Czego szukasz?

Testy nowych samochodów

TEST | Mini Cooper S 5d 2.0 192 KM – Jaś Fasola byłby zachwycony

Uwielbiam małe i zadziorne autka, które potrafią dać mnóstwo frajdy i nadal zaskoczyć niejednego kierowcę spotkanego na drodze. Auta kompaktowe lub miejskie kojarzą się raczej z rozsądnymi, nierzadko rodzinnymi pojazdami do codziennej jazdy, a nie warczącymi i prychającymi łobuzami ze stadem rozbrykanych koni pod maską. Idealnym przykładem jest Mini Cooper S w specjalnej odmianie 60 Years Edition.

Mini Cooper S 2020
Fot. Kamil Rogala / Mini Cooper S 5d 2.0 192 KM (2020)

Tylko koni, tylko koni żal…

Nie ukrywam, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Testowane Mini Cooper S miało pod maską 2-litrową turbodoładowaną jednostkę benzynową, która generowała bardzo przyzwoite 192 KM oraz 280 Nm momentu obrotowego. Przy masie około 1240 kg takie parametry są aż nadto wystarczające. Siedmiobiegowy automat, który kieruje moc na przednie koła świetnie radzi sobie z tym autem. Za to w trybie sportowym przyjemnie kopie przy zmianie biegów.

Przyspieszenie do „setki” w czasie poniżej 7 sekund również nie daje podstaw do narzekania, a prędkość maksymalna 230 km/h jest więcej niż przyzwoita. Spalanie? W trasie ok. 7 l/100 km, a w mieście nieco ponad 10 litrów. Zaznaczam, że rzadko kiedy jeździłem ekologicznie. Jest jednak pewien problem…

Mini Cooper S bok

Fot. Kamil Rogala / Mini Cooper S 5d 2.0 192 KM (2020)

To auto prowadzi się tak świetnie, ma takie rezerwy przyczepności i sterowności, że aż momentami miałem wrażenie, że kupno „tylko”odmiany Cooper S jest niedopatrzeniem i pomyłką w konfiguracji. W porządku, to najmocniejsza dostępna odmiana tradycyjnego Mini z 5-drzwiowym nadwoziem. Mocniejsze odmiany dostępne są tylko w 3-drzwiowej odmianie, ale… na co komu dodatkowa para drzwi?! Tak już na serio. Tego auta raczej nie kupuje się z myślą o rodzinie. Szczególnie w wersji Cooper S, więc poświęcenie pary drzwi na rzecz większej mocy i manualnej przekładni to wystarczający argument przemawiający za lepszą zabawą. Chyba, że postawimy na inną odmianę nadwoziową np. Clubman, ale nie o tym tutaj rozmawiamy.

Jak nie o tym, to o czym?

Nie oszukujmy się, 231 KM w odmianie John Cooper Works i manualna skrzynia 6-biegowa to recepta na rewelacyjny ubaw! Poza tym cennikowe 121 640 zł za Cooper S kontra 135 200 zł za JCW nie stanowią jakiejś ogromnej różnicy. Można jeszcze dorzucić do 8-biegowego automatu – 144 020 złotych. Tutaj prędkość maksymalna to 246 km/h a sprint do setki zajmuje nieco ponad 6 sekund.

Dla wariatów jest jeszcze odmiana John Cooper Works GP za 185 000 złotych, która dysponuje mocą 306 KM kierowaną na przednią oś za pośrednictwem 8-biegowego automatu. Na deser mamy moment obrotowy 450 Nm, przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 5,2 sekundy. I jeszcze prędkość maksymalną 265 km/h oraz rewelacyjny wygląd. Gryzie mnie to, że testowany egzemplarz ze wszystkimi dodatkami kosztował tylko 2600 złotych mniej…

Mini Cooper S i problem Jasia Fasoli

Tak, wolałbym „gołą” odmianę John Cooper Works GP zamiast wypasionego Coopera S, bo różnica w mocy jest gigantyczna. Ale to tylko moje zdanie. Nie zmienia to jednak faktu, że testowany egzemplarz również był fenomenalny, dał mi całe połacie frajd. Zaś wizualnie naprawdę budził zainteresowanie. Jedynie felgi mocno mnie irytowały, bo kompletnie nie pasowały do dopieszczonego charakteru tej odmiany. A była to wersja 60 Years Edition z pięknym lakierem British Racing Green, kilkoma naklejkami, kremowymi lusterkami i dachem oraz skórzaną tapicerką o nazwie Mini Yours Lounge Dark Maroon.

60 years Mini

Fot. Kamil Rogala / Mini Cooper S 5d 2.0 192 KM (2020)

Mówiąc po ludzku, butelkowa zieleń w zestawieniu z brązową skórą i kremowymi wstawkami naprawdę robiła świetne wrażenie. Poza tym we wnętrzu również pojawiały się zielone akcenty, przeszycia, lamówki, drobne detale i wstawki. Naprawdę, było na czym zawiesić oko i o ile nie jestem fanem takiego „techno-retro” stylu, tak przebywanie w Mini Cooper S sprawiało mi przyjemność.

Co tak podnosiło poprzeczkę?

Końcową cenę na pewno windowały liczne dodatki i gadżety. Jedni by z tego zrezygnowali na rzecz wyższej wersji (tak, ja), inni woleliby mnóstwo dodatków i nadal bardzo przyzwoity układ napędowy. Podobny problem miałem przy okazji testu Audi Q3 Sportback 45 TFSI. Auto ze wszystkimi dodatkami kosztowało aż 323 000 złotych. Patrząc na to, że za mniej niż 300 000 złotych można mieć topową odmianę RS Q3 Sportback. Zostałoby jeszcze na kilka dodatków.

wnętrze 2 mini

Fot. Kamil Rogala / Mini Cooper S 5d 2.0 192 KM (2020)

Tak czy inaczej końcowa cena za Mini Cooper S kształtowała m.in. sportowa automatyczna skrzynia biegów za 8601 zł, szklany dach panoramiczny za 3970 zło, czujniki parkowania z przodu i z tyłu za 3465 zł, czy też nawigacja z pakietem Connected Plus za 9 174 zł. Sam pakiet Mini 60 Years Chili to koszt – bagatela – 20 113 złotych! Opcjonalne wyposażenie wg. cennika kosztowało 70 015 złotych.

Pierwiastek rodzinny

Mini Cooper S z założenia nie jest autem rodzinnym, choć dzisiejsza odmiana w porównaniu do pierwowzoru to prawdziwy gigant. Nie mówię tu nawet o wersji Countryman, który z powodzeniem może konkurować z innymi kompaktami w klasie pod względem przestrzeni. Jego pojemność bagażnika to przyzwoite 450 litrów, a po złożeniu oparć kanapy oferuje aż 1390 litrów.

tył Mini Cooper S

Fot. Kamil Rogala / Mini Cooper S 5d 2.0 192 KM (2020)

Mini aż tak nie rozpieszcza swoich użytkowników oferując odpowiednio 278 oraz 719 litrów. Nie jest to mało i wystarczy na weekendowy wyjazd czy większe zakupy, ale o rodzinnych zadaniach lepiej zapomnieć. Jednak, czy to wada? Trudno obwiniać auto z segmentu B+ o brak możliwości transportowych. Zejdźmy na ziemię.

Co naprawdę się liczy?

Tu liczy się wygoda, przyjemność z jazdy i podstawowe właściwości praktyczne. A w tym aspekcie Mini nawet w wersji Cooper S sprawdza się świetnie. Ba! Z tyłu z powodzeniem zmieści się dziecko w foteliku, choć nawet dla niego nie zostanie wiele miejsca na nogi. Na szczęście uwagę odwróci na pewno mnóstwo błyszczących bajerów i wielkie okno dachowe. Poza tym będzie wygodnie, przyjemnie, choć trochę twardo, ale to cecha testowanej odmiany. Mi to wszystko bardzo pasowało i spędzałem czas z tym autem w pełnym zadowoleniu. Żona i dziecko także nie narzekali, tylko cieszyli się kosztownymi dodatkami. A ja kalkulowałem co by było, gdybym miał ponad 180 000 złotych.

Mini Cooper S 5d 2.0 192 KM
  • Wygląd zewnętrzny
  • Wnętrze
  • Przyjemność z jazdy
  • Multimedia
  • Wyposażenie
  • Jakość materiałów
  • Zawieszenie
  • Silnik
  • Spalanie
  • Cena w stosunku do jakości
4.4

Co by było, gdybym miał 180 000 złotych?

Pewnie kupiłbym mały domek w Bieszczadach i używanego Passata, ale jeśli musiałbym tę kwotę wydać tylko na sam samochód, a konkretniej na model marki Mini, wybrałbym wersję John Cooper Works GP. Tak, poświęciłbym rodzinę, komfort, wygodę i anonimowość, ale zyskałbym całe hektary frajdy! Jeśli jednak musiałbym zachować odrobinę rozsądku, wziąłbym Clubmana w topowej wersji John Cooper Works ALL4. Sporo miejsca, napęd na cztery koła, 8-biegowy automat i nadal sporo stylu i stylistycznych smaczków.

Testowany egzemplarz był świetny i pokazał, jak fajne może być Mini, choć konfiguracja była oczywiście pokazem tego, co można wybrać w konfiguratorze. To także pokaz tego, że Mini może być interesujące dla każdego, a możliwość personalizacji jest przeogromna. Piekielnie mocny surowy gokart? Świetnie wyposażona i stylowa bulwarówka? A może praktyczny i wygodny samochód rodzinny? Mini ze wszystkim sobie poradzi. Jedynie cena nie jest już taka mini…

Galeria

4.8/5 (liczba głosów: 13)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Reklama
Reklama