Kalendarz liczy 14 wyścigów – w tym 3 z nich to całkiem nowe lokacje: Seul, Dżakarta i Londyn. Sezon rozpocznie się podwójną rundą w Arabii Saudyjskiej (22-23 listopada), nowością jest tu drugi wyścig. Później 24 bolidy staną na starcie ePrix Santiago, które odbędzie się już w nowym roku – w połowie stycznia, następnie czeka nas prawie miesiąc przerwy, ale za to w lutym będziemy mieć rywalizację zarówno w Meksyku jak i Marrakeszu.
Wiosnę (marzec) Formuła E przywita wyścigiem nas w Chinach, udało się osiągnąć kompromis pomiędzy kalendarzem elektrycznej serii a FIA WEC. Sanya będzie jedynym miastem, które będzie gościć wyścig w tym samym czasie, co długodystansowe mistrzostwa. Nie należy wykluczać startu czterech kierowców, gdyż na Sebring będą jechać w piątek, a tu mamy rywalizację w sobotę. Także mogą zdążyć.
W kwietniu będziemy już obserwować ściganie w Paryżu i Rzymie, by potem na chwilę „uciec” do Azji na wyścigi w Seulu i Dżakarcie – debiutujące w kalendarzu. Następnie mamy ePrix Berlina – nasz tak jakby domowy wyścig, gdyż jest on najbliżej Polski. 21 czerwca warto zaplanować sobie czas by zawitać na berlińskie byłe lotnisko Tempelhof. Pojedyncza runda w Nowym Jorku będzie oznaczać ostatnią prostą w kalendarzu, gdyż po niej zostanie nam podwójna runda wokół hali ExCeL w Londynie, która to zakończy zmagania pod koniec lipca.
Wypadła nam runda w Hong Kongu, ale trzymamy kciuki za powrót do ścigania na tym pełnym wyzwań torze.

Fot. ABB Formula E / Facebook