Connect with us

Formuła 1

Ferrari z silnikiem “Superfast” w sezonie 2021. Red Bull przejmie Hondę?

Jeszcze w zeszłym sezonie Scuderia Ferrari posiadała najmocniejszy silnik w Formule 1. Niestety wraz z początkiem 2021 roku mieli już najsłabszą jednostkę napędową, co przełożyło się nie tylko na wyniki stajni z Maranello, ale i jej klientów. Przed startem tegorocznej kampanii, FIA ograniczyła włoskiego producenta poprzez m.in. zakazanie im kontrowersyjnych rozwiązań oszukujących czujniki pomiaru przepływu paliwa. Obecnie we Włoszech trwają prace nad poprawą wydajności silnika, który zyskał potoczną nazwę “Superfast”. To może być ważne w kontekście planowanego zamrożenia rozwoju jednostek napędowych od 2022 roku. Według “AMuS” Red Bull jest coraz bliżej przekonania rywali do swojego pomysłu, a to mogłoby znacząco przybliżyć ich do przejęcia technologii Hondy.

Opublikowano

w dniu

silnik Scuderia Ferrari silnik superfast 2021
Fot. Scuderia Ferrari

Ferrari nigdy się nie poddaje…

Nikt nie spodziewał się, że kontrowersje wokół zeszłorocznego układu napędowego Ferrari wywołają zmiany w układzie sił. Dotychczasowa trójka Mercedes-Red Bull-Ferrari była niezagrożona w ostatnich latach. Jednakże silnik Scuderii słabszy o około 80 KM spowodował, że spadli oni na 6. miejsce w “generalce”. Niektórzy wróżyli im niedawno spadek za AlphaTauri, ale wygląda na to, że to im nie grozi.

Po niezłym weekendzie w Turcji Czerwoni wrócili do walki o 3. miejsce wśród konstruktorów. Jednak Racing Point, McLaren i Renault mogą mniej obawiać się nadchodzących wyścigów w Bahrajnie i Abu Zabi. Zwłaszcza druga runda w tym pierwszym państwie, na pętli Outer może niepokoić Włochów. Tam, gdzie będzie liczyła się moc i wydajność jednostki napędowej Ferrari nie ma narzędzi do stawienia się motorom Renault i Mercedesa. Chociaż być może się zaskoczymy.

ZOBACZ TAKŻE
Silniki F1 i ich wydajność. Mercedes przed Renault i Hondą, Ferrari daleko

Na pewno w 2021 roku Scuderia Ferrari nie liczy na walkę o mistrzostwo świata. Przez zimę musieliby dokonać niewiarygodnego progresu, a przy wdrażaniu ograniczeń, limitów budżetowych nie ma na to szans. Dopiero w 2022 r. nowe przepisy techniczne umożliwią im powrót do gry. Jednak nie jest też tak, że przyszły sezon ma pójść na stracenie, bowiem w Maranello przygotowana zostanie jednostka “Superfast”. Według motorsport.com Włosi chcą poprawić wydajność MGU-H dzięki mniejszej turbosprężarce i innowacyjnemu intercoolerowi. Także spalinowa V6-tka ma zostać przebudowana. Czy się zbliża do rywali? Będzie trudno, bo na duże zmiany decydują się też inni producenci.

Skąd nazwa “Superfast”? Nie ma to związku z 812 Superfast

Otóż chodzi tutaj o technikę, która umożliwia motorowi F1 osiągnięcie prędkości zapłonu porównywalnej z tą w dieslach (przy zapłonie samoczynnym). Jednocześnie paliwo ma dostawać się do jednostki szybciej niż wcześniej, co zwiększy jej wydajność. Ferrari ma nadzieję, że uda im się zbliżyć do poziomu Mercedesa. 

ZOBACZ TAKŻE
Malowania Scuderii Ferrari w F1. Nie zawsze dominowała czerwień

W tej chwili dane mówią, że jednostka ma taką samą moc silnika z tego roku, ale jest to silnik 6-cylindrowy, syn ścigającego się, a rozwiązania są oczekiwane przed zatwierdzeniem przez silnik w następnym sezonie. Silnik będzie wyposażony w komorę spalania, która zapewni fazę spalania z bardzo krótkimi czasami reakcji zapłonu. Będzie też interwencja mająca na celu poprawę odzyskiwania energii z MGU-H za pomocą nieco mniejszej turbosprężarki, aby sprzyjać szybszemu czasowi reakcji – czytamy w raporcie.

