Palou wygrał pierwszy raz w erze hybrydowej
Hiszpan oraz Scott Dixon mieli dziś ręce pełne roboty oraz trochę szczęścia. Start z ósmej lokaty nie poszedł mu zbyt dobrze. Po jedynej neutralizacji on oraz Dixon wylądowali na końcu pierwszej dziesiątki. Jednakże po trzydziestym okrążeniu dwójce kierowców Chipa Ganassiego szło już tylko lepiej. Z każdym okrążeniem był on w stanie zbliżać się do liderów dzięki dobrej współpracy z oponami. Każdy z trzech pit stopów przynosił poeciecia kolejnych rywali, aż ten ostatni wyciągnął go przed McLaughlina.
Od tamtej pory nikt nie mógł już zatrzymać Hiszpana. I tu mam na myśli także Sting Ray Robba, który podejrzanie długo nie dawał się zdublować Palou, a zaraz potem bez walki puścił Newgardena. Ostatecznie kierowca Chip Ganassi Racing wygrał na ulicach Petersburga, co było najlepszym startem obrony trzeciego tytułu mistrzowskiego. Kluczem do zwycięstwa był start na miękkich oponach, których kierowca CGR pozbył się podczas neutralizacji. Istotna w tym wszystkim była też komunikacja radiowa, która z przyczyn technicznych szwankowała w załodze Dixona. Biorąc na to poprawkę to druga lokata to nadal świetny wynik. Nowozelandczyk na ostatnim okrążeniu skorzystał na tym, że jadącemu przed nim Newgardenowi kończyło się paliwo.
McLaughlin nie upilnował podcięcia
Pierwsze okrążenia układały się po myśli kierowcy Team Penske. Utrzymał on prowadzenie na starcie i po restarcie po wypadku z pierwszych metrów. I taki stan rzeczy utrzymywał się aż do późnego etapu wyścigu. Jeszcze przed trzecim zjazdem był tak naprawdę nietykalny. Niestety tym razem rywale byli „niewidzialni”, ponieważ walka polegała na pilnowaniu przewagi nad Palou, Dixonem czy Newgardenem. I to oni wszyscy przy trzeciej serii zjazdów przeskoczyli Nowozelandczyka. W podobnej sytuacji w końcowej fazie pozycje stracił Christian Lundgaard.
Herta zmagał się z postojami
Colton był w tym wyścigu mocnym faworytem do walki o zwycięstwo. Niestety problematyczne pit stopy w wykonaniu Andretti Autosport pogrzebały jego szanse na dobry wynik. W tym wyścigu honoru tej ekipy bronili Kyle Kirkwood oraz Marcus Ericsson, którzy dowieźli swoje auta na piątym i szóstym miejscu.
Ilott wrócił z Premą w przyzwoitym stylu
Po zakwalifikowaniu się na końcu stawki, Brytyjczyk wykonał dobrą pracę. Start na twardej mieszance pozwolił mu zyskać sporo pozycji. Ostatecznie dało to mniej, niż się spodziewano. Dziewiętnasta lokata na dwadzieścia trzy auta na mecie. Nadal jednak weźmy pod uwagę poziom stawki oraz doświadczenie debiutującej w serii Premy. Zaraz za nim na mecie zameldował się jego partner zespołowy, Robert Shwartzman. Co istotne, obydwa auta nie zostały zdublowane. To spory wyczyn dla nowego zespołu na torze, na którym wyścig trwa sto okrążeń. Zaś jedyna neutralizacja skończyła się po szóstym „kółku”.
Will Power skasował część stawki
Niechcący, ale jednak. Już po starcie mieliśmy zamieszanie w trzecim zakręcie, które wywołało neutralizację. Kierowca Penske wpadł w Nolana Siegla zabierając go ze sobą na ścianę. To zdarzenie zakończyło wyścig dla tej dwójki oraz debiutującego Louisa Forstera. Nie takiego startu sezonu życzył sobie dwukrotny mistrz IndyCar.
Klasyfikacja generalna IndyCar jest raczej jasna
Po pierwszej rundzie liderem tabeli został Alex Palou przed Scottem Dixonem. Za nimi jest Josef Newgarden pred Scottem McLaughlinem i Kyle’m Kirkwoodem.
Nastepny przystanek: Thermal Club
Nie trzeba będzie czekać zbyt długo na kolejną rundę IndyCar. 23 marca kierowcy powalczą o punkty na Thermal Club w Kalifornii. To będzie debiut tego obiektu jako runda punktowana. Rok temu ten tor gościł wyścig, w którym zawodnicy walczyli nie o „oczka” do klasyfikacji generalnej, a o pieniądze. Wówczas też obowiązywał zupełnie inny format zawodow względem tego, jaki znamy z regularnego sezonu.
Wyniki GP St Petersburga 2025 IndyCar

Fot. IndyCar.com