Nasze profile w mediach społecznościowych

Formuła 1

Lamborghini w F1: Projekt skazany na porażkę? McLaren mógł im pomóc

Marka założona przez Feruccio Lamborghiniego miała od zawsze wielkie ambicje. Duma założyciela została w przeszłości nadszarpnięta przez Enzo Ferrariego. Nic dziwnego, że włoscy producenci supersamochodów tak zażarcie rywalizują ze sobą. Jednak w latach 1989-1993 projekt Lamborghini w F1 się nie udał. Mimo że Scuderia Ferrari znajdowała się w kryzysie, to na jej tle “Lambo” wypadało blado. Dlaczego tak było? Czy McLaren mógł odmienić ich los? Postaramy się wam odpowiedzieć na te pytania.

Opublikowano

w dniu

Lamborghini w F1 historia
Fot. Lamborghini / Logo "Lamborghini Engineering" na bolidzie Minardi z 1992 roku

Włoska marka chciała dokuczyć swoim rynkowym rywalom, czyli Ferrari. Jednakże wyszła z tego katastrofa. Czy historia Lamborghini w F1 mogła potoczyć się lepiej? Niewątpliwie tak, ponieważ w testy silnika nawet angażował się McLaren z Ayrtonem Senny. Niestety przeszkodą okazał się Peugeot, który dawał większą gwarancję na poprawę wyników stajni z Woking. Współpraca Brytyjczyków z Francuzami potrwała zaledwie rok, a w tym czasie “Lambo” mogło mieć swoje pięć minut w królowej sportów motorowych. Zapnijcie pasy, ale tylko na chwilę, bo dziś często towarzyszyć wam będzie “chmura dymu”!

Początki Lamborghini w F1

W 1988 roku marka z Modeny przygotowała silnik V12 o pojemności 3.5 litra, który miał nie tylko być konkurencyjny, ale i dobrze brzmieć. Niestety o tym się nie przekonaliśmy tak do końca, ponieważ rok później Larrousse jako jedyne otrzymało wspomniane jednostki napędowe. Mały, prywatny zespół nie miał szans w starciu z gigantami F1, ale mógł posłużyć jako solidna baza do rozwoju. W GP Meksyku 1989, Philippe Alliot wywalczył pierwszy punkt za szóste miejsce. Wysoka awaryjność przyczyniła się do tego, że ekipa z Paryża odnotowała tylko 6 finiszy na mecie na 16 możliwych.

Do grona klientów Lamborghini w F1 dołączył Lotus. Niestety z dawnej ekipy Colina Chapmana została tylko nazwa i coraz więcej mówiło się o ich końcu w sporcie. Ostatecznie byli brytyjscy mistrzowie konstruktorów zdobyli zaledwie 3 punkty w 1990 roku, po czym wrócili do jednostek Judd. Za to w Larrousse wiele się zadziało, ponieważ wywalczyli 10 “oczek” więcej niż za pierwszym podejściem z “Lambo” i zajęli 6. miejsce wśród konstruktorów.

Aguri Suzuki podczas GP Japonii wywalczył w LC90 swoje pierwsze i jedyne podium w karierze, jak i dla Lamborghini. Francuzi postanowili jednak zostawić awaryjne włoskie silniki na rzecz Forda-Coswortha 3.5 V8. Historia pokazała, że na niewiele im się to zdało.

Ostatecznie w 1992 roku Larrousse wróciło do współpracy z Lamborghini, która potrwała dwa sezony. Zespół przesiadł się też z Loli na Venturi. Niewiele im to dało i o wynikach z 1990 r. mogli tylko pomarzyć. Jednak to oni przedłużyli żywot V12-tek od “Lambo”, używając ich do końca 1993 roku. Ostatnie punkty bolidem napędzanym silnikiem z Modeny zdobył Erik Comas (GP Włoch 1993, 6. miejsce). Niestety Włochom ewidentnie nie wyszło w królowej sportów motorowych. Ich produkt miał potencjał, ale potrzeba było zbyt dużych inwestycji w projektowanie bolidu.

ZOBACZ TAKŻE
Aston Martin powstał z... Jordan GP. Historia ekipy z Silverstone

Modena “Lambo”

W 1991 roku, gdy chwilowo Włosi rozstali się z Larrousse, Lamborghini w F1 współtworzyło debiutującą ekipę Modena oraz użyczało swoje silniki Ligierowi. Wówczas nie zdobyli ani jednego punktu. Najbliżej tej sztuki był Nicola Larini za sterami Lambo 291 podczas GP Stanów Zjednoczonych (7. miejsce).

Ambicje marki z Modeny były spore, ponieważ chcieli mieć świetlaną przyszłość w królowej sportów motorowych. Niestety inwestycja w nowy projekt i przekazanie funduszy Fernando Gonzalezowi Lunie nie było dobrym pomysłem. Meksykanin miał sporo długów i projekt nie miał prawa się udać. Ostatecznie “Lambo” wykorzystało Mauro Forghieri (byłego inżyniera Ferrari) do skonstruowania własnego podwozia. Niestety konkurencyjność całego pakietu była na tyle słaba, że postanowiono zaprzestać inwestowania. Zespołowi Modena po prostu postanowiono umrzeć.

ZOBACZ TAKŻE
Przyjaciel Enzo Ferrariego murem za Vettelem. Padły mocne słowa

W tym samym czasie cierpliwość do silników V12 od Lamborghini stracił też Ligier. Francuska ekipa w 1991 roku także nie zdobyła ani jednego punktu. To wymusiła na nich decyzję o przejściu na produkt od Renault. Powoli Włochom walił się cały świat, więc postanowiono zaryzykować. Zanim to nastąpiło, jeszcze w 1992 roku wyposażali Larrousse i Minardi (też bez większych sukcesów). Później zostali im do obsłużenia pierwsi z wymienionych. Nikt nie chciał tak słabego końca projektu pt. “Lamborghini w F1”. Niestety jedynym ratunkiem było… przekonanie McLarena.

Testy silnika Lamborghini w McLarenie MP4/8B

Chrysler, który był właścicielem Lamborghini w okresie ich starań o sukces w F1, chciał wykorzystać ostatnią szansę. McLaren po sezonie 1992 stracił wsparcie Hondy, dlatego był zmuszony skorzystać z silników Forda w 1993 roku. Niestety byli oni bez szans w walce z Williamsami i nawet Benettonem “Schumiego”, więc szukali alternatywy. Ayrton Senna nie określił wówczas swoich planów na 1994 rok, a stajnia z Woking chciała go zatrzymać na kolejne lata. Brazylijczyk pragnął jednak mistrzowskiego bolidu, jaki posiadał ówcześnie Williams.

ZOBACZ TAKŻE
Porsche w F1: Początki, sukcesy jako dostawca i marny ostatni epizod

Ron Dennis był jednak przekonany, że do MP4/8 wystarczyłoby włożyć bardziej konkurencyjną jednostkę napędową. Brytyjczyk nie widział jednak zbyt wielu rozwiązań na horyzoncie. Wówczas podczas targów motoryzacyjnych w Monachium zaczepił go Bob Lutz. ówczesny prezes Chryslera chciał, aby McLaren zamontował silniki Lamborghini w swoich bolidach. Najbardziej chodziło tutaj o sprawdzenie prawdziwej konkurencyjności, której Minardi i Larrousse nie mogły potwierdzić. Doprowadziło to do powstania MP4/8B, czyli tzw. “McLambo”. 

Pierwsza sesja testowa odbyła się 20 września 1993 roku na torze Silverstone. Przebudowany bolid MP4/8 wyposażono w silnik Lamborghini, ale pod nazwą Chrysler. Zrezygnowano też z reklam sponsorów. Ówczesny wiceprezydent amerykańskiego koncernu, Francois Castaing, chciał ziszczenia się marzeń o walce z Ferrari, a nawet pokonaniu ich. W końcu ekipa z Maranello był w kryzysie i była na to wielka szansa.

Kolejne testy zorganizowano na portugalskim Estoril, niespełna miesiąc później. Wówczas Ayrton Senna był mile zaskoczony wydajnością włoskiej jednostki napędowej, chociaż wciąż chciał więcej mocy. Brazylijczyk wierzył, że “Lambo” na sezon 1994 odrobił pracę domową i umożliwi jemu walkę o kolejne mistrzowskie laury. Ponoć trzykrotny czempion był tak zdeterminowany, że chciał wystartowania MP4/8D w GP Japonii 1993, ale Ron Dennis nie miał takiego zamiaru. Bolid McLarena z silnikiem Lamborghini przetestował też Mika Hakkinen, który na Silverstone uzyskiwał znacznie lepsze czasy niż produktem od Forda za plecami. Różnice oscylowały w granicach 1,5 sekundy!

ZOBACZ TAKŻE
Skąd wzięła się legenda Ayrtona Senny?

Widząc dość obiecujące początki współpracy, Lamborghini obiecało stajni z Woking przygotowanie usprawnionego układu napędowego na 1994 rok. Senna był dość optymistycznie nastawiony, ale jego zespół miał inne plany. McLaren nie chciał ryzykować i zdecydował się na partnerstwo z Peugeotem, który chciał przystosować swój sprawdzony silnik z Grupy C. Jak się okazało finalnie nic z tego wielkiego nie wyszło, wręcz zaliczyli przez to jedną z najgorszych kampanii w F1. Przed sezonem 1994 Williams “zabrał” im Ayrtona Sennę. Może gdyby decyzja była inna, historia potoczyłaby się zupełnie inaczej. A Imoli 1994 by nie było.

W 1995 roku McLaren przerzucił się na silniki Ilmora, które w 1996 r. przekształciły się w jednostki Mercedesa.

Mała szansa na powrót “Lambo” do Formuły 1

ZOBACZ TAKŻE
Nie tylko Bugatti. Volkswagen AG może sprzedać także Lamborghini i Ducati

 Od 1998 roku na dobre włączyli się do walki o mistrzostwa. Za to w tym samym czasie Lamborghini przejęło Audi, które przynależy do grupy Volkswagena. Wydaje się, że pierwszeństwo potencjalnego powrotu/debiutu w Grand Prix będą miały właśnie Audi lub Porsche. Zatem “Lambo” możemy się jeszcze długo nie doczekać.

Skomentuj

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama