Czego szukasz?

Formuła 1

Od Vettela do Verstappena – 2968 dni Red Bull Racing

Przedstawiamy wam historię ekipy Red Bulla w drodze między tytułem Vettela w 2013 roku a mistrzostwem Verstappena w sezonie 2021.

Max Verstappen nowym mistrzem świata z Red Bull Racing po Vettelu
Fot. Red Bull Content Pool

Vettel mistrzem świata w Indiach przy pustych trybunach i smogu – Dzień 0

27 października 2013 roku Sebastian Vettel wywalczył czwarte z rzędu mistrzostwo świata kierowców dla Red Bull Racing wygrywając GP Indii. To było jego szóste zwycięstwo z rzędu oraz dziesiąte w sezonie 2013. Jak się później okazało to nie był ostatni triumf w tamtym roku. W tamtym momencie mimo nadciągającej rewolucji silnikowej wszyscy zastanawiali się czy tę kombinację da się pokonać.

„Pamiętajmy te dni” – Dzień 20

Te prorocze słowa wypowiedział Vettel wygrywając w GP Stanów Zjednoczonych. Czy już wtedy mógł coś przeczuwać? Czy już wtedy był świadomy tego jak mogą wyglądać najbliższe lata? To wie tylko sam kierowca. W tamtych dniach Niemiec dominował niczym w sezonie 2011 wygrywając wyścigi całymi seriami. Sezon 2013 zakończył dziewięcioma zwycięstwami z rzędu oraz czterema dodatkowymi triumfami w pierwszej połowie roku.

ZOBACZ TAKŻE
Czyny dają więcej niż słowa. Sebastian Vettel z kolejną świetną akcją

Dramat na testach

Gdy w lutym 2014 r. po raz pierwszy nowe samochody zawitały na tor Jerez od razu można było zauważyć, kto i jak odrobił zadanie domowe. Red Bull miał wyraźne problemy. Zarówno w Andaluzji jak i w Bahrajnie częściej oglądaliśmy samochód Red Bulla w garażu czy na lawecie zamiast na torze. Jednakże to nie były problemy samego nadwozia, ponieważ inni klienci Renault mieli podobne kłopoty.

Red Bull are beaten

Na pierwsze wyścigi Czerwone Byki oraz ich dostawca silnika zdołali zaradzić problemom na tyle, że byli w stanie się ścigać. Koniec końców nie było najgorzej, ponieważ Red Bull był pierwszą siłą zaraz po Mercedesie. Jednakże o obronie tytułów nie było mowy. Red Bull RB10 zgodnie z fonetyką angielskiego zapisu tego skrótu został pokonany. Dla wyjaśnienia: nazwę modelu RB10 po angielsku wymawia się „Ar Bi Ten” co wymową pokrywa się ze zdaniem „are beaten”.

Narodziny nowej gwiazdy i utrata ważnego człowieka – Dzień 224

Po sześciu wyścigach Mercedes wyglądał na trudnego do zatrzymania w równej walce na torze. Do tego była potrzeba odrobina szczęścia w strategii oraz pech Srebrnych Strzał. Na tym drugim w Kanadzie skorzystał Daniel Ricciardo, który wygrał swój pierwszy wyścig w F1. Australijczyk wygrał w tamtym sezonie jeszcze dwa wyścigi dzięki zamieszaniu strategicznemu na Węgrzech oraz kolizji Mercedesów na Spa.

Wydawało się, że za rok inni producenci zbliżą się do Mercedesa pod kątem osiągów. Oczywiście największe nadzieje pokładano w Ferrari i właśnie Red Bull Racing, które mają zasoby porównywalne z ekipą z Brackley. Jednakże dotychczasowi dominatorzy otrzymali potężny cios, jakim było częściowe odejście Adriana Newey’a. Brytyjczyk ograniczył swoje zaangażowanie w zespół na rzecz projektowania jachtów startujących w regatach o Puchar Ameryki. To zdecydowanie miało wpływ na formę zespołu rok później.

ZOBACZ TAKŻE
Marko o finale sezonu. "Szczęście musiało się obrócić na naszą korzyść"

Red Bull już nie dodaje skrzydeł – Dzień 462

Przez lata mówiono, że największym atutem Czerwonych Byków jest aerodynamika. Jednakże po częściowej utracie ich dyrektora technicznego okazało się, że zespół nie stał się nagle bardziej konkurencyjny. Oprócz tego okazało się, że Renault nawet nie dokonało postępów, a nawet wykonało krok wstecz względem Ferrari. W sezonie 2015 to właśnie Włosi przejęli rolę najbliższych rywali Mercedesa. Natomiast Red Bull musiał zadowolić się czwartym miejscem za Williamsem zdobywając trzy podia.

Najlepszym obrazkiem podsumowującym ich sezon 2015 jest drugi dzień testów w Jerez. Wówczas RB11 jeździło z malowaniem kamuflażowym, ale bez przedniego skrzydła, ponieważ rano tego dnia Danił Kwiat uszkodził jedyny dostępny egzemplarz.

Telenowela z Renault trwa w najlepsze

Zespół z Milton Keynes był niezadowolony z dyspozycji silnika jaki zbudowało Renault i to było zupełnie zrozumiałe. Od sezonu 2015 rozpoczęła się mini wojna na docinki pomiędzy Chrisianem Hornerem a Cyrilem Abiteboulem. Jednakże na tym nie koniec, ponieważ Red Bull zaczął także szukać możliwości związania się z innym producentem, który zagwarantuje konkurencyjny pakiet. Nawet doszło do zerwania umowy z Renault, ale potem się okazało, że austriacka ekipa nie ma innej alternatywy. Dlatego też w końcu obydwie strony musiały się pogodzić i wrócić do współpracy. Jednakże ta odbywała się już na innych warunkach. Od sezonu 2016 to ekipa z Enstone dostała większe wsparcie, a Red Bull został tylko klientem. Dodatkowo austriacki koncern zaczął brandować te silniki pod marką TAG Heuer czyli sponsora ekipy, aby nie być już jednoznacznie powiązanym z Renault.

ZOBACZ TAKŻE
Patricio O'Ward po pierwszym teście F1. "Jestem w szoku i nie mam szyi"

Zamiana, która jest strzałem w dziesiątkę – Dzień 921

Za kulisami Red Bull toczył walkę nie tylko o silnik, ale i o kierowcę. Max Verstappen po doskonałym debiucie w sezonie 2015 stał się dobrym kąskiem dla Mercedesa, który chciał wziąć Holendra do swojego programu juniorskiego w 2014 roku. Jednakże Helmut Marko był szybszy i niemal od razu dał ofertę jazdy w Toro Rosso.

Jednak to mogło nie wystarczyć, aby utrzymać nastolatka w rodzinie Red Bulla. Dlatego przy pierwszej okazji, jaką była ogromna kolizja wywołana przez Daniła Kwiata, Czerwone Byki zdecydowały się na zamianę kierowców. Kwiat wrócił do STR, a na jego miejsce wskoczył Verstappen.

Jak to się skończyło? Pomimo głosów krytyki z racji jego młodego wieku wynik pierwszego wyścigu był bardzo dobry. Można powiedzieć nawet, że świetny, bo Holender wykorzystał kolizję Mercedesów na starcie i wygrał swoje pierwsze Grand Prix w wieku osiemnastu lat. Oczywiście nie zawsze było tak kolorowo, ponieważ w Monako Verstappen narobił bałaganu na torze kilkukrotnie lądując w barierkach. Jednakże na przestrzeni sezonu stale dotrzymywał kroku Danielowi Ricciardo, co przekonało włodarzy Red Bull Racing do kontynuowania współpracy.

