Liczby, które mówią same za siebie
Porsche zarobiło w 2025 roku zaledwie 413 milionów euro. Dla porównania – rok wcześniej zysk wyniósł 5,64 miliarda euro. To oznacza redukcję o niemal 93 procent i największy kryzys finansowy w historii tej należącej do Grupy Volkswagen marki. Skala załamania przypomina początki głębokiego kryzysu, który przed laty dotknął Nissana.
Co istotne, same wyniki sprzedaży nie wyglądają na pierwszy rzut oka aż tak źle. Przychody ze sprzedaży spadły o 9,5 procent i wyniosły 36,27 miliarda euro. Liczba dostarczonych klientom samochodów zmniejszyła się o około 10 procent, ale i tak sięgnęła 279 449 sztuk. Skąd więc tak dramatyczne tąpnięcie zysków, skoro sprzedaż utrzymała się na względnie przyzwoitym poziomie?
Odpowiedź tkwi w gigantycznych kosztach nadzwyczajnych, które pochłonęły łącznie około 3,9 miliarda euro. Jak poinformowało Porsche w oficjalnym komunikacie prasowym, złożyły się na nie: koszty reorientacji strategii produktowej i restrukturyzacji firmy (około 2,4 miliarda euro), wydatki związane z technologią baterii (około 700 milionów euro) oraz straty wynikające z amerykańskich ceł importowych (około 700 milionów euro).
Dwa fronty, na których Porsche poniosło klęskę
Amerykańskie cła uderzyły w cały europejski przemysł motoryzacyjny, jednak Porsche odczuło je szczególnie boleśnie, ponieważ Stany Zjednoczone były jednym z jego najważniejszych rynków zbytu. Jochen Breckner, członek zarządu odpowiedzialny za finanse, przyznał wprost, że marka „musiała stawić czoła ogromnym wyzwaniom na całym świecie w 2025 roku”. Te 700 milionów euro pochłoniętych przez cła to jednak tylko część problemu.
Równie dotkliwe okazały się kłopoty związane z elektryfikacją oferty. Kluczowe słowa z komunikatu Porsche – „reorientacja strategii produktowej” – kryją za sobą przyznanie się do błędu: zbyt gwałtownego i źle zaplanowanego przestawienia się na samochody elektryczne. Taycan, będący do niedawna elektrycznym hitem marki, zanotował dramatyczny spadek sprzedaży w Chinach. Były dyrektor finansowy Lutz Meschke otwarcie przyznał, że „wielu klientów w segmencie premium i luksusowym nadal preferuje silniki spalinowe – to wyraźny trend”.
Jeszcze dobitniejszym symbolem pomyłki stał się nowy Porsche Macan, oferowany wyłącznie w wersji elektrycznej po wycofaniu pod koniec 2024 roku wersji spalinowej. Choć początkowo sprzedawał się nieźle, były prezes marki Oliver Blume ostatecznie przyznał, że decyzja o zrobieniu z Macana wyłącznie elektryka była „błędem”. Problemy z bateriami do przyszłych modeli elektrycznych były zresztą sygnalizowane już pod koniec 2024 roku.
Nowy prezes, nowa strategia
Mimo rekordowo złych wyników Porsche zapewnia, że pozostaje „w solidnej sytuacji finansowej”. Restrukturyzacja gamy modelowej jest już w toku, choć jej efekty będą widoczne dopiero za jakiś czas. Operacyjna marża zysku grupy wyniosła w 2025 roku zaledwie 1,1 procent wobec 14,1 procent rok wcześniej, a wolne przepływy pieniężne spadły o 59,5 procent – do 1,51 miliarda euro.
Mianowany w październiku 2025 roku nowy prezes Michael Leiters zapowiada gruntowną przemianę firmy. „Wykorzystamy obecne wyzwania jako szansę do zdecydowanego działania. Kompleksowo zrestrukturyzujemy Porsche, uczynimy firmę bardziej efektywną i szybszą, a nasze produkty jeszcze bardziej atrakcyjnymi” – deklaruje szef marki ze Stuttgartu. Na rok 2026 Porsche prognozuje operacyjną marżę zysku na poziomie 5,5–7,5 procent oraz przychody ze sprzedaży rzędu 35–36 miliardów euro.
Leiters zarysował również długoterminową strategię marki na horyzont 2035 roku. Porsche rozważa rozszerzenie gamy produktowej w segmentach o wyższych marżach – zarówno powyżej obecnych dwudrzwiowych samochodów sportowych, jak i nad Cayenne’em. Wyzwaniem pozostają trudna sytuacja na rynku chińskim oraz nowe turbulencje na Bliskim Wschodzie spowodowane wojną w Iranie. Mimo to kierownictwo marki wierzy, że najgorsze już za nią, a rok 2026 przyniesie wyraźne odbicie.