Connect with us

Czego szukasz?

Absurdy

Cenowe szaleństwo. Często prowadzi do kuriozum

Producenci w ostatnich latach zaczęli coraz bardziej nastawiać się na jak największy zysk przy sprzedaży auta. Szczególnie dotyczy to modnych ostatnio SUV-ów. Taka polityka prowadzi niejednokrotnie do kuriozalnych sytuacji.

Wielu z nas, widząc reklamy nowych samochodów, wpada w zdumienie, że tak ładny i dobrze wyposażony pojazd można kupić za tak niską cenę. Pędzimy wtedy do salonów, oglądamy modele ekspozycyjne, które są bogato wyposażone, a następnie siadamy ze sprzedawcą przy biurku i konfigurujemy nasz wymarzony samochód. I tu zaczynają się schody. Rzeczywistość okazuje się bardziej brutalna niż nam się wydaje. W czym tkwi haczyk?

Cała tajemnica tkwi w kilku, ledwo dostrzegalnych zdaniach pod reklamą danego modelu. Jest tam napisane, że prezentowana wersja różni się od bazowej. Jedynie podana cena dotyczy odmiany podstawowej. Zazwyczaj, albo nie zwracamy na ten napis uwagi, albo nie zdążymy go przeczytać.

Fot. Skoda.pl / Skoda Fabia FL

Często mówimy sobie, że wystarczy nam bazowa wersja. Nie chcemy teoretycznie zbędnych rzeczy typu ekran head-up, podgrzewanie foteli czy systemy wspomagające jazdę bądź parkowanie. W zamian za to wolimy jakiś mocniejszy silnik. Jednak sprzedawcy nakłaniają nas do wybrania pewnych tzw. „niezbędnych” opcji.

Początkowo ich nie chcemy, lecz po chwili namysłu stwierdzamy, że przynajmniej kilka z nich trzeba wziąć. Bo jak wziąć nowe auto np. bez klimatyzacji czy tempomatu ? I tak z dosyć przyzwoitej bazowej ceny robi się dosyć wysoka. Nieraz dostaniemy jakiś rabat na otarcie łez, ale auto nadal sporo kosztuje. Co jest powodem takiej sytuacji ?

Fot. netcarshow.com / Fiat Tipo

Wszystkiemu odpowiada polityka cenowa większości producentów. Najbardziej widać to po markach premium, ale nie tylko. Przejdźmy do konkretnych przykładów. Na pierwszym miejscu należy wymienić tzw. niemiecką trójkę, czyli Audi, BMW i Mercedesa. Podstawowe odmiany ich limuzyn klasy średniej wyższej z 2-litrowymi dieslami pod maską kosztują poniżej 200 tys. zł.

Jednakże trudno brać auto premium bez skórzanej tapicerki, czujników parkowania i automatycznej skrzyni biegów. Przydałaby się też nawigacja. Dobranie tych plus kilku innych opcji winduje cenę do blisko 300 tys zł. A jeśli zechcemy zaszaleć z wyposażeniem, z łatwością przekroczymy 400 tys. zł. I tu mamy dylemat – brać np. Mercedesa E-klasę z pełnym wyposażeniem czy S-klasę z mocniejszym silnikiem, ale trochę słabiej wyposażonego ?

Fot. netcarshow.com / Mercedes klasy E

Nieraz nawet nie bierzemy tak luksusowych samochodów pod uwagę, bo nie jesteśmy świadomi rzeczywistych różnic w cenie między tymi modelami. . Ale przy większym modelu, jak S-klasa też należy pamiętać o dobieraniu dodatków i podbijaniu ceny.

Przejdźmy teraz do tzw. „popularnych” marek, jak np. Skoda. Owszem, wiem o tym, że to nie jest już typowo budżetowa marka, jak to miało miejsce choćby dekadę temu. Jednak, gdy zobaczyłem cennik jej najnowszego kompaktowego SUV-a – Karoqa, to aż chwyciłem się za głowę. Od razu pomyślałem sobie: Czy oni oszaleli ?! Kazać płacić aż 87 000 zł za bazową wersję z 3-cylindrowym benzyniakiem o pojemności zaledwie 1 litra i mocy 115 KM !

