Nasze profile w mediach społecznościowych

MotoGP

Sepang Clash – jak doszło do kolizji i konfliktu na linii Rossi – Marquez?

Minęło już sześć lat odkąd Rossi i Marquez zderzyli się w Malezji. Przypominamy tę historię i przybliżamy jej okoliczności.

Opublikowano

w dniu

Rossi vs Marquez Sepang Clash 2015 MotoGP
Fot. MotoGP.com

Rossi i Marquez: Przyjaźń, która niedługo zostanie wystawiona na próbę

W sezonach 2013 oraz 2014 Rossi i Marquez byli w dobrych relacjach. Praktycznie zawsze na czwartkowej konferencji mogliśmy usłyszeć wymianę uprzejmości między nimi i podobnie bywało też w parku zamkniętym po wyścigach. Do tego Rossi często zapraszał Marqueza na trening na dirt tracku na swoim ranczu. Trudno wręcz nie odnieść wrażenia, że Włoch był więcej niż mentorem dla Hiszpana. Taka sympatyczna atmosfera musiała się kiedyś skończyć.

ZOBACZ TAKŻE
Gdzie oglądać GP Walencji MotoGP w Polsce? [transmisja, stream, live]

Argentyńskie tango

Pierwszym przykładem może być GP Argentyny 2015. Wtedy Marquez początkowo dominował nad resztą stawki, jadąc w wyścigu na miękkich oponach. Natomiast Rossi zastosował twardy tył, który okazał się przydatny w drugiej połowie rywalizacji. Obaj zawodnicy spotkali się na przedostatnim okrążeniu w piątym zakręcie walcząc o zwycięstwo. Rossi przestrzelił hamowanie i zakręt pokonał z dala od wierzchołka. Jednakże to i tak Marquez stracił, ponieważ on musiał najpierw odprostować motocykl, aby nie zostać trafionym przez Włocha. Gdy już zaczął wchodzić Rossiemu pod łokieć na wyjściu to wtedy nastąpił pierwszy kontakt. Zaraz potem fabryczny zawodnik Yamahy ustawił swój motocykl do wejścia do kolejnego zakrętu. I właśnie wtedy też Marquez został uderzony w bok przedniego koła i się wywrócił. Zdarzenie to uznano za incydent wyścigowy, ponieważ Rossi był już wtedy prawie całym motocyklem przed Marquezem i miał prawo decydować o linii przejazdu.

– Niestety zetknęliśmy się i ja się przewróciłem. Zawsze uznawałem go za swojego idola oraz za punkt odniesienia i zawsze uczysz się czegoś od takich zawodników. Teraz skupiamy się na Jerez – wyjaśnił Hiszpan. Na ciąg dalszy tej historii nie trzeba było długo czekać.

ZOBACZ TAKŻE
Maverick Vinales i Yamaha – co mogło pójść nie tak? – część 1

Drugi taniec

Następne starcie nastąpiło w Holandii podczas TT Assen. Już od treningów zapowiadało się na walkę naszych bohaterów o zwycięstwo i tak też się stało. Tym razem to Rossi prowadził przez większość dystansu, a Marquez podążał tuż za nim i klasycznie podpatrywał linie przejazdu Włocha. Następnie Hiszpan standardowo na ostatnich czterech okrążeniach przypuścił serię ataków – żaden z nich nie był skuteczny. Na ostatnim okrążeniu fabryczny zespół Hondy podjął jeszcze jedną próbę ataku – do ostatniej szykany 14, 15 i 16. Marquez wszedł w szykanę będąc połową motocykla za Valentino Rossim i wtedy nastąpił kontakt. Dziewięciokrotny mistrz świata odprostował swój motocykl, aby uchronić się przed upadkiem i z otwartym gazem przeciął szykanę, a następnie linię mety jako zwycięzca.

I wtedy rozpoczęły się dyskusje. Czy Marquez miał prawo zaatakować w taki sposób skoro nie był w stanie zrównać się z Rossim? Czy Rossi miał prawo w tej sytuacji ściąć szykanę bez oddawania pozycji? Sędziowie uznali to za incydent wyścigowy i tym samym Rossi utrzymał zwycięstwo. Jednakże na konferencji Marc Marquez już nie krył żalu. Hiszpan jasno dawał do zrozumienia, że jego zdaniem Rossi powinien dostać karę. To już druga kość niezgody pomiędzy tymi zawodnikami.

ZOBACZ TAKŻE
Maverick Vinales i Yamaha – co mogło pójść nie tak? – część 2

Z zewnątrz to wyglądało tak niewinnie

Po Assen przenosimy się jeszcze na krótko do Australii. Tam byliśmy świadkami walki o zwycięstwo z udziałem czterech zawodników do samej końcówki. W trakcie wyścigu głównie prowadził Jorge Lorenzo, który też już miał w tym sezonie „na pieńku” z Rossim, który w tym wyścigu walczył zaledwie o trzecie miejsce z Iannone oraz Marquezem. Z zewnątrz to wyglądało na normalną walkę w wykonaniu Hiszpana, który w końcówce zaatakował Lorenzo i wygrał na Philip Island. Drugi był Lorenzo, trzeci Andrea Iannone, a tuż za podium znalazł się Valentino Rossi.

