Według serwisu, Ferrari odblokowało dodatkowe 10 koni mechanicznych mimo, że początkowym celem było utrzymanie mocy silnika z zeszłego roku, który w nadchodzącym sezonie obarczony jest większymi wymaganiami w zakresie żywotności. W trakcie sezonu 2018 kierowcy mogą skorzystać zaledwie z trzech silników – każdy kolejny obarczony będzie karą.
Zespół z Corrado Iottim na czele skupił się na zwiększeniu osiągów przy niskich i średnich prędkościach, gdzie podobno kryje się największy potencjał do wzrostu, a dodatkową moc udało się osiągnąć dzięki lżejszemu układowi turbodoładowania.
Ferrari dąży również do uzyskania bardziej zauważalnych osiągów dzięki dalszym poprawom w specyfikacji motoru, choć w chwili obecnej z niecierpliwością oczekuje na wyścigowy weekend w Australii, kiedy to jednostka włoskiego zespołu po raz pierwszy na poważnie zmierzy się ze słynącymi z niezawodności silnikami Mercedesa.