Czego szukasz?

Motorsport

Johan Rajamäki: Od BOSS GP do Formula Drive | WYWIAD

Tak jak Prometeusz zaniósł śmiertelnikom niedostępny dla nich wcześniej ogień, tak Johan Rajamäki od ponad 25 lat umożliwia amatorom jazdę bolidem F1. O karierze wyścigowej, otarciu się o etatowy fotel w królowej motorsportu oraz jego niecodziennemu pomysłowi na biznes porozmawialiśmy podczas pierwszej edycji „Formula Drive” na torze Silesia Ring.

Johan Rajamäki formula drive po prawej
Fot. Formula Drive / Johan Rajamäki po prawej

Juha „Johan” Rajamäki urodził się w 1957 roku w Kannus w Finlandii. Do Szwecji przeniósł się z rodziną we wczesnych latach 60. Jego kariera wyścigowa rozpoczęła się w 1973 roku od kartingu. Zaledwie pięć lat później awansował do Formuły Vee. W latach 80. i 90. z sukcesami rywalizował w wielu kategoriach single-seaterowych, takich jak: skandynawska F3 czy BOSS GP. Niewiele zabrakło, a Rajamäki stałby się dziesiątym Szwedem w F1.  W 1996 roku zaliczył testy dla zespołu Arrows. Na jego drodze do królowej motorsportu stanęły jednak problemy finansowe, które uniemożliwiły mu starty w F1.

W tym samym czasie Rajamäki rozpoczął projekt umożliwiający zwykłym ludziom zasiąść za sterami bolidów F1. Organizowane przez niego wydarzenia odniosły spory sukces w Europie, a w 2022 roku zawitały do Polski jako „Formula Drive”.

Johan Rajamäki: „Nigdy nie pozwolę ci wsiąść do bolidu F1”

MOTOHIGH.PL: Od lat 70. jest Pan blisko motorsportu. Co sprawiło, że wybrał Pan ściganie, a potem rolę instruktora jazdy? 

Johan Rajamäki: Od dzieciństwa chciałem jeździć gokartem i rywalizować z innymi na torze. Kiedy już udało mi się go kupić zacząłem ścigać się single-seaterami i robiłem to przez wiele lat. Instruktorem zostałem jednak przez przypadek. Kiedy ścigałem się w serii BOSS GP, jeżdżąc bolidami F1 miałem sponsora, który powiedział mi, że chciałby spróbować przejechać się bolidem. Powiedziałem mu wtedy: „nigdy, przenigdy nie pozwolę ci wsiąść do bolidu F1, ponieważ to zbyt niebezpieczne dla amatora”. Zapytał wtedy, czy chcę dostać pieniądze na kolejny rok startów. Oczywiście potrzebowałem ich, więc spróbowaliśmy i poszło mu zaskakująco dobrze. Rok później, w 1996 roku kupiłem bolid specjalnie na tego rodzaju wydarzenia i tak to się zaczęło.

Johan Rajamäki w bolidzie

Fot. Formula Drive / Johan Rajamäki w bolidzie Williams FW29

W 1996 roku wygrał Pan również wspomnianą serię BOSS GP. Niedługo później, otrzymał Pan szansę spędzenia dnia z zespołem F1. Jak do tego doszło i jak wspomina Pan test bolidu Arrowsa?

W latach 90. kupiłem sporo samochodów od Arrowsa. W międzyczasie wygrałem właśnie serię BOSS GP. Dostałem więc od nich możliwość przetestowania bolidu FA14 z 1993 roku [Arrows występował wtedy w F1 jako Footwork – przyp. red.]. Niestety nie miałem wystarczających funduszy, aby opłacić więcej jazd, więc nie udało mi się zostać ich etatowym kierowcą w F1.

„Valtteri Bottas był zakochany w moich bolidach”

Ile wydarzeń, takich jak „Formula Drive” zorganizował Pan w swojej karierze?

