Mazda 6 (SkyDREAM) 2.5 SkyActiv-G 194 KM - generator pozytywnego nastroju - motohigh.pl
Nasze social media

Testy samochodów

Mazda 6 (SkyDREAM) 2.5 SkyActiv-G 194 KM – generator pozytywnego nastroju

Od zawsze Mazda kojarzyła mi się z Alfą Romeo. Bardzo przyjemna dla oka stylistyka, niepopularne rozwiązania, czasami wręcz eksperymentalne, poczucie wyjątkowości oraz mało przychylne komentarze oraz stereotypy, nierzadko rozsiewane przez tych, którzy o autach mają znikome pojęcie. Czy to jest premium? Może nie do końca, ale prowadzenie zarówno Mazdy, jak i Alfy daje mnóstwo radości mimo – nierzadko – bzdur na ich temat. A jak to jest z modelem 6 w topowej specyfikacji?

Opublikowano

w dniu

Mazda 6
Fot. Kamil Rogala / Mazda 6

Wpół do premium?

Przyznam, że czekając na test Mazdy 6 – a niestety trafił mi się on dość późno – miałem mieszane odczucia. Mieszane przez wiele recenzji i testów, które nie zawsze były przychylne. Z drugiej strony zawsze miałem pewną słabość do tego modelu i gdy nadszedł dzień odbioru auta, wyostrzyłem wszystkie zmysły, zapamiętałem wszystkie wady wymieniane przez kolegów po fachu i postanowiłem, że nie poddam się złudzeniom oraz odłożę osobistą sympatię na bok.

Zawsze staram się oceniać auto przez pryzmat tego, co oferuje, ile kosztuje oraz jak prezentuje się konkurencja, a jednocześnie próbuję zrozumieć target, do którego kierowany jest konkretny model. Fakt faktem, że jedna propozycja producenta X ma genialny system multimedialny, a model producenta Y już nie do końca, nie oznacza, że model Y nie ma racji bytu. Po prostu nie każdy zwraca uwagę na multimedia i może mieć inne priorytety. Dlatego też od razu zauważę, że porównywanie Mazdy 6 do Volkswagena Passata, mimo przynależności do jednego segmentu, nie do końca ma sens. O co w tym wszystkim chodzi? Zaraz postaram się wyjaśnić.

Tak dobre jak czerwone wino

Do testu dostałem auto w kolorze Machine Gray, a nie Soul Crystal Red, więc to czerwone wino pozornie średnio pasuje, ale chodzi mi o inną metaforę. Otóż Mazda 6 obecnej generacji jest na rynku od 2012 r. i od tego czasu zdążyła przejść dwa liftingi. Każdy z nich sprawiał, że i tak piękne auto stawało się jeszcze milsze dla oka.

Mazda 6 tył 2

Fot. Kamil Rogala / Mazda 6

Blisko osiem lat na rynku to dość sporo, ale wystarczy rzut oka na linie, proporcje, wnętrze i zabiegi stylistyczne, aby dojść do wniosku, że auto w ogóle się nie zestarzało i nadal wygląda rewelacyjnie. Oczywiście to kwestia gustu i jednym podoba się niemiecka klasyka, innym włoski temperament, a jeszcze innym japońska fantazja, ale wydaje się, że projektanci Mazdy osiągnęli równowagę pomiędzy wszystkimi trzema stanami.

Jest bardzo elegancko, linia jest dość klasyczna, ale nie brakuje finezji w kształtach, fantazji w dodatkach i tej słynnej płynności linii. Oczywiście uwagę przykuwa bardzo duży grill, podkreślony od dołu grubym, chromowanym pasem, który dodatkowo przechodzi pod klosze przednich lamp. Na dole w zderzaku mamy także dwie chromowane wstawki. Całość sprawia wrażenie nieco groźnego, masywnego ale bardzo dynamicznego przodu.

Pięknie prezentują się także dość duże przetłoczenia na nadkolach, maska jest lekko wybrzuszona i sprawia wrażenie dużej i długiej. Tył jest już nieco bardziej klasyczny, ale i tak styliści starali się, aby był dynamiczny i miał sportowy sznyt. Elegancji dodaje kolejna gruba chromowana listwa, która także podkreśla światła z bardzo ładną grafiką wewnętrzną. Zderzak wieńczą dwie końcówki układu wydechowego, które są umieszczone dość szeroko. To wszystko sprawia, że optycznie auto wydaje się niskie, przyczajone, mocno sportowe, ale nie brakuje mu elegancji.

Mazda 6 kokpit

Fot. Kamil Rogala / Mazda 6

Jeśli chodzi o wnętrze, to moim zdaniem jest to jeden z najładniejszych, o ile nie najładniejszy przedstawiciel segmentu D. Oryginalnością i jakością wykonania ustępuje chyba tylko Peugeotowi 508. Być może w Passacie mamy nieco lepszą jakość spasowania, ale jeśli chodzi o dobór materiałów, ja nie miałem się do czego doczepić. Ujęło mnie przede wszystkim miękkie i delikatne w dotyku obszycie konsoli centralnej, spodobała mi się także świetnie wyglądająca skóra Nappa w kolorze brązowym, również na desce rozdzielczej, oraz bardzo ładne wstawki z aluminium i drewniane dekory. To wszystko sprawia bardzo pozytywne wrażenie i mocno wyróżnia się w tym segmencie.

Wystarczy porównać wnętrza Mazdy 6 i Volkswagena Passata lub Opla Insignii. To zupełnie inne projekty kierowane do zgoła odmiennych grup odbiorców. Nie wybiorę najlepszego bo to kwestia gustu i każdy będzie to rozpatrywał według własnych preferencji, ale fakt, że mamy tak ogromny wybór, napawa optymizmem.

Jeśli chodzi o przestrzeń, nie ma na co narzekać, ale bardzo wysocy kierowcy mogą mieć problemy ze znalezieniem optymalnej pozycji. Ja jestem niewysoki i optymalną pozycję za kierownicą znalazłem bardzo szybko. Poza tym fotele są bardzo wygodne, kanapa z tyłu również, a w bagażniku zmieścimy 480 litrów. Nie jest to rekordowy wynik, bowiem Passat zaoferuje ponad 100 litrów więcej. Auto mierzy 4870 mm długości, 1840 mm szerokości (bez lusterek) oraz 1450 mm wysokości. Rozstaw osi to 2830 mm. Auto w tej wersji silnikowej waży ponad 1,5 tony. Dużo? Mało? Jaki to ma wpływ na prowadzenie?

Elegancka jazda ze sportową nutką

Mazda 6 nie jest sportowa i takich emocji nam nie dostarczy. Owszem, jest dość dynamiczna i z silnikiem 2.5 Skyactiv-G o mocy 194 KM rozpędza się od 0 do 100 km/h w nieco ponad 8 sekund, ale charakterystyka wolnossącej jednostki napędowej oraz współpracującej z nią 6-biegowej przekładni automatycznej jest bardzo spokojna i nie nachalna.

Nie ma tu typowego dla silników turbodoładowanych „kopa”, bowiem moc rozwijana jest bardzo płynnie, niemal liniowo. To przekłada się na bardzo płynną jazdę nawet wtedy, gdy dość mocno dociskamy pedał gazu do podłogi. Skrzynia biegów czasami się gubi przy takiej jeździe i potrafi szarpnąć, ale dzieje się to bardzo rzadko – albo przy dynamicznej, albo przy „korkowej” podróży w mieście.

Mazda 6 przód profil 2

Fot. Kamil Rogala / Mazda 6

Wiem, że nie każdemu taki charakter auta pasuje, ale jest to bardziej kwestia przyzwyczajenia się do silników turbodoładowanych, które potrafią zaskoczyć nagłym przypływem mocy. Tu tego nie doświadczymy. Poza tym, aby dojść do optymalnych wartości mocy i momentu obrotowego (258 Nm) musimy wkręcić silnik dość wysoko. Maksymalna moc 194 KM osiągana jest aż przy 6000 obr./min, natomiast maksymalny moment obrotowy uzyskamy po osiągnięciu 4000 obr./min.

Nie oznacza to jednak, że poniżej tych wartości silnik jest ospały. Nie, po prostu jest spokojny i liniowo rozwija moc oraz moment. To nie sprzyja dynamicznej jeździe i wiem, że niektórzy mogą być rozczarowani. Mimo to katalogowe 8,1 s do setki oraz 223 km/h prędkości maksymalnej nie powinno być powodem do narzekań. Dla porównania Passat z silnikiem 2.0 TSI o mocy 190 KM i z przekładnią DSG od 0 do 100 km/h rozpędza się w 7,5 s oraz osiąga 238 km/h. Jest różnica, ale nie drastyczna.

Nieźle wygląda także spalanie, ale tutaj też wiele zależy od tego, jak operujemy pedałem gazu. Bardzo spokojne traktowanie odwdzięczy się rozsądnym spalaniem. Około 7,5 l/100 km w trasie (ekspresówka Radom – Warszawa) oraz niespełna 10 l/100 km w mieście. Można jeszcze niżej, ale to już wiąże się z dużą cierpliwością.

Mocniejsze traktowanie pedału gazu doda do tych wyników 1-1,5 l/100 km. Należy jednak pamiętać, że mamy do czynienia z autem o wadze 1,5 tony, silnikiem benzynowym o pojemności 2,5-litra i automatyczną skrzynią. Wynik moim zdaniem bardzo przyzwoity.

Charakterystyka zawieszenia Mazdy 6 to połączenie komfortu ze sportowym pierwiastkiem. Prowadzenie jest bardzo przyjemne i precyzyjne, ale na dziurawych drogach we znaki mogą dać dość sprężyste nastawy i stosunkowo niski skok amortyzatorów. Coś za coś. Nie jest to z pewnością pływanie po drodze rodem z Superba czy też kompromis z Passata.

Większe dziury są też dość głośno wybierane, ale wystarczy równa nawierzchnia, a nawet kręte drogi pokonywane z większą prędkością nie wytrącą „Szóstki” z równowagi. Czasami pojawia się podsterowność, ale można ją tłumaczyć ciężkim silnikiem z przodu.

Cennikowy kompromis

Na pierwszy rzut oka Mazda 6 może wydawać się droga, ale warto na chwilę zagłębić się w cennik. Po pierwsze, odmiana sedan i kombi oferowana jest w tych samych cenach, co nie jest zwyczajem u konkurencji. Podstawowy model Mazdy 6 to odmiana SkyMOTION z silnikiem 2.0 SkyActiv-G o mocy 145 KM z 6-biegowym manualem. Koszt takiego auta to 103 900 złotych.

Najtańszy Volkswagen Passat kosztuje cennikowo 99 990 złotych i oferuje silnik 1.5 TSI o mocy 150 KM, również z manualem i wyposażeniem Essence. Opel Insignia w najtańszej konfiguracji kosztuje cennikowo 102 950 złotych i wyposażona jest w silnik 1.5 Turbo o mocy 140 KM, manualną przekładnię i pakiet wyposażenia Enjoy. Jak widać, oferty są porównywalne.

Mazda 6 bok

Fot. Kamil Rogala / Mazda 6

Testowany egzemplarz to odmiana topowa tj. SkyDREAM oraz silnik 2.5 SkyActiv-G o mocy 194 KM z 6-biegowym automatem. Koszt cennikowy tego modelu to 165 900 złotych, zaś po dodaniu kilku pozycji z wyposażenia dodatkowego tj. lakier Machine Gray (3200 złotych) lub Soul Red Crystal (3800 złotych), szyberdach (2900 złotych), inne felgi aliminiowe (nawet 5400 złotych) czy też kilku dodatków akcesoryjnych, możemy dobić do 190 000 złotych.

Topowa odmiana cennikowa to koszt aż 198 900 złotych, ale będzie to wersja kombi z silnikiem 2.2 SkyAvtiv-D o mocy 184 KM, przekładnią automatyczną i napędem 4×4. Trudno również narzekać na topowe wyposażenie, bo obejmuje ono naprawdę sporo atrakcji.

W wersji SkyDREAM znajdziemy m.in. tapicerkę skórzaną Nappa w kolorze brązowym, elektryczną regulację foteli kierowcy i pasażera z przodu z funkcją pamięci i z elektryczną regulacją podparcia lędźwiowego dla fotela kierowcy, podgrzewane fotele przednie oraz siedzisko tylnej kanapy, aktywny tempomat (MRCC), ambientowe oświetlenie wnętrza (LED), kolorowy wyświetlacz Head-up z funkcją pamięci ustawienia (na przedniej szybie), system audio Bose z 11 głośnikami, wyświetlacz centralny 8 cali ze sterowaniem dotykowym (dostępnym w trakcie postoju), zestaw głośnomówiący Bluetooth, złącze AUX i 3 porty USB (2 w konsoli centralnej + 1 w podłokietniku tylnej kanapy), system kamer 360 czy też system wykrywania pieszych przed pojazdem. Sporo.

Żeby nie było tak różowo…

Mazda 6 mimo swoich wielu zalet, ma także wady, o których należy wspomnieć. Jak już pisałem wcześniej, dla jednych te wady będą eliminujące, dla innych nieistotne i na tym polega piękno wyboru w segmencie D. Możemy wybrać klasykę i nowoczesność w odświeżonym Passacie, wygodę, komfort i anonimowość w Škodzie Superb, czy też oryginalność oraz ekstrawagancję w Peugeocie 508. Mazda 6 daje nam mnóstwo przyjemności z obcowania ze świetnie wykonanym wnętrzem czy też przyciągania spojrzeń przechodniów, ale nie wszystko zasługuje na pochwałę.

Wspomniana charakterystyka układu napędowego nie każdemu przypadnie do gustu. Kierowca o spokojnym usposobieniu, który lubi płynną i komfortową podróż będzie na pewno zadowolony, ale szukający sportowych emocji i lubiący od czasu do czasu „przycisnąć” nie będzie zachwycony. Mam uwagi również do systemu multimedialnego, który w dobie bardzo nowoczesnych i rozbudowanych rozwiązań konkurencji, wydaje się po prostu skromny i przestarzały.

Mazda 6 multimedia

Fot. Kamil Rogala / Mazda 6

Kuleje także jakość samego wyświetlacza oraz obrazu z kamer 360 stopni – brakuje rozdzielczości, w nocy zaś niewiele widać. Można także narzekać na wielkość samego wyświetlacza, ale ze względu na jego usytuowanie może i lepiej, że nie jest większy. Jest w miarę czytelny i nie absorbuje uwagi, choć do rozdzielczości musiałem się doczepić.

Podsumowanie

Nie ukrywam, że Mazda 6 bardzo mi się podobała przed testem. Czy po tygodniu obcowania z japońskim przedstawicielem segmentu D zmieniłem zdanie? Mimo kilku wad – nie. Po prostu wyszło na to, że charakterystyka auta przypadła mi do gustu, ale wiem, że nie każdy podzielał i podzieli moje zdanie. Niektóre cechy Mazdy 6 są dość specyficzne i jedni będą zachwyceni, inni sprawdzą konkurencję i być może tam znajdą ukojenie.

Przede wszystkim o jednostce napędowej, która gwarantuje przyjemną, spokojną i szybką podróż, ale przy próbie dynamicznej jazdy może po prostu rozczarować. Rozczarować może także system multimedialny oraz oferowane przez niego funkcje. W wyposażeniu nie znajdziemy również najnowszych rozwiązań (np. proaktywnego tempomatu, który współpracuje z nawigacją satelitarną, itp.), ale nie każdy będzie z tego powodu rozczarowany.

Mazda 6 przód profil

Fot. Kamil Rogala / Mazda 6

Starałem się nie przywiązywać uwagi do ubogiego systemu multimedialnego, który na szczęście, dzięki nagłośnieniu Bose, grał wyśmienicie, zaś braki w funkcjonalności nadrabiałem integracją z Android Auto. Kamera 360 stopni oraz jakość obrazu to na pewno kula u nogi, ale w najnowszych modelach marki tj. Maździe 3 i CX-30 ten problem został rozwiązany.

Jedno jest pewne. Gdy wsiadałem do Mazdy 6 nawet na krótką przejażdżkę, czułem się po prostu dobrze – zrelaksowany, spokojny, było mi wygodnie i przyjemnie. Wiem, że gdybym chciał jeździć dynamicznie, byłbym pewnie rozczarowany, ale taki jest charakter Mazdy 6. Daje przyjemność z obcowania z ładnym i świetnie wykonanym wnętrzem, które nastraja do spokojnej jazdy. I w tym to auto jest naprawdę dobre!

Galeria

Reklama

Facebook

Reklama
Reklama