Connect with us

Czego szukasz?

Biznes

Zyski Stellantisa nadal spadają. I to drastycznie

Od lat wiele osób alarmowało, że strategia koncernu Stellantis zmierza w ślepą uliczkę, stawiając na produkcję towarów, których rynek zwyczajnie nie chce. Zarówno przedstawicielstwa marek należących do koncernu, jak i zarząd na najwyższym szczeblu zdawali się jednak głusi na krytykę.

stellantis stoisko targi
Fot. Stellantis

Globalne strategie, ustalane w odległych o tysiące kilometrów centralach, systematycznie rujnowały biznes poszczególnych marek. Nikt nie chciał słuchać, że wyznaczone cele są nierealistyczne, a ich realizacja prowadzi donikąd. Nawet Carlos Tavares, który sam był twórcą tej polityki, w pewnym momencie zaczął krytykować jej skutki – ale i to nie zmieniło podejścia decydentów.

Ignorancja wobec tych ostrzeżeń okazała się kosztowna. Firma brnęła w inwestycje, które z góry skazane były na porażkę, podczas gdy głosy rozsądku były konsekwentnie pomijane. Teraz, gdy efekty są widoczne gołym okiem, pozostaje pytanie: czy można było tego uniknąć?

Carlos Tavares – od wizjonera do krytyka własnej strategii

Na czele Stellantisa przez lata stał Carlos Tavares, który z czasem okazał się jednym z największych hipokrytów w świecie motoryzacji. Jeszcze pod koniec 2023 roku nagle zaczął walczyć o zmiany, które wcześniej sam odrzucał. Jego odejście w grudniu zeszłego roku, z natychmiastowym skutkiem, było symbolicznym zamknięciem pewnego etapu – ale też potwierdzeniem, że firma zmierza w złym kierunku.

Powody tego zwrotu akcji stają się coraz jaśniejsze. Masowe inwestycje w auta, na które nie było popytu, okazały się dokładnie tak nieopłacalne, jak można było przewidzieć od lat. Jednocześnie zaniedbywanie oferty popularnych i dochodowych samochodów z silnikami spalinowymi coraz mocniej odbijało się na finansach firmy, która zaczęła tracić grunt pod nogami.

Tavares i jego zespół zdawali sobie sprawę z nadciągającej katastrofy, ale ich reakcja przyszła za późno. Bilans za 2024 rok, który właśnie ujrzał światło dzienne, nie pozostawia złudzeń – Stellantis znalazł się w poważnych tarapatach, a były szef stał się symbolem nietrafionych decyzji, które pogrążyły koncern.

ZOBACZ TAKŻE
Talbot powraca? Stellantis może reaktywować markę jako konkurenta Dacii

Dramatyczne spadki koncernu

Pierwsza połowa 2024 roku przyniosła zyski niższe o niemal połowę w porównaniu z poprzednim okresem, ale prawdziwy cios nadszedł później. Obrót firmy za cały rok spadł o 17% do 156,9 miliardów euro, zysk skurczył się o szokujące 70% do 5,5 mld euro, a negatywne przepływy pieniężne wyniosły 6 miliardów euro. Te liczby to ponury dowód na to, że strategia Stellantisu okazała się fiaskiem.

Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. Po ujawnieniu tych wyników stało się jasne, że kontynuowanie dotychczasowej polityki to prosta droga do bankructwa. Odejście Tavaresa w grudniu było desperacką próbą zmiany kursu, ale liczby nie kłamią – firma tonie, a jej przyszłość wisi na włosku.

Choć niektórzy mogą twierdzić, że zysk w wysokości kilku miliardów euro to wciąż solidny wynik, taki pogląd jest krótkowzroczny. Branża motoryzacyjna wymaga ogromnych nakładów kapitałowych i operuje na niskich marżach – kilka błędnych decyzji wystarczy, by wpadła w spiralę strat, z której trudno się wydostać. Stellantis stoi właśnie na takim rozdrożu.

Motoryzacja to biznes o dużej bezwładności – złe decyzje odbijają się czkawką przez lata. Stellantis, ignorując zapotrzebowanie rynku i stawiając na nietrafione inwestycje, znalazł się w sytuacji, w której koszty zaczęły przewyższać przychody. Szerokie kierownictwo w końcu dostrzegło problem i zdecydowało się na zmianę podejścia, ale czy nie jest już za późno?

ZOBACZ TAKŻE
Używana Alfa Romeo Brera - wady, zalety, opinie. Czy warto kupić włoskie coupe?

Czy Stellantis zdoła się podnieść?

Są pewne drobne oznaki poprawy – na przykład zmniejszenie zapasów magazynowych u dealerów o 20%, do 304 tysięcy pojazdów. To jednak zaledwie kropla w morzu potrzeb. Perspektywy pozostają ponure, a marże zysku mogą spaść do zaledwie kilku procent, co stawia pod znakiem zapytania zdolność firmy do utrzymania się na powierzchni w 2025 roku.

John Elkann, obecny lider Stellantisa, próbuje zachować optymizm. Wierzy, że druga połowa 2025 roku przyniesie poprawę, ale jego ostrzeżenia o niskich marżach brzmią jak przyznanie się do trudnej rzeczywistości. Firma walczy o przetrwanie, a każdy kolejny krok będzie testem jej zdolności do adaptacji.

Nie można powiedzieć, że obecny stan Stellantisu to zaskoczenie – był on przewidywalny i wynikał z szeregu absurdalnych, antyrynkowych decyzji ostatnich lat. Smutne jest jednak to, jak bardzo można było tego uniknąć, gdyby wcześniej posłuchano głosów krytyki. Teraz, gdy problemy są już jasno zidentyfikowane, pozostaje nadzieja na ich rozwiązanie.

Kluczowe przyczyny kryzysu zostały nazwane i są stopniowo adresowane. Jeśli Stellantis zdoła skutecznie zareagować, być może uniknie najgorszego scenariusza. Czas gra tu jednak kluczową rolę – zbyt długie zwlekanie może sprawić, że firma nie poradzi sobie z lawiną strat. Patrząc z jaśniejszej strony, obecna sytuacja to lekcja, z której można wyciągnąć wnioski. Stellantis ma szansę się zreformować, o ile nie powtórzy błędów przeszłości. Pytanie brzmi, czy zdoła to zrobić na tyle szybko, by odzyskać zaufanie rynku i inwestorów – odpowiedź poznamy dopiero w nadchodzących miesiącach.

\
Reklama