Silnik klasy ekonomicznej w cenie pierwszej klasy

Tak szef Red Bull Racing opisał produkt swojego partnera. Horner zdecydowanie nie chciał dalej współpracować z Renault. Francuskie silniki nadal cechowały się deficytem mocy oraz wysoką awaryjnością. Ta sprawiła, że w sezonach 2017 i 2018 Red Bull tracił w wyścigach przynajmniej jeden samochód praktycznie co trzeci wyścig. Oczywiście nadal współpraca z Mercedesem i Ferrari nie wchodziła w grę.

ZOBACZ TAKŻE
Numer 13 w F1. Nikomu nie przyniósł nic dobrego

Red Bull podejmuje radykalny krok – Dzień 1696

Jednak nadal pozostawała czwarta opcja, która wyglądała na dość ryzykowną. Otóż Honda po sezonie 2017 zakończyła współpracę z McLarenem i na 2018 rok związała się z Toro Rosso. Tu Czerwone Byki doskonale skorzystały na posiadaniu siostrzanej ekipy, ponieważ ta mogła przez cały sezon 2018 pracować z japońskim producentem silnika nad rozwojem. Pierwszy rok współpracy okazał się na tyle owocny, że główna ekipa postanowiła, że również zwiąże się z Hondą. Dzięki temu Red Bull będzie miał gwarancję statusu ekipy niemal fabrycznej, co da całemu pakietowi więcej elastyczności przy rozwoju. Oczywiście z podobnym zamiarem kilka lat wcześniej Japończycy wiązali się z McLarenem. Jednakże stajnia z Woking nie potrafiła dojść do kompromisu ze swoim byłym już partnerem silnikowym. Austriacki zespół dał Hondzie gwarancję tego, że obydwie strony będą sobie równe w tej kooperacji.

Są pierwsze ważne owoce tej współpracy – Dzień 2072

Podczas trzech sezonów Hondy z McLarenem ta kombinacja tylko kilka razy zameldowała się w czołowej szóstce. Natomiast w sezonie 2018 Toro Rosso dokonało z tym silnikiem dodatkowy krok na przód, jakim było czwarte miejsce w Bahrajnie. Natomiast, co udało się osiągnąć Red Bullowi w pierwszych wyścigach? Całkiem sporo, bowiem Max Verstappen w pierwszym wyścigu wywalczył podium. Dodatkowo w kolejnych wyścigach udało się nawet pokonać Mercedesa i Ferrari – tu warto wspomnieć o GP Austrii i GP Niemiec. Dodatkowo na Hungaroringu Max Verstappen wywalczył swoje pierwsze pole position.

Warto wspomnieć o tym, że Toro Rosso też skorzystało na tej współpracy. Danił Kwiat i Pierre Gasly zdobyli po jednym miejscu na podium na Hockenheim i na Interlagos. Natomiast w sezonie 2020 wspomniany Francuz wygrał GP Włoch dla tej samej ekipy, ale już pod nazwą AlphaTauri.

ZOBACZ TAKŻE
Liam Lawson zszokowany po testach F1. "Jasna cholera, jaką to ma moc"

Zamieszanie z drugim kierowcą

Pamiętajmy, że w zespole nie jeździ tylko jeden kierowca. Po odejściu Sebastiana Vettela Red Bull ściągnął Kwiata do zespołu. Niestety Rosjanin zaledwie po nieco ponad jednym sezonie musiał ustąpić miejsca Maxowi Verstappenowi. Holender szybko zaaklimatyzował się w nowym zespole – dla niektórych chyba nawet za szybko. Po roku współpracy z Danielem Ricciardo relacje były dobre, ale wiadomo było, że w takim zespole nie starczy miejsca dla nich dwóch. Z czasem można było zacząć odnosić wrażenie, że to Verstappen może być ulubieńcem Helmuta Marko. Tu warto przytoczyć historię ich kolizji z Baku z 2018 roku. To był incydent wyścigowy, za który Helmut Marko winą obarczył Ricciardo zapominając, że „do tanga trzeba dwojga”. To wykorzystało Renault, które zaproponowało współpracę Danielowi Ricciardo, który wówczas kończył ówczesną umowę z Red Bullem.

