Czego szukasz?

Załóż konto w Betfan!

Formuła 1

Kierowcy F1 na emeryturze. GP Masters, własne zespoły i inne

Wydawało się, że w królowej sportów motorowych coraz częściej kierowcy będą kończyć kariery zanim na dobre zbliżą się do 40-tki. Tymczasem w stawce długo utrzymywał się Kimi Raikkonen, a pozostał w niej Fernando Alonso – obaj pokazali, że można walczyć z młodszymi. Druga młodość dotyczy jednak nie tylko tych, którzy odchodzili i wracali do F1, ale i takich, którzy w końcu odeszli z niej na dobre. Inne wyścigi, wyzwania, biznesy, aktywność marketingowa i telewizyjna to przykłady tego, że kierowcy F1 na emeryturze zawsze mają coś do zrobienia.

kierowcy f1 na emeryturze gp masters
Fot. Grand Prix Masters & Twitter

Kierowcy F1 na emeryturze. Grand Prix Masters

GP Masters to seria, która istniała przez mniej jak 2 sezony. Właściwie to zaliczono do niej jedynie… 3 wyścigi. Czempionat miał na celu zebrać stawkę, w której skład wchodzili kierowcy F1 na emeryturze. Nie mogli ścigać się tam zawodnicy bez przeszłości w królowej sportów motorowych. W głównych wymaganiach uczestnictwa były: minimum 2 pełne sezony w F1, co najmniej 45 lat na karku (od 2006 r. obniżono wymóg do min. 40 wiosen), brak aktywności w innych seriach w tym samym czasie oraz przejście badań lekarskich. Idea zawodów wzorowała się poniekąd na tym, czego doświadczali emerytowani tenisiści i golfiści.

 

Pierwsze zawody z cyklu Grand Prix Masters zorganizowano w RPA na torze Kyalami w dniach 11-13 listopada 2005 roku. Ostatecznie seria upadła po zawodach na torze Silverstone 13 sierpnia 2006 roku. Sezon 2006 był dość kłopotliwy, bowiem po rozegraniu inauguracji w Katarze na torze Losail, odwołano kolejne zawody na Monzy. Wszystko to przez potencjalne przekroczenie limitów hałasu przez bolidy GP Masters. Potem odbyły się wspomniane zmagania w Wielkiej Brytanii, a następnie odwołano zmagania w Malezji i RPA. Organizatorzy myśleli jeszcze o sezonie 2007, ale przez bankructwo pomysł podupadł. Szkoda, bowiem fani motorsportu ujrzeliby rywalizację w rumuńskim Bukareszcie, Kyalami czy Losail.

ZOBACZ TAKŻE
Stare bolidy F1 odzyskują dawny blask. Oto kulisy ich drugiego życia

 


Delta Motorsport zgłosiła GP Masters Operating jako firmę postawioną w stan likwidacji. Brytyjski Sąd Najwyższy uruchomił procedurę i finalnie pod koniec listopada 2007 r. uznał serię za upadłą. Jednak konstruktorzy i inicjatorzy nie porzucili do końca projektu, ponieważ w pierwszej połowie 2008 roku głośno mówili o utworzeniu F1 Masters, w którym wystawiliby bolidy własnej produkcji.

Bolidy w GP Masters

Każdy kierowca biorący udział w cyklu miał do dyspozycji taki sam bolid. Konstrukcja oparta została na 2000 Reynard 2KI Champ Car, który został zmodyfikowany przez brytyjską firmę Delta Motorsport. Sercem tegoż single-seatera był wolnossący silnik V8 o pojemności 3,5 litra wyprodukowany przez Nicholson McLaren na bazie Coswortha XB. Taki pakiet pozwalał osiągać 650 KM przy 10400 obr./min i 434 Nm momentu obrotowego od 7800 obr./min. Zmiany miały nadejść w 2007 roku, kiedy to do gry miały wejść V8 Mecachrome o poj. 4,0 l, mocy 600 KM. To niestety nie nastąpiło. Za nadzór nad wspomnianymi bolidami odpowiedzialna była grupa 100 osób z Masters Engineering team (powiązana z Delta Motorsport).

