Connect with us

Formuła 1

Aston Martin powstał z… Jordan GP. Historia ekipy z Silverstone

Wiele mówi się o tym, że przyszłoroczny Aston Martin powstanie na bazie obecnie startującego Racing Point. Jak się okazuje niezupełnie, ponieważ podwaliny pod taką przyszłość ekipy z Silverstone dał Eddie Jordan. Irlandczyk założył mały, ale dość solidny zespół, który przeobrażał się w Midland, Spykera, Force India, a potem Racing Point. W tym artykule “w pigułce” opowiemy o każdym okresie funkcjonowania zespołu.

Opublikowano

w dniu

Przed laty Jordan GP teraz Aston Martin F1

Jakby nie patrzeć, nie tylko brytyjską markę to spotkało. W końcu podobnie było z Mercedesem, który powstał na bazie Tyrrella, BAR, Hondy i następnie Brawn GP. W przypadku Renault można wspomnieć Tolemana, Benettona czy Lotusa. Red Bull wywodzi się od Stewart GP i Jaguara, a AlphaTauri od Minardi i Toro Rosso. Można wymieniać i wymieniać, właściwie bronią się jedynie Ferrari, Williams i McLaren. Mimo wszystko większość historii kształtowania i przekształcania zespołu F1 wiązała się z większym lub mniejszym sukcesem. Na co może liczyć Aston Martin? Przekonamy się niebawem.

ZOBACZ TAKŻE
Najgorsze zespoły F1 w historii. Różne przepisy na porażkę?

Jordan GP (1991-2005) – czyli stara baza pod “Aston Martin F1”

Eddie Jordan w 1991 roku wprowadził swój prywatny zespół do Formuły 1. Wówczas wydawało się, że celem co najwyżej będzie kwalifikowanie się do wyścigów i robienie wokół siebie show. Jakby nie patrzeć, zamiłowanie Irlandczyka do muzyki na to wskazywało. Baza ekipy została usytuowana nieopodal obiektu Silverstone, co też ułatwiało testowanie. Zwłaszcza, że w latach 90. nie było ono tak ograniczone jak obecnie.

Wydawało się, że zespół Jordan GP nie osiągnie zbyt wiele. Ku zaskoczeniu starych wyjadaczy, zespół zdobył 13 punktów, które dały mu… piąte miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Debiut można było uznać za bardzo udany. Ekipa też dała szansę zadebiutowania Michaelowi Schumacherowi podczas GP Belgii 1991. Niemiec wdarł się przebojem do F1, wywalczając 7. pole startowe. Niestety w wyścigu zawiódł sprzęt, ale czasówka wystarczyła mu do tego, aby znaleźć się na świeczniku innych ekip. Okazję do przechwycenia “Schumiego” wykorzystał Benetton, a później większość już wie, co się działo.

Niestety dla stajni z Silverstone sezony 1992-1993 były dość trudne, bo przyniosły jedynie… 11. miejsce w “generalce”. Przez dwa lata wywalczyli zaledwie 4 punkty, co nie powalało na kolana. Na szczęście w 1994 roku było już znacznie lepiej, bo wrócili na 5. miejsce. W dodatku Rubens Barrichello wywalczył pierwsze PP i podium. Rok później zmienili dostawcę silników z Hart na Peugeota i poszło im nieco gorzej. Jednak 6. miejsce w kl. konstruktorów też było niezłe. Po raz pierwszy odnotowali podwójne podium (Barrichello i Irvine’a w GP Kanady 1995). W kolejnych latach było też całkiem nieźle, bo kończyli na kampanie na 5. miejscach.

Sukces zaczął gonić sukces, ale do czasu…

W 1998 roku za sprawą Damona Hilla i Ralfa Schumachera w deszczowym GP Belgii sięgnęli po pierwszy triumf i zarazem dublet. Rok później stało się coś niezwykłego. Jordan GP rzucił wyzwanie McLarenowi i Ferrari. Heinz-Harald Frentzen był niezwykle regularny i zdobywał podia lub kręcił się w ich okolicach, wygrał też we Francji i Włoszech, co dało mu 3. pozycję na koniec. Zespół Eddiego Jordana zakończył zmagania na podium wśród konstruktorów i był to najlepszy czas dla stajni z Silverstone.

Kolejne lata nie były już aż tak dobre. Po 2002 r. współpracę zakończyła z nimi Honda. Niestety z Fordem/Cosworthem zanotowali duży regres w latach 2003-2004. Chociaż jeszcze GP Brazylii 2003 przyniosło im ostatnie zwycięstwo, dzięki postawie Giancarlo Fisichelli. 

Ostatecznie przed sezonem 2005 było wiadomo, że to ostatni rok z nazwą Jordan GP. Za kulisami dopinane były szczegóły przejęcia stajni z Silverstone przez rosyjską firmę Midland. Zespół zmienił tez dostawcę silników, przesiadając się na Toyotę. Kampania nie była zbytnio udana, bo znów byli przedostatni (jedynie przed Minardi). Jednak chaos w trakcie GP Stanów Zjednoczonych umożliwił Tiago Monteiro wywalczenie ostatniego podium dla Jordana.

ZOBACZ TAKŻE
Jordan: Prost był najlepszy, nie Schumi czy Senna

Midland lub – jak kto woli – MF1 Racing (2006) 

Wydawało się, że kłopoty finansowe stajni z Silverstone są już za nią. Nowi inwestorzy mieli ambitne plany. Jak się okazało, Midland Group przeliczyło siły na zamiary. W dodatku sam fakt, że zespół okupował tyły stawki ich zniechęcał. W 2006 roku F1 przesiadła się też z V10 na V8 i wydawało się, że tym razem Toyota dobrze odrobiła prace domową. Niestety Tiago Monteiro i Christijan Albers nie byli w stanie nawiązać walki o cokolwiek. Był to też pierwszy raz, kiedy to ekipa z Silverstone nie zdobyła choćby jednego punktu.

Już w trakcie sezonu 2006 Rosjanie szukali ratunku i nadarzyła się okazja sprzedania zespołu F1. Transakcją byli zainteresowani Holendrzy z Spyker Cars. Rozmowy nie trwały długo, bo już od GP Chin stajnia ścigała się pod nazwą Spyker MF1 Racing. Tak też szybko zaczął się trzeci rozdział, który też nie potrwał długo.

Spyker (2007)

Jeśli chodzi o konkurencyjność to wielka poprawa nie nastąpiła. Chociaż strata do zespołów z przodu była mniejsza. Ekipa miała też większych sponsorów w postaci m.in. Etihad i Spyker Cars. Stajnia z Silverstone zaczęła też używać silników Ferrari, które były lepsze od układów napędowych Toyoty. Christijan Albers pozostał w skład, ale dołączył do niego Adrian Sutil. W trakcie sezonu finanse skończyły się Holendrowi i ekipa dała szansę innym zawodnikom.

ZOBACZ TAKŻE
Zwycięzcy Grand Prix, którzy nawet na moment nie objęli prowadzenia

W GP Europy 2007 do kokpitu wskoczył Markus Winkelhock, który już na zawsze zostanie zapamiętany. Niemiec już na start założył deszczowe opony, co pozwoliło mu ograć rywali startujących na slickach. Gdy pozostali zjeżdżali na pierwszych kółkach on zyskiwał kolejne “oczka” i prowadził nawet z pół minutową przewagą. Zabawę popsuła mu neutralizacja, która pozbawiła go przewagi i być może szans na punkty. Niestety nadspodziewanie obiecujące poczynania rywala Roberta Kubicy z FR 3.5 nie zaowocowały kolejną szansą. Takową dostał jednak Sakon Yamamoto, który jeździł dla Spykera do końca sezonu 2007.

Honor stajni z Silverstone próbował ratować Adrian Sutil. Jego starania zaowocowały symbolicznym punktem podczas GP Japonii 2007. Ostatecznie Spyker został wykupiony przez Vijaya Mallyę, dzięki któremu zespół odżył.

Force India (2008-2018). Solidna forma przez lata suma summarum zaowocowała przemianą w “Aston Martin F1 Team”

Pierwszy rok dla ówcześnie hinduskiej ekipy nie był udany. Force India w 2008 roku nie zdobyło ani jednego punktu. Chociaż sam bolid był bardziej konkurencyjny. Możliwe, że największa szansa na niezły wynik przepadła w GP Monako. Adrian Sutil jechał na świetnym 4. miejscu, które mógł dowieźć do mety, ale padł ofiarą błędu Kimiego Raikkonena. Fin po wyjeździe z tunelu stracił panowanie nad bolidem i uderzył w jadącego przed nim Niemca. Jednak jak się okazało, co się nie odwlekło to nie uciekło.

Sezon 2009 był już o wiele lepszy. Sam początek kampanii nie porwał, ale od GP Belgii było już tylko lepiej. Weekend na Spa-Francorschamps przeszedł do historii. Giancarlo Fisichella wywalczył pole position i drugie miejsce w wyścigu. Następnie we Włoszech Adrian Sutil walczył o podium, ostatecznie skończył na 4. miejscu. Łącznie zespół wywalczył 13 punktów, a mogło ich być zdecydowanie więcej. W końcu stajnię z Silverstone czekał już lepszy czas.

