[TEST] Ford Edge (Titanium) 2.0 EcoBlue 238 KM – misio na wypasie - motohigh.pl
Nasze social media

Testy samochodów

[TEST] Ford Edge (Titanium) 2.0 EcoBlue 238 KM – misio na wypasie

Mało jest u nas samochodów, które dają choć namiastkę amerykańskiego klimatu. Oczywiście mówimy o autach tych producentów, którzy wywodzą się z USA, a takim niewątpliwie jest Ford. Focus? Nie. Fiesta? Tym bardziej! Mondeo? Może troszkę. Edge? O, i tu jest światełko w tunelu. Poznajmy bliżej dużego SUV-a, który w USA uchodzi za kompakta!

Opublikowano

w dniu

Ford Edge przód 1
Fot. Kamil Rogala / Ford Edge (2019)

Odrobina historii

Ford Edge jest na rynku od 2007 roku. Wtedy powstała pierwsza generacja głównie z myślą o rynku w USA. Warto zaznaczyć, że auto powstało – we współpracy z Mazdą – na nowej płycie podłogowej Ford CD 3 Platform, z której korzystała m.in. CX-9. Dla bardzo wymagających była również inna odmiana – świetnie wyposażony i bardzo luksusowy Lincoln MKX.

W 2011 r. pierwszy Edge przeszedł facelifting. Mierzył 4716 mm długości, 1925 mm szerokości, 1750 mm przy rozstawie osi 2824 mm. Dla nas to bardzo dużo, ale dla Amerykanów Edge uchodził za auto klasy średniej-niższej. Napędzał go 3,5-litrowy widlasty silnik sześciocylindrowy o mocy 269 KM z momentem obrotowym 339 Nm.

Kolejna generacja powstała w 2015 roku, a w 2019 pojawił się facelifting, który nie wszystkim przypadł do gustu. Auto straciło bowiem amerykański klimat, kilka ciekawych elementów i dość mocno “zeuropejszczało”. Pod maską również nie znajdziemy już dużej benzyny, a jedynie 2-litrowego diesla w dwóch odmianach: zwykłej o mocy 190 KM oraz podwójnie doładowanej, która generuje 238 KM oraz 500 Nm momentu obrotowego. Czy w Edge’u nadal można wyczuć “amerykański sen” i czy taki silnik pasuje do dużego SUV-a?

Dla nas kolos, dla nich kompakt!

Może z tym kolosem przesadziłem, bo na takie miano zasługuje Volkswagen Touareg, Audi Q7 czy też BMW X7, ale na pewno nie można powiedzieć, że Ford Edge jest mały. Mierzy 4827 mm długości, 1928 mm szerokości i 1751 mm wysokości. Jego rozstaw osi to 2848 mm, a to przekłada się na naprawdę dużo przestrzeni w środku. Na komfort i miejsce nikt nie będzie narzekał, zaś w bagażniku upchniemy co najmniej 600 litrów bagażu! To naprawdę dużo, a po złożeniu oparć kanapy uzyskamy 1688 litrów. Co ciekawe, z zewnątrz tego nie widać. Jak obserwujemy Edge’a z oddali, jego linia nie zdradza cech olbrzyma.

Ford Edge przód 3

Fot. Kamil Rogala / Ford Edge (2019)

Z przodu mamy duży grill w tradycyjnym już dla Forda kształcie, obok smukłe i stosunkowo niewielkie klosze lamp. Linia boczna jest szczególnie zgrabna dzięki mocno opadającej linii dachu. Klapa bagażnika jest poprowadzona dość nisko i tylna szyba niemal kładzie się pomiędzy słupkami C. W połączeniu z chromowaną listwą wokół okien wygląda to naprawdę świetnie i mało amerykańsko. Edge jest po prostu zgrabny i bardzo atrakcyjny wizualnie.

Nieco uszczypliwości należy się jednak tylnej części nadwozia. Po liftingu straciła nieco wyrazu. Owszem, wygląda zgrabniej, bardziej europejsko, ale “komu to potrzebne”? Wcześniej światła były połączone świetlną listwą i wyglądało to ciekawie, po prostu jakoś. Teraz jest ładnie, ale bez polotu i tego charakterystycznego klimatu. Szkoda… mimo to nadal uważam, że Edge to jeden z ładniejszych SUV-ów na rynku i na pewno może się podobać. Żałuję tylko, że Ford zdecydował się na nieco zbyt asekuracyjne podejście do rynku europejskiego.

Spokój, harmonia i komfort

Nie będę ukrywał, że podróżowanie Fordem Edge sprawiało mi ogromną przyjemność. Nie chodzi oczywiście o sportowe emocje, bo tych praktycznie nie zaobserwujemy, ale o czystą przyjemność czerpaną z poczucia komfortu, bezpieczeństwa i swego rodzaju… zaopiekowania. Brzmi dziwnie, ale podczas jazdy, bez znaczenia, czy było to przebijanie się przez miejskie korki, spokojna i leniwa podróż peryferiami miasta, czy też pokonywanie dziesiątek kilometrów drogami ekspresowymi i autostradami, towarzyszyło mi wrażenie odcięcia od świata.

Niewiele aut daje takie poczucie i nie zależy to od gabarytów, klasy, ceny czy innych tego typu aspektów, które można w jakiś sposób zmierzyć. To poczucie buduje charakter auta i Edge to z pewnością ma. Jazda jest spokojna, może być dynamiczna, ale auto do tego w żadnym razie nie kusi. Zamiast tego, mamy ochotę jechać leniwie, spokojnie, a wszystko po to, aby po prostu odpocząć i wykorzystać każdy kilometr, każdy kwadrans podróży do relaksu.

Ford Edge wnętrze 2

Fot. Kamil Rogala / Ford Edge (2019)

Bez wątpienia sprzyja temu wnętrze, które jest poukładane, estetyczne, eleganckie, bardzo dobrze wykończone i odrobinę… staromodne. I tutaj mógłby pojawić się zgrzyt, ale sęk w tym, że to idealnie pasuje do tego auta. Dlaczego? Otóż nie ma tu miejsca na rozpraszające elementy. Jest dość duży ekran dotykowy, ale nie rozprasza i nie rzuca się w oczy.

Wirtualne zegary zajmują tylko niewielki element całej tablicy wskaźników, dzięki czemu z jednej strony są bardzo praktyczne i czytelne, ale z drugiej pozwalają na zachowanie dość klasycznego wyglądu. Konsola centralna jest obszerna i oszczędna w formie, tunel środkowy szeroki i dający poczucie przestrzeni oraz wygody. Nic tu nie rzuca się w oczy, nie krzyczy i nie epatuje nowoczesnością.

Ford Edge tylna kanapa

Fot. Kamil Rogala / Ford Edge (2019)

Na osobny akapit zasługują fotele oraz kanapa. Już na pierwszy rzut oka widać, że są wygodne i tak jest w istocie. Na początku sprawiają wrażenie, że po zajęciu miejsca momentalnie wpadniemy do środka jak na babcinym fotelu, ale na szczęście tak nie jest. Na szczęście, bo tak miękkie fotele są świetne na krótką metę, bowiem po dłuższej podróży wasz kręgosłup wołałby o pomoc. Tutaj nawet kilkugodzinna podróż nie była problemem dla żadnej części ciała.

Mocy nie zabraknie

Pod maską pracuje 2-litrowy silnik wysokoprężny EcoBlue generujący przyzwoite 238 KM. Jasne, o wiele lepsza byłaby widlasta “szóstka” z poprzednika o odrobinę wyższej mocy, ale uwierzcie, ten “ropniak” świetnie dawał sobie radę z tym nielekkim skądinąd autem. Moc dostępna jest od 4000 obr./min zaś maksymalny moment obrotowy 500 Nm osiągany jest przy 3000 obr./min.

Wydaje się, że dość wysoko i trzeba mocno wkręcać auto na obroty, aby jakoś się odpychało, ale nic z tych rzeczy. Edge był bardzo elastyczny i chętnie przyspieszał z każdych obrotów, w czym bardzo sprawnie pomagała automatyczna 8-biegowa przekładnia. Napęd trafiał na wszystkie koła.

Ford Edge silnik

Fot. Kamil Rogala / Ford Edge (2019)

Miło zaskoczyła mnie kultura pracy jednostki napędowej. Bardzo często w ogóle zapominałem o tym, że pod maską pracuje silnik Diesla, a muszę przyznać, że mam dość drażliwe ucho, jeśli chodzi o sposób pracy jednostek napędowych. Tutaj nie miałem większych uwag i chyba tylko przy zimnym silniku odczuwalne były wzmożone wibracje i głośniejsza praca. Poza tym bez żadnych zarzutów.

Zarzutów nie mogę mieć również do spalania. Co prawda nie byłem jakoś pozytywnie zaskoczony, ale z drugiej strony nie poczułem żadnego rozczarowania – konsumpcja na optymalnym poziomie. W mieście, w korkach itp. trudno było zejść poniżej 10 l/100 km, w trasie z kolei bezproblemowo zejdziemy poniżej 8 l/100 km.

Należy jednak zaznaczyć, że silnik jest bardzo wrażliwy na to, jak kierowca operuje pedałem gazu. W mieście, gdy jest pusto i jedziemy bardzo spokojnie, na pewno osiągniemy wynik poniżej 10 litrów, ale wystarczy nieco mocniej wciskać gaz, przemieszczać się dynamicznie, a wartość tą możemy nawet podwoić!

Co i za ile?

Cennik Forda Edge nie jest obszerny ze względu na wybór tylko dwóch silników wysokoprężnych – 2.0 o mocy 190 lub 238 KM. Są wersje z napędem na przednią oś lub AWD, jak również z manualną lub automatyczną 8-biegową przekładnią. Do tego cztery wersje wyposażenia od podstawowej Trend, przez Titanium, po ST-Line i Vignale.

Ford Edge tył

Fot. Kamil Rogala / Ford Edge (2019)

Testowany egzemplarz to odmiana z silnikiem 2.0 EcoBlue 238 KM z automatyczną skrzynią biegów, napędem AWD i z wyposażeniem Titanium. Bez dodatków taka odmiana kosztuje 206 250 zł. Co dostajemy w zamian?

Odmiana Titanium obejmuje wszystko to, co znajdziemy w Trend (m.in. reflektory LED, kamerę cofania, dwustrefową klimatyzację automatyczną, aktywny tempomat itp.) plus 19-calowe obręcze kół ze stopów lekkich, czujniki parkowania z przodu i z tyłu, szyby w przednich drzwiach z dodatkową warstwą akustyczną, system nawigacji satelitarnej CD/MP3 z SYNC3 i DAB+, kolorowy ekran dotykowy 8 cali, Applink 3.0, Apple CarPlay, Android Auto, Bluetooth, 9 głośników, 2 gniazda USB, podgrzewane przednie fotele itp. Naprawdę nieźle. Warto dopłacić m.in. do zestawu audio B&O PLAY, który gra fenomenalnie czy też do panoramicznego dachu.

Czy warto?

Ford Edge to naprawdę świetne auto. Nie bez wad, ale trudno o nich mówić, skoro lista zalet znacząco przytłacza wszystkie możliwe zarzuty. Problemem tego modelu jest konkurencja i jego specyficzny klimat, który nie każdemu odpowiada. Nie jest to najnowocześniejsze auto i nie stara się tego tuszować. Nie ma wielkiego, wystającego nad deskę rozdzielczą ekranu, mnóstwa dodatkowych funkcji i gadżetów, ale nie o to w tym chodzi. Tu chodzi o komfort i przyjemność z jazdy.

Ford Edge 2.0 EcoBlue 238 KM
  • Wygląd zewnętrzny
  • Wnętrze
  • Przyjemność z jazdy
  • Multimedia
  • Jakość materiałów
  • Zawieszenie
  • Silnik
  • Spalanie
  • Cena w stosunku do jakości
4.1

Podsumowanie

Niestety Ford Edge nie jest wyborem oczywistym. Niektórym może także przeszkadzać brak silnika benzynowego w ofercie. W cenie testowanego egzemplarza tj. około 200 000 zł na placu boju pojawia się między innymi Alfa Romeo Stelvio w odmianie Super z 280-konną benzyną, napędem na cztery koła i 8-biegowym automatem. Jest także ciekawa Kia Sorento, Volkswagen Tiguan w topowej wersji z 220-konnym silnikiem benzynowym lub 240-konnym dieslem. Kusi także świetna Škoda Kodiaq RS. Alternatyw jest zatem sporo, choć mimo to nadal uważam, że Edge to świetne i trochę niedoceniane auto, które potrafi zauroczyć, ale potrzebuje do tego celu nieco więcej, niż wizyta w salonie i krótka jazda testowa.

Galeria

Reklama

Facebook

Reklama
Reklama