmowy trwały, ale największy koncern motoryzacyjny bał się ryzyka w starciu z Mercedesem i Ferrari. Próby przekonania Volkswagena powtarzały się wielokrotnie, aż Red Bull nie miał wyjścia i był skazany na Hondę.

ZOBACZ TAKŻE
Prezes koncernu VW chce wejść do F1. Przy okazji szydzi z Formuły E

Nikłe szanse na… Ferrari. Kto walczyłby o najsłabszy produkt?

Właściwie jeszcze w latach 2017-2019 niemal każdy niefabryczny zespół mógł zabiegać o włoski silnik. W końcu postępy Scuderii Ferrari były widoczne gołym okiem. Ich jednostka napędowa była konkurencyjna na tyle, że od drugiej połowy sezonu 2018 nie miała sobie równych. Mercedes miał duży ból głowy i sami nie wiedzieli, co mogą jeszcze zrobić. Ostatecznie to Niemcy wpadli na wiele ciekawych pomysłów, a Ferrari zrobiło kilka kroków w tył.

Wszystkiemu winna afera z czujnikami. FIA odkryła, jak Scuderia manipulowała pomiarami przepływu paliwa. Najprawdopodobniej mogli podawać większą dawkę i zwiększać wydajność motoru. Dla “dobra sportu” zdecydowano się na kompromis, który to zakazywał takich praktyk. Ferrari musiało przebudować swój silnik na sezon 2020 i zainstalować dodatkowe czujniki. Spowodowało to, że obecnie spadli na ostatnie miejsce i tracą do liderów około 80 KM. Oczywiście mają szansę dokonać postępów, ale przez zamrożenie wielu rzeczy od 2021 roku stanie się to trudniejsze. Dlatego raczej Red Bull Racing nie chciałby walczyć o najmniej konkurencyjną jednostkę napędową.

ZOBACZ TAKŻE
Silniki F1 i ich wydajność. Mercedes przed Renault i Hondą, Ferrari daleko

Druga kwestia to fakt, że stajnia z Maranello niechętnie dałaby ją rywalowi, który mógłby pokonać ich “własną bronią”. Jeszcze za życia dyrektora generalnego Fiata i Ferrari, Sergio Marchionne, odmawiał on współpracy ekipie z Milton Keynes. Przypomniał o tym portal Motorpsort.com.

– Zwłaszcza, że ​​Sergio Marchionne, kiedy był prezesem Ferrari, odmówił dostawy Christianowi Hornerowi. I to zanim Red Bull zdecydował się rozpocząć interesy z Hondą. Nie wydaje się, aby zmieniło się to z biegiem czasu, chociaż zostało jeszcze ponad rok. zobaczyć, jak to się rozwinie – czytamy.

W przeszłość Red Bull współpracował z Ferrari. W sezonie 2006 ich główny zespół korzystał z ich produktu. Za to Toro Rosso (obecnie: AlphaTauri) zaopatrywało się we włoskie silniki w latach 2007-2013 i później w 2016 roku. Stajnia z Faenzy wygrała nawet wyścig w ich domu, czyli na Monzy, w 2008 roku.

Red Bull Racing a Mercedes. Są nowe pogłoski

Hiszpańskie czasopismo Marca znane jest z wielu wydmuchanych historii, dlatego ich przypuszczenia zawsze traktowalibyśmy z przymrużeniem oka. Według nich Red Bull Racing już odzywało się do Mercedesa. Oczywiście jest to jak najbardziej możliwe, ale póki co nie potwierdziły tego rzetelne źródła zajmujące się F1 ani sami zainteresowani.

– Helmut Marko i Christian Horner prawdopodobnie spróbują zawrzeć umowę z Mercedesem AMG F1, organizacją, której interesuje bycie dostawcą tylko dla wielu zespołów Formuły 1, a być może nie własnym zespołem wyścigowym (jeśli ostatecznie zostanie sprzedana INEOS lub inna marka) – można przeczytać w hiszpańskiej Marca.

