Connect with us

TEST | Isuzu D-Max Fury – czy potężny pick-up to dobry daily driver?

Każdy pick-up jest do siebie podobny, ale to właśnie Isuzu D-Max w limitowanej edycji Fury zdaje się nieco wychodzić przed szereg. Za co go można pochwalić? Czy czegoś mu brakuje? Odpowiedzi znajdziecie w teście…

Opublikowano

w dniu

Isuzu D-Max Fury

Wydawać by się mogło, że auta takich gabarytów budowane są w konkretnym celu. Przecież kto by chciał poruszać się ciężkim, ogromnym i niezbyt zwrotnym samochodem na co dzień? Do naszej redakcji trafił japoński przedstawiciel aut dla strażników z Teksasu – Isuzu D-Max. 

Z zewnątrz

Isuzu D-Max to naprawdę wielki samochód. Ponad pięciometrowy kolos wzbudza respekt na drodze, a także wykręca karki o 180 stopni. W testowanej konfiguracji nie da się przejść obok niego obojętnie, ponieważ wyzywający czerwony kolor w połączeniu z czarnymi felgami wyglądają świetnie. Bryła auta jest kanciasta, ale w tym przypadku taka właśnie ma być! Przecież Isuzu D-Max to nie wyrafinowana limuzyna, tylko potężna terenówka, która musi poradzić sobie w każdych warunkach. Ogromne nadkola i progi uwydatniają jego potęgę, a czarne orurowanie dodaje charakteru. Całość – musicie przyznać – wygląda całkiem dobrze i może się podobać.

W środku

W środku auta niewiele się dzieje. Wszędzie twarde i czarne plastiki, analogowe zegary i wszechobecna siermiężność. Ma to swój urok, a także dużą zaletę, bowiem D-Max nie każe uczyć nam się sterowania kokpitem. Jedyne do czego „zmusza”,  to do wsiadania do środka, jechania i nie zatrzymywania się. Druga sprawa to łatwość utrzymania wnętrza w czystości. Twarde materiały, z których zbudowany jest środek, nie będą czymś za czym będziemy płakać, gdy się zarysują lub przetrzemy je wilgotną ścierką. Na pochwałę zasługuje także spasowanie wszelkich elementów. Dacię wiarę, że wpadając nawet w największy dół nic nie piśnie? Wzorowy montaż!

Do dyspozycji kierowcy i pasażera zamontowano system audio z całkiem dobrym nagłośnieniem z którego dźwięk wydobywa się nawet z podsufitki tworząc efekt surround – ciekawe rozwiązanie. Na próżno szukać w nim nawigacji i dotykowego ekranu, ale można opcjonalnie domówić system info rozrywki marki Kenwood. W związku z brakiem ekranu nie ma też kamery cofania, która przy wielkich rozmiarach auta na pewno by się przydała. Na pokładzie zamontowano natomiast czujniki parkowania (tylko z tyłu). Panel sterowania klimatyzacją jednostrefową ma kształt koła i jest prosty w obsłudze.

W środku znajdziemy również mnóstwo schowków, m.in. nad konsolą środkową, dwa  po stronie pasażera. Do tego jeden schowek na wysokości kolan, a drugi w górnej części deski rozdzielczej. Po obu jej stronach deski znajdziemy również uchwyty na kubki, które mogą również posłużyć za małe skrytki, bądź uchwyty na telefony. Oprócz tego tradycyjny pojemnik w podłokietniku i wyjście USB.

Za komfort podróżowania odpowiadają skórzano-materiałowe fotele, które zadziwiają swoją wygodą zarówno z tyłu, jak i z przodu. Ogrom samochodu podpowiada nam, jaką przestrzeń znajdziemy we wnętrzu. Jest jej sporo, a warunki podróżowania są naprawdę dobre. Z tyłu miejsce na nogi znajdzie każdy. Szeroka kanapa zapewnia wygodną podróż, do czasu, póki nie zjedziemy na bardziej dziurawą drogę. Sztywny most napędowy i piórowe resory powodują, że w takich warunkach nieźle nas wytrzęsie, ale nie zmienia to faktu, że Isuzu jest jednym z najbardziej komfortowych pick-upów.

Wrażenie robi też paka. Przestrzeń ładunkowa ma długość 1552 mm, 1530 mm szerokości i pomieści 1080 kg załadunku. Isuzu pociągnie też przyczepę bez hamulca o masie 750 kg, natomiast przyczepę z hamulcem o masie 3500 kg. Jest to naprawdę wszechstronny i pojemny pojazd. Nic tylko zapakować rodzinę do środka, wrzucić bagaż na pakę, doczepić z tyłu przyczepę i ruszać na kemping!

Jak to jeździ?

Pod maską testowanego egzemplarza znalazła się nowa jednostka Diesla o pojemności 1.9 litra i mocy 163 KM. Spełnia ona normę Euro 6 i zastąpiła ona 2.5 litrowy silnik o tej samej mocy. Maksymalną moc osiąga przy 3600 obr./min, a moment obrotowy spadł z 400 Nm do 360 Nm osiąganych przy 2000-2500 obr./min. Silnik otrzymał automatyczną skrzynię biegów o sześciu przełożeniach. Całość działa bardzo leniwie i nie zachęca do sprintów spod świateł. Mniejsza pojemność jednostki napędowej nie przeszkodziła w utrzymaniu tej samej mocy co poprzedni motor. Poza powolną skrzynią biegów, nie ma powodów do narzekań –  jest komfortowo, a sam silnik jest dynamiczny.

Ciekawostką w tym aucie jest spalanie. W warunkach pozamiejskich podczas jazdy zużycie paliwa nie przekracza 7 l/100km. Jazda na drodze ekspresowej pozwala na uzyskanie średniego zużycia paliwa na poziome 7,9 l/100km, natomiast jeśli wybierzemy się w podróż autostradą i będziemy trzymać się przepisowej prędkości,  Isuzu będzie zużywało 11 litrów oleju napędowego. W mieście ciężko zejść poniżej 9 litrów. Wyniki są zaskakujące, ponieważ inne samochody tej klasy spalają dużo więcej paliwa.

Generalnie samochód napędzany jest na tylną oś, aby zmniejszyć spalanie. Isuzu prowadzi się pewnie i nie trzeba bać się zerwania przyczepności. Przy szybkim pokonywaniu łuków mamy wrażenie, że samochód zaraz się przewróci, ale to tylko złudzenie. W każdym razie D-Max nie jest mistrzem zakrętów. W razie potrzeby możemy przełączyć z trybu 2H na tryb 4H, który dołącza przednią oś pomagając w jeździe podczas deszczu lub na nieutwardzonym podłożu. Warto dodać, że przełączenie trybu na 4H można wykonać również w trakcie jazdy, bez konieczności zatrzymywania się.

Do jazdy w grząskim błocie mamy tryb 4L. Warto pamiętać, że na oponach H/T daleko w terenie nie zajedziemy, ponieważ to gumy, które przeznaczone są w 80% na asfalt, a w 20% na bezdroża. Głęboko wierzę, że kiedyś w takich samochodach montowane będą dobre opony A/T – i to w standardzie! Aby włączyć tryb 4L musimy zatrzymać pojazd, przełączyć skrzynię biegów na pozycję N i przekręcić pokrętło odpowiedzialne za zmianę trybów napędu. Od teraz większe wzniesienia, czy sypki piach przestają być problemem. Isuzu D-Max może pochwalić się kątem natarcia wynoszącym 30º, kątem zejścia 25º i kątęm trawersowania 49º. Dodatkowo mamy tu prześwit 235 mm. Takie parametry wystarczą, aby poradzić sobie w cięższym terenie.

Podsumowanie

Trudno powiedzieć, ile dokładnie kosztuje testowany egzemplarz, ponieważ limitowanej wersji Fury nie ma w cenniku. Wersja wyposażenia LS+ sugeruje, że za posiadanie tego ciekawego pick-upa wyłożyć trzeba około 128 473 zł brutto. D-Max to świetny wybór, jeśli chcemy postawić w garażu pickupa. Silnik jest pancerny i niedużo pali, a sam pojazd jest bardzo komfortowy i naprawdę chce się w nim przebywać. Smaczku dodaje unikalna edycja Fury do tej pory dostępna jedynie w Wielkiej Brytanii, ale brakuje tu dobry terenowych opon w standardzie. Niemniej na pewno warto zapoznać się z tym “małym” potworkiem.

Galeria

Podobał Ci się nasz test? Polub nas na , aby nie przegapić kolejnych!

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama