Presja i apetyt rosną w miarę jedzenia
Jeśli przez ostatnie pięć sezonów zdobywałeś tytuły w kategorii konstruktorów. Zaś trzy ostatnie lata przyniosły końcowe triumfy zawodnikom na Twoich motocyklach to naturalną koleją rzeczy jest chęć utrzymania statusu quo. I z jednej strony marka z Borgo Panigale dysponuje kapitalnym pakietem w postaci maszyny, stabilnego zespołu inżynierów oraz mocnych zawodników fabrycznych, co powinno dać im poczucie komfortu. Do tego wszystkiego testy również przebiegały po myśli całego obozu Ducati – Marc Marquez i Pecco Bagnaia regularnie pokazywali się z doskonałej strony. Zaś wielokrotnie prędkość na pojedynczym okrążeniu pokazał też Alex Marquez.
Jednakże są też powody do niepokoju, albo może wręcz przeciwnie. Okazało się, że „czerwoni” przywieźli na testy GP25 w specyfikacji, co do której nie są do końca pewni. Szczególnie chodzi o silnik, który prawdopodobnie jest zbyt agresywny na hamowaniu. Dlatego Marquez, Bagnaia i di Giannantonio dostaną jednostki w specyfikacji 2024. Same ramy będą tegoroczną konstrukcją. Natomiast skrzydła i elementy aerodynamiczne stanowią ewolucję zeszłorocznego pakietu. Dlatego zasadne było określenie tegorocznej maszyny mianem „GP24.9” przez dziennikarza Mata Oxleya.

Fot. Ducati
Czy to źle, że zdecydowano się na taki pakiet?
Obecnie możemy powiedzieć, że i tak i nie, a tak na prawdę to zweryfikuje to wszystko tor. Dobre jest to, że Ducati nie zaryzykowało potencjalnie nieprzewidywalnego motocykla, co mogłoby ich zaboleć także w 2026, gdy trzeba będzie znów użyć tej samej jednostki. Po prostu może aktualni dominatorzy doszli do „ściany” i osiągnęli maksimum osiągów z ich koncepcji silnika. I możliwe, że rywale i tak ich nie dogonią. W końcu Aprilia i KTM także muszą zamrozić specyfikację silnika na najbliższe dwa lata. Wyjątek stanowią tu Yamaha I Honda, które posiadają koncesje.
Złe może być to dlatego, że ten motocykl będzie jeszcze mniejszą ewolucją względem GP24, niż planowano. Roczne maszyny, których zawodnicy korzystać będą z gotowych baz ustawień sprzed roku mogą być w takim razie jeszcze groźniejsi. A co jeśli okaże się, że KTM jednak przyspieszył znacznie bardziej niż przewidywano? Ducati jest teraz stanie lekkiej niepewności. Ostatecznie jednak na stan obecny przychylałbym się ku temu, że taka „hybryda” to nadal dobre i bezpieczne rozwiązanie.

Fot. Ducati
Czekamy na ściankę w zespole
Ducati wchodzi w niezwykle interesujący rozdział swojej historii. Otóż do ich złotego dziecka, jakim jest Pecco Bagnaia dołączy Marc Marquez. Znamy już historię o utytułowanym zawodniku dołączającym do tego zespołu. Jednak tym razem to powinno przynieść więcej sukcesów.
Dodatkowo możemy wyczekiwać też fajerwerków. Marquez i Bagnaia to dwie silne osobowości oraz dwaj zawodnicy głodni zwycięstw i tytułów. Na testach panowie zgodnie współpracowali, ale gdy przyjdzie czas na walkę na torze to w garażu nie będzie tak miło. W końcu żaden z nich nie chce być numerem dwa, ale ostatecznie ktoś nim zostanie. Dlatego nie należy się zdziwić, gdy pewnego pięknego dnia w garażu Ducati na środku garażu stanie ścianka dzieląca zespół na pół. Obecnie jednak stawiam na to, że to Marc jest lepiej przygotowany u progu nowego sezonu wnioskując po rezultatach z testów.

Fot. Gresini Racing
Prywatni zawodnicy w walce o przyszłość
Poza zespołem fabrycznym mamy też cztery motocykle dwóch ekip prywatnych. Wpierw kilka słów o Fabio di Giannantonio. Włoch będzie jedynym posiadaczem prywatnego GP25 w ramach zespołu VR46 Racing Team. Jednakże „Diggia” przystąpi do sezonu znacznie osłabiony po kontuzji, która wyeliminowała go z testów. Z jednej strony może on świetnie się pokazać na tym sprzęcie, ale jednocześnie przez znacznie mniejszy czas na przygotowania będzie to dla niego trudne zadanie. Spokoju nie dadzą mu też plotki mówiące, że Pedro Acosta mógłby odebrać mu to miejsce w razie, gdyby Hiszpan musiał uciekać z KTM-a.

Fot. VR46 Racing
Ostatnią szansą będzie też ten sezon dla Franco Morbidellego. Włoch po wylocie z Yamahy, sezonie na Pramac Ducati, przechodzi do zespołu Valentino Rossiego. Jedyne co się dla niego nie zmieni to motocykl GP24, na którym rywalizował przed rokiem. Natomiast on również jest pod presją. Włoch wie, że jego akcje w MotoGP stoją dość nisko i kolejny kiepski sezon może okazać się jego ostatnim w tej kategorii.
Sporo do udowodnienia ma Alex Marquez na GP24 w Gresini Racing. Hiszpan szalał momentami na testach i teraz w pierwszych rundach może panować ogromny „hype” na to, że młodszy z Marquezów wygra jakiś sprint, lub wyścig Grand Prix. Jeśli tak się nie stanie to zawód jego postawą może być ogromny. Natomiast przed ogromnym wyzwaniem stoi debiutujący w MotoGP Fermim Aldeguer. Hiszpan nie zawojował testów, bo nikt tego od niego nie oczekiwał. Jednakże im dalej w sezon, tym większe mogą być oczekiwania.
Ten sezon pokaże nam czy dominacja Ducati osiągnęła swój szczyt czy może jest już za owym wierzchołkiem.