Nasze profile w mediach społecznościowych

Testy nowych samochodów

TEST | Nissan Juke N-Design 1.0 DIG-T 114 MT – miejski zawadiaka

Druga generacja stylowego crossovera japońskiej marki po raz druga gościła w naszej redakcji. Trafił nam się ciekawie skonfigurowany Nissan Juke N-Design z doładowanym litrowym benzyniakiem i skrzynią manualną. Samochód okazał się świetnym miejskim crossoverem, który posiada zdecydowanie więcej zalet niż wad, choć parę rzeczy warto byłoby poprawić.

Opublikowano

w dniu

Nissan Juke N-Design
Fot. Piotr Parys / Nissan Juke N-Design 1.0 DIG-T MT

Miejski crossover Nissana jest jednym z najbardziej awangardowo stylizowanych modeli w segmencie. Dotyczy to zwłaszcza jego poprzedniej generacji z lat 2010-2019. Doczekała się ona nawet ponad 200-konnej odmiany Nismo oraz ściśle limitowanej Juke-R 2.0 z 600-konnym 3.8 V6 biturbo rodem z GT-R’a. Nic zatem dziwnego, że w drugiej generacji producent postawił na sportowe geny, jednocześnie kontynuując awangardową stylistykę i lifestylowy charakter samochodu. Już testowana przez nas w ubiegłym roku wersja ze skrzynią automatyczną zrobiła na nas dobre wrażenie. Nic zatem dziwnego, że Nissan Juke N-Design w wersji ze skrzynią manualną bardzo nas zaintrygował… Najważniejsze jednak, że nie zawiódł naszych oczekiwań.

Chwyta za oko – zmiany zdecydowanie in plus

Wizualnie zmiany są zdecydowanie in plus względem poprzednika, który nie każdemu przypadał do gustu i był nazywany pogardliwie „żukiem”. Co prawda zachowano odważny, pełen awangardy styl, jednak samochód wygląda teraz o wiele dojrzalej i nie sprawia już wrażenia „zabawki”, tylko pełnoprawnego crossovera. Można się wręcz pokusić o stwierdzenie, że styliści Nissana zaszaleli w drugą stronę – auto wygląda bardzo masywnie, niczym jakiś duży SUV, a nie mierzący raptem 4,21 m długości crossover. Najciekawiej wygląda przód pojazdu z agresywnym spojrzeniem, które zapewnia dwuczęściowym reflektorom z wąskimi LED-ami do jazdy dziennej i okrągłym kloszom LED-owych lamp głównych, które zwłaszcza po zmroku dają ciekawy efekt wizualny. Całość uzupełnia gruba chromowana listwa okalająca atrapę chłodnicy, co akurat znamy z innych modeli japońskiej marki.

Nissan Juke - reflektory

Lifestylowy charakter Juke’a podkreślają m.in. dwukolorowe nadwozie z białym perłowym lakierem oraz czarnymi dachem i obudowami lusterek bocznych,  nakładki na progi i błotniki oraz 19-calowe dwukolorowe felgi „Akari” o ciekawym wzorze. Liczne przetłoczenia i wybrzuszenia na błotnikach nadają sylwetce miejskiego crossovera Nissana masywności. Z profilu Nissan Juke N-Design przypomina trochę Toyotę C-HR, w czym zasługa także ukrytych w słupkach C tylnych klamek. Sporym zaskoczeniem są wręcz monstrualne lusterka boczne, co odczuwa się zwłaszcza z pozycji kierowcy. Mimo swoich rozmiarów nie przeszkadzają one w manewrowaniu i zapewniają dobrą widoczność. Inne ciekawe akcenty znajdziemy z tyłu w postaci klapy bagażnika z wysuniętą klapą tworzącą półkę a’la kaczy ogon oraz spory spojler dachowy w kolorze czarnym. 

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Nissan Juke 1.0 DIG-T DCT N-Design - nie tylko do miasta

Nissan Juke N-Design: Jakość i lifestylowy charakter

Dobre wrażenie nie opuszcza po zajrzeniu do kabiny. W porównaniu do nieco tandetnego, plastikowego poprzednika Nissan Juke N-Design II generacji to zupełnie inna bajka. W oczy rzucają się przede wszystkim wstawki z alcantary w postaci pasa na desce rozdzielczej, panelach drzwi oraz tunelu środkowym. Wchodzą one w skład pakietu personalizacji wnętrza Alcantara (2700 zł) i znacząco poprawiają odbiór kabiny japońskiego crossovera. Znacznie poprawiają one odczuwalną jakość. Przy okazji świetnie korespondują z ambientowym oświetleniem znajdującym się wokół mieszka skrzyni biegów oraz na panelach drzwi przednich. Ogólnie rzecz ujmując kokpit nowego Juke’a jest przejrzysty, a jego projekt pasuje do charakteru auta. Jakość wykonania i spasowania Juke’a stoi na przyzwoitym poziomie jak na samochód tej klasy.

Nissan Juke - wnętrze

Pomimo nowoczesnego stylu auta kabina Juke’a jest dość… konserwatywna, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mamy bowiem klasyczne analogowe zegary ze znajdującym się pomiędzy nimi dość rozbudowanym komputerem pokładowym (jego obsługa na początku wymaga przyzwyczajenia) oraz wolnostojący 8-calowy ekran dotykowy systemu infotainment, który jednak wyposażono w pokrętła do regulacji głośności i zmiany skali mapy oraz fizyczne przyciski-skróty najważniejszych funkcji. Generalnie multimedia są całkiem łatwe w obsłudze, jednak nie są one idealne. Ich grafiki są bowiem dość przestarzałe, zaś łączenie z telefonem nie zawsze funkcjonuje jak należy. Są one jednak zdecydowanie przyjemniejsze w obsłudze niż znany z Renault R-Link. Na pochwały zasługuje działanie funkcji Android Auto, która funkcjonuje sprawnie i wyświetla mapę na całym ekranie.

Dopracowana ergonomia z paroma wyjątkami

Na pochwały zasługuje także dosyć dopracowana ergonomia. Wszystkie funkcje obsługuje się łatwo, a samo obcowanie z samochodem okazuje się przyjemne. Pod względem praktyczność też jest przyzwoicie, choć parę rzeczy można autu zarzucić. Przede wszystkim na całą kabinę przewidziano tylko dwa wejścia USB – po jednym z przodu i z tyłu. Po drugie uruchamianie aktywnego tempomatu za pomocą paru przycisków na kierownicy wymaga przyzwyczajenia i wydaje się, że projektanci niepotrzebnie to skomplikowali, patrząc np. na przykład Volvo, gdzie sterowało się tempomatem za pomocą jednego przycisku. Wreszcie, po trzecie, było trochę mało półek i schowków – półka na telefon była dość mała, zaś schowek w podłokietniku mało pojemny. Pod względem przestronności kabiny i wygody siedzeń, zarówno z przodu jak i z tyłu, było natomiast w porządku. Tak samo z bagażnikiem (422 l), którego funkcjonalność poprawia dwupoziomowa podłoga. 

Parę braków w wyposażeniu

Testowany Nissan Juke N-Design okazał się dosyć obficie wyposażony, jednak paru elementów w nim brakowało na tle konkurencji. Na pokładzie były bowiem takie elementy jak podgrzewana przednia szyba i fotele (pakiet zimowy za 1190 zł), nawigacja z mapami Europy (pakiet Connect) czy bardzo przyjemnie grający system car audio firmy Bose z ośmioma głośnikami, w tym dwoma umieszczonymi w zagłówkach przednich siedzeń (bardzo ciekawy akcent), wchodzący w skład pakietu Sound&Go kosztującego 4890 zł (warto). Oprócz tego na liście opcji znalazły się dywaniki za 270 zł. Samochód posiadał też pakiet Technologii (2750 zł). Obejmował on kamery przednią i 360 stopni (dobra jakość obrazu), przednie czujniki parkowania oraz asystenta parkowania.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Nissan Qashqai 1.5 dCi 115 KM - oszczędność kosztem mocy?

Oczywiście nie zabrakło też systemów bezpieczeństwa w postaci aktywnego tempomatu (niekiedy niepotrzebnie zwalniał mimo pustego pasa), system rozpoznawania znaków, ostrzeganie przed kolizją, układ hamowania awaryjnego czy monitorowanie martwego pola z lampkami ostrzegawczymi w lusterkach. Napisaliśmy jednak o pewnych brakach w wyposażeniu. Otóż poza zbyt małą ilością wejść USB należy wspomnieć o braku ładowarki indukcyjnej, zaledwie jednostrefowej klimatyzacji automatycznej (łatwo się nią sterowało) czy braku wirtualnych zegarów… Byśmy jeszcze zapomnieli – Nissan od lat stosuje automatyczne otwieranie wyłącznie szyby kierowcy, zaś przyciski pozostałych trzeba przytrzymywać. Zabrakło też LED-owych lampek oświetlających wnętrze, zwłaszcza z tyłu (były zwykłe).

Nissan Juke N-Design i jego małe, niepozorne serce

Testowany Nissan Juke N-Design skrywał pod maską turbodoładowaną jednostkę R3 DIG-T o pojemności 1 litra, rozwijającą 114 KM i 200 Nm. Pomimo niewielkiej pojemności i stosunkowo małej mocy okazała się ona w zupełności wystarczająca do ważącego około 1260 kg crossovera. Producent podaje przyspieszenie od 0 d0 100 km/h w czasie 10,7 s i prędkość maksymalną na poziomie 180 km/h. W rzeczywistości jednak dynamika pojazdu wydawała się jeszcze lepsza. Nawet w trybie Eco auto przyzwoicie się zbierało. Z kolei w trybie Sport jeszcze lepiej reagowało na gaz i usztywniał się układ kierowniczy. Całkiem dobre okazało się też wyciszenie, zaś z zewnątrz na postoju samochód brzmiał prawie jak hot hatch. Obecność silnika R3 wcale nie przeszkadzała.

Nissan Juke - tył

Jednostka ochoczo wkręcała się na obroty, zaś dobrze zestopniowana manualna skrzynia z przyjemnym drążkiem i dosyć długimi biegami potęgowała frajdę z jazdy. Poniżej 2 tys. obrotów silnik miał jednak turbodziurę i ewidentnie brakowało mu momentu obrotowego. Najbardziej ochoczo jechał powyżej 3000 obr./min. Należy pochwalić także przyjemną pracę sprzęgła, do której łatwo można było się przyzwyczaić i sprzyjała ona płynnemu poruszaniu się. Samochód ochoczo rozwijał nawet prędkości autostradowe, jednak powyżej nich ewidentnie brakowało mu pary.

Nissan Juke N-Design – dobre osiągi w parze z przyzwoitym spalaniem

Nissan Juke całkiem znośnie wypadł także pod względem spalania. Turbodoładowana niewielka jednostka zużyła w teście średnio w granicach 7-7,3 l/100 km. Co prawda szału nie ma, jednak sporo kilometrów pokonaliśmy autostradami i drogami szybkiego ruchu. Z kolei na miejscu często poruszaliśmy się po mieście i na krótkich dystansach. Na autostradzie silnik ma ponad 3 tys. obrotów na szóstym biegu i pali wówczas ponad 8 l/100 km. Przy 120 km/h zużycie spada do 7,3 l/100 km. „Ósemkę” trzeba liczyć także podczas jazdy miejskiej. Poza miastem zaś można nawet osiągnąć wyniki z piątką z przodu (nam udało się bez większych starań zejść do 5,9). Liczący 46 l bak pozwala zatem na przejechanie około 600 km na jednym tankowaniu.

Pewien niesmak

Pewne zniesmaczenie budził jednak niczym nieosłonięty silnik od góry (od spodu była płyta ochronna) oraz coś w rodzaju wygłuszającej waty w nadkolach, do której był swobodny dostęp i która nasiąkała wilgocią – w przyszłości może rodzić to poważne problemy z korozją. Nieciekawy był również odgłos zamykania tylnych drzwi, gdyż blacha wydawała podobne dźwięki co blaszane wiadro z popularnego sklepu budowlanego – kiepsko to świadczy o jakości blachy. 

Sztywno, sprężyście, za***iście – niczym w hot hatchu

Bardzo miłe zaskoczenie spotkało nas ze strony układu jezdnego Juke’a. Zawieszenie okazało się tak przyjemnie zestrojone i sprężyste, że czuliśmy się wręcz jak w rasowym hot hatchu. Samochód świetnie połykał kolejne zakręty, w czym zasługa także niskoprofilowych opon (profil 40), sztywnego zawieszenia oraz dobrze zestrojonego układu kierowniczego, a także wydajnych hamulców, Nissan Juke N-Design udowodnił, że crossover z litrowym silnikiem też potrafi zapewnić sporo frajdy z jazdy. Oczywiście manualna skrzynia angażowała bardziej, ale to akurat było atutem w tym przypadku. Jednocześnie komfort jazdy był na przyzwoitym poziomie, choć czuć było np. studzienki. Takie zawieszenia lubimy – cytując klasyka było sztywno, sprężyście, za***iście. 

Ujęcie w ruchu

Nissan Juke N-Design: Ile kosztuje bycie modnym?

Na koniec kwestia ceny. Póki co Nissan nie daje nabywcy zbyt dużego pola manewru, gdyż dostępny jest wyłącznie litrowy silnik. Można jednak wybierać spośród sześciu wersji wyposażenia oraz między manualną a dwusprzęgłową automatyczną przekładnią DCT. Bazowy Juke w wersji Visia z manualem kosztuje od 74 930 zł, zaś z automatem od 79 430 zł. Testowana odmiana N-Design startuje z pułapu 96 230 zł. Nasz egzemplarz wyceniono na 108 030 zł, co czyni go dość atrakcyjną propozycją w segmencie. Rywale w podobnych wersjach kosztują bowiem średnio około 120 tys. zł. Mają jednak bogatsze wyposażenie, m.in. w wirtualne zegary czy więcej portów USB, a także dwustrefową klimę.

Nissan Juke N-Design 1.0 DIG-T MT: Podsumowanie

Nissan Juke N-Design 1.0 DIG-T MT
  • Wygląd zewnętrzny
  • Wnętrze
  • Przyjemność z jazdy
  • Multimedia
  • Wyposażenie
  • Jakość materiałów
  • Zawieszenie
  • Silnik
  • Spalanie
  • Cena w stosunku do jakości
4.6

Podsumowanie

Projektując drugą generację Juke’a, Nissan wykonał kawał naprawdę dobrej roboty. Stworzono bowiem atrakcyjnego wizualnie i dającego mnóstwo frajdy z jazdy crossovera, który jednocześnie wyróżnia się praktycznością i sporym prześwitem. Poprawiono też jakość wykonania, zaś litrowa jednostka zaskakuje dynamiką i oferuje akceptowalne spalanie. Auto rozsądnie też skalkulowano. Poprawić trzeba jedynie jakość blachy, gdyż samochód może w przyszłości trapić korozja. Plus aż prosi się o parę elementów wyposażenia i mocniejszy silnik do wyboru, np. 1.3 R4 z Qashqaia.

Podejrzewamy jednak, że to tylko kwestia czasu. Generalnie możemy śmiało polecić miejskiego crossovera od Nissana, gdyż spodoba się on zarówno mężczyznom jak i kobietom, a jego niepowtarzalny styl i lifestylowy charakter budzą uśmiech na twarzach jego posiadaczy.

Galeria: Nissan Juke N-Design 1.0 DIG-T MT

Zachęcamy do obejrzenia galerii zdjęć, które wykonał dla nas Piotr Parys. Zapraszamy do zapoznania się z jego portfolio na jego stronie paryspiotr.pl oraz jego profilu na Facebooku.

4.6/5 (liczba głosów: 11)
Skomentuj

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama
Reklama