Connect with us
Formuła 1

Mercedes i Red Bull są zgodni. “Trzeba zamrozić rozwój silników F1”

Toto Wolff i Christian Horner zaproponowali wprowadzenie limitu wydatków oraz zamrożenie rozwoju obecnych jednostek napędowych w F1. Oznacza to, że Mercedes i Red Bull chciałyby, aby poza limitem budżetowym na zespół F1 ograniczenia objęły także działy silnikowe.

Opublikowany

w dniu

Mercedes i Red Bull zgodni co do zamrożenia silników w F1
Fot. Mercedes AMG Petronas Motorsport

Warto podkreślić, że w sezonie 2021 w życie wejdzie ograniczenie budżetowe. Zespoły nie będą mogły przez rok przekroczyć kwoty 145 mln USD. Nowy pułap nie objął jednak pensji kierowców i innych członków personelu oraz dostawców silników. Mercedes i Red Bull początkowo byli sceptycznie nastawieni do zmian, ale ostatecznie zdecydowali się podpisać Concorde Agreement. I jak się okazuje, teraz chcą walczyć o dalszą redukcję wydatków.

ZOBACZ TAKŻE
FIA zatwierdziła limit budżetowy i nowe zasady używania tunelu "aero"

Każdy ma w tym swój interes

Era hybrydowa w Formule 1 nie przyniosła oszczędności, a wręcz spowodowała wzrost kosztów. Co prawda Mercedes, Ferrari, Renault i honda mogą pochwalić się bardzo zaawansowaną technologią. Jednak ich motory wymagały też poprawy od strony akustycznej. W porównaniu z V8 nowe 1,6-litrowe turbodoładowane V6-tki początkowo były zbyt ciche i świszczące. Wciąż też wyzwaniem jest osiągnięcie poprawy osiągów przy zachowaniu odpowiedniego poziomu niezawodności. Mimo ponad 6 lat prac, nadal sprzęt potrafi zawieść. 

ZOBACZ TAKŻE
Dźwięk silnika w samochodzie: Co go tworzy?

Fundusze wydane na rozwój przez obecnych producentów oraz poziom zaawansowania technologicznego hybryd w F1 zniechęcił wiele marek do angażowania się w sport. Gotowy silnik ma ponoć Porsche, ale nawet oni boją się weryfikacji, mając na uwadze to, przez co przechodziła Honda w latach 2015-2017.

W królowej sportów motorowych zawsze trwa walka o najmniejszą poprawę. W przypadku jednostek napędowych często wiąże się to z gruntowną przebudową i staje się mało opłacalne. Dlatego szef Mercedesa dał do zrozumienia, że czas już… zaprzestać rozwoju obecnej generacji.

Wprowadzając hybrydę, było to ćwiczenie inżynierskie: jaki rodzaj silnika możemy tak naprawdę opracować? Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że będziemy mieć fantastyczny silnik, który dziś ma ponad 50% energii cieplnej, której nie ma w żadnym innym sporcie. Ale zaczęliśmy komunikację wokół tego w 2014 roku od Berniego [Ecclestone’a – przyp. red.], że to naprawdę nie jest dobre dla Formuły 1, że hałas nie wystarcza – powiedział Toto Wolff.

ZOBACZ TAKŻE
Szef Mercedesa zdradził kulisy rozmów z Red Bullem. Co ich poróżniło?

Nie możesz sprzedawać swojego produktu, mówiąc o nim negatywnie, a wciąż brakuje nam przekazu, że te silniki to fantastyczna technologia hybrydowa. Za to są one o wiele za drogie. Dlatego musimy wprowadzić limit wydatków na jednostki napędowe, który jest jasny, tak jak zrobiliśmy to po stronie podwozia, aby uczynić go bardziej ekologicznym i aby w przyszłości przyciągnąć innych producentów – dodał Austriak.

Mercedes i Red Bull chcą kolejnych ograniczeń wydatków

Toto Wolff podkreślił, że w przypadku rozmów o zamrożeniu silników trzeba wykazać się zrozumieniem wszystkich stron. Na pewno zamrożenie jednostek napędowych nie powinno wystąpić w przypadku zbyt dużych rozbieżności. W przypadku motorów V8 udało się znaleźć dobry moment i różnice między najlepszymi a najgorszymi nie przekraczały 25 KM. Najprawdopodobniej wraz z 2022 rokiem dobrze byłoby osiągnąć tak wyrównany poziom.

ZOBACZ TAKŻE
Silniki F1 i ich wydajność. Mercedes przed Renault i Hondą, Ferrari daleko

Niestety może być trudno, ponieważ Ferrari ma do nadrobienia około 80 KM względem Mercedesa. Lepiej sytuacja ma się w przypadku Renault i Hondy. Jednak ostatni z wymienionych odejdą z F1 po sezonie 2021. Choć nie oznacza to, że nie ma to znaczenia, ponieważ Red Bull może próbować przejąć japońską technologię i ją rozwijać. Z perspektywy Austriaków lepiej byłoby wprowadzić ograniczenia wydatków i rozwoju silników. Inaczej na to zapatrywać musi się Ferrari. 

– Czy powinniśmy zmienić przepisy? Problem w tym, że gdybyśmy zmienili je wcześniej. Oznaczałoby to dla nas wszystkich dodatkową inwestycję, która nie byłaby zrównoważona, a po kilku latach zaczęlibyśmy wszystko od nowa. Spotkaliśmy się wszyscy razem: Honda, Ferrari, Renault i my. Po 2025 roku nadejdzie właściwy czas – podkreślił szef Mercedesa.

Sezon 2026 wyznaczy nowy kierunek producentom w F1

Na pewno wraz z sezonem 2026, gdy wejdzie w życie kolejne Concorde Agreement, muszą wejść też nowe silniki. Rewolucja co jakiś czas jest potrzebna, aby producenci widzieli sens zaangażowania się w sport. F1 powinna rozważyć różne opcje – począwszy od mniej zaawansowanych hybryd i wykorzystanie paliw syntetycznych po elektryfikację.

Z pewnością należy wcześniej wprowadzić ograniczenie kosztów i pewnego rodzaju zamrożenie. Oczywiście pamiętając, że potrzebujemy statusu, w którym wszystkie silniki są prawie równe. Nie chcemy mieć sytuacji, w której zamrażamy jednostki napędowe i są duże rozbieżności w wydajności. Idąc dalej, wszyscy musimy usiąść przy stole, przedyskutować, jaka technologia jest odpowiednia dla prawdziwego świata, jak uprościć technologię, aby wydawać mniej, a następnie stworzyć nową formułę, którą wszyscy przyjmą od 2026 roku – dodał 48-latek.

ZOBACZ TAKŻE
Szef McLarena chciałby powrotu Ilmora i Coswortha. "Zmniejszmy koszty"

Christian Horner podzielał opinię Toto Wolffa. Brytyjczyk jasno dał do zrozumienia, że Mercedes i Red Bull co do wysokości kosztów na silniki w F1 byli zgodni.

Koszty dla dostawców silników są ogromne i dlatego Formuła 1 nie ma tyle szczęścia, by przyciągnąć nowych producentów. Odejście Hondy to wstyd dla F1, ale to także sygnał ostrzegawczy. To pokazuje, jak wysokie są te koszty – wspomniał szef Red Bulla.

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama