Robert N. "Frog" ponownie zatrzymany? - motohigh.pl
Nasze social media

Absurdy

Robert N. “Frog” ponownie zatrzymany?

Popularny w polskim Internecie “Frog” został ponownie zatrzymany na ulicach Warszawy w dniu wczorajszym! Tak rzecze Polska Policja..

Opublikowano

w dniu

Robert N. "Frog"
Fot. Tomasz Radzik

Doniesienia pojawiły się na profilu Polskiej Policji na twitterze. Pomimo odebrania uprawnień kierowcy i nałożeniu na niego kar, być może “Frog” postanowił wsiąść ponownie za kółko. 

Jako redakcja nikogo nie oceniamy, ponieważ jakiś czas temu posądzono tego Pana o kierowanie BMW M3, a rzeczywistość okazała się trochę inna.

Czy “Frog” zdecydowałby się na kierowanie pojazdem po drodze publicznej bez ważnych uprawnień? Chętnie poznamy Wasze zdanie!

Absurdy

Niby inne, a jednak podobne

Żyjemy w czasach, kiedy mamy dostęp do wielu samochodów i do najnowszych technologii, umożliwiających stylistom i konstruktorom puścić wodze fantazji. Mimo to coraz częściej auta różnych marek upodobniają się do siebie.

Paweł Bartocha

Opublikowano

w dniu

Fot. Citroen / Citroen C3 Aircross

Co rusz słyszymy od poszczególnych firm wytwarzających samochody o jakieś rewolucji stylistycznej. Celem każdego producenta jest zwrócenie uwagi klientów na swój produkt i przekonanie klientów do jego zakupu. Dotyczy to nie tylko branży motoryzacyjnej, ale każdej dziedziny związanej z handlem. Najlepszym sposobem na to jest oferowanie ładnie wyglądającego i przyciągającego wzrok auta.

Samochody kupuje się oczami

Ułatwiają to obecnie dostępne nowoczesne technologie, takie jak m.in. LED-owe oświetlenie, umożliwiające swobodniejsze kształtowanie kloszy reflektorów, a także nowatorskie techniki kształtowania blach i cięcia poszczególnych materiałów za pomocą lasera. Warto też wspomnieć o coraz powszechniejszym zastosowaniu elementów wykonanych z aluminium czy włókna węglowego.

Fot. netcarshow.com / Mini Cooper S

Producenci z przyczyn marketingowych chwalą się na każdym kroku wyszukanym designem oferowanych przez siebie samochodów. Często słyszymy słowa, że dany pojazd jest najładniejszym modelem w klasie, a jego stylistyka jest wyjątkowa i nie do podrobienia. Wprawne oko łatwo dostrzeże jednak inspirację modelami innych marek. I nie chodzi tu o firmy należące do jednego koncernu, jak np. Volkswagen i Skoda, ale o zupełnie różnych, nie związanych ze sobą producentów.

Przykłady można mnożyć

Przykładem takiej inspiracji jest Toyota RAV4, której najnowsze wcielenie zaprezentowano kilka dni temu na targach w Nowym Jorku, o którym pisaliśmy niedawno. Na pierwszy rzut oka auto wygląda bardzo dynamicznie i ciekawie, a jego design znacząco różni się od poprzednika. Jednak inspiracje innymi SUV-ami są widoczne gołym okiem.

Fot. netcarshow.com / Ford Edge

Fot. netcarshow.com / Toyota RAV4

 

 

 

 

 

 

 

Tył nadwozia nowej RAV4 wygląda bardzo podobnie, co w Volkswagenie Tiguanie. Z kolei przód i linia boczna przypominają Forda Edge w wersji sprzed liftingu. Choć efekt nie wygląda zle, to można odnieść wrażenie, że Japończykom zabrakło nieco własnej weny przy projektowaniu swojego popularnego SUV-a. Dobrze chociaż, że wnętrze przypomina inne najnowsze Toyoty, takie, jak C-HR czy Auris III.

Warto też wspomnieć o nowej Dacii Duster, której tylne lampy do złudzenia przypominają te występujące w Jeepie Renegade. Niby drobny szczegół, ale jednak. Cała reszta pojazdu to już typowa, kanciasta Dacia.

Fot. netcarshow.com / Dacia Duster

Fot. netcarshow.com / Jeep Renegade

 

 

 

 

 

 

 

Innym przykładem jest Kia Optima. Koreańska przedstawicielka segmentu B ma dosyć ładne, zgrabne nadwozie, skrywające wnętrze do złudzenia przypominające Mazdę 6 sprzed liftingu. Co prawda  nie wygląda ono źle, ale zawsze lepiej jest móc się pochwalić autorskim projektem.

Fot. netcarshow.com

Fot. netcarshow.com / Mazda 6

 

 

 

 

 

 

 

Ostatnio zdziwił mnie także wygląd poliftingowego Forda Mustanga, a dokładniej jego przedniego pasa. Otóż przypomina on inną, aczkolwiek mniej prestiżową ikonę auta sportowego, jaką jest Mazda MX-5. Amerykański klasyk nawiązuje do japońskiego roadstera kształtem przednich lamp.

Fot. netcarshow.com / Ford Mustang GT

Fot. netcarshow.com / Mazda MX-5

Niekiedy całkiem abstrakcyjne

Najgorszym przykładem wzorowania się na autach innych marek, z jakim się ostatnio spotkałem, jest Mitsubishi Eclipse Cross. Pomijając nazwę tego modelu, który jest teraz … SUV-em oraz jego dziwaczną linię boczną, najbrzydszy w nim jest tył nadwozia. Przywodzi on na myśl Pontiaca Azteca, który był tak „piękny”, że nazywany jest przez niektórych „amerykańską Multiplą”.

Fot. netcarshow.com / Mitshubishi Eclipse Cross

Fot. netcarshow.com / Pontiac Aztek

 

 

 

 

 

 

 

 

Warto też przytoczyć przykład Volkswagena Passata B6. Jego tylne lampy przypominają sportową ikonę, jaką jest Nissan GT-R oraz należące do Volkswagena hipersportowe Bugatti Veyrona.

Fot. netcarshow.com / Nissan GT-R

Fot. netcarshow.com / Volkswagen Passat B6

 

 

 

 

 

 

 

Niekiedy jednak inspiracja innym modelem wychodzi producentom, zwłaszcza tym mniej prestiżowym, na dobre, czego przykładem jest Kia Stinger. W stylistyce tylnej części nadwozia koreańskiego GT widać wyraźne podobieństwo do popularnego w USA Dodge’a Chargera. I choć Stinger jako całość wygląda świetnie, to właśnie tylna część nadwozia najbardziej rzuca się w oczy.

Fot. netcarshow.com / Kia Stinger

Fot. netcarshow.com / Dodge Charger

 

 

 

 

 

 

 

Nie brakuje też marek, które mają swój charakterystyczny język stylistyczny, dzięki czemu oferowanych przez nie pojazdów nie da się pomylić z żadnym innym producentem. Przykładami takich firm są m.in. mocno nawiązujące do tradycji Mini, awangardowy Citroen oraz Mazda, której charakterystyczna i unikalna stylistyka KODO powiązania jest ściśle z japońską filozofią.

Dużo ładnych aut, ale mało tych wyjątkowych

Podsumowując, współczesne samochody potrafią mieć bardzo wyszukany design, idący w parze z najnowocześniejszymi osiągnięciami z zakresu techniki. Producenci dwoją się i troją, aby stworzyć jak najładniejsze auto w segmencie. Mimo tych usilnych starań i zapewnień o podążaniu własnym językiem stylistycznym, często zdarza im się kopiować nawzajem swoje pomysły. Skutki tego bywają różne. Na szczęście są jeszcze marki, które potrafią się dodatkowo wyróżnić spośród gąszczu ładnych aut. I taka właśnie jest pointa tego tekstu. A mówi ona, że obecnie jest bardzo dużo ładnych aut, ale mało z nich potrafi się wybić się z tłumu.

Podobał Ci się ten artykuł? Polub nas na , aby być z naszymi newsami na bieżąco!

Kontynuuj czytanie

Absurdy

Tesla-rewolucja w motoryzacji czy zwykła utopia

Amerykańska marka wzbudza wiele kontrowersji. Z jednej strony mamy szumne zapowiedzi dotyczące nowych modeli, a z drugiej problemy z ich realizacją oraz finansami. Jak tak naprawdę wygląda sytuacja Tesli?

Paweł Bartocha

Opublikowano

w dniu

netcarshow.com

Pomimo stosunkowo krótkiej historii firma może pochwalić się dosyć bogatą historią. Założone w 2003 r. przedsiębiorstwo ma swoją siedzibę w Kalifornii i specjalizuje się w produkcji aut elektrycznych. Pierwszym z nich był model Roadster z lat 2008-2012, bazujący na Lotusie Elise.

Kolejne dziecko Tesli to liftback klasy średniej wyższej o nazwie Model S. Na jego bazie powstał crossover – Model X, którego premiera odbyła się w 2015 r. W 2016 r. zaprezentowano liftbacka klasy średniej, oznaczonego jako Model 3. Szefem amerykańskiej marki jest charyzmatyczny biznesmen – Elon Musk. Tyle słowem wstępu.

Fot. netcarshow.com / Tesla Model S

Co jakiś czas o marce robi się głośno w branży motoryzacyjnej. I to zarówno w sensie pozytywnym, jak i negatywnym. Raz słyszymy o ambitnych planach Muska, a innym razem o spektakularnych wpadkach. W każdym bądź razie Tesla należy do jednej z najbardziej medialnych marek samochodowych.

Skąd się to wzięło? Wszystko zaczęło się w 2012 r, kiedy rozpoczęto produkcję Modelu S, który był pierwszym samodzielnym autem tej firmy. Wcześniej marka była mało znana. Jednak to właśnie jej przedstawiciel segmentu E okazał się być rewolucją, nie tylko dla amerykańskiego przedsiębiorstwa, ale również dla całej branży motoryzacyjnej.

Wykonany w całości z aluminium elektryczny liftback oferował znakomite osiągi, był przestronny oraz miał stosunkowo duży zasięg. Poza tym był i nadal jest bardzo futurystyczny, zwłaszcza w środku, gdzie deska rozdzielcza w zasadzie składa się z pojedynczego, ogromnego ekranu o przekątnej 17 cali. Najmocniejsze warianty Modelu S przyspieszają od 0 do 100 km/h w niecałe 3 s. Jednocześnie mają ponad 400 km zasięgu.

Fot. netcarshow.com / Tesla Model S

Wraz z ukazaniem się Modelu X w 2015 r. o Tesli ponownie zrobiło się głośno. Media wręcz zachwycały się nad tym crossoverem, podobnie jak miało to miejsce 3 lata wcześniej w przypadku Modelu S. Zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz auto przypomina swojego starszego brata.

Najmocniejsza wersja amerykańskiego crossovera rozwija ponad 700 KM i osiąga pierwsze 100 km/h w zaledwie 3,2 s. Wrażenie robiły nagrania w sieci, w których ważące 2,5 tony elektryczne auto wygrywało wyścig na 1/4 mili z samochodami sportowymi, takimi jak np. Dodge Challenger Hellcat. Oryginalnym pomysłem są również unoszone do góry i „łamane” drzwi tylne, wzorem z Mercedesa 300 SL.

Fot. netcarshow.com / Tesla Model X

Kontrowersje w tych autach wzbudzają systemy autonomicznej jazdy, w tym autopilot. W 2016 r. miał miejsce śmiertelny wypadek z udziałem Modelu S. Jego kierowca korzystał z autopilota. Okazało się, że ani siedzący za kierownicą pojazdu, ani autopilot, nie wykryli zagrożenia ze strony ciężarówki.

Wówczas cały świat obiegła wieść, że system autopilota jest niedopracowany i niebezpieczny. Jednocześnie spadły akcje Tesli na rynku. Elon Musk tłumaczył się, że zawinił kierowca, ale nie wszyscy chcieli w to uwierzyć, tym bardziej, że przed tym incydentem cały czas chwalił się tym systemem i wysokim stopniem bezpieczeństwa samochodów w niego wyposażonych.

Ceniąca się jak marka premium Tesla nie imponuje jakością wykończenia. O ile materiały wykończeniowe można uznać za wysokiej klasy, o tyle ich spasowanie już nie. Powiem więcej, jest ono gorsze niż wielu uboższych, tzw. popularnych markach.

Widać to szczególnie po modelach S i X, gdzie, wykonana ze skóry i alcantary, górna część deski rozdzielczej jest tak źle spasowana, że wystarczy ją lekko poruszać, żeby powstała szpara na grubość palca wskazującego między górą kokpitu a tanią imitacją drewna. Sam miałem okazję oglądać Model X i potwierdzam to, co mówił Kickster w jednym ze swoich filmów odnośnie jakości Tesli.

Fot. netcarshow.com / Tesla Model X – wnętrze

Do najbardziej kontrowersyjnej sytuacji doszło niedawno, wraz z premierą podstawowego pojazdu w gamie, czyli Modelu 3. Miał on kosztować od 35 000 dolarów i mieć zasięg na poziomie co najmniej 350 km lub 500 km w wersji Long Range. Słabsza odmiana rozpędza się od 0 do 100 km w 5,6, a mocniejsza w 5,1 s.

Już podczas prezentacji auta w 2016 . Tesla zebrała aż 500 000 zamówień na ten model. Każdy z chętnych wpłacił wtedy po 1000 dolarów zaliczki. Wybudowano specjalną, nowoczesną fabrykę Gigafactory, gdzie samochód miał być wytwarzany.

Produkcja bazowej Tesli rozpoczęła się w lipcu 2017 r. Szybko okazało się jednak że firma Elona Muska ma problem z realizacją zamówień. Do września planowano stworzyć 1500 egzemplarzy. Rzeczywistość szybko zweryfikowała ambicje charyzmatycznego biznesmena. W ciągu III kwartału zbudowano zaledwie 260 sztuk. Tesla zwyczajnie nie nadąża z produkcją, co odbija się negatywnie na jakości Modelu 3.

Fot. netcarshow.com / Tesla Model 3

Świadczą o tym negatywne opinie użytkowników, choć oczywiście nie brakuje też zachwytów nad jej nowoczesną i zaawansowaną techniką. Wracając do zamówień. Akcje marki znowu spadły, a inwestorzy nabrali nieufności wobec niej. Doszło wręcz do tak kuriozalnych sytuacji, że potencjalni nabywcy sprzedawali innym miejsca w kolejce po Model 3. Przypomina to trochę czasy PRL-u.

Póki co z samochodu, który według zapowiedzi miał zelektryfikować motoryzację, wyszedł niejako eksperyment, który może się powiedzie, a może nie. Jednocześnie warto zaznaczyć, że Tesla jest jedną z najbardziej zadłużonych marek samochodowych i póki co przynosi duże straty, a utrzymuje się jedynie z pieniędzy inwestorów.

Niepowodzenia związane z bazowym modelem nie zniechęciły Muska do snucia dalszych planów i prezentowania ich mediom. Tydzień temu zaprezentował długo zapowiadaną ciężarówkę o nazwie Semi, będącą wizją przyszłości transportu drogowego.

Fot. Tesla.com / Tesla Semi

Elektryczny ciągnik siodłowy miałby mieć blisko 800 km zasięgu i przyspieszać bez naczepy w zaledwie 5 s do setki. Trwałość auta wyliczona jest na milion mil. Na pokładzie nie zabrakło oczywiście autopilota.

