Czego szukasz?

Off-road

Ustka 4×4 Offroad: Grand Lubicz Challenge „z kobiecego punktu widzenia”

Już 2 marca wystartowała I edycja Grand Lubicz Challenge, a razem z nim około 120 nakręconych na wygraną załóg. W klasyfikacji generalnej rozpoczęła się walka o 1. miejsce. Kolejne starcie już 13 kwietnia podczas 2. edycji.

Fot. Piotr Wódczak / Grad Lubicz Challenge 2019

Niestety niektórzy nie odrobią już straconych punktów. Musiałby zdarzyć się jakiś cud, co jest trudne, gdy inni nie śpią i długo nie wychodzą ze swoich warsztatów, ale może lepiej zacznijmy od początku…

Fot. Piotr Wódczak / Grand Lubicz Challenge

2 marca na usteckim OSiR-ze ponownie zrobiło się tłoczno, a wszystko to za sprawą stowarzyszenia Ustka 4×4 Offroad, które jak co roku, po raz kolejny przygotowało dla miłośników terenówek sezon offroadowy. Ponownie został nazwany Grand Lubicz Challenge ze względu na głównego i tytularnego sponsora, Hotelu Grand Lubicz. Pierwsza edycja przysporzyła wielu problemów kierowcom na trasie oraz obudziła załogi po kilkumiesięcznej przerwie. Skąd wiem? Nie… podsłuchałam znajomych, a oczywiście ponownie startowałam w zawodach z moją ekipą i po raz pierwszy w Extreme!

To najtrudniejsza klasa… ale dzisiaj nie o moich błotnych przebojach. Cały sezon GLC składa się pięciu edycji. Na każdej z nich załoga ma za zadanie zdobyć od 60 do 80 pieczątek w 8 godzin, czyli jak na każdym rajdzie. Czasami zdarzają się odcinki specjalne, tzw. czasówki lub odcinki nocne. Tylko w czerwcu zawody trwają 24 godziny, a do zdobycia jest aż 120 pieczątek. Proces rozpoczyna się przejazdem w konwoju po głównych ulicach Ustki – to największy test dla pilota, kierowcy, auta oraz reszty załogi.

Jeśli chodzi o podział na klasy, to też nie różni się wiele od tego, co miłośnicy off-roadu znają z zasad innych klubów i stowarzyszeń. Jak to wygląda? Otóż mamy do czynienia z podziałem na: Turystyka, Wyczyn, Adventure i Extreme. Wyczyn jest jedyną klasą bez wyciągarki, za to extreme jedyną bez ograniczeń – prawie, bo jednak są obostrzenia odnośnie wagi pojazdu. Co do terenu, to każdy znajdzie coś dla siebie. Torfy, bagna, rzeczki, jeziorka, łąki, lasy, stare bazy wojskowe, plaża – po prostu wszystko, czego dusza zapragnie.

Fot. Piotr Wódczak / Grand Lubicz Challenge

Tak… dobrze przeczytaliście „plaża”. Czasami zdarza się, że mamy pieczątki w morzu, co wyróżnia Grand Lubicz Challenge na tle innych rajdów. Czasami chodzimy po pas utopieni w błocie, a czasami… w wodzie. Dla miłośników równowagi znajdą się trawersy. W skrócie mówiąc, teren mamy bardzo zróżnicowany, a poziom wysoki. I teraz ktoś mógłby zapytać: po co tak się katować? Wywalać tyle kasy w błoto? Wiele ludzi, w tym gronie ja, robi to po prostu dla dobrej zabawy, z miłości do błota i terenówek. Inni nastawiają się na nagrody za cały sezon. Naprawdę jest o co powalczyć, przykładowo: malowanie auta powłoką Raptor Upol, weekendy w Hotelu Grand Lubicz, chipowanie auta, bony do sklepów Dragon Winch i wiele innych. Łącznie wartość oscyluje w okolicach 30 tys. zł. Warto? Wydaje mi się, że tak.

Mój zespół, czyli ekipa Słonecznego Patrola, w zeszłym roku wygrał usługę malowania samochodu, co nas bardzo ucieszyło.

Już 13 kwietnia odbędzie się druga edycja Grand Lubicz Challenge – Ustka 4×4 Offroad. Zobaczymy jak nam pójdzie, czy utrzymamy 3. miejsce w generalce. Wszyscy zawodnicy dokonują ostatnich poprawek w „terenówkach” i odliczają dni do następnych zawodów. Każdy chce pokazać się z jak najlepszej strony, by zostać nagrodzonym dobrym wynikiem.

Plakat Ustka 4×4 Offroad – Grand Lubicz Challenge – I edycja – marzec 2019

5/5 (liczba głosów: 1)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Reklama
Reklama