Stara amerykańska szkoła - motohigh.pl
Nasze social media

Samochody

Stara amerykańska szkoła

Często wracamy myślami do ubiegłego wieku, kiedy to zdaniem wielu z nas auta były lepsze niż obecnie. Postanowiliśmy to sprawdzić na przykładzie Chryslera Intrepida.

Opublikowano

w dniu

Fot. Paweł Bartocha / Chrysler Interpid

Kim jest ów reprezentant? Otóż chodzi tu o Chryslera Intrepida. Model ten produkowano w latach 1993-97. Egzemplarz na zdjęciach pochodzi z 1996 r. Występował też jako Dodge Intrepid. Gdy oglądamy samochód z zewnątrz, uwagę zwracają jego pokaźne wymiary, z długą, opadającą maską oraz dużą klapą bagażnika. Wystarczy porównać go z pierwszym lepszym autem na parkingu, żeby przekonać się, że to wielka „krowa”. Intrepid występował tylko jako 4-drzwiowy sedan. Pomimo długości 512 cm samochód ma ładne proporcje, ponieważ jest niski i szeroki – mierzy odpowiednio 189 cm szerokości i zaledwie 143 cm wysokości.

Dzięki temu oraz lakierowanym na błyszczący czarny kolor słupkom i lusterkom samochód prezentuje się okazale. Jego rozmiary najbardziej dają się we znaki podczas parkowania. Zajęcie miejsca na ciasnym parkingu w mieście wymaga wiele gimnastyki. Poza tym układ kierowniczy działa mało precyzyjnie, ale taki już urok pojazdów amerykańskich.

Należy również pamiętać o niewielkich reflektorach głównych, które dają słaby snop światła, co utrudnia jazdę po zmroku. Sam fakt, że nawet światła drogowe w Intrepidzie są słabsze niż stosowane we współczesnych autach zwykłe mijania oparte na halogenach. Poczciwego, amerykańskiego „kanapowca” należy jednak pochwalić za dobre oświetlenie tyłu nadwozia. Zastosowano tam blendę świetlną, która biegnie przez całą szerokość nadwozia i przypomina tą stosowaną m.in. w przedliftingowym Dodge’u Challengerze. Co prawda nie świeci ona na całej długości, jednak mimo to pojazd jest dobrze widoczny dla jadących za nim kierowców.

Teraz parę słów o wnętrzu. Pierwsze, co rzuca się w oczy po zajęciu pozycji za kierownicą, to duża ilość miejsca w każdym kierunku. I to zarówno z przodu, jak i na tylnej kanapie, której wygodę ogranicza jedynie brak zagłówków. Tak wielka ilość miejsca to efekt dużego rozstawu osi, wynoszącego aż 287 cm. Przestrzeni starczy nawet dla pięciu dorosłych pasażerów. Nawet na środkowym miejscu z tyłu jest wygodnie, gdyż kabina jest szeroka, a tunel środkowy niski, co jest efektem zastosowania napędu na przednią oś.

Materiały użyte do wykończenia wnętrza są iście „amerykańskie”. Jedynie góra deski rozdzielczej jest miękka. Poza tym dużo tu twardych, trzeszczących plastików, które na dodatek są słabo spasowane. Sam projekt wnętrza trąci trochę myszką, zwłaszcza w porównaniu do następcy, czyli modelu 300M. Jednak wyposażenie było dosyć bogate jak na tamte czasy. Samochód wyposażono w dwie poduszki powietrzne, elektryczną regulację fotela kierowcy, alarm, centralny zamek, elektrycznie ustawiane szyby, a nawet tempomat. Poza tym wszystkie 4 szyby są sterowane elektrycznie, a pasażerowie z tyłu mają własne nawiewy od klimatyzacji.

Nie można zapomnieć również o przepastnym bagażniku, który na dodatek ma regularne kształty. Producent podaje pojemność 473 litrów, jednak w rzeczywistości wygląda on na większy, a na dodatek mieści pod spodem koło dojazdowe. Szkoda tylko, że jego wykorzystanie utrudniają wielkie, wnikające do środka zawiasy. Przewiezienie dłuższych przedmiotów również nie jest możliwe, gdyż auto nie posiada składanej kanapy. Ale nie po to przecież było tworzone.

Otóż celem Intrepida jest zapewnienie jak największego komfortu podróżowania. I trzeba przyznać, że z tego zadania wywiązuje się znakomicie, pomimo 17-calowych felg. Jego miękkie, bujające zawieszenie sprawnie niweluje wszelkie niedoskonałości na jezdni. Mamy wrażenie, że płyniemy nad drogą. Jadąc z kompletem pasażerów należy jednak uważać na progi zwalniające, gdyż wtedy autem mocno buja, przez co można przytrzeć miską olejową, pomimo dosyć dużego prześwitu.

Niestety taka charakterystyka zawieszenia uniemożliwia sprawne pokonywanie zakrętów. Intrepid mocno się wtedy przechyla i jest niestabilny. Coś za coś. Poza tym z systemów bezpieczeństwa posiada tylko ABS, który jednak przydaje się przy gwałtownym hamowaniu. A propo hamulców one również są słabe. Z przodu zamontowano tarcze, ale z tyłu są obecnie już niestosowane bębny, które gorzej hamują niż tarczowe. Droga hamowania ze 100 km/h na pewno wynosi grubo ponad 40 m.

Do charakteru Intrepida doskonale pasuje zamontowana pod jego maską jednostka napędowa o pojemności 3.3 litra, znana m.in. z Grand Voyagera. Silnik wytwarza 163 KM i 245 Nm maksymalnego momentu obrotowego, dostępnego od 3200 obr./min. Jak przystało na duży, wolnossący motor, rozwija on moc liniowo. Mimo niewielkiej mocy auto sprawnie przyspiesza i ci traci tchu do ok. 120 km/h. Potem jego temperament słabnie, co jest też zasługą wolnej, aczkolwiek płynnie działającej 4-biegowej skrzyni automatycznej. Należy zaznaczyć, że nawet przy wysokich prędkościach silnik pracuje na niskich obrotach. Przy 160 km/h obrotomierz pokazuje zaledwie 3200 obr/min.

Prędkość maksymalna wynosi według producenta 200 km/h, aczkolwiek w opisywanym egzemplarzu odcięcie zapłonu ustawiono już przy 180 km/h. Z drugiej strony to nie jest auto do szybkiej jazdy, choć odczucia podczas przyspieszania od 0-100 km/h są lepsze niż podawane przez Chryslera 10,6 s. Dodam, że Intrepidem można nawet ruszyć z miejsca z piskiem opon. Jednak szkoda skrzyni, która nie przepada za ostrą jazdą.

W porównaniu do W124 i 300M to właśnie opisywany Intrepid wydaje się być najbardziej narowisty. Poza tym jego jednostka V6 rasowo brzmi. Oczywiście nie oznacza to, że w kabinie jest głośno. Jeszcze kilka słów o spalaniu. Producent podaje średnie spalanie na poziomie 10,6 litra na 100 km. W rzeczywistości auto pali ok. 11 l. Takie dane powinni podawać obecnie wszystkie koncerny, a nie zaniżać o 40%, i tym samym robić idiotów z kupujących nowe auta.

W trasie samochód pali ok. 10 l, a w mieście ok. 12 l. Oczywiście ostra jazda podnosi te wyniki. Przy baku o pojemności 68 litrów daje to całkiem niezły zasięg ponad 600 km. Nie są to duże wartości jak na tak duże auto z automatem i silnikiem V6. A mówią, że „amerykańce” palą bardzo dużo paliwa. Jak kogoś te liczby, tak czy tak, odstraszają, zawsze może założyć instalację LPG.

Chrysler Intrepid jest oryginalną, bardzo komfortową limuzyną, która w razie potrzeby potrafi pokazać pazura, a przy tym godnie się prezentuje. Jednocześnie nie drenuje aż tak bardzo portfela. Poza tym części do niego są relatywnie tanie. Samochód wyróżnia również prostota konstrukcji. Jest to prawdziwy przedstawiciel starej amerykańskiej szkoły tworzenia samochodów. Idealnie sprawdza się w roli krążownika szos.

Reklama

Facebook

Reklama
Reklama