Pojazd wyróżnia się opływową, futurystyczną stylistyką oraz minimalistyczną kabiną z centralnie umieszczonym fotelem kierowcy. Przy jej bokach umieszczono dwa duże ekrany. Ciężarówkę można już zamawiać, wpłacając 5000 dolarów zaliczki, mimo że pojazd ukaże się nie prędzej niż w 2019 r. Czyżby miałaby powtórzyć się sytuacja z premiery Modelu 3?

Wraz z ciężarówką Semi Elon Musk zaprezentował również następcę Roadstera. Ma on być najszybszym produkcyjnym autem na świecie. Pierwsze 100 km/h osiągać ma w zaledwie 1,9 s, a 160 km/h w 4,2 s. Szef Tesli nie podał jeszcze mocy pojazdu, ale wiadomo już, że moment obrotowy wyniesie aż 10 000 Nm !

Fot. netcarshow.com / Tesla Roadster

Prędkość maksymalna będzie oscylować w granicach 402 km/h. Akumulatory będą miały 250 kWh pojemności, a zasięg przy przepisowej jeździe autostradowej wyniesie nawet 1000 km. Nowy Roadster ma kosztować od 200 000 dolarów i zadebiutować ma w 2020 r. Brzmi to bardziej jak utopia niż realna zapowiedź samochodu. Pożyjemy, zobaczymy.

Podsumowując, Tesla z pewnością jest marką, którą należy znać. Każdy fan motoryzacji i nowinek technicznych powinien też kojarzyć Elona Muska. Można podziwiać jego charyzmę, ambicję i odwagę. Bez wątpienia Tesla przeciera nowe szlaki i staje się wyznacznikiem dla innych producentów w kwestii aut elektrycznych. Samochody tej marki robią wrażenie.

Jednocześnie jest to firma, której często zdarzają się dosyć poważne potknięcia. Mimo pięknych wizji, snutych przez Muska , działania Tesli przypominają bardziej swego rodzaju utopię niż rozsądne zdobywanie rynku. Dlatego uważam, że Tesla – choć stanowi zapowiedź przyszłości – to za szybko próbuję ją realizować, co się często mści na niej. Mimo wszystko jednak życzę tej marce powodzenia. Grunt to zachować rozsądek.

Kontynuuj czytanie

Absurdy

Fenomen Renault Captura i innych SUV-ów

Po zaledwie czterech latach od debiutu na francuskiego crossovera zdecydowało się okrągłe milion nabywców. Auto jest najpopularniejszym pojazdem tego typu w Europie i doskonale obrazuje nieustającą modę na SUV-y.

Paweł Bartocha

Opublikowano

w dniu

netcarshow.com

Samochód zadebiutował w 2013 r. jako miejski SUV na bazie Clio. Docelowo miał zastąpić miejskiego vana Modusa. Captur oferowany jest z dwoma silnikami benzynowymi z turbo o pojemnościach 0.9 l i 1.2 l oraz dobrze znaną jednostką wysokoprężną 1.5 dCi o dwóch wariantach mocy. Auto nie powala mocą i osiągami, gdyż zamontowane pod jego maską motory rozwijają od 90 do 120 KM.

Pomimo tego crossover z Francji odniósł wielki sukces, o czym świadczą statystyki sprzedaży przytoczone przez IBRM Samar. W końcu milion sprzedanych egzemplarzy w ciągu zaledwie 4 lat to nie lada wyczyn. Oznacza to średnio 250 000 sztuk rocznie, a to blisko 2/3 całkowitej sprzedaży nowych aut w Polsce w 2016r. ! Co prawda na Captury w naszym kraju zdecydowało się 3452 klientów, to jednak należy to uznać za dobry wynik, tym bardziej że model ten był trzecim najpopularniejszym pojazdem tej marki w Polsce.

Fot. netcarshow.com / Renault Captur

Skąd się wzięła tak duża popularność tego auta? Z atrakcyjnego wyglądu, dużych możliwości personalizacji nadwozia i wnętrza oraz wygodnej pozycji za kierownicą. Nabywcom nie przeszkadzają słabe silniki oraz brak napędu 4×4 ( nawet w opcji ) oraz stosunkowo wysokie ceny zakupu. Nie można zapomnieć również o wszechobecnej modzie na SUV-y i crossovery. Należy zaznaczyć, że produkowane w hiszpańskim Valladolid auto jest modelem globalnym – występuje w aż 72 krajach na 5 kontynentach.

W 2017 r. Renault przedstawiło swojego bestsellera po kuracji odmładzającej. Miała ona charakter kosmetyczny. Poza niewielkimi zmianami w wyglądzie dodano nową, ekskluzywną wersję Initiale Paris. Zmiany te dodatkowo wpłynęły na bardzo dobre statystyki sprzedaży Captura. Pozostaje tylko pogratulować Francuzom i życzyć im kolejnego miliona nabywców.

Jednakże przypadek Renault Captura nie jest odosobniony. W dzisiejszych czasach praktycznie wszystkie SUV-y i crossovery odnoszą mniejszy bądź większy sukces. Wystarczy tu podać chociażby Nissana Qashqaia czy Kię Sportage, która to zmieniła całkowicie nastawienie Europejczyków do aut z Korei. Także najnowszy Peugeot 3008 również sprzedaje się świetnie, pomimo bardzo wysokiej ceny i braku napędu 4×4.

Obecnie SUV-y stanowią wolumen sprzedaży większości producentów. Firma bez SUV-a jest z góry skazana na porażkę. Choć wprowadzanie tego typu pojazdów do gam ekskluzywnych marek wywołuje nieraz spore kontrowersje, to koniec końców auta te okazują się bestsellerami i źródłem pieniędzy, potrzebnych do opracowywania bardziej niszowych i emocjonujących modeli.

Przykładem takiej marki jest Porsche, które już w 2002 r. wprowadziło do oferty SUV-a Cayenne, który szybko stał się najchętniej kupowanym samochodem tej marki. Podobnie postąpiły Bentley i Maserati, a w najbliższych latach dołączą do nich Lamborghini, a nawet Ferrari. Niektóre firmy, jak np. Mercedes czy BMW, oferują nawet po kilka SUV-ów w ofercie.

Bentley Bentayga V8 (2018) - picture 3 of 10 - Front Angle - image resolution: 1024x768

Fot. netcarshow.com / Bentley Bentayga

Klientom tak bardzo spodobały się tego typu auta, że teraz producenci wprowadzają „uterenowiony” wygląd nawet do zwykłych modeli, takich, jak Hyundai i20 czy Skoda Octavia. Nawet niegdyś popularne vany zaczęły przypominać crossovery, czego przykładem jest Renault Espace. 

Wszystko, co kojarzy się z dzielnością w terenie, jest w cenie. Wcale nie oznacza to, że takie samochody są dzielne w terenie. Tak naprawdę do prawdziwych terenówek im daleko. Jednak dzięki tej modzie koncerny mogą sprzedawać swoje produkty po zawyżonej cenie w stosunku do ich faktycznej wartości.

Nissan Qashqai (2018) - picture 1 of 108 - Front Angle - image resolution: 1024x768

Fot. netcarshow.com / Nissan Qashqai

Dlatego pamiętajmy, że nie zawsze warto ulegać wszechobecnym trendom, gdyż wtedy stajemy się doskonałym źródłem pieniędzy dla producentów. Nieraz lepiej wybrać samochód z tradycyjnym nadwoziem, czyli np. sedana lub hatchbacka niż przepłacać za SUV-a.

Kontynuuj czytanie

Absurdy

Cenowe szaleństwo

Producenci w ostatnich latach zaczęli coraz bardziej nastawiać się na jak największy zysk przy sprzedaży auta. Szczególnie dotyczy to modnych ostatnio SUV-ów. Taka polityka prowadzi niejednokrotnie do kuriozalnych sytuacji.

Paweł Bartocha

Opublikowano

w dniu

netcarshow.com

Wielu z nas, widząc reklamy nowych samochodów, wpada w zdumienie, że tak ładny i dobrze wyposażony pojazd można kupić za tak niską cenę. Pędzimy wtedy do salonów, oglądamy modele ekspozycyjne, które są bogato wyposażone, a następnie siadamy ze sprzedawcą przy biurku i konfigurujemy nasz wymarzony samochód. I tu zaczynają się schody. Rzeczywistość okazuje się bardziej brutalna niż nam się wydaje. W czym tkwi haczyk?