ZOBACZ TAKŻE
Bolidy F1 w innych seriach wyścigowych. Nieoficjalne GP, ROC i sprinty

gp grand prix masters 2005 kyalami

Fot. vintageracecar.com / Start wyścigu GP Masters 2005 w Kyalami

Skrzynia biegów była dość aktualna i podobna do tej używanej w F1. Organizatorzy Grand Prix Masters chcieli pochwalić się faktem, że ich bolidy ważące 650 kg osiągają prędkość rzędu 320 km/h. Dodatkowo dzięki stabilnej aerodynamice i prostej technologii niż w F1 miało to w pełni pokazywać możliwości kierowców i promować wyprzedzanie. Nikt nie miał dostępu do systemów wspomagających kierowcę tj. kontrola trakcji, która do końca 2007 roku gościła w F1, czy ABS. Jeśli chodzi o układ hamulcowy to dominowała stal, a nie węgiel/karbon.

Dla niektórych posiadanie bolidu GP Masters z lat 2005-2006 byłoby jednak czymś wyjątkowym i można spełnić to marzenia za nieco ponad 57 tys. euro.

Kontrowersje wokół serii dla „emerytów”

Jako pierwszy gotowość bolidu GP Masters do jazdy sprawdził jeden z inicjatorów przedsięwzięcia. Simon Downson, dyrektor operacyjny Delta Motorsport, wykonał udany test we wrześniu 2005 r. Oczywiście trudno było odbierać to na poważnie, bowiem nie miał on takiego podejścia do mistrzów kierownicy. W dodatku siedział on dość wysoko w bolidzie, co sugerowała głowa, która w całości wchodziła poza obręb ciasnego kokpitu. Miesiąc później Nigel Mansell i René Arnoux wkroczyli do akcji na torze Pembrey w Walii. Pod koniec października 2005 roku zebrała się już niemal cała stawka, która sprawdziła się na torze Silverstone. Nie zabrakło groźnych zdarzeń tj. rozbicie się Patricka Tambaya.

 


Wielu obserwatorów zastanawiało się, czy dość wiekowi kierowcy F1 na emeryturze poradzą sobie. Nawet w gronie zawodników nie brakowało wątpliwości. Christian Danner kwestionował zdolności Alana Jonesa i Patricka Tambaya. Wspomnianej dwójce oberwało się za… brak dobrej formy fizycznej. Jones nie był dłużny Dannerowi, któremu zarzucił dość małe pojęcie ze względu na brak jego sukcesów w F1. 

Kogo widzieliśmy na starcie?

W stawce Grand Prix Masters nie brakowało byłych MŚ F1. W stawce mieliśmy Emersona Fittipaldiego (czempiona z lat 1972 i 1974) i Nigela Mansella (1992). Obecny byłby też Alan Jones, czyli mistrz z 1980 roku, ale ostatecznie Australijczyk odpuścił starty przez skurcze karku. Rezygnację z udziału zgłosili po drodze też Damon Hill (MŚ 1996) czy Mario Andretti (MŚ 1978). Obok nich byli też triumfatorzy wyścigów F1: Ricardo Patrese, Patrick Tambay, René Arnoux czy Jacques Laffite. Obok nich byli podiumowicze tj. Andrea de Cesaris, Stefan Johanson, Hans-Joachim Stuck, Eddie Cheever, Derek Wawrick. Oprócz tego byli też Jan Lammers, Eliseo Salazar, Christian Danner, Eric van de Poele, Pierluigi Martini czy Alex Caffi. Zawodnikom towarzyszył dobrze znany im głos przyjaciela z budki komentatorskiej, Murraya Walkera. To tylko dodawało dodatkowego retro klimatu.

 

Nic dziwnego, że wielu fanów chętnie obejrzałoby taki wyścig dla byłych kierowców F1. Liberty Media mogłoby zainwestować i przygotować krótki cykl i dać szansę byłym gwiazdom na wzajemną rywalizację. Wiele osób chętnie zobaczyłoby takie zawody np. przed startem głównego Grand Prix.