ZOBACZ TAKŻE
Era turbo – najbardziej szalone lata w Formule 1

Swoje zrobi… polityka!

O możliwościach współpracy z Mercedesem pisaliśmy wielokrotnie. Wiele będzie zależało od ich strategii. Jeśli faktycznie stajnia z Brackley zostanie odsprzedania firmie Ineos, to Niemcy mogą zmienić strategię. Daimler w szczególności może wzmocnić Astona Martina, w którym ma udziały albo przywróci dawny format współpracy z McLarenem. Obie opcje wyglądają korzystnie. Jednakże jest jedno “ale”. 

Po odejściu Mercedesa jako zespołu fabrycznego, sporo większe szanse na wygrywanie ma… Red Bull. Dlatego tutaj można byłoby dokonać ciekawej zagrywki i “poniekąd przedłużyć swoją dominację. Jednocześnie, gdyby Austriacy byli osłabienie za bardzo z powodu motoru, a Ineos, McLaren czy Aston Martin z ich jednostkami by dominowały, to nie byłoby takiej potrzeby. Jakby nie patrzeć w 2021 r. Mercedes ma do zaopatrzenia już 4 zespoły (włącznie z fabrycznym), a na 5. klienta potrzebowałby zgody FIA plus sam musiałby pogodzić się z większym wysiłkiem.

ZOBACZ TAKŻE
Kiedy Wolff i Hamilton ogłoszą pozostanie z Mercedesem?

Jedyna opcja to… powrót do Renault?

Mało prawdopodobne, aby Red Bull Racing nawiązało współpracę z Ferrari lub Mercedesem. Zwłaszcza, że dotychczas dawało im się we znaki. Inaczej wygląda to w przypadku Renault, które zostaje jako dostawca, ale ekipa zmienia się w Alpine. Cyril Abiteboul jako “niemalże jej właściciel” może mieć większą swobodę, a Francuzi podejmą decyzję o innych klientach już sami. 

Jakby tego było mało, Renault w sezonie 2021 będzie zaopatrywać tylko jeden zespół. McLaren zostawia ich po dwóch sezonach i przechodzi na motory Mercedesa. FIA, nie chcąc utraty dwóch zespołów, może od 2022 wymóc na francuskim producencie zaopatrzenie nowych(starych) klientów. Taki scenariusz nie będzie łatwy dla obu stron, ponieważ w latach 2014-2018 wylało się sporo krytyki na Renault ze strony Red Bulla.

Jednak już odkąd nie współpracują razem (czyli od 2019 r.), to relacje w padoku między firmami się poprawiły. Częściej przewijają się pozytywne wspomnienia, jak lata 2010-2013 i wspólna dominacja. Tylko, czy aby na pewno chcieli znów się związać?

Francuzi gotowi na ponowną współpracę z Red Bull Racing

Nowy dyrektor generalny Renault nie porzucił jeszcze ambitnych planów w F1. Cała grupa chce wspierać Alpine w dążeniu do sukcesu. W dodatku Luca de Meo powtarzał wielokrotnie, że wraz z Fernando Alonso chcą zbudować zwycięski zespół. Wówczas oddanie dość konkurencyjnego obecnie silnika konkurentom z Red Bulla mogłoby pokrzyżować im plany.

ZOBACZ TAKŻE
Powrót króla. Czy Alonso podzieli los Schumachera w F1?

W tej sprawie wypowiedział się już tez Cyril Abiteboul, obecny szef ekipy z Enstone. Z jego słów można wywnioskować, że Renault nie będzie toczyło zbędnej wojny w F1.

Znamy przepisy i będziemy ich przestrzegać. Myślę, że tylko w tym momencie będziemy dyskutować o tym, czy Red Bullowi nie uda się znaleźć rozwiązania, a mam nadzieję, że nie będzie takiej sytuacji – przyznał Francuz na łamach Reutera.

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama