Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Dlaczego Red Bull postawił na Pereza? Oto wszystkie powody

Większość fanów Formuły 1 była zaskoczona informacją ze środy, 5 czerwca. Prawie nikt nie spodziewał się, że Red Bull przedłuży kontrakt z Sergio Perezem aż na 2 lata. Meksykanin zaczął wyraźnie odstawać od Maxa Verstappena, co niekorzystnie wpływa na klasyfikację konstruktorów. Mimo to 34-latek może czuć się bezpiecznie, pomimo że na jego fotel przymierzano wielu niezłych kierowców.

Sergio Perez i Christian Horner GP Japonii 2024
Fot. Red Bull Content Pool / Sergio Perez i Christian Horner

Red Bull miał w kim wybierać

Każdy obserwator królowej sportów motorowych chce, aby miejsca w czołowych zespołach zajmowali najlepsi kierowcy. Jest oczywiste, że chciałbyś mieć jak najwięcej konkurencji z przodu. Z punktu widzenia zespołu zazwyczaj chcesz zdobywać jak najwięcej punktów obydwoma samochodami. Punkty w mistrzostwach konstruktorów wiążą się z pokaźnymi nagrodami finansowymi. Mimo wszystko w momencie, gdy dany zespół czuje się pewnie, nie potrzebuje dwóch kierowców, którzy zacięcie walczą. Fakt, że między nimi jest pewna różnica staje się wygodny i poniekąd sprawia, że wewnątrz ekipy nie ma napięć. Mimo wszystko i tak pozostawienie Pereza w Red Bull Racing, kiedy była możliwość sięgnąć po konkurencyjnego Carlosa Sainza czy też Alexandra Albona, który do czasu przedłużenia umowy z Williamsem był wolny.

Konkurencyjni mogliby też być Pierre Gasly, Esteban Ocon, czy chociażby Yuki Tsunoda. Ten ostatni może czuć zawód z powodu braku szansy, kiedy to on sam plasuje się w Top 10 i jako jeden z nielicznych regularnie podgryza rywali z 5 czołowych zespołów.

Oczywiście Czerwone Byki mogły nie być za Sainzem, ponieważ obawiali się zaciętej walki. Już za czasów wspólnych startów w Toro Rosso, Hiszpan i Holender zaciekle walczyli. Sporo mówiło się też o konflikcie na linii Jos Verstappen – Carlos Sainz Sr. Obecnie relacje kierowców są dość dobre i wielokrotnie obaj śmiali się z tego, jak bardzo media wyolbrzymiły ich rzekomy konflikt. Trudno jednak oczekiwać, że nic nigdy nie było na rzeczy, ponieważ z tej dwójki to ten młodszy otrzymał szanse startów w Red Bullu i tym samym dołączył do czołówki. Carlos Sainz potrzebował na to wielu lat, ale jak już mu się udało to zadomowił się w czołówce, jeżdżąc dla McLarena i Ferrari. Ambicje 29-latka to mistrzostwo świata, więc trudno byłoby oczekiwać, że przyjąłby propozycję zawodnika nr 2.

Dwóch byłych kierowców albo Ocon

W przypadku Alexandra Albona kwestia wyjaśniła się już jakiś czas temu wraz z podpisaniem przez niego długoterminowego kontraktu z Williamsem. James Vowles zapowiadał, że postara się zatrzymać Taja i to mu się udało. Wcześniej jednak Red Bull mógł rozważać swojego byłego kierowcę, widząc jak radzi sobie jako lider ekipy z Grove. 28-latek ma już jednak przegrany pojedynek z Maxem Verstappenem w 2020 roku, po którym to zastąpił go właśnie Sergio Perez. Być może sam nie chciał znów wchodzić na teren Holendra. 

Na pewno ochotę na kokpit w Red Bullu miałby Pierre Gasly, który już w 2019 roku miał taką okazję. Od tamtej pory Francuz bardzo rozwinął się jako kierowca, wygrał też po drodze GP Włoch 2020 w barwach AlphaTauri. Od 2023 roku 28-latek zdecydował się na starty w Alpine, co finalnie wiązało się z dużymi nadziejami. Jednakże przez problemy stajni z Enstone, Gasly walczy o przebicie się do środka stawki. Wyjątkiem od reguły był weekend w Monako, kiedy był dziesiąty. Podobnie jest z Estebanem Oconem, który też zawiódł się na swoim zespole oraz po drodze sam nie pomógł sobie sytuacją z Monako, kiedy to był bliski wyeliminowania nie tylko siebie, ale i zespołowego kolegi. Raczej trudno oczekiwać, że z tego grona to drugi z Francuzów miałby mieć łatwiej od tego pierwszego. Mimo wszystko przez obecną formę Alpine, Gasly może nie mieć jak pokazać swojego potencjału.

Nie postawili nawet na swojego

Za to Yuki Tsunoda robił, co mógł, aby zwrócić na siebie uwagę. Japończyk bardzo rozwinął się jako kierowca. Od nerwowego debiutanta, który ma cięty język, do dojrzałego i regularnego kierowcy. Młody samuraj stał się liderem Racing Bulls, a wcześniej AlphaTauri. Red Bull postanowił jednak nie awansować swojego wychowanka. Dlatego też Tsunoda jest łączony z transferem do Astona Martina, który od 2026 roku ma współpracować z Hondą. Jednak to dopiero perspektywa za kilka lat. Obecnie rozważać go mają m.in. Alpine czy Stake/Audi.

ZOBACZ TAKŻE
Dobry start sezonu Yukiego Tsunody. Japończyk zbiera pochwały

Co przemawiało za Checo?

Od 2022 roku Red Bull po idealnym wstrzeleniu się w rewolucyjne regulacje techniczne mógł pozwolić sobie na świetnego Verstappena i solidnego Pereza. Ten drugi miewał spore wahania formy, ale pomimo tego kończył dwie kampanie odpowiednio na 3. i 2. miejscu. Początek sezonu 2024 także zwiastował komfortową przewagę Czerwonych Byków. Okazało się jednak, że Ferrari i McLaren potrafią uprzykrzać im życie oraz wydzierać zwycięstwa. Różnica między Scuderią a Red Bullem w klasyfikacji konstruktorów wynosi jedynie 24 punkty. Różnica jest tutaj taka, że Ferrari posiada dwóch kierowców na równie wysokim poziomie, a w stajni z Milton Keynes sam Verstappen może nie wystarczyć.

Austriacki zespół postawił jednak na stabilność po to, aby zaspokoić potrzeby swojego lidera. Max Verstappen miał być na świeczniku Toto Wolffa i Mercedesa. Mimo że ekipa z Brackley odstaje, to sytuacja w Red Bullu dot. Hornera czy odejścia Neweya mogą nie napawać optymizmem, co mogłoby skłonić do zmiany pracodawcy. Umowa aktualnie 3-krotnego mistrza świata F1 pozwala na dość dużo, mimo że obowiązuje do 2028 roku. Wydaje się jednak, że Verstappen nie zamierza odejść, dopóki posiada konkurencyjny samochód. Zespołowy kolega pokroju Carlosa Sainza mógłby sporo namieszać i z tego powodu zespół nie chciał ryzykować.

Ponadto Checo może cieszyć się sporym wsparciem z Meksyku. Od początku jego kariery zaangażowane są jego rodzime firmy tj. Claro, Telmex. Większość podlega meksykańskiemu miliarderowi, Carlosowi Slimowi Helu. Najprawdopodobniej Red Bull nie był w stanie ściągnąć kierowcy, który wypełniłby lukę sponsorską po wspomnianych partnerach. Perez przeważnie broni się wynikami, poprawiając się w wyścigach nawet wtedy, kiedy nie idzie przez cały weekend. To też mógł być jeden z argumentów przemawiających za. 

Osiągi zeszły na drugi plan

Niestety osiągi Meksykanina na tle Verstappena są słabe. Na pojedynczym okrążeniu dzieli ich średnio 0,642 s. Większa różnica jest jedynie w Williamsie przy Alexandrze Albonie i Loganie Sargeantcie, gdzie jest 0,914 s. Przykładowo najbliżej siebie są duety Alpine (0,051 s), McLarena (0,087) czy Mercedesa (0,190). W Ferrari rzekomo różnica wynosi 0,351 s, co nie do końca widać. W Astonie Martinie Fernando Alonso miałby być przeważnie lepszy od Lance’a Strolla tylko o 0,233 s, co też nie do końca jest prawda, bo często dzieli ich większa luka. Mimo takich danych, Red Bull niespecjalnie się przejmuje, ponieważ zawsze mogą budować legendę wokół niepokonanego Maxa Verstappena.

Czerwone Byki ewidentnie nie stawiają na to, co widać gołym okiem. Inaczej mieliby zagwostkę, kiedy to w 2021 roku Checo był w tyle o 0,7%, w 2022 roku o 0,545%, a w zeszłym roku aż o 0,761%. To dość sporo, a w tegorocznej kampanii może być gorzej. Dlatego aż dwuletni kontrakt zamiast klasycznego 1+1 tak bardzo wszystkich zaskoczył. Na torze Imola Perez radził sobie bardzo kiepsko, a w Monako zepsuł kwalifikacje, a w wyścigu padł ofiarą Kevina Magnussena. Należałoby oczekiwać, że stajnia z Milton Keyens poczeka na lepszy czas dla Sergio Pereza i wtedy, mając uzasadnienie, ogłosi decyzję ws. drugiego zawodnika. Stało się inaczej, co też odbiera nam możliwość dywagowania nad składem austriackiej ekipy. Oczywiście, gdyby nagle np. Verstappen poszedł do Mercedesa, a Perez zaliczył kilka fatalnych weekendów, to znów dywagacje ożywią się na nowo.

2024: Tytuł dla Red Bullla wcale nie taki pewny

Wiele osób zadaje sobie pytanie: czy Red Bull obroni się w „konstruktorce”? Odkąd na jaw wyszły problemy z ciasnymi torami lub w ogóle obiektami klasycznymi i zachowaniu RB20 na krawężnikach, wydawać może się, że inicjatywę przejmą Ferrari i McLaren. Czas pokaże, czy przy gorszej formie Sergio Pereza, uda się wywalczyć kolejne mistrzowskie laury.

ZOBACZ TAKŻE
Kto zajmie miejsce Ocona w Alpine? Oto najbardziej prawdopodobne opcje

Reklama