Całkiem sporo. Na początku było to 5-6 wydarzeń rocznie, ponieważ sam się ścigałem i nie miałem wystarczająco dużo czasu. Ale od 1999 roku wszystko weszło na zupełnie nowy poziom. Zatrudniłem wtedy pewnego duńskiego kierowcę, który spróbował jazdy moimi bolidami i pokochał je tak samo, jak ja. Zaproponował mi wtedy, że rozpropaguje to w Danii, ponieważ miał tam przyjaciół, którzy mogą uczynić z tego coś wielkiego. Zgodziłem się, a on w samym 1999 roku zorganizował 27 dni jazd, w pełni obsadzonych klientami. Przez wiele lat to właśnie Duńczycy byli naszymi najlepszymi klientami. Poza tym rozwijaliśmy się także w Szwecji czy Finlandii.

Tak było do 2008 roku, kiedy Danię dopadł kryzys i wszyscy klienci z tego kraju zniknęli. 2009 rok również był trudny, ale zaczęliśmy wtedy organizować eventy m.in. na Węgrzech i jakoś się to z powrotem rozkręciło.

ZOBACZ TAKŻE
Pierwsze jazdy bolidami F1 w Polsce to już historia. I edycja "Formula Drive" już za nami

Na jednym z Pańskich eventów zjawił się nawet Valtteri Bottas. Jak wspomina Pan to spotkanie?

Właściwie Valtteri spędził z nami dwa dni, przez dwa lata z rzędu. Był zakochany w naszych Williamsach [FW29 z 2007 roku – przyp. red.], ponieważ są one znacznie lżejsze od obecnych bolidów, a jednocześnie bardzo łatwe w prowadzeniu. Widać było, że był pod ich wrażeniem. Jednocześnie mówił mi, że chciałby kiedyś organizować eventy podobne do moich. Był to spory komplement dla mnie, ponieważ pracowałem na takie opinie przez wiele lat.

Problemem w organizacji takich wydarzeń są rzecz jasna pieniądze. Koszty takich imprez są ogromne. Musisz kupić bolidy, cały sprzęt, opłacić wynajem toru i mechaników. Zanim zacznie się na tym zarabiać mija naprawdę wiele lat. Myślę, że to może być przeszkodą dla Valtteriego w przyszłości.

bottas rajamaki racing 2019

Fot. Rajamäki racing / Facebook

Johan Rajamäki: „To trudny biznes”

Czy widzi Pan w którymś z innych kierowców obecnej stawki F1 potencjał, by również zajął się organizacją takich wydarzeń w przyszłości?

Trudno mi wskazać jednego kandydata, ale z pewnością są tacy, którzy świetnie by się w tym odnaleźli. Jednak to trudny biznes, bardzo ryzykowny. Nie ma wielu osób i miejsc, w których można coś takiego zorganizować. Jedna tego typu impreza jest we Francji, jedna w Wielkiej Brytanii, o ile już nie zniknęła i jeszcze jedna w USA. I to by było chyba na tyle.

Który z bolidów F1, które Pan prowadził, okazał się tym ulubionym i dlaczego?

Zdecydowanie jest to mój Williams, który należał do Nico Rosberga. Drugi z moich Williamsów – Alexa Wurza jest przystosowany do większego kierowcy i nie czuję się w nim, aż tak komfortowo. Poza tym w zasadzie nie różnią się one od siebie niczym.

A czy różnią się one czymś od bolidów, które ścigały się na torach w 2007 roku?

Oczywiście jest kilka różnic. Przede wszystkim obroty silnika są nieco niższe, niż były oryginalnie. Wpływa to pozytywnie na ich żywotność i są one bardziej przyjazne dla amatorów. Silniki z tamtych lat mogły się „kręcić” do 18 000 RPM i nie mniej niż 10 000 RPM. To bardzo trudne dla amatorów, by utrzymywać jednostkę napędową na tak wysokich obrotach, aby nie zgasła. Obniżyliśmy także nieznacznie moc silników, które mają teraz 650 KM.

Jak zapewnić klientom niezapomniane przeżycia?

Jakby porównał Pan jazdę między jednomiejscowym a dwumiejscowym bolidem?

