Connect with us

Czego szukasz?

Biznes

Nowy minister Trumpa znosi amerykańskie limity emisji i zużycia paliwa. Obnaża przy tym stojącą za nimi hipokryzję

Sean Duffy został nowym ministrem transportu Stanów Zjednoczonych i, podobnie jak jego bezpośredni przełożony prezydent Donald Trump, natychmiast przystąpił do zmiany dotychczasowej polityki USA w zakresie pośredniego narzucania samochodów elektrycznych.

Tankowanie paliwa

Zwolennicy pojazdów elektrycznych regularnie protestują przeciwko określeniom takim jak „narzucanie” czy „zakazy”, pokazując tym samym swoją stronniczość lub brak szerszej perspektywy. Choć amerykańskie prawodawstwo nigdy wprost nie nakazywało kupna określonych pojazdów ani nie zabraniało zakupu innych, stworzyło takie warunki, które właśnie do tego prowadziły.

Przykładem podobnej sytuacji jest Holandia, gdzie również nikt bezpośrednio nie zakazał kupowania określonych typów samochodów, jednak wprowadzone regulacje skutecznie wyeliminowały z rynku pojazdy z silnikiem Diesla. Obecnie większość takich samochodów nie jest już oferowana w kraju, a te nieliczne dostępne kupuje jedynie garstka najbogatszych osób i instytucji państwowych, co najlepiej pokazuje, jak poważnie należy traktować zapewnienia o dostępności promowanych zamienników elektrycznych.

Restrykcyjne regulacje CAFE i ich wpływ na amerykański rynek

System CAFE (Corporate Average Fuel Economy) stał się szczególnie wymagający pod rządami administracji Bidena. W przeciwieństwie do przepisów UE, które odnoszą się do emisji CO2, CAFE bezpośrednio reguluje średnie zużycie paliwa sprzedawanych samochodów poszczególnych producentów, choć w praktyce obie metryki są ze sobą ściśle powiązane.

Zgodnie z nowymi regulacjami, do 2031 roku wszystkie pojazdy każdego producenta będą musiały osiągać średnie zużycie paliwa na poziomie 50,4 mil na galon, czyli około 4,66 litra benzyny na 100 kilometrów. W przeciwnym razie producenci będą musieli płacić kary, podobnie jak w Unii Europejskiej.

Takie zużycie paliwa jest realnie osiągalne jedynie dla niewielkiej liczby małych, ekonomicznych samochodów – nawet Golf TDI osiąga je tylko przy bardzo defensywnej jeździe. Każdy, kto był w USA wie, że nie jest to typowy ani średni amerykański samochód. Cel został więc ustalony ze świadomością, że realnie nigdy nie może zostać osiągnięty, co pośrednio zmusza producentów – a w konsekwencji klientów – do produkcji i zakupu samochodów elektrycznych z sztucznie zminimalizowanym zużyciem.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Hyundai Ioniq 6 77 kWh AWD Uniq - prawie jak Porsche

Europejskie doświadczenia jako przestroga

W Unii Europejskiej wprowadzono podobne regulacje dotyczące samochodów spalinowych, niezależnie od tego, czy wielokrotnie wspominany, prawie bezpośredni zakaz silników spalinowych planowany na rok 2035 pozostanie w mocy. Jeśli producenci muszą osiągać określony poziom emisji CO2 ze sprzedawanych samochodów, który można uzyskać tylko sprzedając odpowiedni procent pozornie bezemisyjnych pojazdów elektrycznych, konsekwencje są przewidywalne.

Skutki takich regulacji są już widoczne w Europie – producenci samochodów przestają koncentrować się na potrzebach klientów, a zamiast tego inwestują w unikanie potencjalnych kar. Jak potwierdza szef Renault, firmy produkują i sprzedają samochody elektryczne poniżej kosztów produkcji, jednocześnie sztucznie zawyżając ceny pojazdów spalinowych, aby zrekompensować straty ekonomiczne.

Chociaż nie wszyscy producenci muszą stosować tę strategię i istnieją inne metody radzenia sobie z regulacjami, praktyka pokazuje, że takie działania są powszechne na rynku.

Przełomowa decyzja nowego ministra

Sean Duffy postanowił zakończyć tę praktykę w Ameryce, nakazując Narodowemu Urzędowi Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA) przegląd zasad dotyczących samochodów produkowanych od roku modelowego 2022, jak informuje New York Times. Poprzednie limity pozostaną w mocy.

Minister argumentuje, że sztucznie wysokie limity zużycia paliwa powodują wysokie koszty, które czynią wiele nowych modeli pojazdów niedostępnymi dla przeciętnej amerykańskiej rodziny i właścicieli małych firm. Zwraca również uwagę na problemy związane z podatnością sieci elektrycznej i uzależnieniem od zagranicznych materiałów do produkcji baterii.

W swoich wypowiedziach Duffy skutecznie podważa argumentację, że regulacje te miały „motywować kierowców do przejścia na samochody elektryczne”. Jak realistyczny cel dotyczący niskiego zużycia paliwa miałby motywować do przejścia na pojazdy elektryczne? Nikt przecież nie pomyśli: „Super, moje spalinowe auto jeździ dzięki rządowi za 1,8 litra benzyny na 100 km, to kupię sobie elektryka!”

ZOBACZ TAKŻE
To najpopularniejszy samochód w Japonii. Wskazuje, czego brakuje w Europie?

Przyszłość rynku motoryzacyjnego

Celem tych regulacji nigdy nie była poprawa efektywności samochodów, ale ustanowienie niemożliwego do osiągnięcia celu, który można spełnić tylko poprzez wymuszanie zakupu samochodów z pozornie zerowym zużyciem paliwa. Nie chodziło o motywację klientów, ale o zmuszenie ich do określonych wyborów poprzez redystrybucję na poziomie produkcji i sprzedaży.

Jeśli istnieje rynek na samochody elektryczne, producenci będą je wytwarzać i oferować naturalnie. Jeśli takie pojazdy rzeczywiście okażą się lepszym rozwiązeniem, odniosą sukces rynkowy i nikt nie będzie miał z tym problemu. Sztuczne zawyżanie cen samochodów spalinowych w celu powstrzymania ich sprzedaży na rzecz niechcianych alternatyw jest po prostu złe.

Wszystkie te wymuszenia związane z samochodami elektrycznymi w momencie, gdy nie są one konkurencyjne, nie tylko czynią je nieakceptowalnymi dla części społeczeństwa obecnie, ale także nadają im problematyczny wizerunek na przyszłość. Kto odrzuca wolność wyboru konsumenta, jest nie tylko zwolennikiem totalitarnych manierów, ale ostatecznie działa na szkodę samych samochodów elektrycznych.

\
Reklama