Connect with us

Formuła 1

Kask w F1: Co musi się stać, aby dotarł do kierowcy?

Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, co musi się stać, aby kierowca wyścigowy otrzymał najlepszą ochronę głowy. Kask w F1 musi już znaleźć się po przejściu wielu testów, które często nazywane są “torturami”. Red Bull postanowił odkryć kilka tajników jego produkcji, dzięki którym uświadomił wszystkim, na jak wiele podatny jest ten przedmiot.

Opublikowano

w dniu

Kask w F1 FIA Safety
Fot. FIA

Już w przeszłości władze F1 zastanawiały się nad tym, jakie kroki poczynić w celu zwiększenia bezpieczeństwa na torze. Jednym z pierwszych pomysłów było to, aby w końcu wszyscy zawodnicy, przekonali się, że kask w F1 ma im pomóc. W końcu na początku istnienia królowej sportów motorowych większość stosowała zwykłych czapeczek (a’la lotnik) i gogli. Wiele razy bywało, że tego drugiego w ogóle nie używali, a to głowa była narażona na wiele niebezpieczeństw podczas wypadków.

Mijało sporo czasu, ale już z początkiem XXI wieku firmy produkujące kaski zaczęły prowadzić swoje “crash testy”. Co więc musi się stać, aby kierowca mógł używać swojej ochrony głowy? Już wyjaśniamy…

ZOBACZ TAKŻE
Halo w F1: Bezpieczeństwo kierowców ponad wszystko

Zapierające dech w piersiach testy oceniające trwałość kasku

Pierwszy na liście to test zgniatania. Odważnik o wadze 10 kg zostaje zrzucony z wysokości 5 m na kask. Test ten ma zapobiec odczuwaniu przez kierowców nadmiaru dużego uderzenia. Zwłaszcza, gdy przewróci się na nich ciężki przedmiot z otaczających je samochodów.

Następnie przeprowadza się test penetracji, w którym do przyłbicy strzela się impaktorami 4k lub śrutami do wiatrówek. To analizuje trwałość wizjerów kasku w F1. Kolejno następuje test balistyczny, w którym kask jest wystrzeliwany za pomocą stalowej tarczy o masie 225 g z prędkością 250 km/h. Oba sprawdziany mają pozwolić ustalić, czy kierowcy są chronieni przed odłamkami.

ZOBACZ TAKŻE
Hamulce w F1. Magiczna wręcz technologia w służbie bezpieczeństwu

Gdy kask w F1 otrzyma zielone światło do powyższych testów, przechodzi do ostatniej fazy, którą jest test ogniowy. Wówczas okrycie głowy kierowcy przechodzi przez komorę, która utrzymuje temperaturę 790 °C. Ważne jest, aby produkt nie zapalił się w tej komorze.

Kask w F1 test z czołgiem

Fot. Twitter / Niegdyś po kasku Michaela Schumachera przejechał nawet czołg. Wszystko po to, aby sprawić jego wytrzymałość

Kask w F1: Zbudowany tak, aby był mocny i chłonny

Wydaje się, że przy budowie kasku dla kierowców F1 są tylko dwa główne cele – upewniając się, że kask jest mocny i chłonny. Oba terminy są od siebie zależne.

Kask musi również wytrzymać każdy poziom uderzenia. Jednocześnie musi być absorbujący i nie przenosić wstrząsu uderzenia, niezależnie od jego siły, na głowę kierowcy.

Po zakończeniu testów produkt przechodzi do fazy projektowania, w której projektanci modyfikują kask w F1 zgodnie z preferencjami kierowców. Docelowo ochrona głowy, jeszcze przed wejściem do garażu, jest wyposażana w radio i rurki do napojów.

Dużo musiało się stać, aby kask w F1 przybrał obecną formę

ZOBACZ TAKŻE
Niki Lauda - talent i ciężka praca aż do perfekcji | Legendy motorsportu

W przeszłości zdarzały się dość bolesne incydenty, dlatego FIA wraz z Schuberth, Bell, Arai, Stilo i innymi firmami podjęła działania. Wiele razy kaski nie zdały egzaminu, a kierowcy F1 mieli sporo szczęścia. Przykładem jest Niki Lauda, który miał okropny wypadek na Nurburgringu w 1976 roku. Wówczas Austriak o mało co nie udusił się przez słabą szczelność kasku. A jego poparzenia głowy wynikały też z tego, że ówczesna ochrona głowy nie była zbyt trwała. 

Niestety Formuła 1 musiała jeszcze stracić wielu kierowców, aby móc wyciągnąć kolejne wnioski. Jednym z bodźców do działania był w 1994 r. tragiczny weekend na torze Imola i śmierć Rolanda Ratzenbergera i Ayrtona Senny. Później wydawało się, że sport już jest bezpieczny. Jednak w 2009 roku poważny incydent z udziałem Felipe Massy pokazał, że trzeba jeszcze bardziej się postarać. Brazylijczyk w kwalifikacjach do GP Węgier oberwał sprężyną, która oderwała się z bolidu Rubensa Barrichello. Poważne obrażenia głowy wyeliminowały ówczesnego kierowcę Ferrari z reszty sezonu 2009.

Zaostrzone procedury przy sprawdzaniu trwałości kasków nie pomogły później Julesowi Bianchiemu. Podczas GP Japonii 2014, Francuz wypadł z tory wprost pod dźwig zbierający z toru bolid Adriana Sutila. Francuz długo walczył o życie, ale w lipcu 2015 roku niestety ją przegrał. Straciliśmy jeden z talentów, który mógł w F1 wiele osiągnąć. W jego przypadku trudno jednak winę zgonić na sam kask. Mimo wszystko jego przypadek pokazał, że i zaostrzone procedury przy produkcji nie są gwarancją wyjścia z każdego wypadku.

ZOBACZ TAKŻE
Silnik w F1: Z czego się składa i dlaczego jest taki drogi?

Głowę kierowcy chroni także HANS. Czym jest?

Inaczej Head And Neck Support to system ochrony głowy i karku. FIA od 2003 roku wprowadziła obowiązek jego stosowania. Samo urządzenie chroniące głowę i szyję kierowcy przypomina twardy kołnierz przypinany do kombinezonu i kasku.

Powyższy wynalazek wstępnie opracowano jeszcze w latach 80-tych. Z czego się składa? Jednym z elementów jest specjalny kołnierz z włókna węglowego noszony na barkach kierowcy i przytwierdzanych do niego przy pomocy pasów bezpieczeństwa. Jego górna część mocowana jest do kasku kierowcy przy pomocy materiałowych wstążek lub stalowej linki. W przypadku kolizji system HANS ogranicza ruch głowy, obciążonej dodatkowo kaskiem, o około 44%. Za to siły oddziałujące na szyję są o około 86% niższe niż w przypadku braku takiego zestawu.

Skomentuj

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama