Czego szukasz?

F1 Boost GP Wielkiej Brytanii 2022

Formuła 1

Liderzy klasyfikacji generalnej F1, którzy zginęli w trakcie sezonu

Tragiczną historię pośmiertnego mistrza świata F1 Jochena Rindta kojarzy niemalże każdy pasjonat motorsportu. Zanim jednak doszło do feralnego wypadku Austriaka na torze Monza w 1970 roku, tragiczny los spotkał jednak też innych liderów klasyfikacji MŚ Formuły 1, którzy mogli pokusić się o sukcesy. Dlatego warto przywołać tutaj historie Wolfganga von Tripsa czy dwukrotnego czempiona F1 Jima Clarka.

Wolfgang von Trips Jim Clark Jochen Rindt liderzy klasyfikacji generalnej f1, którzy zginęli w trakcie seoznu
Wolfgang von Trips, Jim Clark i Jochen Rindt

Liderzy klasyfikacji generalnej F1, którzy zginęli w trakcie sezonu.

1961: Wolfgang von Trips. Początek historii pt. „Liderzy klasyfikacji generalnej F1, których nie ominęło fatum”

Wolfgang von Trips mógł być pierwszym niemieckim mistrzem świata F1. Nasi zachodni sąsiedzi nie musieliby czekać aż do 1994 roku i pierwszego tytułu Michaela Schumachera. Ostatecznie w 1961 r. pierwszy Niemiec w Scuderii Ferrari przegrał o zaledwie punkt z zespołowym kolegą, Amerykaninem Philem Hillem (34:33). Obaj kierowcy toczyli wyrównaną walkę i przed tragiczną rundą we Włoszech to von Trips prowadził. Niestety w trakcie wyścigu niemiecki kierowca zderzył się z Jimem Clarkiem i wyleciał z toru. Jego Ferrari koziołkując dostało się w strefę kibiców, sam kierowca z impetem wypadł z kokpitu i w wyniku obrażeń poniósł śmierć. Oprócz niego zginęło 15 fanów, a aż 60 innych osób zostało rannych. W ten sposób otworzył się niechlubny rozdział w historii sportu „Liderzy klasyfikacji generalnej F1, którzy zginęli w trakcie sezonu”.

W 1961 roku Scuderia Ferrari zrezygnowała ze startu w Stanach Zjednoczonych na Watkins Glen. Możliwe, że gdyby na Monzy, gdzie triumfował Hill, nie doszłoby do tragedii z udziałem von Tripsa, obaj kierowcy mogliby rozstrzygnąć kwestię mistrzostwa. Na pewno historia Niemca pokazała, jak pasja może odebrać nie tylko marzenia, ale i życie. Niemiec nie miał łatwego życia w F1, ponieważ brakowało mu maszyny, którą mógłby powalczyć. Takowej doczekał się w sezonie 1961.

Scuderia Ferrari po latach posuchy zaczęła powstawać niczym feniks z popiołów

Wolfgang von Tips zadebiutował podczas GP Włoch 1956 w barwach Ferrari, ale nie było mu dane wystartować. W kolejnym sezonie miał sporo pecha, ale udało się zapunktować w GP Argentyny (P6) czy stanąć na podium we Włoszech (P3). Następnie 1958 rok nie przyniósł sporej poprawy, P3 we Francji, P4 w Niemczech i P5 w Portugalii. W sezonie 1959 dzielił starty dla Porsche i Ferrari, ale nie został nawet sklasyfikowany. Potem głównie angażował się tylko w projekt Ferrari i zdobył 5-krotnie punkty. Do tego dorzucił jeden start w Cooperze podczas GP USA 1960 (P9).

ZOBACZ TAKŻE
Zdobywcy pole position do wyścigu F1, w którym nie wystartowali

Po ponad 2 sezonach przerwy od podium, wydawało się, że Niemiec szybko na nie wróci, bowiem w GP Monako 1961 był czwarty. Potem doszło nie tylko „pudło”, ale i triumf w GP Holandii czy 2. lokata w Belgii. Później niestety we Francji nie ukończył, ale w Wielkiej Brytanii wygrał drugi raz i sięgnął po 2. miejsce u siebie, w Niemczech. Później odbył się tragiczny weekend na Monzy. Podczas weekendu o GP Włoch 1961 von Trips był w niezłym położeniu, ponieważ wywalczył swoje jedyne w karierze PP.

1968: Jim Clark

Szkot słynął z miłości do wyścigów różnego rodzaju. Czasem w trakcie weekendu wyścigowego F1 potrafił wystartować w kilku innych zawodach. Jim Clark uwielbiał rywalizację i święcił sukcesy w innych seriach. Przed pojawieniem się w królowej sportów motorowych, zawodnik próbował swoich sił w różnych zawodach dla samochodów sportowych od 1956 roku. W 1958 roku w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia postanowił odpuścić świętowanie i wystartować w zawodach GT na Brand Hatch. Tam, jadąc Lotusem Elite, przegrał jedynie z Colinem Chapmanem. Potem, w 1959 r. wystartował tym samym modelem, ale nieco zmodyfikowanym w 24h Le Mans w klasie GT 1.5. Wraz z zespołowymi kolegami dowieźli 10. lokatę w „generalce” oraz 2. w klasie. Sam Chapman zainteresował się Clarkiem i dał mu pojeździć swoimi maszynami. Po tym, jak poznał się na jego szybkości od razu dał mu szansę w F1. Nie pożałował tego, co Szkot zdobył 3 podia w dwóch sezonach (1960-1961).

ZOBACZ TAKŻE
Jim Clark: Od owczarza do mistrza świata F1 | Legendy motorsportu

W sezonie 1962 bolidy Lotusa mogły walczyć o najwyższe cele. Clark wygrał 3 wyścigi, ale też aż 4 nie ukończył, przez co o 12 „oczek” przegrał mistrzostwo z Grahamem Hillem z BRM-u. Mimo wszystko był to przedsmak sukcesów Szkota, ponieważ już w sezonie 1963 wywalczył on pierwsze mistrzostwo świata. Jim Clark wygrał wówczas 7 z 10 wyścigów. Rok później nie było już tak dobrze, ponieważ Lotus borykał się z niezawodnością, a 3 triumfy pozwoliły „tylko” na 3. lokatę w tabeli. Drugi tytuł przyszedł w sezonie 1965, który był zdominowany podobnie jak 1963. Wydawało się, że pora na dominację Lotusa, ale ponownie dały znać o sobie stare demony – wróciły awarie. Sezon 1966 był dość średni – tylko 6. miejsce w „generalce”. Poprawa przyszła rok później – 4 triumfy i P3 w tabeli z niedużymi stratami do duetu Brabhama.

Latający Szkot mógł zdobyć więcej jak dwa MŚ

Jako, że Clark ścigał się po drodze w 24h Le Mans (jeszcze 1960 – 3. miejsce i 1961 – DNF), w USAC (1963-1967) – tutaj między innymi triumfy w Indy 500 i Milwaukee. Jakby tego było mało startował też w Tasman Series (1965-1968), gdzie zdobył 3 tytuły i raz był trzeci. Tak obfity program i chęć spróbowania swoich sił poza F1 sprawiały, że Champanowi trudno było namówić Clarka na pełny program w F1 od sezonu 1968. Szkot co prawda wystartował na inaugurację tamtego sezonu w GP RPA, które zdominował. Tym samym Szkot został liderem MŚ F1, ale już w kolejnych eliminacjach F1 nie startował.

7 kwietnia mógł wystartować na ulubionym Brands Hatch lub w zawodach F2 na Hockenheimringu. Clark wybrał drugą opcję i musiał radzić sobie z dość trudnymi warunkami. Na 7. kółku „Jimmy” wypadł z toru najprawdopodobniej wskutek kapcia i w wyniku obrażeń poniósł śmierć. Nie było mu dane wrócić do rywalizacji w F1, aby sięgać po kolejne tytuły. Większość kibiców zapamiętać go może jako pierwszego lidera klasyfikacji generalnej F1 w 1968 roku.

Liderzy klasyfikacji generalnej F1, którzy zginęli w trakcie sezonu. 1970: Jochen Rindt

Tego kierowcę kojarzą niemalże wszyscy fani F1. Niestety głównie nie z powodu sukcesów, ale jego tragicznej historii. Austriacki kierowca niemieckiego pochodzenia uchodził za dość wszechstronnego. Jego kariera potoczyła się dość szybko, kiedy w 1963 roku awansował do Formuły Junior, a następnie zaczął ścigać się w Formule 2, w której był nazywany królem. Wszystko przez jego dominację w przedsionku F1, gdzie wygrał w sumie aż 29 wyścigów. Takie sukcesy zgromadził także dzięki temu, że startował tam także, gdy już doszedł do F1.

W 1964 roku Rindt zadebiutował w F1 podczas domowego GP Austrii, ale niestety nie ukończył tej rundy. Następnie od 1965 roku dostał szansę na „pełen etat” od Coopera. W tej ekipie radził sobie dobrze i już w pierwszym roku współpracy zakręcił się koło podium w Niemczech (4. lokata). Następny sezon przyniósł mały przełom, ponieważ Austriak bił się niemal regularnie o podia i suma summarum regularność pozwoliła mu na 3. miejsce w „generalce”. Niestety sezon 1967, ostatni w Cooperze, był już kiepski – 13. miejsce w tabeli. W 1968 roku Rindt przeniósł się do Brabhama, ale tam dwa razy stał na podium, a podczas innych rund odpadał. Taki stan rzeczy skłonił go ku współpracy z Lotusem. To posunięcie okazało się słuszne. W 1969 r. Austriakowi udało się wygrać pierwszy wyścig F1 (GP Stanów Zjednoczonych). Do tego dorzucił podia we Włoszech i Kanadzie, co dało mu 4. lokatę na koniec.

ZOBACZ TAKŻE
Jochen Rindt - jedyny pośmiertny mistrz świata F1 | Legendy motorsportu

Tragedia, która połączyła świat F1? Po GP Włoch 1970 rywale nie myśleli o wyprzedzeniu Rindta

Sezon 1970 miał przynieść przełom i takowy nadszedł. Co prawda w pierwszych dwóch wyścigach Jochen Rindt nie zdobył punktów, ale od GP Monako – z wyjątkiem GP Belgii – wygrywał seryjnie. 5 zwycięstw dawało mu duży komfort. Jednakże w domowym GP Austrii ponownie nie ukończył zmagań, przez co rywale się nieco zbliżyli. Następna runda odbywała się we Włoszech na Monzy. Wydawało się, że Lotus wyciąga asa z rękawa, rezygnując z tylnego skrzydła. Ich bolidy były bardzo szybkie, ale niestety w trakcie treningu zbliżając się do Parabolicki Austriak wypadł z toru. Okazało się, że zawiodły hamulce, ale nie one były przyczyną śmierci. Otóż doszło do przecięcia tętnic szyjnych w wyniku rozpiętych pasów, których górna część poderżnęła Rindtowi gardło.

Mimo że rywale mieli 4 wyścigi na dogonienie zmarłego Jochena Rindta w punktacji, to nikomu się to nie udało. Jacky Ickx zdołał zbliżyć się na 5 punktów i jednocześnie czuł ulgę, że nie zdobył tytułu. Belg, ówczesny zawodnik Brabhama, nie chciał triumfować w takich okolicznościach. W ten oto sposób Rindt został pośmiertnym mistrzem świata i dokonał tego, co nie udało się jego idolowi, von Tripsowi.

5/5 (liczba głosów: 5)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Reklama
Reklama