No dobrze, ale skoro bohaterowie tego artykułu się nie zetknęli to po co wspominam o GP Australii? Po pierwsze – Marquez już wtedy nie miał matematycznych szans na tytuł, a Rossi prowadził w punktacji przed Lorenzo. Po drugie – to tu właśnie zaczynamy przedstawienie.

ZOBACZ TAKŻE
Valentino Rossi kończy karierę w MotoGP – krótka historia długiej kariery

Punkt zapalny na linii Rossi – Marquez: Konferencja bez kurtuazji

Na czwartkowym spotkaniu z dziennikarzami przed GP Malezji wszyscy spodziewali się wzajemnych kurtuazji pomiędzy zawodnikami na temat walki na wyspie Filipa. Jednakże inne plany miał Rossi, który na konferencję przyniósł listę czasów okrążeń zawodników z poprzedniej rundy – w tym czasy Marka Marqueza.

– Prawdą jest to, że Marc nie bawił się ze mną i z Jorge, tylko ze mną! To bardzo ważne, że on wie, że ja to wiem. Jestem tym zaniepokojony, ponieważ walka z Lorenzo to jedna sprawa. Druga to walka z Marquezem, a to jest bardzo trudne. To dla mnie duży zawód, bo wiem, że będzie też tego próbował tu i w Walencji – powiedział dziewięciokrotny mistrz świata.

– Zauważyłem, że Marquez był w tym wyścigu o krok przed nami. Jednakże zamiast jadąc swoje to trzymał się ze mną i Iannone. Wiedział też, że na prostej będę też tracił do Ducati. Za każdym razem jak go wyprzedzałem to on mnie kontrował w agresywny sposób. Na jego nieszczęście wiedział też, że Jorge nie jest zbyt szybki w tym wyścigu, dlatego trzymał go blisko nas, aby go szybko dogonić i wyprzedzić, aby wygrać i jednocześnie sprawić, aby rozdzieliło nas jak najwięcej zawodników, abym ja stracił punkty – dodał.

Dlaczego Marquez miałby coś takiego zrobić?

Tutaj Rossi już nie przebierał w słowach.

– Bo chciałby, aby Lorenzo wygrał, a nie ja. Jest zły na mnie, bo myśli, że ja go przewróciłem w Argentynie i nadal myśli o ostatniej szykanie w Assen – odparł stanowczo.

ZOBACZ TAKŻE
MotoGP szczepi się przeciw COVID-19. "Chcemy być przykładem"

Marc Marquez jedynie reagował śmiechem na to co powiedział Valentino Rossi. Natomiast sam Jorge Lorenzo – który też był na tej konferencji – stwierdził, że Marquez raczej pomógł sam sobie, ponieważ to on wygrał w Australii.

„… sam tego chciałeś”

Jak w Australii można było mieć wątpliwości tak na Sepang wszystko było jasne. W wyścigu chwilę po starcie z pierwszego rzędu Marquez popełnił błąd w czwartym zakręcie puszczając Lorenzo i pozwalając Rossiemu się dogonić. Wtedy też rozpoczęła się walka, w której przez kilka okrążeń obaj rywale zamieniali się pozycjami. W końcu na siódmym okrążeniu Marquez znalazł się po zewnętrznej Rossiego na dojeździe do czternastego zakrętu. Włoch nie chciał, aby zawodnik Hondy dalej go spowalniał i wypchnął go na zewnętrznej tak, aby Hiszpan stracił do niego odległość. Pech chciał, że jednak Marquez się wywrócił po kontakcie z zawodnikiem Yamahy. To poskutkowało wycofaniem się przyszłego ośmiokrotnego mistrza świata z wyścigu.

ZOBACZ TAKŻE
Casey Stoner: Chciałbym bardziej zaangażować się w MotoGP

Strzał w „dziesiątkę Rossiego”

Rossi za ten incydent otrzymał punk karny – czwarty w tym sezonie. To oznaczało, że Włoch w Walencji startował z końca stawki. Przez to nie był w stanie zdobyć tylu punktów, aby zostać mistrzem świata po raz dziesiąty. Pomiędzy tymi dwoma wyścigami wybuchła także burza w social mediach pomiędzy fanami – jedni bronili kary dla Włocha, inni nie. Jedni atakowali Marqueza i Lorenzo za tę sytuację, a inni Rossiego za rzekome „kopnięcie” w motocykl Marqueza podczas tej kolizji. Natomiast obaj bohaterowie tej sytuacji zerwali praktycznie wszelkie relacje, choć po GP Katalonii 2016 topór wojenny tymczasowo zakopano. Jednakże tylko do GP Argentyny 2018, w trakcie którego zawodnik Hondy spowodował kolizję, w wyniku której Rossi wylądował na deskach. Ta saga wzbudza kontrowersje do dziś. Natomiast pewne jest to, że 25 października 2015 roku zmienił ten sport na zawsze.

5/5 (liczba głosów: 7)
Skomentuj

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama
Reklama