ZOBACZ TAKŻE
Wyścig dwumiejscowych bolidów F1. Dlaczego odbył się tylko raz?

Kierowcy F1 na emeryturze. Inne aktywności

Bardzo ciekawą historię napisał Śp. Niki Lauda. Trzykrotny mistrz świata F1 jeszcze w trakcie kariery załapał bakcyla na punkcie latania. Austriak wyrobił sobie niemalże wszystkie możliwe licencje, kupował samoloty i je pilotował. Niedługo później założył firmę Lauda Air. Mimo że sam nie był przekonany do wielu zabiegów marketingowych, to stał się maskotką własnego przedsiębiorstwa. A to dlatego, że sam był atrakcją dla pasażerów wybierających się jego samolotami na wakacje i często mogli oni poznać go na żywo. Lauda szybko został zaangażowany w inne linie lotnicze tj. Lufthans czy Austrian Airlines. Oprócz rozwijania się w sektorze lotnictwa, nie mógł on całkowicie porzucić motorsportu. Dlatego też był doradcą Ferrari i zaufanym człowiekiem Luca di Montezemolo (podobną rolę pełnił w latach 2007-2009 Michael Schumacher). Jako wówczas przedostatni czempion włoskiej marki w F1 miał pomóc im wrócić na szczyt. Potem jednak bardziej związał się z projektem Jaguara i nawet testował ich bolidy.

 

Ciekawy los spotkał też innego mistrza świata F1, Jody’ego Schecktera. Zawodnik z RPA po sukcesie w 1979 roku nie miał powodów do radości w sezonie 1980. Dlatego też po utracie radości ze ścigania chciał spróbować się w czymś innym. Jako że miał wówczas zaledwie 31 lat, to chciał zostać… zawodowym tenisistą. Ostatecznie nie był na tyle dobry, aby włączyć się do walki o wielkie trofea. Dlatego też po osadzeniu w USA chciał na spokojnie przemyśleć sprawę, swoje życie i podjąć decyzję. Aż pewnego razu po lekturze artykułu nt. broni palnej w jednym z magazynów, zainteresował się tematem i zainwestował. Tak też w Atlancie powstała Firearms Training Systems (FATS), która dość szybko rozrosła się. Później sam zainteresowany przeniósł się do Europy, konkretnie to do Londynu, gdzie osiadł z żoną i dwójką synów, którym pomagał rozwijać ich pasje.

ZOBACZ TAKŻE
Skurcze w F1. Kiedy omal nie powstrzymały mistrzów świata?

Pragnienie o własnym zespole F1

Po wielu latach przed dużym dylematem stanął Alain Prost. 4-krotny MŚ F1 postanowił odejść ze sportu po sezonie 1993 już na dobre. Przynajmniej jeśli chodzi o rolę kierowcy wyścigowego. Fakt ten wykorzystał McLaren, który przeprosił się z nim i dał mu rolę testera oraz doradcy. Francuz w międzyczasie komentował też wyścigi F1 we francuskiej telewizji. W międzyczasie szukał też nowych wyzwań i tak w jego głowie pojawił się pomysł stworzenia własnego zespołu. W 1997 roku przejął on rodzimego Ligiera i stworzył Prost GP w oparciu o współprace z Peugeotem. Niestety nie było mu dane zdobyć mistrzostwa w roli szefa, a zamiast tego dotknęły go długi. Po przerwie pomagał on jednak Renault w kwestii królowej motorsportu i przy wielu projektach. Oczywiście do czasu, kiedy to na początku 2021 r. ogłoszono jego rozbrat z Enstone, które przeobraziło się w Alpine.

 

Do grona mistrzów, którzy spełniali się po odwieszeniu kasku wyścigowego, można dopisać sir Jackie Stewarta. Szkot angażował się w sprawy bezpieczeństwa w motorsporcie, uczestniczył w wielu kampaniach, dobrze radził sobie w marketingu itd. Ostatecznie postanowił on w podobnym czasie co Prost założył swój zespół F1. Tak też powstał Stewart GP, który to dość szybko zaczął zaskakiwać. Dzięki współpracy z Fordem udawało się wiązać koniec z końcem, ale finalnie szybko stało się jasne, że ekipa długo nie przetrwa. W swoim ostatnim sezonie, 1999, Jacke Stewart doczekał się triumfu w roli szefa/właściciela i spełnił jedno ze swoich marzeń.