Cała tajemnica tkwi w kilku, ledwo dostrzegalnych zdaniach pod reklamą danego modelu. Jest tam napisane, że prezentowana wersja różni się od bazowej. Jedynie podana cena dotyczy odmiany podstawowej. Zazwyczaj, albo nie zwracamy na ten napis uwagi, albo nie zdążymy go przeczytać.

Fot. Skoda.pl / Skoda Fabia FL

Często mówimy sobie, że wystarczy nam bazowa wersja. Nie chcemy teoretycznie zbędnych rzeczy typu ekran head-up, podgrzewanie foteli czy systemy wspomagające jazdę bądź parkowanie. W zamian za to wolimy jakiś mocniejszy silnik. Jednak sprzedawcy nakłaniają nas do wybrania pewnych tzw. „niezbędnych” opcji.

Początkowo ich nie chcemy, lecz po chwili namysłu stwierdzamy, że przynajmniej kilka z nich trzeba wziąć. Bo jak wziąć nowe auto np. bez klimatyzacji czy tempomatu ? I tak z dosyć przyzwoitej bazowej ceny robi się dosyć wysoka. Nieraz dostaniemy jakiś rabat na otarcie łez, ale auto nadal sporo kosztuje. Co jest powodem takiej sytuacji ?

Fot. netcarshow.com / Fiat Tipo

Wszystkiemu odpowiada polityka cenowa większości producentów. Najbardziej widać to po markach premium, ale nie tylko. Przejdźmy do konkretnych przykładów. Na pierwszym miejscu należy wymienić tzw. niemiecką trójkę, czyli Audi, BMW i Mercedesa. Podstawowe odmiany ich limuzyn klasy średniej wyższej z 2-litrowymi dieslami pod maską kosztują poniżej 200 tys. zł.

Jednakże trudno brać auto premium bez skórzanej tapicerki, czujników parkowania i automatycznej skrzyni biegów. Przydałaby się też nawigacja. Dobranie tych plus kilku innych opcji winduje cenę do blisko 300 tys zł. A jeśli zechcemy zaszaleć z wyposażeniem, z łatwością przekroczymy 400 tys. zł. I tu mamy dylemat – brać np. Mercedesa E-klasę z pełnym wyposażeniem czy S-klasę z mocniejszym silnikiem, ale trochę słabiej wyposażonego ?

Fot. netcarshow.com / Mercedes klasy E

Nieraz nawet nie bierzemy tak luksusowych samochodów pod uwagę, bo nie jesteśmy świadomi rzeczywistych różnic w cenie między tymi modelami. . Ale przy większym modelu, jak S-klasa też należy pamiętać o dobieraniu dodatków i podbijaniu ceny.

Przejdźmy teraz do tzw. „popularnych” marek, jak np. Skoda. Owszem, wiem o tym, że to nie jest już typowo budżetowa marka, jak to miało miejsce choćby dekadę temu. Jednak, gdy zobaczyłem cennik jej najnowszego kompaktowego SUV-a – Karoqa, to aż chwyciłem się za głowę. Od razu pomyślałem sobie: Czy oni oszaleli ?! Kazać płacić aż 87 000 zł za bazową wersję z 3-cylindrowym benzyniakiem o pojemności zaledwie 1 litra i mocy 115 KM !

Wyposażenie jest w miarę bogate, ale szału nie ma. Na dodatek za 92 000 zł dostaniemy większego, wcale nie gorzej wyposażonego Kodiaqa i to z czterocylindrowym silnikiem 1.4 o mocy 125 KM. I to za jedyne 5000 zł dopłaty!  Gdzie tu logika? Karoqowi nie pomoże nawet efekt nowości, tym bardziej że jego większy brat również nie należy do aut z długim stażem na rynku.

