Nasze profile w mediach społecznościowych

Samochody

TEST | Seat Ateca FR 2.0 TSI 190 KM DSG – w oczekiwaniu na Cuprę

Już za chwilę, już za momencik do Polski wjedzie Ateca Cupra. Ten gorący SUV nowej submarki Seata już teraz rozpala nasze zmysły. Niestety musimy ochłonąć, bowiem w tym roku przyszło nam jeździć 190-konną wersją tego modelu. Czy tydzień spędzony za kierownicą Seata Ateca w wersji FR zostanie zapamiętany? Przekonajcie się.

Opublikowano

w dniu

Seat Ateca FR 2.0 TSI 190 KM 4Drive DSG
Fot. Mikołaj Kostrzewa

Słowem wstępu

Nie będę ukrywał, iż nie przepadam za samochodami typu SUV lub Crossover. Jazda nimi nie sprawia mi przyjemności, bo po prostu nie czuje się w nich dobrze. Zapewne wynika to z tego, że prywatnie nie potrzebuje takiego samochodu, nie widzę w nich głębszego sensu i nie zdecydowałbym się na ich zakup – nawet w sportowej wersji. Nie lubię, gdy samochód “jest podniesiony”, bo lubię siedzieć nisko i nie przejmuję się krawężnikami. Napęd na obie osie nie jest dla mnie – serio. Nie jestem też zagorzałym fanem RWD, prędzej wybrałbym FWD. Zjazd z drogi asfaltowej? Nie często mi się zdarza, ale nie mówię nie. W przyszłości na pewno odwrócę głowę w stronę tego typu aut, ale w tej chwili podziękuję. Czy Seat Ateca FR 2.0 TSI 190 KM 4Drive DSG został skreślony przez moje podejście? Niekoniecznie.

Czekamy na Cuprę

W oczekiwaniu na sportowe emocje przyszło nam testować samochód, który jedynie aspiruje do miana szybkiego i groźnego. W wersji FR oczywiście już wygląda dobrze, a 190-konny silnik benzynowy nie powoduje braku chęci na wskoczenie za jego kierownicę. Seat Ateca to model, który tchnął drugie życie w wyniki sprzedażowe “hiszpańskiej” marki. Po udanym debiucie nowego (teraz już niezbyt) Leona, firma z Matorelli zdecydowała się na ofensywę. I bardzo dobrze. Od premiery Leona minęło natomiast już 6 lat (!), a dosłownie czuję, jakby to było wczoraj. Pamiętam także, że pierwsze kilometry za jego kierownicą tuż po premierze pozwoliły mi stwierdzić, że będzie to hit. Co ciekawe z Atecą było podobnie.

Niemiecka precyzja, hiszpański temperament

Coś w tym jest. Atece nie można odmówić świetnego i zachęcającego wyglądu, który powoduje, że przejeżdżając wieczorową porą po mieście kilka głów się odwraca. Nie można odmówić jej także precyzji wykończenia. Zastosowane w środku materiały są wysokiej jakości, spasowanie każdego elementu dobre i przemyślane. Właściwie od pierwszego wejścia do środka czujemy się jak w domu. Sportowa kierownica przyjemnie leży w dłoniach, sportowe (choć nie wyczynowe) fotele ładnie obejmują ciało i poprawnie trzymają kierowcę przy pokonywaniu szybszych zakrętów.

Ergonomia wnętrza zasługuje na piątkę z plusem, ponieważ wszystko jest na swoim miejscu. Kierowca nie musi zastanawiać się, jak zmniejszyć moc nawiewu i zmienić temperaturę klimatyzacji, bo do tego zamontowano pokrętła. Co z systemem info rozrywki? Jest bardzo prosty w obsłudze i przede wszystkim czytelny. Zapewniam, że nikt nie będzie miał problemu z jego obsługą. Wirtualne zegary? Owszem za dopłatą, były obecne w naszej wersji testowej. Czy warto dopłacać? Nie sądzę. Może i robią wrażenie, ale po tygodniu nie zwraca się już na nie uwagi i wcale nie chce się kombinować z ustawieniami. Podłokietnik? Regulowany i bardzo wygodny. Naprawdę wnętrzu nowego Seata nie mam nic do zarzucenia. Nic tylko wsiadać i jechać!

Jak jeździ Seat Ateca FR 2.0 TSI 190 KM 4Drive DSG?

I teraz zaczyna się najlepsze. To, na co wszyscy czekaliśmy. To, na czym nam zależało, czyli odpowiedź na pytanie: jak to jeździ? Pod maską naszego testowego egzemplarza zamontowano najmocniejszy (jak do tej pory) silnik benzynowy 2.0 l o mocy 190 KM i momencie obrotowym 350 Nm. W połączeniu ze wspaniałą skrzynią DSG i napędem na obie osie jest już czym jechać. Podobny zestaw kojarzymy z Audi, czy ze Skody, prawda? Nie ma co się dziwić. Czas do setki: 7,9 sekundy. Prędkość maksymalna: 212 km/h. Tyle suchych danych.

W odczuciu kierowcy mocy jednak brakuje. Samochód ochoczo nabiera prędkości, jednak powyżej 120 km/h auto puchnie. Widać, że niewielka pojemność ma tu znaczenie. W środku pomimo wysokich prędkości jest cicho i komfortowo, co zdecydowanie zachęca do utrzymywania wyższych wskazań prędkościomierza. Tutaj płynnie przejdziemy do kolejnej kwestii, czyli spalania. Testowym egzemplarzem w 7 dni przejechałem ponad 600 km – głównie po mieście. Możecie mi wierzyć, bądź nie, ale jeździłem oszczędnie, zgodnie z przepisami i nie zmuszając auta do niepotrzebnego wysiłku. O spalaniu poniżej 11 litrów w cyklu miejskim możecie zapomnieć. W trasie przy 90 km/h Seat spali trochę poniżej 6 litrów, a przy prędkościach autostradowych około 9 l.

Co jeszcze?

To, co zawsze bardzo mi się podoba to funkcja aktywnego zawieszenia DCC. Z poziomu systemu info rozrywki możemy wybierać pomiędzy trybem komfortowym, normalnym i sportowym. Każdy z nich przyczynia się oczywiście do zmiany charakterystyki pracy zawieszenia, co znacznie wpływa na komfort podróżowania. Przy skrzyni biegów znajdziemy także miłe pokrętło, które służy do wyboru trybu jazdy. W prawdzie wpływa ono jedynie na sposób działania ESP. Samochód jest bardzo przewidywalny, ale prowadzi się perfekcyjnie. Dokładnie tego powinniśmy spodziewać się po autach z grupy VAG.

Wielu bajerów na pokładzie Seata nie znajdziemy, ale również niczego nam nie zabraknie. Osobiście zrezygnowałbym z okna dachowego, które zabiera sporo miejsca nad głową, choć wygląda efektownie. Ogólnie całość każe nam myśleć, że mamy do czynienia z autem o sportowych ambicjach, jednak to tylko pozory. Seat Ateca nie kusi do wciskania gazu, a raczej skłania nas do spokojnej jazdy. Na szczęście, gdy tylko chcemy kogoś wyprzedzić, bądź po prostu poczuć chwilowy przypływ adrenaliny, to nie ma z tym problemu. Zaznaczam jednak, że Seat Ateca FR nie jest autem sportowym – tutaj czekamy na Atecę Cupra.

Seat Ateca FR 2.0 TSI 190 KM 4Drive DSG – podsumowanie

Cena za Seata Atecę zaczyna się od 79 700 zł. Za te pieniądze otrzymamy zaledwie 1-litrowy silnik benzynowy o mocy 115 KM sprzężony z 6-biegową manualną skrzynią biegów. Uwierzcie, że nie chcecie jeździć takim samochodem. Moim zdaniem warto oczywiście dorzucić trochę grosza i skonfigurować samochód po swojemu. Jeśli nie, to czekają na Was inne opcje jak: Renault Kadjar (69 900 zł) lub Ford Kuga (88 500 zł).

Nasz testowy egzemplarz Seata Ateca w maksymalnej wersji wyposażenia wyceniono na 135 000 zł. Nie uważam, żeby za taką konfigurację było to dużo. Dla porównania wrzućmy konkurenta, czyli VW Tiguana 2.0 TSI 180 KM z napędem 4Motion. Cena? Od 150 000 zł.

Seat Ateca to auto poprawne i dopracowane w każdym calu. Gdyby nie to, że jest crossoverem to chętnie wracałbym do niego jak najczęściej. Świetnie wygląda, wspaniale jeździ i nie kosztuje góry złota. Czy od samochodu można wymagać czegoś więcej?

Skomentuj

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama
Reklama