Pod górkę, czyli droga Russella do czołówki F1
Przypomnijmy, że mistrz F2 z 2018 roku musiał walczyć o posadę w F1 z niewielkim wsparciem Mercedesa. Williams posiadał ostatni fotel, ale potrzebował sponsorów, aby przetrwać. Russell nie mógł im zbyt wiele zapewnić, ale finalnie prezentacja wykonana w Microsoft PowerPoint oraz rabat na silniki Mercedesa przekonały ekipę z Grove. Niestety potem przyszło mu zderzyć się z rzeczywistością i wraz z Robertem Kubicą nie byli oni w stanie zbyt wiele zdziałać. Ewidentnie toczyła się walka nie o wynik, a o przetrwanie. Wielu długo wypominało Brytyjczykowi GP Niemiec 2019, kiedy to nasz rodak wykorzystał okazję i zapunktował dzięki bezbłędnej jeździe i dyskwalifikacji bolidów Alfy Romeo. W sezonie 2020, 24-latek też nie doczekał się punktów, choć miał kilka szans, które marnował przez błędy.
Sytuacja zaczęła poprawiać się w sezonie 2021. George Russell wykorzystywał okazje, w GP Węgier pomógł Williamsowi podwójnie zapunktować. Natomiast już podczas GP Belgii otarł się o PP i po przerwaniu „rywalizacji” utrzymał 2. lokatę, zdobywając pierwsze podium w karierze. Tym samym już wkupił się do Mercedesa, który postanowił nie zwlekać i przejął Brytyjczyka. W dodatku mieli oni świetny feedback z GP Sakhiru 2020, kiedy to, gdyby nie błędy zespołu, ich wychowanek wygrałby Grand Prix wykorzystując absencje zakażonego Hamiltona. Sezon 2022 okazał się niezły, bowiem do końca kampanii Russell był w grze o Top 3 „generalki” oraz pokonał swojego idola.
Adaptacja do sytuacji
Niestety w porównaniu do Lando Norrisa w McLarenie czy Alexandra Albona w Toro Rosso/Red Bullu start kariery w F1 był dla aktualnego kierowcy Mercedesa znacznie trudniejszy. Jego rywale z F2 walczyli już o duże punkty, podia, potem nawet zwycięstwa, gdy on mógł się tylko przyglądać. Jednak poniekąd trudna sytuacja wiele go nauczyła, pozwoliła więcej rzeczy sprawdzić, kiedy nie był na świeczniku. Dlatego sam zainteresowany starał się nigdy nie czuć frustracji i sam tłumaczył sobie swoje położenie w nadziei na poprawę.
– To był naprawdę wyjątkowy pierwszy rok w Formule 1 – dołączenie do Williamsa, zespołu, który był na krawędzi bankructwa. Ekipa, która w każdy weekend wyścigowy ścigała się o przetrwanie. Nie ścigali się o wyniki, zespół ścigał się o przetrwanie, a stawką było 800 miejsc pracy. Nie było wątpliwości, kiedy pojechałem na pierwszy wyścig w Australii, pomyślałem, że jestem tutaj w Formule 1, spełniłem prawie jedno marzenie. Potem wyjechałem na tor, a my traciliśmy cztery sekundy do tempa [najlepszych – przyp. red.]. Samochód się rozpada, a my jesteśmy okrążeni dwa lub trzy z tyłu. W pewnym sensie myślisz sobie, czy to sen? Ale myślę, że zawsze miałem całkiem racjonalne podejście do rzeczy – wspominał George Russell dla The High Performance Podcast.
– Widok Alexa w Red Bullu zdobywającego miejsca na podium i będącego do pewnego stopnia mężczyzną. A Lando niemal zawsze zdobywający punkty – było to trochę trudne do strawienia. Przecież właśnie wyszedłem z Formuły 2, gdzie ich pokonałem – dodał 24-latek.
Trzeba wykorzystywać okazje
Russell widział w problemach Williamsa pewną szansę dla siebie. Brytyjczyk skupił się na poprawie własnych umiejętności, aby potem móc to wykorzystać po awansie do Srebrnych Strzał.
– Pomyślałem, że chociaż oni kończą na punktach i zdobywają miejsca na podium, nie jestem tutaj, aby zdobywać punkty lub miejsca na podium, jestem tutaj, aby wygrać i chcę wygrać. Mimo że kończyli przede mną, wszyscy razem przechodzimy tę podróż, uczyliśmy się. Byłem częścią Mercedesa i czułem, że mój czas nadejdzie. Myślę więc, że w trudnej sytuacji musisz spróbować spojrzeć na to pozytywnie. Jechałem z tyłu stawki, jakby poza radarem. Popełniłem kilka błędów w tym sezonie, ale niewiele osób to zauważyło, ponieważ światło reflektorów nie było skierowane na mnie. Reflektory były skierowane na facetów z przodu, w równym stopniu na Lando i Alexa. Jeśli kiedykolwiek popełnili błąd, wiedział o tym cały świat, więc widziałem w tym szansę – podkreślił kierowca Mercedesa.
– [Myślałem – przyp. red.], że jestem w Formule 1, jadę do 21 różnych krajów, na 21 różnych wyścigów i torów. To moja okazja, aby nauczyć się i być może spróbować rzeczy, których na przykład Alex i Lando nie mieli okazji, ponieważ światło reflektorów kierowane było na nich w każdy weekend – ocenił.
Obsesja na punkcie rozwoju?
24-latek mógł świętować pierwsze zwycięstwo podczas zeszłorocznego GP Sao Paulo. Trzeba jednak przyznać, że jazda na końcu stawki wiele mu dała. I obecnie to on jest w lepszym położeniu od Lando Norrisa czy Alexandra Albona.
– Nigdy nie chcę patrzeć wstecz i mówić, że sprawy powinny potoczyć się inaczej. Myślę, że każda okazja, każdy rok, czy to dobry, czy zły rok, przyczynia się do twojego rozwoju. I uczyniło mnie tym, kim jestem. Gdybym był w Mercedesie i walczył o zwycięstwa, nie miałbym takich doświadczeń. A prawdopodobnie przeszedłem pod tym względem może więcej niż Alex czy Lando – podkreślił Brytyjczyk.
– Lando jest w McLarenie od pięciu lat. Od pięciu lat walczy o podium lub pole position, podczas gdy ja byłem na każdym etapie i musisz postrzegać to jako przewagę. Nie był na samym końcu stawki. Podobnie nie był na czele stawki w McLarenie. To nie jego wina, Lando jest wyjątkowym kierowcą. muszę też z tego czerpać – zakończył wychowanek Srebrnych Strzał.