Fot. netcarshow.com / Kia Stinger

Ciekawie sytuacja wygląda również z bestsellerem Skody, czyli Octavią. Bazowa odmiana kosztuje ok. 66 000 zł. Z kolei skonfigurowana na tzw. „full wypas” przekracza 170 000 zł. Co więcej, za tyle dostaniemy również maksymalnie wyposażonego, większego Superba. Coś tu chyba nie gra.

Taki stan rzeczy dotyczy też innych marek. Nawet miejskie auta, jeśli chcemy je dobrze wyposażyć, dobijają do poziomu cenowego bazowych kompaktów. Rodzi się to samo pytanie, co w przypadku marek premium. Brać mniejszy, ale dobrze wyposażony model czy większy, ale w podstawowej wersji? Na to pytanie każdy z nas musi już sobie odpowiedzieć sam z uwagi na indywidualne potrzeby.

Przykładem jest Citroen C3, który w bazowej odmianie ma bardzo przyzwoitą cenę na poziomie poniżej 40 000 zł. Jeśli jednak chcemy mieć rozsądny napęd i wyposażenie, cena przekracza 60 000 zł, a to już poziom niektórych kompaktów. Podobnie sytuacja wygląda też z innymi pojazdami miejskimi.

Fot. netcarshow.com / Citroen C3

Najbardziej zawyżone ceny mają SUV-y i crossovery. Powodem tego jest moda na tego typu auta. Szczególnie widać to po Peugeocie 3008, który nawet nie ma napędu 4×4, jest kompaktowym SUV-em i kosztuje ok. 120 000 zł. I to z 3-cylindrowym silnikiem benzynowym o mocy 130 KM ! Tak samo miejskie crossovery miewają wygórowane ceny, np. za dobrze wyposażonego Renault Captura, czyli de facto podwyższone i przestronniejsze Clio trzeba dać ponad 75, 80 000 zł, a więc tyle, co za dobrze wyposażone, kompaktowe Megane.

Fot. netcarshow.com / Peugeot 3008

a szczęście nie brakuje też rozsądnie wycenionych samochodów. Wśród nich jest np. najnowsza Kia Stinger. Bogato wyposażone auto z mocnym silnikiem benzynowym pod maską kosztuje niecałe 150 000 zł, a więc mniej niż gorzej wykonana i niżej pozycjonowana Optima w odmianie GT. Choć oba pojazdy mają ten sam motor pod maską, to Stinger ma lepsze osiągi.

Ciekawą ofertą jest również Ford Mondeo. Obecnie nawet najbogatsza wersja Vignale kosztuje ok. 135 000 zł, co nie jest złą ceną jak na wyposażenie , jakie oferuje oraz mocnego diesla pod maską. Jednak jest to tylko tymczasowa promocja. Do innych rozsądnych samochodów należą też kompakty- Fiat Tipo oraz Opel Astra.

Fot. netcarshow.com / Ford Mustang

Podsumowując, polityka cenowa większości producentów jest bardzo przemyślana, choć nieraz ich chytrość przekracza granice rozsądku. To my jako klienci, musimy mieć szeroko otwarte oczy, żeby nie wyrzucać pieniędzy w błoto. Koncerny tak układają cenniki swoich aut, żeby z pozoru były one tanie, ale finalnie okazywały się droższe niż nam się wydaje. A jak wiadomo, im więcej opcji weźmiemy, tym większy zysk producentów.

Inną politykę cenową mają niektóre japońskie marki, które bazowo kosztują nieco więcej niż europejskie. Jednakże ich standardowe wyposażenie jest już dosyć bogate, co nie znaczy, że kompletne – tzw. kompletnych aut jest bardzo mało. Jedynym wyjściem na nieprzepłacanie za nowe samochody jest polowanie na tzw.”okazje” i umiejętność wybrania z nich tej naprawdę korzystnej. Podstawa to zachować rozsądek przy wyborze auta.

 

Kontynuuj czytanie
Reklama

Facebook

Reklama
Reklama

Popularne