Wyposażenie jest w miarę bogate, ale szału nie ma. Na dodatek za 92 000 zł dostaniemy większego, wcale nie gorzej wyposażonego Kodiaqa i to z czterocylindrowym silnikiem 1.4 o mocy 125 KM. I to za jedyne 5000 zł dopłaty!  Gdzie tu logika? Karoqowi nie pomoże nawet efekt nowości, tym bardziej że jego większy brat również nie należy do aut z długim stażem na rynku.

Fot. netcarshow.com / Kia Stinger

Ciekawie sytuacja wygląda również z bestsellerem Skody, czyli Octavią. Bazowa odmiana kosztuje ok. 66 000 zł. Z kolei skonfigurowana na tzw. „full wypas” przekracza 170 000 zł. Co więcej, za tyle dostaniemy również maksymalnie wyposażonego, większego Superba. Coś tu chyba nie gra.

Taki stan rzeczy dotyczy też innych marek. Nawet miejskie auta, jeśli chcemy je dobrze wyposażyć, dobijają do poziomu cenowego bazowych kompaktów. Rodzi się to samo pytanie, co w przypadku marek premium. Brać mniejszy, ale dobrze wyposażony model czy większy, ale w podstawowej wersji? Na to pytanie każdy z nas musi już sobie odpowiedzieć sam z uwagi na indywidualne potrzeby.

Przykładem jest Citroen C3, który w bazowej odmianie ma bardzo przyzwoitą cenę na poziomie poniżej 40 000 zł. Jeśli jednak chcemy mieć rozsądny napęd i wyposażenie, cena przekracza 60 000 zł, a to już poziom niektórych kompaktów. Podobnie sytuacja wygląda też z innymi pojazdami miejskimi.

Fot. netcarshow.com / Citroen C3

Najbardziej zawyżone ceny mają SUV-y i crossovery. Powodem tego jest moda na tego typu auta. Szczególnie widać to po Peugeocie 3008, który nawet nie ma napędu 4×4, jest kompaktowym SUV-em i kosztuje ok. 120 000 zł. I to z 3-cylindrowym silnikiem benzynowym o mocy 130 KM ! Tak samo miejskie crossovery miewają wygórowane ceny, np. za dobrze wyposażonego Renault Captura, czyli de facto podwyższone i przestronniejsze Clio trzeba dać ponad 75, 80 000 zł, a więc tyle, co za dobrze wyposażone, kompaktowe Megane.

Fot. netcarshow.com / Peugeot 3008

a szczęście nie brakuje też rozsądnie wycenionych samochodów. Wśród nich jest np. najnowsza Kia Stinger. Bogato wyposażone auto z mocnym silnikiem benzynowym pod maską kosztuje niecałe 150 000 zł, a więc mniej niż gorzej wykonana i niżej pozycjonowana Optima w odmianie GT. Choć oba pojazdy mają ten sam motor pod maską, to Stinger ma lepsze osiągi.

Ciekawą ofertą jest również Ford Mondeo. Obecnie nawet najbogatsza wersja Vignale kosztuje ok. 135 000 zł, co nie jest złą ceną jak na wyposażenie , jakie oferuje oraz mocnego diesla pod maską. Jednak jest to tylko tymczasowa promocja. Do innych rozsądnych samochodów należą też kompakty- Fiat Tipo oraz Opel Astra.

Fot. netcarshow.com / Ford Mustang

Podsumowując, polityka cenowa większości producentów jest bardzo przemyślana, choć nieraz ich chytrość przekracza granice rozsądku. To my jako klienci, musimy mieć szeroko otwarte oczy, żeby nie wyrzucać pieniędzy w błoto. Koncerny tak układają cenniki swoich aut, żeby z pozoru były one tanie, ale finalnie okazywały się droższe niż nam się wydaje. A jak wiadomo, im więcej opcji weźmiemy, tym większy zysk producentów.

Inną politykę cenową mają niektóre japońskie marki, które bazowo kosztują nieco więcej niż europejskie. Jednakże ich standardowe wyposażenie jest już dosyć bogate, co nie znaczy, że kompletne – tzw. kompletnych aut jest bardzo mało. Jedynym wyjściem na nieprzepłacanie za nowe samochody jest polowanie na tzw.”okazje” i umiejętność wybrania z nich tej naprawdę korzystnej. Podstawa to zachować rozsądek przy wyborze auta.

Oceń nasz artykuł!
\
Reklama