Może być już tylko lepiej
Ostatnie dwa lata były dramatyczne dla „trzech kamertonów”. Oprócz kiepskiej mocy silnika rzędowego, Yamaha zmaga się także z pracą ogumienia, szczególnie tego z tyłu. To wszystko w połączeniu z przespaniem wyścigu zbrojeń w kwestii aerodynamiki sprawiło, że Yamaha znalazła się na końcu stawki z Hondą.
Na szczęście na ratunek przybyła Dorna wraz z FIM, które dokonały zmian w systemie koncesji. Te pomogły Yamasze rozwijać silnk w trakcie sezonu, a także umożliwiły częstsze testowanie. Zeszły rok, a dokładniej końcówka sezonu, pokazały, że Yamaha radzi sobie lepiej względem Hondy. Dodatkowo minione testy również wskazują na zdecydowany progres tego producenta. M1 w rękach Quartararo była bardzo mocna na Sepang, ale gorzej było już na testach.

Fot. Yamaha
I jak to interpretować? A no dwojako. Przede wszystkim to dalej występuje ogromna przepaść pomiędzy Francuzem, a Alexem Rinsem. Fabio dobrze radził sobie w Malezji, na której jeździł on więcej względem innych zawodników etatowych innych marek. Dodatkowo sam obiekt był też świetnie nagumowany, co sprzyjało motocyklowi M1.
I tu cieszę się, że druga tura testów odbyła się w Buriram. Raz, że historycznie był to jeden z najgorszych torów Yamahy. Dwa że tutaj nie miała ona dodatkowych dwóch dni testów z zawodnikami wyścigowymi. I tu już forma była gorsza. Dzięki sesjom w takich warunkach możemy powiedzieć, że obraz stawki jest znacznie bliższy rzeczywistości. Yamaha raczej będzie trzecią siłą, okazjonalnie drugą, lub nawet czwartą. Postęp przy M1 jest faktem, ale osiągi będą się różniły z toru na tor.

Fot. Yamaha
Prawie wszyscy walczą o utrzymanie się na powierzchni
Poza Fabio Quartararo, każdy z zawodników ma coś do udowodnienia. Sam Francuz też nie ma prawa spoczywać na laurach. W końcu to on jest najważniejszym zawodnikiem w kontekście rozwoju motocykla M1. To on stale musi on pracować na lepsze jutro swoje i innych motocyklistów spod znaku trzech kamertonów. Jednocześnie trzeba mu oddać to, że wykazuje się on ogromnym zaufaniem do tego producenta. Już w swoim mistrzowskim 2021 roku wiedzial, jak ciężko może być w Yamasze i że ta musi ostro brać się do pracy. To zaufanie może momentami zaprocentować, prawdopodobnie w wyścigach Grand Prix aniżeli sprintach.
Zdecydowanie na gorącym krześle siedzi Alex Rins. Świetna postawa z lat spędzonych na Suzuki i zwycięstwo na Hondzie zdają się być już pieśnią przeszłości, o której mało kto już pamięta. Zeszły rok zniszczyła mu kontuzja nogi, która prawdopodobnie nadal nie została wyleczona. Oby nie powtórzył się przypadek Franco Morbidellego, bo Yamaha też wiecznie czekać nie będzie. Z drugiej strony „granatowi” od pięciu lat zmagają się z brakiem stabilizacji w składzie zawodników i zrobi ona wszystko, aby pomóc Rinsowi poczuć się dobrze na M1. Jednocześnie należy pamiętać, że w ramach rewolucji w programie Yamahy zaszło wiele zmian. Zaś jedną z nich jest stworzenie zespołu juniorskiego w Moto2.

Fot. Yamaha
Co dwie głowy to nie jedna
A jeśli mówimy o rewolucji to znacznie ważniejszą zmianą jest powrót do wystawiania czterech maszyn. Dwa dodatkowe motocykle dostał Pramac Racing, który po blisko dwóch dekadach opuścił obóz Ducati. Teraz ta ekipa dostała dwa fabryczne motocykle japońskiej marki, a dodatkowo zespół wystawia ekipę juniorską Yamahy w klasie pośredniej. Najważniejsze jednak jest to, że ta ekipa dołoży swoje doświadczenie i ekspertyzę inżynierską przy rozwoju motocykla, co powinno pomóc motocyklowi M1 zyskać na konkurencyjności.
Wróćmy jednak do zawodników. Jack Miller i Miguel Oliveira dosiądą granatowo-fioletowych maszyn i to ten pierwszy poradził sobie lepiej na testach. O dziwo, ponieważ dotychczas jeździł on głównie na Hondach, Ducati i KTM-ach. Te maszyny z silnikami V4 charakteryzują się agresywniejszym stylem prowadzenia. I jazda na motocyklu, który swoje osiągi znacznie bardziej uzależnia od pracy tylnej opony to może być dla niego coś innego. Zarówno on, jak i Portugalczyk walczą o utrzymanie się w MotoGP. Miller z racji swojego doświadczenia wnosi sporą wartość w postaci informacji zwrotnej, jakiej będzie udzielać zespołowi po każdej sesji. Jeśli do tego dojdą dobre wyniki to może zabawić tu na trzy lata. Jednak może on też skończyć, jak Danilo Petrucci, którego KTM wycisnął z informacji na temat pracy maszyny Ducati i po roku wyrzucił do kosza.
Miguel Oliveira znalazł się tu dość niespodziewanie. Przede wszystkim trochę niespodziewanie tu wylądował, bo wydawało się, że utrzyma on miejsce na Aprilii Trackhouse, a tu jednak losy potoczyły się inaczej. Dla niego również będzie to istotny rok, który będzie walką o życie. Pokazywał momentami dobrą formę na prywatnych maszynach innych producentów i możliwe, że analogiczna sytuacja również mu pomoże. Jednakże po testach wydaje się, że czeka go walka o pojedyncze punkty za Jackiem Millerem. Tu jednak pamiętajmy, że sezon jest długi i czasu na dokonanie postępu będzie sporo.