Koniec płyt CD w nowych samochodach
Jeszcze dekadę temu odtwarzacz CD był standardowym wyposażeniem niemal każdego nowego samochodu. Producenci stopniowo jednak doszli do wniosku, że fizyczne nośniki nie mają przyszłości, i zaczęli zastępować je systemami multimedialnymi opartymi na streamingu, odtwarzaniu muzyki przez smartfon lub pendrive’y USB. Dziś w europejskich salonach samochodowych próżno szukać auta wyposażonego w napęd CD – nawet jako opcji dostępnej za dopłatą.
Dobitnym przykładem tej zmiany są modele z niższych segmentów rynku. Nawet najtańsza Dacia Sandero w bazowej wersji nie posiada szczeliny na płytę CD, podobnie jak najtańsza Skoda Fabia. Odtwarzacze CD zniknęły z katalogów nie tylko w klasie ekonomicznej – ta sama sytuacja dotyczy oczywiście samochodów ze średniej i wyższej półki, gdzie zamiast napędów optycznych królują ekrany dotykowe i cyfrowe systemy audio.
Dla miłośników płyt CD, którzy posiadają w domu pokaźne zbiory i cenią sobie ich jakość dźwięku, sytuacja jest coraz trudniejsza. Nowoczesne laptopy od dawna nie są wyposażane w napędy optyczne, a samochody podążyły tą samą drogą. Jedynym wyjściem dla europejskich fanów „cidików” pozostają starsze auta lub rynek wtórny, bo w nowych pojazdach tej technologii po prostu nie ma.
Subaru jako ostatni bastion, ale tylko w USA i wcale nie tanio
Na tle globalnej tendencji wyróżnia się Subaru, które jako jedyna marka samochodowa na świecie nadal celowo utrzymuje odtwarzacze CD w swojej ofercie. Dotyczy to jednak wyłącznie rynku amerykańskiego. Europejscy klienci tej japońskiej marki nie mają możliwości zamówienia nowego auta z napędem. W USA opcję tę można znaleźć między innymi w modelach WRX oraz Ascent.
Ta wyjątkowość ma jednak swoją cenę. Subaru pobiera za odtwarzacz CD dodatkowo 450 dolarów, co w przeliczeniu wynosi niemal 1700 złotych. Za tę sumę nabywca otrzymuje urządzenie zintegrowane ze środkową konsolą pojazdu, niewidoczne na pierwszy rzut oka – co ma tę praktyczną zaletę, że nie przyciąga uwagi złodziei. Mimo tej estetycznej zalety, kwota pozostaje niemała, zwłaszcza że napęd obsługuje wyłącznie jeden dysk na raz.
Co istotne, oferta Subaru z odtwarzaczem CD z roku na rok się kurczy. Jeszcze w poprzednim roku model Outback był dostępny z tą opcją, jednak nowa generacja tego auta korzysta już wyłącznie z cyfrowych multimediów. Podobna historia spotkała Lexusa IS w wersji na rok modelowy 2025 – tamten rocznik oferował jeszcze szczelinkę na płytę, ale aktualna wersja już jej nie posiada.
Czy to już ostatnie lata tej technologii?
Oferta samochodów z odtwarzaczami CD systematycznie i nieubłaganie maleje. Eksperci nie wykluczają, że obecny rok lub co najwyżej kolejne dwa lata będą dla tej technologii w motoryzacji ostatecznym zamknięciem rozdziału. Za tym procesem stoi przede wszystkim ekonomia. Utrzymywanie takich systemów w produkcji jest kosztowne, a zainteresowanie klientów ograniczone i stale malejące.
Warto jednak zastanowić się, czy to zainteresowanie jest naprawdę tak małe, jak sugerują producenci. Słuchanie muzyki z płyt CD oferuje bowiem wyższą jakość dźwięku niż streaming i nie wymaga dostępu do internetu ani ponoszenia miesięcznych opłat abonamentowych. Fani muzyki z płyt CD mają zwykle zgromadzone przez lata kolekcje, z których mogą korzystać bez dodatkowych kosztów. To niemałe atuty, szczególnie w erze rosnących cen abonamentów na platformy muzyczne.
Niezależnie od tych argumentów, wygląda na to, że dla płyt CD w nowych samochodach ostatnią ostoją staną się komisy i salony z autami używanymi. Technologia, która przez dekady była standardem, dziś przetrwać może jedynie dzięki rynkowi wtórnemu. Subaru pozostaje samotnym strażnikiem tej tradycji wśród nowych samochodów, ale i ta marka najprawdopodobniej pożegna się z odtwarzaczami CD wcześniej, niż większość fanów fizycznych nośników by sobie życzyła.