Jazda dwumiejscowym bolidem to zupełnie inne doświadczenie. Przede wszystkim masz na pokładzie drugą osobę, której chcesz zapewnić jak najlepsze przeżycia, jednocześnie nie dając im prowadzić. Nie wszystkim pasażerom to wystarcza, ponieważ woleliby sami być za kółkiem. Jednak mam ten bolid od dziesięciu lat i często widzę, że sporej liczbie osób to odpowiada, ponieważ nie są w stanie wycisnąć maksimum z bolidu prowadząc samemu. Po prostu jadą zbyt wolno, aby osiągnąć pełnię wrażeń. Także doświadczenie płynące z jazdy w „co-drive’ie” jest dla nich lepsze, gdyż profesjonalny kierowca jest w stanie pojechać na maksa.

rajamaki racing formula drive instruktorzy

Fot. Formula Drive / Każdej jeździe bolidem F1 towarzyszy… instruktor

O czym najczęściej musi Pan przypominać w trakcie szkolenia prowadzącego do jazdy bolidem F1? Może jakieś sytuacje były do tej pory zabawne i często je Pan wspomina?

W 2005 roku, na evencie w Szwecji pojawił się niejaki Benny. Jazdy kupił mu jego syn, ale Benny nie mógł się pojawić w wyznaczonym terminie, dlatego telefonicznie zapytał, czy moglibyśmy to jakoś przełożyć. Nie było to możliwe, o czym mu powiedzieliśmy. Benny stwierdził wtedy tylko: „ok, w takim razie muszę trochę zmienić plany”. I w dniu jazd przyleciał na tor helikopterem, stając się naszym najbardziej pamiętnym klientem.

Czy przez ponad 17 lat przeprowadzania szkoleń zdarzyło się Panu gościć młodego kierowcę, który później osiągał sukcesy w wyścigach?

Nie, chyba nie. Mieliśmy wielu dobrych kierowców podczas wydarzeń takich, jak Formula Drive. Niektórzy mieli nawet doświadczenie w motorsporcie, ale żaden z nich nie został potem mistrzem w dużych seriach wyścigowych.

Johan Rajamäki o przyszłości „Formula Drive”

Rozmawiamy po trzech dniach pierwszej edycji „Formuły Drive”. Jak zapatruje się Pan na częstsze wizyty w Polsce?

Wygląda to bardzo dobrze. Ludzie tutaj są pozytywnie nastawieni, a samo wydarzenie przebiega wzorcowo. Wyczekujemy teraz kolejnego eventu w lipcu. Dwa dni z trzech są już w pełni wyprzedane. Jeżeli więc tylko Grzegorz [Różalski, pomysłodawca projektu – przyp. red] będzie chętny zorganizować kolejne edycje w przyszłości, będziemy gotowi.

Myślimy o tym, żeby w przyszłym roku również zawitać do Polski na 6 dni, jednak w mniejszym rozstrzale czasowym. Wtedy logistyka będzie dla nas łatwiejsza. Droga z samego portu w Świnoujściu na Silesia Ring zajmuje 10 godzin. Do tego 8 godzin jazdy w Szwecji i drugie tyle na promie. Muszę przyznać, że jesteśmy nieco zmęczeni podróżą (śmiech).

formula drive bolidy

Fot. Formula Drive

ZOBACZ TAKŻE
Grzegorz Rożalski o kulisach "Formuły Drive". Specjalnie dla motohigh.pl | WYWIAD

Jakie uczucia zazwyczaj towarzyszą uczestnikom, którzy mieli okazję pierwszy raz przejechać się bolidem F1?

Mówisz o tych z „Formuły Drive”? Szczerze powiedziawszy nie miałem z nimi zbyt dużego kontaktu, ponieważ wielu z nich nie mówi zbyt dobrze po angielsku (śmiech).

W takim razie dziękujemy bardzo za rozmowę i do zobaczenia w lipcu na kolejnej edycji „Formula Drive”.

Również dziękuję i do zobaczenia.

5/5 (liczba głosów: 4)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama