Przypomnijmy – przed wyścigiem o GP Rosji Lewis Hamilton miał 40 punktów przewagi nad drugim w klasyfikacji Sebastianem Vettelem. W Sochi pole position zdobył Valtteri Bottas, który długo przewodził stawce także podczas wyścigu. Wtedy jednak usłyszał w słuchawce słynne już „Valtteri, it’s James…” – szef strategów zespołu Mercedesa, James Vowles, kazał mu przepuścić będącego za Finem Lewisa Hamiltona.
Ostatecznie Brytyjczyk przekroczył linię mety jako pierwszy, powiększając przewagę nad Sebastianem Vettelem do 50 punktów, jednak zbierając bardzo wiele niepochlebnych komentarzy. Sam Hamilton zupełnie nie celebrował tego zwycięstwa, a zespół Mercedesa jeszcze przez wiele tygodni był pod ostrzałem dziennikarzy i kibiców.
– Musieliśmy wykonać ten okropny „team order” – powiedział Toto Wolff. – To był wyścig na zwycięstwo dla Valtteriego, ale żeby zebrać odpowiednią ilość punktów dla Lewisa, zdecydowaliśmy się na zmianę pozycji naszych kierowców.
– To było coś, czego nikt nie lubi, w naszym garażu widać było twarze wyraźnie niezadowolone z sytuacji, także moją. To było coś, co jest sprzeczne z naszymi zasadami wyścigowymi – dodał. – Wtedy jednak byliśmy w stanie bardzo trudnej walki z Ferrari i nie mogliśmy zostawić tych punktów „na stole”.
– Kiedy Valtteri zjechał na bok, złamało mi się serce. Poczułem się naprawdę okropnie, ale ten sport czasami może być okrutny i to była właśnie jedna z tych chwil – wyznał Austriak z polskimi korzeniami.
M.in. przez ten manewr Valtteri Bottas został jedynym z pierwszej szóstki kierowców, który w sezonie 2018 nie wygrał żadnego wyścigu.