Sezony 2010-2013 nie przyniosły im podiów. Chociaż kilka razy Nico Hulkenberg czy Paul di Resta bywali blisko. Sytuacja zmieniła się w 2014 roku, wraz z przyjściem Sergio Pereza. Meksykanin w GP Bahrajnu wywalczył trzecie miejsce. Następnie w 2015 roku powtórzył ten wyczyn w Soczi, a w 2016 r. w Monako i Azerbejdżanie (jako GP Europy). Sezon 2017 był dość solidny i duet Perez-Ocon miał kilka okazji, ale na przeszkodzie stały strategie i konflikty kierowców na torze. Dopiero w 2018 roku w GP Azerbejdżanu “Checo” wrócił na podium. Niestety był to jedyny pozytyw w tamtym okresie.

Racing Point (2018-2020)

Vijay Mallya miał coraz więcej konfliktów prawem i tracił swoje miliony. Ostatecznie kłopoty właściciela ekipy z Silverstone zaczęły dotyczyć całego projektu Force India w F1. Nas zespołem wisiały czarne chmury. Ludzie obawiali się najgorszego. W lipcu 2018 r. Force India trafił pod kontrolę administratora. Wobec problemów obojętnie nie mógł przejść Lawrence Stroll, który poprzez konsorcjum Racing Point UK Limited i dzięki 90 mln USD przejął zespół.

Od GP Belgii 2018 ekipa startowała pod szyldem Racing Point Force India F1 Team. Niestety ta zmiana oznaczała brak możliwości przejęcia dotychczasowych punktów zdobytych jako Force India. Jednak Sergio Perez i Esteban Ocon w drugiej części sezonu uzbierali 52 “oczka”, które dały 7. miejsce w “generalce”. A lepsze czasy miały dopiero nadejść.

BWT Racing Point 2020 Silverstone

Fot. BWT Racing Point F1 Team / Twitter

W sezonie 2019 ekipa startowała już jako “samo” Racing Point. Najlepszą pozycją była 4. lokata Lance’a Strolla wywalczona w Niemczech. Zespół ponownie był siódmy. Stajnia z Silverstone miała apetyty na więcej, ale tym razem nie dała rady rzucić wyzwania McLarenowi czy Renault. W dodatku lepsze okazało się też Toro Rosso. Nic dziwnego, że wszyscy czuli duży niedosyt.

ZOBACZ TAKŻE
Stroll: Aston Martin to najpiękniejsza rzecz dla F1

Poprawa przyszła w 2020 roku. Niespodziewanie RP włączyło się do walki o 3. miejsce wśród konstruktorów. Jak do tej pory mają już jedno podium z GP Włoch (Lance Stroll). Niewykluczone, że uda im się zdobyć kolejne. Na pewno na początku sezonu nie wykorzystali w pełni swojego potencjały, kiedy jeszcze uprzykrzali życie Red Bullowi. Znacznie większy progres poczyniły McLaren, Renault i AlphaTauri, które nie ułatwiają zadania. 

Aston Martin (od 2021)

W marcu 2020 roku Lawrence Stroll wykupił 16,7% udziałów w Aston Martin Lagonda Ltd. Kanadyjczyk stał się dyrektorem generalnym brytyjskiej marki i w 2021 roku wprowadzi ją ponownie do F1. Brytyjczycy czekają na pełnoprawny powrót od 1960 roku. W latach 1959-1960 za sprawą Davida Browna w królowej sportów motorowych wystawiano modele DBR4 i DBR5. Niestety brak sukcesów “położył” cały projekt. Z całą pewnością w 2021 roku stać ich już będzie na solidne rezultaty.

W latach 2016-2020 Aston Martin był/-jest sponsorem tytularnym i partnerem technologicznym Red Bulla i wiązał z tym wielkie nadzieje. Jednak po wejściu w skład zarządu Lawrence’a Strolla, a ostatnio zwiększenia pakietu udziałów Daimler AG, plany Brytyjczyków musiały ulec zmianie. Właściwie dla nich może być to lepsze rozwiązanie, ponieważ już współpracują z AMG i zespół F1 z silnikami Mercedesa zgłoszony jako konstruktor nie będzie kuł w oczy. W przypadku Red Bulla z Renault, a potem z Hondą i przez brak własnej jednostki napędowej Aston Martin nie mógł liczyć na nic dużego.

Skomentuj

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama