Sezon w cieniu niepewności
Już teraz można powiedzieć, że tegoroczna kampania w wykonaniu KTM-a i Tech3 będzie naznaczona problemami finansowymi marki. Według niektórych doniesień można stwierdzić, że to jest cud, że w ogóle zobaczymy RC16 na polach startowych po tym, jak KTM zimą przeszedł pod zarząd administracyjny. Skoro jednak zobaczymy czterech zawodników na RC16 to znaczy, że przynajmniej obecnie nie ma się o co martwić. Wydaje mi się, że jeszcze ten rok upłynie temu producentowi na walce z Aprilią o drugie miejsce w klasyfikacji konstruktorów.
Tylko momentami może dołączyć do nich Yamaha, która na niektórych torach będzie mocniejsza. Pytanie tylko, jak będzie wyglądać rozwój motocykla, który w przypadku tej marki był zwykle bardzo agresywny. Teraz może się to zmienić. Czy to może być coś jednoznacznie złego? Dawniej niektórzy zawodnicy narzekali na to, że KTM wręcz z sesji na sesję przebudowywał motocykl i jego motocykliści nie byli w stanie przyzwyczaić się do konkretnej charakterystyki i ustawień. Może rzadsze zmiany okażą się szczęściem w nieszczęściu?

Fot. KTM
Zawodników czeka walka o utrzymanie w stawce
Niepewność odnośnie pozostania KTM-a w MotoGP oznacza, że sami motocykliści też muszą walczyć o utrzymanie się na powierzchni. W obecnej chwili według ekspertów jedynie Pedro Acosta może spać spokojnie. Zimą, gdy żyliśmy dramatem jego pracodawcy, mówiło się, że Acosta może wylądować w zespole Valentino Rossiego.
Osobiście uważam, że nikt niczego nie może być pewien. Nawet Hiszpan może wypaść z orbity w MotoGP. Jasne, jest niebywałym talentem – przebojem wdarł się do Moto3, a rok temu do klasy królewskiej. Jednocześnie zdarzały mu się straszne dołki formy. Równocześnie Brad Binder prezentował równiejszą formę. I w tym roku spodziewamy się podobnej postawy. Jeśli RC16 będzie w stanie wygrywać wyścigi to zawodnik z RPA musi być jednym ze zwycięzców.

Fot. KTM Tech3
Tech3 z większym wsparciem i… identycznym malowaniem
W prywatnym zespole Tech3, ale z fabrycznym wsparciem i fabrycznymi motocyklami pojadą Enea Bastianini i Maverick Vinales. I to może być interesujący duet. Obydwaj mają już doświadczenie w tym sporcie i to w zespołach z najwyższej półki. Obydwaj potrafią wygrywać wyścigi, ale też jeden i drugi miewają wahania formy. Bastianiniemu może pomóc to, że będzie miał fabryczny sprzęt i wsparcie, ale w ramach prywatnej ekipy, co zmniejszy też presję na Włochu. Ten dobrze czuł się na dobrym motocyklu w prywatnej ekipie Gresini i „degradacja” do Tech3 może mu pomóc wrócić do podobnej sytuacji.
Maverick Vinales w tym zespole to ciekawy eksperyment. On jeszcze nie miał w rękach maszyny, która jest zbliżona charakterystyką do Ducati. Dla niego to będzie pierwszy sezon w prywatnej ekipie w jego karierze i tutaj degradacja jest ewidentnie widoczna. Problem polega na tym, że Hiszpan już nie jest zbyt młody i nawet genialny sezon w jego wykonaniu nie zmieni jego sytuacji. Yamaha i Aprilia po doświadczeniach z Vinalesem nie będą chętne na przyjęcie go z powrotem. Natomiast Ducati I fabryczny zespół KTM-a mają swoją „kolejkę” młodszych zawodników. Wygląda na to, że to będzie kluczowy sezon dla Vinalesa w MotoGP, bo to może być jeden z jego ostatnich.