ZOBACZ TAKŻE
Peugeot w F1: Zapowiadało się nieźle, a wyszło przeciętnie

Kierowcy F1 na emeryturze. Uzależnienie od ścigania, biznesy i polityka

Inni czempioni, Emerson Fittipaldi i Nigel Mansell, nie wiedzieli kiedy przestać się ścigać. Brazylijczyk i Brytyjczyk przeciągali swoje kariery. Ten drugi nawet 3-krotnie wracał do F1, zanim skupił się na innych aktywnościach. Obaj Panowie osiągali za oceanem (głównie w IndyCar/CART) i rozwijali kariery nie tylko swoje, ale i innych. Mansell po rozbracie z bolidami skupił się na własnym klubie golfowym i na tym polu tez osiągał. Nie mógł jednak długo wytrzymać bez rywalizacji koło w koło i dlatego też ścigał się w brytyjskich turystykach (BTCC), a potem spotkał się z kolegą po fachu w GP Masters, o czym opowiadaliśmy wyżej.

 

Nelson Piquet, czyli 3-krotny MŚ F1 z lat 1981, 1983 i 1987, po rozbracie z królewską kategorią angażował się w projekty BMW. Oprócz tego prowadził różne biznesy. Jeden z nich zajmuje się systemami satelitarnymi. Kolejne dotyczą motorsportu, obsługi torów wyścigowych w Brazylii itd. Sam ma też bogatą kolekcję samochodów. Z innych zawodników z Ameryki Południowej wyróżnić należy Śp. Carlosa Reutemanna. Wicemistrz świata z 1981 r. realizował się w rolnictwie i był gubernatorem Santa Fe w rodzimej Argentynie. 

 

ZOBACZ TAKŻE
Synowie i córki byłych kierowców F1 w motorsporcie. Kto i gdzie startuje w 2022 roku?

Rola menedżera, mentora, komentatora i eksperta

Jeśli chodzi o fińskich MŚ F1, to tutaj role były niemalże „dziedziczne”. Keke Rosberg po zakończeniu kariery w F1 zaangażował się w rolę menedżera i wprowadził do sportu Mikę Hakkinena. Niedługo później jego podopieczny też zaczął spełniać się w tej samej roli, nadzorując karierę Valtteriego Bottasa. Obaj czempioni byli też komentatorami i ekspertami telewizyjnymi. Pierwszy z nich miał jednak też zespół wyścigowy, najpierw powiązany z Oplem. Następnie współpracował też z innymi niemieckimi markami w DTM, a jego ekipa istnieje do dziś. Keke Rosberg nadzorował też karierę swojego syna Nico, który też dołączył do klubu MŚ F1.

 

Karierę telewizyjno-komentatorsko-ekspercką rozwijali także Alan Jones, Rene Arnoux, Patrick Tambay, John Watson. Jonathan Palmer, Jacques Laffite, Martin Brundle, Jochen Mass oraz Marc Surer i Ivan Capelli. W ich ślady poszli też m.in. David Coulthard, Jenson Button, Jolyon Palmer, Damon Hill, Jacques Villeneuve czy Nico Rosberg. Ten ostatni rozwinął też własny kanał w serwisie YouTube, za pośrednictwem którego podejmuje wiele ważnych tematów. Niemiec był też mocno związany z managementem Roberta Kubicy, kiedy ten wrócił do bolidu F1 w 2017 roku, po raz pierwszy od Ronde di Andora 2011. Wszystkie wskazane przez nas przykłady pokazują, że kierowcy F1 na emeryturze mogą być momentami zajęli równie mocno, co w trakcie kariery zawodniczej.

ZOBACZ TAKŻE
Synowie mistrzów świata F1. Dlaczego rzadko się ich wspomina?

5/5 (liczba głosów: 1)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama