Czego szukasz?

Biznes

Pierwszy taki bunt. Pięć dużych marek oficjalnie nie chce elektroterroru

Pomysł, że w świecie motoryzacji wszyscy jadą na tym samym wózku nie jest już do końca prawdą. Pięciu ogromnych producentów samochodów i motocykli otwarcie sprzeciwia się dążeniu wyłącznie do elektrycznych samochodów.

toyota z silnikiem spalającym wodór
Fot. Toyota

Wyłącznie elektryczna przyszłość jest nierealna

W ostatnich latach niektórzy politycy, a wraz z nimi niektórzy producenci samochodów mówili i nadal mówią, że samochody elektryczne są jedyną przyszłością motoryzacji. Część z takich osób powoli zmienia zdanie i stwierdza (jak Herbert Diess), że plany całkowitego zakazu samochodów spalinowych do 2040 roku są nierealne. 

Wszyscy trzeźwo myślący wiedzą to od już od dawna. Nierealne bowiem jest, aby np. Polska stała się krajem, w którym za kilkanaście lat w salonach sprzedaje się wyłącznie samochody elektryczne. A taki Ford mówi nawet o 2030 roku, to już za dziewięć lat. Można mówić o poszczególnych miejscach, gdzie jest to możliwe, ale na pewno nie w całym społeczeństwie. Samochody elektryczne po prostu nie są w stanie obsłużyć potrzeb każdego człowieka w każdej sytuacji. Banalnym przykładem są tu rodziny mieszkające w blokach. 

ZOBACZ TAKŻE
Szef Toyoty w trybie ataku. Uważa, że elektryki są przereklamowane

Ci, którzy tak myślą i rzeczywiście wprowadzą wyłącznie elektryki do swoich salonów, nieuchronnie stracą część klientów. Są jednak producenci, którzy mają głowy na karku i jasno wskazują, że pełna elektryfikacja ich gamy modelowej na pewno nie nastąpi w ciągu kilkunastu lat. Warto wspomnieć tu chociażby o BMW, które szacuje, że w 2030 r. samochody elektryczne może będą stanowić połowę sprzedaż marki. Cały ten przydługi wstęp ma na celu zobrazowanie, że różni producenci podążają w różnych kierunkach i podejmują inne decyzje biznesowe. A to coś nowego w tej branży. 

Bunt pięciu marek

Buntownikom przewodzi pięciu ogromnych producentów samochodów i motocykli, którzy połączyli siły. To Toyota, Mazda, Subaru, Kawasaki i Yamaha. Japońskie marki nie widzą elektryfikacji jako jedynego rozwiązania na motoryzację przyszłości i chcą to wyraźnie pokazać. Nie jest tak, że ci producenci krzyczą „nie chcemy elektryków!” nie mówiąc nic więcej. Mają konkretne plany na bardziej ekologiczną motoryzację z silnikami spalinowymi i chcą je promować, a tym samym namawiać do różnorodności zamiast oparcia wszystkiego na samochodach elektrycznych. Trudno się z nimi nie zgodzić. 

Pięciu japońskich producentów połączyło siły, aby zapobiec wycofywaniu silników spalinowych. Przecież w kupie siła, a wielu z tych producentów już indywidualnie zgłaszało wiele obiekcji co do wyłącznie elektrycznej przyszłości transportu. Argumenty są bardzo proste – takie czarno-białe podejście jest nie do zrealizowania, a poza tym nie jest nawet ekologiczne.

ZOBACZ TAKŻE
Szef BMW mocno uderzył w Teslę. Wyśmiał jej jakość i nie tylko

Firmy te chcą pokazać, że przy pomocy różnych form paliw syntetycznych można dalej eksploatować samochody spalinowe bez emisji gazów cieplarnianych. Nie jest to oczywiście sytuacja idealna ze względu na ich energochłonną produkcję, ale nie potrzeba rozwoju zupełnie nowych samochodów, linii produkcyjnych czy zbudowania całej infrastruktury. Wręcz przeciwnie, przejście może odbyć się bardzo płynnie.

O co dokładnie chodzi?

„Chcemy wyjść poza inicjatywy prowadzące do pełnej elektryfikacji i zaoferować szerszy wybór silników spalinowych” – powiedziało pięć marek, do których prawdopodobnie za moment dołączą Honda i Suzuki. Według nich nowe paliwa są drogą naprzód, która ułatwi, a nie skomplikuje przejście na neutralność węglową. W gruncie rzeczy Porsche mówi to samo, więc być może japońscy producenci wkrótce zyskają pierwszego europejskiego sojusznika. 

ZOBACZ TAKŻE
Volvo znowu z RiGCzem. Szwedzi wyznali prawdę o produkcji elektryków

Na specjalnej konferencji marki przedstawiły wiele konkretnych planów – od samochodów drogowych po sporty motorowe. Flagową reklamą tego sojuszu jest praktycznie bezemisyjny silnik V8 od Toyoty i Yamahy, który spala wodór. Tak, spala. Wodór jest oczywiście wykorzystywany jako źródło energii w połączeniu z ogniwami paliwowymi, ale w tym przypadku jest spalany jako paliwo. Dyskusje o wodorze zostawmy jednak na boku, bo oczywiście także nie jest to rozwiązanie idealne. Kluczowe jest to, że jest to kolejna możliwość dążenia do bardziej ekologicznej motoryzacji. Mazda natomiast pokłada duże nadzieje w paliwach syntetycznych i biopaliwach, chcąc w ten sposób utrzymać przy życiu swoje silniki Diesla.

Można by opisywać kolejne przykłady, ale nie o to chodzi. Ta inicjatywa ma na celu wskazanie wielu rozwiązań prowadzących do tego samego celu co całkowita elektryfikacja, a przy tym będących dostępnymi dla szerokiego grona odbiorców. Poza tym to pierwszy tak głośny i wyraźny bunt przeciw elektryfikacji jako jedynej przyszłości motoryzacji.

4.9/5 (liczba głosów: 28)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Reklama
Reklama