Connect with us

Czego szukasz?

Samochody

Klienci Ferrari nie chcą hybryd. I nawet nie udają, że jest inaczej

Ferrari oficjalnie przyznało coś, co dla obserwatorów rynku było oczywiste od samego początku: klienci marki niemal nigdy nie ładują swoich hybryd typu plug-in i praktycznie nie korzystają z trybu hybrydowego.

ferrari hybrydy plug-in
Fot. Ferrari

Rzeczywistość okazała się dokładnie taka, jakiej należało się spodziewać. Klienci Ferrari nigdy nie pragnęli napędu hybrydowego, więc korzystają ze swoich samochodów tak, jakby dodatkowego układu elektrycznego w ogóle w nich nie było. Dla nich to jedynie niechciany dodatek, a nie realna wartość.

Cała sytuacja obnaża fundamentalny rozdźwięk pomiędzy narracją producenta a faktycznymi oczekiwaniami nabywców. Ferrari może mówić o nowoczesności, technologii i ekologii, ale jego klienci nadal chcą przede wszystkim dźwięku, emocji i bezpośredniego kontaktu z silnikiem spalinowym.

Dziesięć hybryd Ferrari? W praktyce znacznie mniej, ale sprzedają się świetnie

Na pierwszy rzut oka oferta Ferrari może sprawiać wrażenie, że hybryda to dokładnie to, czego pragną klienci marki z Maranello. Dziś mogą oni wybierać spośród dziesięciu różnych modeli typu plug-in hybrid, co sugeruje ogromne zainteresowanie takim rozwiązaniem.

W rzeczywistości to jednak typowo włoska kreatywna księgowość. De facto mówimy o dwóch podstawowych konstrukcjach, z których powstały cztery modele oraz cała gama ich pochodnych: SF90 w wersjach Stradale i Spider, SF90 XX w odmianach Stradale i Spider, modele 296 GTB, GTS, Speciale i Speciale A oraz Ferrari 849 oferowane jako Testarossa i Spider.

I trzeba to jasno powiedzieć: te samochody sprzedają się bardzo dobrze. Tyle że nie dlatego, iż są hybrydami. Sprzedają się pomimo tego, a nie dzięki temu, co tylko potwierdza, że napęd hybrydowy nie jest dla klientów Ferrari żadnym argumentem zakupowym.

ZOBACZ TAKŻE
Vettel radził Hamiltonowi przed transferem do Ferrari. Teraz zdradził, co mu powiedział

Dane nie kłamią: ładowanie niemal nie istnieje, tryb elektryczny też

Ferrari w rozmowie z dziennikarzami Car Expert bez ogródek przyznało, że właściciele plug-inów tej marki ładują swoje auta niezwykle rzadko. Producent nie podał dokładnych liczb, ale zaznaczył, że wnioski te wynikają z analizy danych dotyczących użytkowania hybrydowych modeli z ostatnich pięciu lat.

Nietrudno się domyślić, że określenia w rodzaju „prawie nikt”, „prawie nigdy” i „praktycznie nigdzie” byłyby bardzo bliskie prawdy. Hybrydowy potencjał tych samochodów w realnym świecie pozostaje w dużej mierze niewykorzystany.

Co więcej, klienci niemal nie korzystają również z trybu elektrycznego. Najczęściej wybierają tryb Performance, w którym silnik spalinowy pracuje bez przerwy. Tryb Hybrid, w którym jednostka spalinowa wyłącza się przy niskim zapotrzebowaniu na moc, nie cieszy się zainteresowaniem – ciche, elektryczne Ferrari najwyraźniej nie jest tym, czego oczekują nabywcy.

ZOBACZ TAKŻE
Nowe badanie ADAC. Baterie w hybrydach plug-in starzeją się inaczej niż w autach elektrycznych

Hybryda jako kosztowny balast i cicha frustracja Ferrari

Efekt jest łatwy do przewidzenia: po zakończeniu jazdy samochód i tak pozostaje wystarczająco naładowany, by w każdej chwili oferować pełną, łączną moc układu napędowego. Skoro tak, nie ma potrzeby ładowania auta na postoju, a cały cykl zamyka się sam – bez kabla, bez gniazdka i bez realnego użycia napędu elektrycznego.

W tej sytuacji dodanie układu hybrydowego okazuje się czystym absurdem. Ferrari zyskało wyłącznie większą masę, wyższą złożoność techniczną i wyższą cenę, nie oferując w zamian realnych korzyści. Dodatkowy wzrost mocy można było osiągnąć również poprzez rozwój samego silnika spalinowego, bez całej tej elektrycznej otoczki.

Samo Ferrari nie jest z tego stanu rzeczy szczególnie zadowolone, choć trudno oczekiwać, by wyciągnęło z niego daleko idące wnioski. Producent przekonuje, że intensywniejsze korzystanie z napędu elektrycznego mogłoby wydłużyć żywotność baterii i silnika V8, a tym samym obniżyć koszty eksploatacji. Wszystko jednak wskazuje na to, że te argumenty pozostaną bez wpływu na rzeczywistość. 

\
Reklama