Czasu nie da się cofnąć

Czy ekipa z Milton Keynes mogła zrobić coś, aby zatrzymać Australijczyka u siebie? Trudno powiedzieć. W tym momencie jednak trzeba było znaleźć nowego partnera zespołowego dla Verstappena. Oczywiście lista chętnych była długa, mimo że każdy wiedział co oznacza jazda z tak mocnym zawodnikiem w jednym zespole. Na pierwszy ogień poszedł Pierre Gasly, który niestety nie zdał egzaminu. Francuz w połowie sezonu 2019 musiał oddać fotel Alexowi Albonowi, który sprawił wrażenie kierowcy z potencjałem. Oczywiście obaj zawodnicy mają takowy, ale to Tajlandczyk dowoził lepsze wyniki w drugiej połowie sezonu z Red Bullem niż Gasly w pierwszej. To sprawiło, że Albon dostał szansę na sezon 2020, której niestety nie był w stanie w pełni wykorzystać. II wicemistrz F2 z 2018 roku często walczył poza czołową szóstką i tylko dwukrotnie zameldował się na podium.

Przy formie Maxa Verstappena zdobywającego podium w niemal każdym wyścigu to było za mało. Dlatego Red Bull musiał po raz kolejny sięgnąć po innego kierowcę. Niestety tym razem okazało się, że już nie mają więcej młodych zawodników z doświadczeniem w F1, więc musieli sięgnąć po kogoś z zewnątrz. Tym kimś został Sergio Perez, który zdecydowanie zrobił różnicę względem Albona czy Gasly’ego dzięki swojemu doświadczeniu. Czy Meksykanin jest najlepszym zawodnikiem jakiego mógłby sobie wymarzyć Red Bull? Możliwe, że nie. Jednak Perez w przeciwieństwie do swoich poprzedników był w stanie odbierać punkty Mercedesowi już nie wspominając o pomocy jakiej udzielił Verstappenowi w Abu Zabi.

ZOBACZ TAKŻE
Legendarny kierowca grzmi. "Perez nie powinien być z siebie dumny"

Honda wycofuje się z Formuły 1, ale jednocześnie przerzuca wszystkie zasoby na ostatnią szansę – Dzień 2532

Wydawało się, że Honda zostanie w F1 na dłużej – w końcu ich reputacja we współpracy z Red Bullem zdecydowanie zyskała. Dodatkowo ta kombinacja w sezonie 2020 stała się największą konkurencją Mercedesa. Jednak zarząd w Japonii uznał, że F1 nie pasuje do ich strategii na najbliższe lata. Dlatego obydwie strony ogłosiły, że po 2021 roku Honda zakończy swoją przygodę w mistrzostwach świata.

Jednak to nie oznaczało, że Japończycy zaprzestają rozwoju – wręcz przeciwnie. Honda dołożyła wszelkich starań, aby ich ostatni silnik był największym zagrożeniem Mercedesa i tak się stało. Już na testach przed sezonem 2021 można było odnieść wrażenie, że Japończycy odrobili zadanie domowe po swojej stronie tak jak Red Bull wykonał dobrą robotę przy nadwoziu.

To wygląda obiecująco

Gdy przyszło się po raz pierwszy zmierzyć z Mercedesem otrzymaliśmy ostateczny dowód na to, że nikt tu nie blefuje i Red Bull Racing faktycznie liczy się w walce o zwycięstwa. Oczywiście nadal delikatną przewagę miał Mercedes, który był zdecydowanie bardziej zgranym pakietem, ale z drugiej strony Niemcy ustępowali pod względem strategii. Jednak mniej więcej od GP Monako oraz GP Azerbejdżanu można było stwierdzić, że Czerwone Byki są w gazie i nie dadzą za wygraną.

