Określenie „Special One” znane jest głównie z piłki nożnej, gdzie już dawno temu przylgnęło do Jose Mourinho, portugalskiego kontrowersyjnego trenera, który jednak pochwalić może się wieloma sukcesami z różnymi zespołami.
Mercedes w chwili obecnej ma 55 punktów przewagi w klasyfikacji konstruktorów nad Ferrari i jeśli stajnia z Maranello nie zdobędzie w Brazylii co najmniej 13 punktów więcej niż Mercedes, to kwestia tytułu konstruktorów będzie rozstrzygnięta już przed kończącym sezon wyścigiem w Abu Dhabi.
– W życiu każdego sportowca następuje upadek, kiedy zostaje on porwany przez własne ego – powiedział Wolff dla „Daily Telegraph”. – Widzisz to w piłce nożnej, kiedy zaczniesz mówić, że jesteś „Special One”, szybko zostaniesz pobity – dodał Austriak, nawiązując do ostatnich wydarzeń właśnie dot. Jose Mourinho, który pomimo świetnego zespołu, obecnie nie ma najlepszej passy w Manchesterze United. – Pokora jest niezwykle ważnym elementem w całym naszym życiu i staram się przypominać to sobie każdego wieczoru przed lustrem.
W wywiadzie dla angielskiej gazety Wolff opowiedział także nieco o relacjach z Lewisem Hamiltonem, który przecież toczy hollywódzkie życie i trudno było się z nim porozumieć w wielu kwestiach, np. marketingu zespołu. – Na początku było to bardzo trudne. Niektórzy z moich marketingowych kolegów nie mogli pojąć, że Lewis był fotografowany ze swoim Ferrari w Los Angeles, lub że nosił inne marki niż te, które sponsorowały Mercedesa. Dla mnie jednak zawsze sprowadzało się to do poziomu osiągnięć i tak długo, jak był dobry na torze, tak długo mógł prowadzić życie, jakie chce.
– Kiedy lata po całym świecie w swoich prywatnych sprawach, wiem, że to dobrze wpływa na jego osobowość, a tym samym na wyniki na torze. Niektórzy kierowcy wolą spokój, ale Lewis ma swoje hobby, które pozwala mu oderwać myśli od wyścigów, co uwalnia stres i zwiększa poziom szczęścia – przyznał szef zespołu Mercedesa.
– Najlepszym tego przykładem był Singapur. Poleciał do Szanghaju, aby rozpocząć swoją kolekcję mody, następnie do Nowego Jorku na wieczór z Tommym Hilfigerem, potem wrócił do Europy na ślub przyjaciela i dopiero przyleciał na wyścig. W przeszłości ludzie mówili „jak możesz na to pozwolić?”. Pytanie to z pewnością padło także wtedy, ale Lewis był o 0,6s szybszy od Sebastiana [Vettela – przyp. red.] w kwalifikacjach, a potem kontrolował wyścig.