Nasze social media

Formuła E

ePrix Diriyah: Sims i BMW rozpoczynają sezon z przytupem

Alex Sims, kierowca BMW i Andretti Motorsport świetnie rozpoczął sezon. Niemałym zaskoczeniem okazała się również forma dwóch debiutujących zespołów, czyli Mercedesa i Porsche, którzy podczas testów nie błyszczeli. Nie brakowało również dramaturgii, o czym przekonacie się w podsumowaniu pierwszego weekendu Formuły E w sezonie 2019/2020.

Opublikowano

w dniu

Alex SIms BMW i Andretti Motorsport 2019 Arabia Saudyjska
Fot. ABB Formula E / Alex Sims celebrujący triumf w Arabii Saudyjskiej

Otwarcie sezonu z nowymi ekipami w czołówce

Pomimo trudnych warunków na torze, pierwsze pole position udało się zdobyć Alexandrowi Simsowi z BMW i Andretti Motorsport, który osiągnął czas 1:14.563. Za nim było równie ciekawie, bo raczej mało kto obstawiał Mercedesa w Top 3 kwalifikacji, a jednak! Stoffel Vandoorne znalazł się tuż przed Nyckem de Vries, który tym samym zaliczył niezły debiut w serii.

Venturi po pozyskaniu sponsora tytularnego ROKiT (tak, to ta sama firma, która sponsoruje Williamsa w F1) dostało skrzydeł, w drugiej linii znalazł się Edoardo Mortara. W trzeciej znaleźli się Sam Bird i Jerome d’Ambrosio. Głównie zawodnikom przeszkadzał piasek nawiewany z pustyni nieopodal toru Diriyah. Jednak to był dopiero początek zamieszania.

Wyścig przebiegał dość spokojnie, ale… Buemi nie zdołał ruszyć. Oznaczało to dla niego koniec rywalizacji tego dnia. Następnie mieliśmy walkę pomiędzy Birdem a Mortarą o czołowe lokaty. Nie można odmówić pozostałym kierowcom ducha rywalizacji, bo kilka pozycji niżej przebijał się coraz wyżej Daniel Abt z Audi, który musiał to robić z końca stawki po pechu w kwalifikacjach. Za to zdobywca PP zaczął nagle tracić, to samo dotyczyło obu kierowców Mercedesa, choć Belg radził sobie z tym lepiej niż Holender.

Alex Sims szybko został wyprzedzony przez swojego rodaka z Envision Virgin Racing. Sam Bird tym samym rozpoczął jazdę po zwycięstwo. Podium zostało zapełnione przez ekipy korzystające z pakietów napędowych producentów zza naszej zachodniej granicy. Bird ukończył zmagania przed Andre Lottererem z Porsche i Stoffelem Vandoorne z Mercedesa. Pierwszy wyścig w Formule E pokazał jedno… właściwie to tyle co można było się spodziewać: nie ma mocnych na tą serię, obfituje ona w totalną nieprzewidywalność, o czym można było się przekonać kolejnego dnia.

Nie ma mocnych na Simsa

W ekipie z USA – tak… BMW i Andretti to amerykański team – mieli powód do świętowania. Alex Sims zdobył trzecie z rzędu pole position i utwierdził szefostwo w przekonaniu, że warto było przedłużyć z nim umowę. Warunki na torze były lepsze niż dzień wcześniej, ale Sam Bird, który zwyciężył poprzedniego dnia nie zdołał osiągnąć czasu dającego mu start w Super Pole. Sebastien Buemi z Nissan e.dams, jak na byłego mistrza serii przystało, zdeterminowany sięgnął po pierwszy rząd obok Brytyjczyka, za nimi byli z kolei Lucas di Grassi, Mitch Evans z Jaguar Racing, Jerome d’Ambrosio z Mahindry Racing i były kolega z zespołu Alexa – Antonio Felix da Costa za tretami DS Techeetah.

W połowie stawki znalazł się obecny mistrz, ale po karze został cofnięty na koniec stawki. W tym samym miejscu znalazł się de Vries, który miał dzień wcześniej szansę na podium. Zdarza się, w wyścigu można sporo nadrobić, choć na to reguły rzecz jasna nie ma. Do wyścigu nie wystartował z powodu awarii Jerome d’Ambrosio. Gdy już wszyscy ruszyli dało się zauważyć jak Alex Sims buduje w szybkim tempie przewagę. Za nim jednak jak lew walczył da Costa, który w szykanie obrócił Buemiego. Szwajcar w sposób dość ryzykowny wrócił na tor, ale nie udało się uciec przed okiem sędziów gdyż spowodował tym samym zagrożenie tuż za ślepym zakrętem. Ciasny fragment toru nie był przeszkodą w walce Evansa z Birdem. Kierowca Virgina odpadł z wyścigu, a Jaguara uszkodził bolid.

Gdy wszyscy zapomnieli o akcji Nissana z DS Techeetah, sędziowie postanowili obu ukarać 10 sekundami kary do odbycia w pit-lane dla obu kierowców. Da Costa za uderzenie w bolid Szwajcara, a były kierowca Toro Rosso za niebezpieczny powrót na tor. Sprawiedliwości stało się zadość. Kiedy w Virginie myśleli o pechu to stało się coś, czego kibice tej ekipy mogli tylko się obawiać. Robin Frijns obił się o bariery w zakrętach 5 i 6, i ostatecznie zatrzymał się przed następnym, wywołując Bruno Correię w samochodzie bezpieczeństwa. Tuż po neutralizacji Max Guenther przebił się do czołówki, a za nim di Grassi bezskutecznie próbował wyprzedzić Niemca, który bronił się jak lew uszkodzonym bolidem. I tak ukończyli obydwaj za Simsem, który nikomu nie oddał prowadzenia.

Manewr młodego Niemca z BMW okazał się jednak niezgodny z regulaminem sportowym i został po wyścigu ukarany karą czasową tak, dzięki czemu na podium wskoczył Stoffel Vandoorne z Mercedesa, a młody kierowca spadł aż na 11. miejsce. Nie był jedynym z karą, sędziowie mieli masę roboty i długo by pisać o tym co każdy dostał.

Trochę o “generalkach”…

Finalnie można zauważyć, że po dwóch pierwszych rundach 11 zespołów z 12 już ma zdobycze punktowe. Wierzymy, że w NIO dadzą radę zdobyć swoje.

W klasyfikacji kierowców prowadzi Alexander Sims z dorobkiem 35 punktów. Brytyjczyk ma zaledwie 5″oczek” przewagi nad Stoffelem Vandoorne i dziewięć nad Samem Birdem (który nie ukończył drugiego wyścigu w Arabii Saudyjskiej). Pełną klasyfikację zobaczycie tutaj.

Jeśli chodzi o zespoły,to świetny początek zaliczyła debiutancka ekipa Mercedes-Benz EQ, która zgromadziła 38 punktów. Za nimi plasuje się Envision Virgin Racing, która przez problemy w drugim wyścigu nie zdobyła punktów, ale w pierwszym Bird i Frijns zgromadzili aż 36 pkt. W pierwszej trójce jest jeszcze BMW i Andretti Motorsport, które nie wykorzystało potencjału w pierwszym wyścigu. Ostatecznie podium “generalki” mieści się w odstępie zaledwie… 3 “oczek”. To zwiastuje nam spore emocje, ponieważ spory potencjał drzemie jeszcze m.in. w Audi Sport ABT, Nissanie e.dams czy TAG Heuer Porsche oraz Venturi. Tutaj możecie zobaczyć, jak to się układa.

Co przed nami?

W tym roku nie zobaczymy już kierowców Formuły E rywalizujących na ulicach miast. Następna runda będzie już po Nowym Roku, dokładniej 18 stycznia w Chile na torze w Santiago.

Reklama

Facebook

Reklama
Reklama
Reklama