ZOBACZ TAKŻE
Dlaczego niesamowity Scott Dixon nigdy nie trafił do F1?

Zespół wzmacnia się przed nową erą – Dzień 2668

Praca nad bieżącym sezonem to jedno wyzwanie. Jednakże Red Bull musiał popracować także nad tym, co będzie z nimi w następnych latach, gdy zabraknie wsparcia ze strony Hondy. Tu Japończycy przyszli z pomocą dając ekipie z Milton Keynes pomoc przy tworzeniu własnego działu silnikowego. Oczywiście to nie oznacza, że Red Bull będzie konstruował swoje silniki na potrzeby F1, ale będą mogli budować silniki w oparciu o projekt Hondy. Zespół nie będzie musiał się martwić o ich rozwój, ponieważ ten zostanie zamrożony od marca 2022, co powinno wyrównać szanse względem innych producentów.

Tu warto wspomnieć, że Red Bullowi udało się pozyskać kilku inżynierów, którzy w przeszłości pracowali w dziale silnikowym zespołu Mercedesa. Czy Czerwone Byki pokuszą się wówczas o zbudowanie własnego silnika w oparciu o swój projekt? W środę ogłoszono pierwsze szczegóły odnośnie silników na 2026 rok, którym Red Bull Racing zdecydowanie poświęci uwagę. Dodatkowo należy pamiętać o tym, że Audi oraz Porsche też interesują się Formułą 1.

ZOBACZ TAKŻE
Lewis Hamilton kontra Max Verstappen – legenda 22 niedzieli

2021 – to jest ten sezon

Mimo kilku trudniejszych wyścigów zespół nie dał się wybić z rytmu i nadal maszerowali ku mistrzostwu świata. Z czasem oczywiście stawało się jasne, że tytuł wśród konstruktorów raczej nie jest im pisany. Jednakże nadal Max Verstappen liczył się w grze o mistrzostwo świata kierowców. Red Bull Racing razem z Holendrem byli pierwszymi, którzy byli w stanie stawiać czoła Mercedesowi po zakończeniu europejskiej części sezonu co wróżyło zaciętą walkę do samego końca. W pewnym momencie wydawało się, że mistrzostwo świata kierowców jest już kwestią czasu. Jednakże w ostatnich czterech wyścigach Lewis Hamilton jakby wspiął się na kolejny poziom swoich umiejętności i zaczął redukować stratę punktową.

Cel osiągnięty – 2968 dni między tytułami mistrza świata kierowców

Ostatecznie wszystko sprowadziło się do wyścigu w Abu Zabi, który miał rozstrzygnąć losy tytułu mistrza świata.  W treningach trudno było wytypować, kto w ten weekend będzie szybszy. Jednakże, gdy w niedzielę zgasły światła to wyraźnie można było zauważyć, że Verstappen nie ma szans biorąc pod uwagę czyste tempo. Tu po raz kolejny Red Bull zabłysnął zmysłem strategicznym odbywając dodatkowy postój oraz wykorzystując wspomnianego Pereza do spowolnienia Hamiltona. Finalnie to Max Verstappen wygrał wyścig oraz mistrzostwo świata w kontrowersyjnych okolicznościach.

Tym samym dominacja Mercedesa została przerwana po blisko 2968 dniach. Oczywiście niezupełnie, ponieważ niemiecki zespół został po raz ósmy mistrzem świata konstruktorów. Dodatkowo pamiętajmy też, że w F1 w sezonie 2022 zobaczymy zupełnie nowe samochody i nie wiemy, czy Red Bull zdoła przygotować równie konkurencyjny pakiet co w tym roku. Wiemy natomiast, że Austriacy zdołali przejść od ery Vettela do ery Verstappena, który powinien zostać z zespołem na kolejne lata.

5/5 (liczba głosów: 5)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Reklama
Reklama