Krótko mówiąc, Ferrari nie dokona rewolucji: wykluczone jest, że turbosprężarka i sprężarka są rozmieszczone tak, jak wybrały Mercedes i Honda, w Maranello woleli nie wpływać na architekturę jednostki napędowej, ale zagadka nowości powinna skutkować w sile (zwłaszcza dla średnich wartości) około 30 KM – czytamy na łamach Motorsport Italy.

ZOBACZ TAKŻE
Red Bull Racing szuka nowego dostawcy silnika. Jakie mają opcje?

AMuS: Zamrożenie silników coraz bliżej. Ferrari i Renault zgodziły się?

Według niemieckiego Auto Motor und Sport zespoły F1 porozumiały się co do zamrożenia jednostek napędowych od 2022 roku. Pomysłodawcą był Red Bull, którego dwie ekipy po sezonie 2021 nie będą miały silników na wyłączność. Stajnia z Milton Keynes chciała przejąć technologię i fabrykę Hondy (zlokalizowaną w tym samym mieście), aby móc samodzielnie obsługiwać ich silniki. Oczywiście jest to następstwo decyzji Japończyków, którzy po zakończeniu przyszłorocznej kampanii odejdą z F1.

Wydawało się, że jedyną opcją dla austriackiej ekipy będzie powrót do silników Renault. Francuzi zarzekali się, że mogliby ponownie współpracować z Red Bullem. Jednakże dało się odczuć, że woleliby, aby ich konkurenci znaleźli inne rozwiązanie. Okazuje się, że teraz byli mistrzowie świata (2010-2013) są coraz bliżej “szczęścia”. Ferrari i Renault miały dać przekonać się do ich propozycji dot. zamrożenia obecnej generacji motorów od 2022 roku. Choć niedawno wydawało się, że z Red Bullem zgadza się tylko Mercedes.

ZOBACZ TAKŻE
Mercedes i Red Bull są zgodni. "Trzeba zamrozić rozwój silników F1"

Skąd zmiana stanowiska dwóch dostawców posiadających fabryczne zespoły? Otóż kluczowe byłoby zamrożenie rozwoju silników od stycznia 2022 roku, ponieważ wtedy w życie mogłyby wejść kolejne duże usprawnienia. Niestety w trakcie sezonu 2021 producenci nie mają możliwości wdrożenia znacznie zmodyfikowanych jednostek, obserwujemy to także już w br. Dlatego nikt nie chciał ryzykować tego, że pozostaną na tym samym poziomie (co w styczniu 2021) bez możliwości poprawy. Wówczas konkurenci Mercedesa pogodziliby się z porażką aż do 2025 roku. 

Rewolucja nieco szybciej niż myśleliśmy?

Jakby tego było mało, stopniowo zwiększa się rola paliw alternatywnych w Formule 1. Dlatego Mercedes, Ferrari, Renault i Honda muszą dokonywać zmian w silniku spalinowym. Zamrożenie oznaczałoby brak takiej możliwości, a warto wspomnieć o zmianie polityki w 2022 r. Zmiana paliwa wymusi zwiększenie domieszki etanolu, obecnie stosuje się 5%, a za niespełna półtora roku już będzie to 10%.

ZOBACZ TAKŻE
Przyszłość Red Bulla w F1 zagrożona? Zostaną tylko ze "swoim" silnikiem

Rewolucja silnikowa miałaby wejść w życie nawet w 2025 roku, a nie jak zakładano – w 2026 r. Wówczas dostawcy musieliby się przygotować na paliwa syntetyczne. Nadal stosowano by hybrydy, ale tym razem już 60% mocy pochodziłaby z podzespołów elektrycznych (MGU-H i MGU-K). Obecnie większość układów napędowych deklaruje moc 1000 KM, jak nie większą. Utrzymanie tego, po zmianach oznaczałoby wzrost wagi silnika ze względu na instalację większych generatorów energii kinetycznej i cieplnej.

ZOBACZ TAKŻE
Silnik w F1: Z czego się składa i dlaczego jest taki drogi?

Na ten moment trwają szczegółowe rozmowy, ponieważ F1 zależy też na sprowadzeniu nowych marek. Niewykluczone, że Honda wróciłaby i Red Bull miałby znów dodatkowe wsparcie. Wszystko wskazuje jednak, że w latach 2022-2025 będą mierzyć się z wyzwaniem sami. Ewentualnie wesprze ich ktoś z zewnątrz: AVL, Cosworth, Ilmor czy Mugen. Mało realne jest zaangażowanie VW i Porsche.

Skomentuj

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama